Established 1999

DECYDENT SNOBUJĄCY

1 września 2013

Poniedziałek, 30.09 – Krecia robota

Zawód szpiega jest godny podziwu i szacunku. Idę o zakład, że wiele kobiet i mężczyzn chciałoby przedzierzgnąć się w Matę Hari czy Tomasza Turowskiego.


Taka możliwość staje się udziałem absolutnie nielicznej elity elit. Właśnie ukazała się książka „Kret w Watykanie” o nielegale Tomaszu Turowskim, czyli szpiegu wysłanym za granicę pod fałszywym nie tylko nazwiskiem, ale i tożsamością. Turowski w Stolicy Apostolskiej był klerykiem jezuitą. Zwerbowany w PRL-u, za demokracji nadal pracuje w wywiadzie. Z lezką w oku przypominam sobie szpionów w literaturze, filmie i w realu. Pierwszym, który nasuwa się na myśl jest Hans Kloss ze „Stawki większej niż życie”, dalej mógłby iść Kim Philby i płk Ryszard Kukliński. Czujny Czytelnik mógłby powiedzieć, że Kloss nie był naszym szpiegiem, bowiem pracował dla Sowietów. Ale mówił po polsku. A szeregowiec Bradley Manning, a Julian Assange, a Edward Snowden? Co prawda, oni tylko rozpowszechnili tajne informacje, ale śmiało można ich zaliczyć do szpiegowskiego grona. Taki jest ten świat. Co jakiś czas będziemy się dowiadywali o demaskowaniu kolejnych szpiegów. Nie zazdroszczę urzędnikom państwowym i ludziom w służbach. Nas pewno ktoś wśród nich z ukrycia szpieguje. Ale kto jest tym kretem? Należy zachować czujność i nie ufać! Dobrze, że nasza gospodarka daleka jest od innowacyjności. Przynajmniej tutaj nie musimy się obawiać szpiegów gospodarczych.


 


Piątek, 27.09 – Dobić hydrę


 


Upór prof. Michała Kleibera, szefa Polskiej Akademii Nauk, żeby zwołać naukową konferencję smoleńską, początkowo irytował. A jeśli profesor ma rację? Może trzeba oddać głos specjalistom, ale pod określonymi warunkami, już sformułowanymi. Po kompromitacji profesorskich ekspertów Macierewicza został zasiany pewien ferment w głowach wahających się, czy wierzyć w smoleński spisek. Jednak większość pozostała niewzruszona w ufności w macierewiczową teorię. Gdyby konferencja Kleibera doszła do skutku, to na pewno wykazałaby raz jeszcze nicość ekspertów PiS. Jednak pewne jest też, że przekonanych by nie przekonano. Zamiar dobicia hydry nie udałby się. Dla moralnego spokoju warto jednak podjąć próbę zorganizowania takiego forum. Ale czy znajdą się odważni naukowcy, żeby wziąć w nim udział? Bowiem na zawsze zostaną napiętnowani nie tylko przez lud smoleński, ale także przez PiS, który – gdyby wygrał wybory – na pewno zemściłby się na poszukiwaczach naukowej prawdy.


 


Czwartek, 26.09 – Po co? Dla kogo?


 


Ilekroć na rynku ukazuje się kolejny tytuł prasowy mający trafić do tego samego czytelnika, który ma już co czytać, zastanawiam się jak w tytule. Kto ma pieniądze na wyrzucenie w błoto? W jakim celu je inwestuje? Po co komu nowy tygodnik społeczno-polityczny „7 Dni Puls Tygodnia”? Wiemy, że wydawcą jest Press Media Enterprise, a naczelnym nikomu nieznany Piotr Nisztor. Nowe medium ma być połączeniem „Angory” i „Forum”. Pierwszy ma się bardzo dobrze, drugi ledwo dyszy – czytelnicy uciekają. „7DPT” publikuje najciekawsze artykuły z prasy krajowej (również lokalnej) i zagranicznej. Nowy tygodnik ma dokładnie takie same działy, jakie posiadają „Polityka”, „Newsweek”, „Wprost”, a także prasa niepokornie niezależna. O politycznej linii nowej efemerydy trudno cokolwiek powiedzieć, jej określenie uniemożliwia miszmasz tematów i postaci na łamach. Może jest to więc pismo dla wszystkich? Czyli dla nikogo. Ile tygodni utrzyma się na rynku?


