Established 1999

A PROPOS...

7 lipca 2017

...noclegu Trumpa przy Centralnym

Nie ulega wątpliwości, że każda wizyta, choć to dużo za dużo powiedziane, amerykańskiego prezydenta w Warszawie jest dla USA jednym z najbardziej efektywnych przedsięwzięć i to pod każdym względem. Tak było i tym razem, gdy na dobę z okładem „zamurowano” stolicę Najjaśniejszej.

Zamurowano ją do tego stopnia, że gdy Donald Trump na Placu Kasińskich wychwalał nasze męstwo, pochylał się nad naszą pokrwawioną historią, zachwalał i wychwalał nasze wiernopoddaństwo Wielkiemu Bratu, czyli Stanom Zjednoczonym i wreszcie bąkał coś o 5 artykule natowskiej biblii, to nawet wtedy nikt nie mógł prześliznąć się na drugą stronę Alej Jerozolimskich inaczej jak przejściem podziemnym lub dopiero po wschodniej stronie Wisły…

Te kilkanaście godzin i nieco więcej słów PeDeTa wystarczyło, aby duża część Polaków, cały rząd oraz niezliczona gromada tzw. ekspertów zawyli z ukontentowania. Z ukontentowania, bo prezydent Trump „uznał w nas…”, „dostrzegł w nas…”, „zapewnił nas…”, „obiecał nam…”, „pochwalił nas…” i jeszcze coś tam, a to przecież dla nas, dla Polski, zdaniem części Polaków oraz dla naszych tzw. polityków z Szucha, Ujazdowskich, Wiejskiej i Krakowskiego jest czymś, co ich napawa, rozpromienia, cieszy, a i duma rozpiera ich niemożebnie.

A przecież musimy sobie zdać sprawę, że WSZYSTKO efektywnie trwało jakieś cztery godziny. I to była cała inwestycja Waszyngtonu. Inwestycja w co? Ano w miliardy dolarów, które my, jako podatnicy rękoma naszych tzw. polityków wepchniemy w kieszenie Amerykanów. No, super! Po prostu super! I te kilkanaście godzin na ziemi Najjaśniejszej nam wszystkim przedstawia się jako niebywały sukces naszej tzw. dyplomacji. Stara nam się wmówić, że to wzmacnia naszą pozycję, umacnia nasze stanowisko, udowodnia zasadność naszej linii… A przecież rok temu o tej porze ci sami politycy nie mogli ukryć zaskoczenia, niedowierzania, obaw, a nawet zwykłego strachu, bo ówczesny kandydat na prezydenta Stanów Zjednoczonych, ten sam Donald Trump w dość sympatycznych słowach wyrażał się o Rosji i chęci zacieśnienia z nią stosunków.

A jak jest naprawdę? Otóż, według mnie, jest nieco inaczej, a nawet zgoła odmiennie. A oto dlaczego… Polska, po brexicie, po zwycięstwie Macrona i jego „maszerujących” we Francji i po pewnym zwycięstwie Angeli Merkel we wrześniowych wyborach w Niemczech miałaby szanse stać się „trzecią” nogą Unii Europejskiej. A wtedy oś Warszawa – Berlin – Paryż mogłaby się stać bazą dla – że użyję modnego słowa – restrukturyzacji i wzmocnienia całej Unii. Mogłaby, gdyby nie wybrana przez rząd „dobrej zmiany” zła zmiana w stosunku do Brukseli. To po pierwsze.

Po drugie – nie ulega wątpliwości, że Waszyngton traktuje nas instrumentalnie, czyli przedmiotowo, czego nasi tzw. politycy z uporem nie dostrzegają. Uważam, że ten instrumentalizm się pogłębi po tym, co Donald Trump i jego przyboczni zobaczyli i usłyszeli w Warszawie. Za „partii nieboszczki” Waszyngton grał nami, doskonale zdając sobie sprawę z tego, że im bardziej podsyca sympatię Polaków do Amerykanów, tym bardziej przekłada się to na osłabianie największego po ZSRR członka Układu Warszawskiego, co w oczywisty sposób przekładało się na osłabienie Moskwy. A dzisiaj, gdy Waszyngton za sprawą Donalda Trumpa ma na pieńku z UE, łechtanie Warszawy z jej i tak rosnącą – nazwijmy to ostrożnie – wstrzemięźliwością w stosunku do Brukseli, tęże wstrzemięźliwość może lada chwila zamienić w jawną niechęć. Bo co nam tam UE, gdy Waszyngton jest z nami! Jeżeli w Hamburgu na spotkaniu G20 padną jakieś gorzkie słowa między amerykańskim prezydentem a reprezentantami państw unijnych, to już tylko krok od uznania Polski za amerykańskiego konia trojańskiego w Unii. Brukselę musi bowiem irytować z jednej strony stosunek do niej Warszawy, z drugiej wspieranie tejże przez Waszyngton. A to dla Warszawy w żadnym razie korzystne być nie może i nie będzie. Bo Unia nie zrobi nic, aby „przekupić” Polskę i wyrwać ją spod wpływu Waszyngton. Dodajmy – wpływu przemożnego.

