Established 1999

CO SIĘ W GŁOWIE MIEŚCI

1 lipca 2017

Zamknięcie i pozorne otwarcie

Jeśli „umysł zamknięty” ma być tak czy inaczej synonimem umysłowego ograniczenia, niepodatności na bodźce skłaniające do utrwalonych przyzwyczajeń, wyobrażeń, uprzedzeń, nawet uwstecznienia, to „umysł otwarty” ma być jego oczywistym przeciwieństwem. Człowiek z „otwartą głową” kojarzy się oczywiście z postawą ciekawości, dociekliwości, elastyczności w myśleniu, wyobraźni, kreatywności, innowacyjności. A w stosunkach z innymi ludźmi – z postawą tolerancji, przychylności, życzliwości, gotowości do współdziałania. Ma to być ktoś zaprogramowany na rozwój, na – modne to dziś słowo w kręgu psychologów – transgresję, czyli przezwyciężanie własnych dotychczasowych ograniczeń, na poszukiwania – pisze prof. Mirosław Karwat.

Prof. dr hab. Mirosław Karwat, Uniwersytet Warszawski

To ktoś, kto przystosowanie społeczne rozumie w kategoriach wzajemności, a nie jednostronnie i z perspektywy „pępka świata” (to inni muszą się do mnie przystosować). Człowiek z umysłem otwartym z założenia rozumie, że i on ze swej strony musi dostosować się do nowych sytuacji, do cudzych oczekiwań, nawet wymagań, a przy tym, że to nie musi boleć.

Zatem czuje się mądrzejszy mądrością innych, z której sam skorzysta – i to jest dlań ważniejsze, niż egocentryczna świadomość, że w wymianie opinii to jego rozmówca okazał się w czymś od niego mądrzejszy albo bardziej kompetentny, to cudzy pomysł okazał się lepszy. Czuje się wzbogacony, jeśli coś, czego nie znał wcześniej, nie rozumiał, a nawet – jak widać, niesłusznie – nie był ciekaw, okazuje się interesujące, pouczające. A jego poczucie wartości własnej nie cierpi z tego powodu, iż inni ludzie w jego otoczeniu, nawet w najbliższym sąsiedztwie czy po drugiej stronie biurka rzeczywiście są inni. Inni poglądami, temperamentem, gustami, charakterem, nie mówiąc już o kolorze skóry, wyznaniu.

Zachodzi tu wyraźna korelacja między typem umysłowości a indywidualizacją lub stadnością, a także – między kompleksami lub brakiem kompleksów.

„Umysł zamknięty” woli wokół siebie podobieństwo, a najlepiej identyczność, jednorodność, standaryzację, uniformizację. Bezpieczny czuję się wśród podobnych sobie, a zagrożony – obecnością i odmiennością tych, którzy nie dość, że są inni, to jeszcze zadowoleni z własnej inności i niezależni od niego. Wartościowy czuje się pod warunkiem, że nic i nikt nie zaprzecza jego wyobrażeniom o wartości; pod warunkiem, że uznawane przez niego wartości i wzorce są jedyne, oczywiste, a przynajmniej dominujące i obowiązujące. Jego niechęć wobec odmienności, alternatywy – demonstrowana niekiedy wręcz agresywnie – ma u podstaw… lęk, podświadomą niepewność tych „oczywistości”.

Wspólnota ludzi z umysłem zamkniętym zapewnia im szczęście, w każdym razie spokój ducha, faktem sklonowania stylu życia, zachowania, nawet ubioru, rekwizytów symbolicznych. Jeśli u wszystkich wszystko jest jednakowe, w każdym razie mieści się w granicach wyznaczonej normy, to znaczy, że wszystko jest w najlepszym porządku. Wartość tego porządku (uładzenia) i poczucia bezpieczeństwa jest tak wysoka, że uczestnik wspólnoty nie tylko nie szuka przygód (np. niestosownych podróży, niestosownych kontaktów, sąsiedztwa z odmiennością i odmieńcami), ale też pilnuje sam siebie, by się nie wychylać, nie wyróżniać, nie wydać się kimś nietypowym. Unika jakiejkolwiek niekonwencjonalności, eksperymentów na własną rękę.

Klasyczne przeciwstawienie Swoich i Obcych, Swojskości i Obcości znajduje tu zastosowanie najbardziej dosłowne: to, co swoje i ci Swoi uosabiają to, co rozpoznane i utrwalone raz na zawsze, przewidywalne – i dlatego tak bezpieczne, choćby nawet było nudne i od dawna jałowe.

„Umysł otwarty” – wręcz przeciwnie, swoją wartość odczuwa i potwierdza przez „zanurzenie w różnorodności”, przez śmiałe obcowanie z tym, co inne i z tymi, którzy są Inni (choć bynajmniej nie z intencją zatracenia własnej tożsamości czy szukania więzi wyłącznie albo głównie z Innymi). Czuje się coś wart ze względu na swoją niepowtarzalność, którą jednak dopiero wtedy można odczuwać i potwierdzać, gdy ma miejsce styczność z różnicą i porównanie.