 


Środa, 25.09 – Przepowiednia


 


Wiele już pojawiło się krytycznych opinii o plakacie na warszawskie referendum odwoławcze Hanny Gronkiewicz-Waltz. PiS bezczelnie zagrał skojarzeniami polityczno-historycznymi. Litera W (na zdjęciu poniżej) jednoznacznie nawiązuje do wybuchu Powstania Warszawskiego 1 sierpnia 1944 roku o godzinie W, czyli 17. Do głosów oburzenia dodam tylko, że tym symbolicznym znakiem animatorzy referendum sami wykrakali porażkę. Nie odwołają prezydent stolicy. Przegrają. Tak, jak przegrało powstanie. Jednak po porażce, PiS niezawodnie odtrąbi zwycięstwo. Bo dla nich każda przegrana walka, to honorowe zwycięstwo w imię patriotycznych wartości.


 


Wtorek, 24.09 – Dławik zła


 


Ubolewam nad upadkiem dziennikarstwa „mainstreamowego”. Przecież gdyby nie bezmyślność reprezentujących ten zdrowy, bądź co bądź, nurt gryzipiórków, to Macierewicz nie istniałby w obiegu ludzi myślących. Telepałby się po niepokornych i niezależnych publikatorach, podtrzymując mętlik w głowach nieszczęsnych wyznawców religii smoleńskiej. Jak bowiem znaczenie słowa wskazuje, religia to kwestia wiary, a nie nauki. Z religią się nie dyskutuje. Z przyjemnością przeczytałem we wczorajszej „Gazecie Wyborczej” wywiad z etykiem, prof. Zbigniewem Szawarskim. Na ostatnie pytanie, dlaczego środowisko naukowe nie broni się przed utytułowanymi pseudoautorytetami, profesor odpowiada: „Nie mamy tego, co Stanisław Lem nazwał niegdyś ‚dławikiem zła’. Nie mamy systemu blokowania i eliminowanie niekompetencji i głupoty. Nie tylko w nauce, ale też w polityce i życiu publicznym. Jest mnóstwo ludzi niekompetentnych, którzy dostają głos i władzę. Poziom prac naukowych dramatycznie spada. (…) Głupota rodzi głupotę – wśród magistrów, doktorów habilitowanych i profesorów. Ktoś niedawno powiedział: ‚nieuk habilitowany’. Tracimy zaufanie do autorytetów, nie odróżniamy ekspertów od pseudoekspertów. To tragiczne, bo demokratyczne społeczeństwo opiera się na zaufaniu. Trudno się w tej sytuacji dziwić, że w Polsce mamy dramatycznie niski wskaźnik zaufania publicznego”.


 


Poniedziałek, 23.09 – Skibolenie


 


Sport nie jest zajęciem dla ludzi grzecznych, bez ikry, kluchowatych. Wymaga adrenaliny, woli zwycięstwa za wszelką cenę. Wyzwala agresję, choć z reguły pozytywną. Jeśli tak, to i kibicowanie również może być zajęciem o charakterze ekstremalnym. Kibic ulega emocjom nie mniejszym niż rywalizacyjne sportowanie. W którym kierunku ujdą emocje zależy od cech charakteru, psychiki i wychowania. Kibic o zrównoważonym umyśle i emocjach szybko wraca do równowagi po strzelonym golu lub jego utracie. Po meczu wraca do domu i do codziennej rzeczywistości. A czym (bo chyba nie – kim?) jest skrajna odmiana kibica, czyli kibol? Ano, typem przegranym życiowo, bez wykształcenia, bez zajęcia, bez pieniędzy, bez perspektyw. Jest zerem społecznym, kreaturą. Kibol w trakcie każdego meczu i po nim, również poza stadionem, nie szuka emocji sportowych – chce walki, krwi, musi się wyżyć, podnieść w grupie swoją wartość (zerową społecznie), musi pokazać power, często także white power. Czy skibolenie można wyleczyć, skanalizować, zneutralizować? Chyba tylko siłą. Resocjalizacja, jeśli miałaby zadziałać, musiałaby się zaczynać w rodzinie, szkole i w życiu społecznym. Wydaje się, że to syzyfowa praca, bo wykluczeni byli, są i będą w każdym społeczeństwie. A polityczna „wojna na górze” wręcz podsyca kibolski ogień.


 


Piątek, 20.09 – Brawo!