Po trzecie – czym i co ryzykuje Waszyngton obiecując nam „złote góry” i łaskawie zgadzając się na sprzedanie nam setek, a raczej tysięcy ton złomu do zabijania lub gazu z łupków po cenie, której nie znamy? Otóż NICZYM i NIC.

Nasza patologiczna antyrosyjskość jest wprost proporcjonalna do naszej także patologicznej proamerykańskości. Sami Amerykanie nie bardzo potrafią ją pojąć. Bo, zaiste, pojąć jej nie sposób. Przecież, tak na dobrą sprawę, nic a nic nie mamy łatwiej w żadnej dziedzinie. Nawet w kwestii nieszczęsnych wiz jesteśmy ciągle za drzwiami. Czort z wizami. Nawet lepiej – tak uważam – że one są. Ale pobieranie 160 dolarów za „procedurę wizową”? To jest oczywisty skandal i hańba!!! Tym bardziej, że gdy w 1991 roku Polska jednostronnie wizy dla Amerykanów znosiła, ci w zawartej wówczas umowie zgodzili się na zwolnienie Polaków ze WSZYSTKICH opłat wizowych!!! I co? I psińco! Przez ćwierć wieku z okładem nasi rodacy przysporzyli Amerykanom dziesiątki milionów dolarów z tego tytułu…

Amerykanie przeciwnie. We wszystkim staramy się za wszelką cenę słać im drogę różami i to usuwając z nich najmniejszy nawet kolec. Czy może zatem dziwić, że nie szczędzą nam słów, które chcemy od nich usłyszeć? Dobre słowo w polityce nic nie znaczy. Amerykanie jako pragmatycy doskonale o tym wiedzą. A znając nasze słabości, z którymi się obnosimy bez żenady, tych słów nam niby nie żałują, choć i te tak naprawdę uważnie cedzą. A my zachwyceni, z uwielbieniem wsłuchani, machający chorągiewkami, uradowani i setnie ukontentowani. Jak dzieci… Jak dzieci…

MJZ

W wydaniu nr 188, lipiec 2017, ISSN 2300-6692 również

  1. BIBLIOTEKA DECYDENTA

    Wojny nie będzie
  2. DECYDENT GLOBTROTER

    Portugalia bez tajemnic
  3. DECYDENT POLIGLOTA

    Podstawy chińskiego
  4. LEKTURY DECYDENTA

    Taśmy prawdy?
  5. A PROPOS...

    ...pewnej uroczystości w Nicei
  6. BIBLIOTEKA DECYDENTA

    Autopokuta komika
  7. FILOZOFIA I DYPLOMACJA

    Bez przesady
  8. LEKTURY DECYDENTA

    Człowiek godny podziwu
  9. DECYDENT SNOBUJĄCY

    PiSOrlen
  10. BIBLIOTEKA DECYDENTA

    Susza przed burzą
  11. A PROPOS...

    ...noclegu Trumpa przy Centralnym
  12. DECYDENT POLIGLOTA

    Turysta rozumiejący
  13. LEKTURY DECYDENTA

    Monika nie tylko o zmianie
  14. WIATR OD MORZA

    Szwecjo, Hej!
  15. BARBARZYŃCY U GRANIC

    Krawiec jako decydent
  16. QUO VADIS POLONIAE?

    Polskie cierpiętnictwo
  17. CO SIĘ W GŁOWIE MIEŚCI

    Zamknięcie i pozorne otwarcie
  18. PRAWA - WŁADZA - PROBLEMY

    PiS szuka pomocy i ma wizje