Tę jakościową różnicę między „open mind” i „closed mind” wyraźnie widać w rozmaitych dyskusjach – od tych potocznych (rodzinnych, towarzyskich, sąsiedzkich) po debaty specjalistów i uczonych. Typowa postawa „umysłu zamkniętego” to postawa obronna: do swoich poglądów, opinii, postanowień jestem przywiązany sztywno, gotów jestem ich bronić nieustępliwie i za wszelką cenę (np. choćbym miał wszystko zepsuć albo się ośmieszyć). Wszelką niezgodność z moimi wyobrażeniami, ocenami czy propozycjami odbieram co najmniej jako przykrość, jeśli nie jako nietakt ze strony innych, jako złośliwość, zamach na moje dobre samopoczucie, na mój spokój, ba, na moją mądrość i autorytet.

Wbrew pozorom, to tendencja spontanicznie powracająca nawet wśród ludzi, których zawód i zajmowane stanowisko jest nieuchronnie źródłem ciągłych okazji do przemyśleń i przewartościowań. Abstrakcyjnie deklarują gotowość do zmiany swego poglądu lub decyzji pod wpływem cudzej argumentacji, nowej wiedzy, a choćby i na zasadzie rozsądnego kompromisu. Kiedy jednak praktycznie są do tego zmuszeni – nawet w najbardziej taktownej formie, bez obawy zdetronizowania – to jednak wycofują się do swoich okopów i zasieków. Cała perswazja na nic, nawet uzgodnienia lub ustępstwa już potwierdzone po drodze w jednej chwili unieważniają, gdy dociera do ich świadomości, że mogliby nie mieć całkowitej i wyłącznej racji, że musieliby przyznać w czymś słuszność drugiej stronie, a tym samym, niestety, przyznać się do własnego błędu, nawet do swojej ignorancji w danej sprawie.

To przypadłość uczonych-doktrynerów (oni już sami niczego się nie uczą, tym bardziej nie odkrywają, lecz tylko nauczają i pouczają innych), artystów, którzy z awangardystów przeistoczyli się w narcystycznych klasyków, polityków, którym z całego ich obrazoburstwa pozostały już tylko chamskie maniery.

Taka inercja (powrót na pozycje wyjściowe mimo wcześniejszego dialogu) i ślepy, irracjonalny upór w odpowiedzi na konieczność zrewidowania własnego zdania czy planu przypomina zachowanie gospodarza domu, który może nawet otwiera drzwi na oścież i zaprasza (mój dom jest otwarty dla wszystkich, gościnny), ale gdy tylko ktoś poważnie potraktuje to zaproszenie i zbliża się z zamiarem wejścia, to w popłochu zatrzaskuje te drzwi, i jeszcze zamyka okiennice.

A bywa i tak, że ktoś wystraszony swoją pochopną – jak mu się teraz zdaje – otwartością nie tylko się wycofuje na pierwotne pozycje, ale z nich jeszcze się ostrzeliwuje. Tak czynią niekiedy kierownicy, dyrektorzy, prezesi, którzy najpierw zachęcają podwładnych do „burzy mózgów”, do szczerej dyskusji, a następnie – śmiertelnie obrażeni wynikiem takiego otwarcia – jeszcze mszczą się na naiwniakach, którzy nabrali się na ich zachęty.

PROF. DR HAB. MIROSŁAW KARWAT
Uniwersytet Warszawski

W wydaniu nr 188, lipiec 2017, ISSN 2300-6692 również

  1. BIBLIOTEKA DECYDENTA

    Wojny nie będzie
  2. DECYDENT GLOBTROTER

    Portugalia bez tajemnic
  3. DECYDENT POLIGLOTA

    Podstawy chińskiego
  4. LEKTURY DECYDENTA

    Taśmy prawdy?
  5. A PROPOS...

    ...pewnej uroczystości w Nicei
  6. BIBLIOTEKA DECYDENTA

    Autopokuta komika
  7. FILOZOFIA I DYPLOMACJA

    Bez przesady
  8. LEKTURY DECYDENTA

    Człowiek godny podziwu
  9. DECYDENT SNOBUJĄCY

    PiSOrlen
  10. BIBLIOTEKA DECYDENTA

    Susza przed burzą
  11. A PROPOS...

    ...noclegu Trumpa przy Centralnym
  12. DECYDENT POLIGLOTA

    Turysta rozumiejący
  13. LEKTURY DECYDENTA

    Monika nie tylko o zmianie
  14. WIATR OD MORZA

    Szwecjo, Hej!
  15. BARBARZYŃCY U GRANIC

    Krawiec jako decydent
  16. QUO VADIS POLONIAE?

    Polskie cierpiętnictwo
  17. CO SIĘ W GŁOWIE MIEŚCI

    Zamknięcie i pozorne otwarcie
  18. PRAWA - WŁADZA - PROBLEMY

    PiS szuka pomocy i ma wizje