 


Pomysłowość ludzka, a szczególnie Polaków, nie zna granic ni kordonów. Jak pieśni zew. Dla palaczy, którzy chcą się mniej truć, a w przyszłości (może) rzucić nałóg, wymyślono papierosy elektroniczne. Natomiast palaczom nałogowym, do których nie docierają żadne argumenty, pozostaje ograniczenie wydatków na swój ulubiony (do grobowej deski) nałóg. Są to skręty, jednak nie zwijane w sposób ręczny, prymitywny, w bibułkę, ale maszynowo. Cwany przedsiębiorca produkuje w Gliwicach takie urządzenia. W Polsce jest już 20 miejsc, gdzie można kupić wilgotny tytoń (to ważne, bo suszony już podlega akcyzie), osuszyć w maszynie i wyprodukować papierosy. Koszt 20 sztuk – 6 zł. Resort finansów oświadczył, że taka metoda jest legalna. Imperial Tobacco Polska chce zabronić używania takich maszyn. Powstał spór, który kiedyś zostanie rozstrzygnięty. Zapewne na korzyść fiskusa. Z jednej strony, cieszy pomysłowość, z drugiej – zmniejsza ona wpływy do budżetu państwa. Trzymam kciuki za gliwickiego biznesmena – oby jak najdłużej mógł legalnie zarabiać pieniądze. I uszczęśliwiać nałogowców.


 


Czwartek, 19.09 – Balcerowiczowanie


 


Choć słuchanie i czytanie wywodów Leszka Balcerowicza niegdyś było bardziej ciekawe i twórcze, to i dzisiaj można się z profesorem gdzieniegdzie zgodzić. Balcerowicz jest głównym oponentem ministra finansów Jacka Rostowskiego i w tej materii szala argumentów może wahać się na rzecz obu adwersarzy. Można przypuszczać, że jako opozycjoniście należy bardziej dowierzać Balcerowiczowi. Rostowski, wiadomo: członek rządu i będzie bronił jego linii. Ale we wczorajszym wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” Balcerowicz wygłosił kilka wartych uwagi tez. Proponuje odpolitycznienie i odgnuśnienie Sejmu poprzez wprowadzenie kadencyjności posłów i senatorów, np. tylko do dwóch czteroletnich kadencji. Bardzo dobry pomysł. Mówi też, że chciałby, aby w miejsce PSL pojawiła się partia wolności gospodarczej. Interesujące. Sugeruje też, że dobrze by było, aby w Polsce pojawiła się partia podobna do pierwotnej PO. Dość kontrowersyjne. Ale załóżmy, że taka struktura się pojawia. Po kilku latach jej nowatorstwo się wypala. Co mamy zrobić? Powołać kolejną partię? I po jakimś czasie – następną? O programie gospodarczym PiS Balcerowicz mówi: absurdalny, m.in. dlatego, że Kaczyński „proponuje coś w rodzaju apartheidu – chce usunąć z życia gospodarczego grupę ludzi, którą sam określi”. I na zakończenie prorokuje, że największym zagrożeniem dla Polski jest trwałe spowolnienie gospodarki, co przy tendencjach demograficznych, niskiej stopie inwestycji i słabnącym wzroście efektywności „jest praktycznie pewne”. I tyle balcerowiczowania na dziś.


 


Środa, 18.09 – Obnażeni


 


Eksperci od katastrofy smoleńskiej zebrani przez Antoniego Macierewicza zostali naukowo skompromitowani. A właściwie: sami się obnażyli. Ale co z tego wynika? Dla przekonanych o zamachu wyborców PiS, dowody zebrane przez wojskową prokuraturę są funta kłaków warte. Jednak wielokrotnie powtarzane kłamstwo nawet w światłych umysłach zaczęło kiełkować wątpliwościami. Ci więc zostali przekonani, że zamachu nie było. Macierewiczowi trzej naukowcy z profesorskimi tytułami: Wiesław Binienda, Jan Obrębski i Jacek Rońda okazali się ekspertami bez kompetencji właściwych badaniom katastrof  lotniczych. Swoje „zamachowe” tezy wysnuli z sufitu. Konkluzje prokuratury trzeba będzie co jakiś czas powtarzać, bowiem wybory parlamentarne dopiero za dwa lata. Wyborca ma krótką pamięć. Sięganie do IV RP czyli do lat 2005 – 2007 może okazać się wysiłkiem ponad miarę. A niepamięć rodzi błędne decyzje. Trzeba zachować czujność.


 


Wtorek, 17.09 – W grajdole


 


Złote Lwy na festiwalu filmowym w Gdyni otrzymała „Ida” w reżyserii Pawła Pawlikowskiego. Laureat urodził się w Warszawie, ale w wieku lat 14 wyjechał do Londynu, gdzie mieszka do dziś. Z zagranicy widzi Polskę, realizuje w niej film oszczędny, czarno-biały. Mówi, że dzisiaj Polska nie jest na Zachodzie modna. Nie „wychodzą” z niej rzeczy oryginalne w filmie, literaturze, teatrze. Nasza sztuka zapatrzyła się na zachodnie trendy przez co brak jej autentyczności. Żyjemy w europejskim zaścianku. To paradoks, zważywszy na kosmopolityzm Polaków, niemal powszechna emigrację, rozglądanie się po świecie. Może tu właśnie jest pies pogrzebany: usiłujemy bezkrytycznie przenosić obserwacje z daleka na nadwiślański grunt, zatracając słowiańskość? Ponoć sztuka ma walor uniwersalny, zrozumiały na całym świecie. Czyżby ów świat oczekiwał od nas naszej oryginalności, nieskażonej wpływami? A może to jednak pułapka? Przecież nie chcemy ciągle tkwić w grajdole.


 


Poniedziałek, 16.09 – Pochwała


 


Zalew wszelkich programów o gotowaniu w telewizjach jest obezwładniający. To samo w mediach drukowanych – każda gazeta musi mieć rubryki poświęcone najadaniu. Mało tego – powstają, jak grzyby po ostatnich deszczach, nowe tytuły o jedzeniu. Za rondle i chochle biorą się celebryci, których wcześniej nikt nie podejrzewałby o jakiekolwiek kulinarne zdolności, np. takiego Janusza Palikota, który wydał książkę (sam za nią zapłacił?). Przypadkiem, w sobotę, obejrzałem w programie Kuchnia+ program, w którym polski kucharz przyrządzał sos z owoców jarzębiny, a także dodawał kwiaty nasturcji do potrawy. Jaki to genialnie perspektywiczny pomysł! Zamiast schabowego z kapustą, bitek wołowych z kaszą, do wytworzenia których to potraw potrzeba olbrzymich nakładów, zacznijmy spożywać rośliny. Niech żyje wegetarianizm i weganizm! Póki co, jarzębina rośnie dziko – każdy może ją zerwać i do gara. Z nasturcjami może być trudniej, ale przecież inne kwiaty też można przekąszać. Niedługo, oczekuję, naukowcy-celebryci ogłoszą o zdrowotnych właściwościach trawy. Czyli będzie można się żywić bezpłatnie. To budująca wieść. Jak znalazł, gdyby PiS wrócił do władzy.


 


Piątek, 13.09 – Zadość


 


Nierozwiązany problem zwrotu bezprawnie ukradzionych przez Bieruta prywatnych własności świadczy o bojaźni państwa polskiego. Nie tylko wobec polskich Żydów, ale też polskich Polaków. Właśnie do rodziny Jabłkowskich wrócił sławny dom towarowy przy ul. Brackiej w Warszawie. Rodzina wybudowała okazały gmach w 1914 roku. Moskiewski pachołek Bolesław Bierut zabrał im i grunt, i budynek, doprowadzając firmę do bankructwa. Po wieloletniej batali Jabłkowscy prawnie odzyskali nieruchomość w 2011 roku. Mimo pełnomocnego wyroku sądu dotychczasowi najemcy ani nie chcieli pójść na ugodę, ani nie płacili czynszu, ani nie mieli zamiaru się wyprowadzić. Kolejne bezprawie. Tym razem w świetle prawa. Wreszcie wczoraj komornik rozpoczął procedurę eksmisji. Jeszcze jako dziecko lubiłem przestronne wnętrze domu braci Jabłkowskich, gdzie z ojcem przychodziłem w poszukiwaniu butów. Przez ostatnie lata często zaglądałem do księgarni Traffic. Cieszę się, że jej miejsce zajmie inny dom książki – Matras. Cieszę się też, że dziejowej sprawiedliwości stało się zadość.


 


Czwartek, 12.09 – A dzisiaj?


 


Wczorajsze demonstracyjne preludium odbyło się w Warszawie bardzo spokojnie. A dzisiaj? Jak będzie? W oczekiwaniu na odpowiedź przeczytałem artykuł Marka Beise w „Sueddeutsche Zeitung” o niemieckiej gospodarce. Najciekawszy jest fragment wyjaśniający jej sukces. Wśród wielu przyczyn autor wymienia liberalne reformy na rynku pracy oraz socjalne partnerstwo pracodawców i pracowników. Te dwa czynniki „trzymały wynagrodzenia na wodzy i dzięki temu umożliwiały odłożenie w przedsiębiorstwach pieniędzy na inwestycje”. Dalej pisze o dobrej organizacji pracy, efektywnym zarządzaniu, innowacyjności wspieranej przez dobry system edukacji i otwarcie na świat. Tylko tyle i aż tyle. U nas rządzący i pracodawcy powinni zrobić wzajemny rachunek sumienia w oparciu tylko o wyżej wymienione niemieckie przykłady. Po wczorajszych wystąpieniach demonstrantów dowiedziałem się, że są przeciw elastycznemu czasowi pracy. Dzisiaj powinienem usłyszeć kolejny postulat. Czekam, kiedy pojawią się „niemieckie”.


 


Środa, 11.09 – Schadenfreude


 


Właściwie to nie wiem, czy cieszyć się z naszego zwycięstwa 5:1 nad San Marino, czy martwić, że amatorzy przegrali z zawodowcami. Marnymi profesjonalistami, ale zawsze. Po skandalicznych zagrywkach naszych kopaczy w eliminacjach do MŚ wśród co mniej zagorzałych kibiców pojawiła się schadenfreude właśnie, czyli radość z cudzego nieszczęścia. To znaczy, ucieszyliby się oni setnie, gdyby nasze orły przegrały nawet z San Marino. Oglądając wczoraj ten mecz w telewizji z każdym strzelonym golem było mi coraz bardziej żal Sanmarińczyków. Nie chciałem, żeby nasi uzyskali wyższy wynik. Ale stało się – wygraliśmy. Niby dobrze, jednak awansu ten wynik nam nie da. Marnych mamy sportowców drużynowych. Od przypadku trafiają się jakieś indywidualności w zawodach pojedynczych, ale są to dziedziny tak nieznaczące, że nawet nie pamiętam ani nazwisk medalistów, ani ich dyscyplin. A wielkie sukcesy sportowe byłyby doskonałą społeczną odtrutką na polityczną beznadzieję.


 


Wtorek, 10.09 – Stolica wita lobbystów


 


Lobbing niejedno ma imię. Różne mogą być formy wywierania wpływu. Łagodna perswazja lub pałka. Do Warszawy zjadą na kilka dni lobbyści z całej Polski. Zapewne przywiozą ze sobą argumenty: kilofy, pałki i inne zawodowe akcesoria. A ci, którzy najadą z pustymi rękami, zaopatrzą się na miejscu: w kosze na śmieci, płyty chodnikowe, kamienie. Od jutra do soboty w stolicy będzie miało miejsce siedemnaście zgromadzeń publicznych: przemarszów i stacjonarnych pod siedzibami władz. Goście przyjadą na zaproszenie związków zawodowych: „Solidarności”, OPZZ, NSZZ Rolników Indywidualnych i pomniejszych. Będą przeciw czemuś i komuś protestować. Protestować, czyli usiłować wpłynąć na decyzje władz ustawodawczych i wykonawczych. Jeśli tak, to ich akcje będą nosiły znamiona lobbingu. W klasycznej definicji rzecznictwa interesów taki rodzaj wpływu nie jest uwzględniony. Czas więc urealnić definicję. W zgodzie z duchem czasu. Cztery dni lobbowania, więc szykuje się totalny paraliż miasta. Pół biedy, jeśli manifestacje przebiegną spokojnie. A jeśli dojdzie do starć z policją i dewastacji mienia publicznego? Kto zapłaci za szkody? Ale najważniejsze pytanie brzmi: jak polityczni decydenci zareagują na taki rodzaj lobbingu? I czy ulegną perswazji siły?


 


Poniedziałek, 9.09 – „Sport” to zdrowie


 


Palacze mają coraz trudniej. Nie dość, że ceny papierosów systematycznie rosną, to jeszcze ogranicza się ich rodzaje. Unia Europejska chce wycofać z produkcji „fajki” (kto pamięta to określenie sprzed lat?) typu slim i mentol. Za czasów, kiedy paliłem nie było slimów, ale mentolowe – jak najbardziej. Były to „Zefiry”. Wtedy mężczyźni rzadko palili niemęskie papierosy. Dzisiaj wielu palaczy sięga po slimy i mentolowe. Takie zniewieściałe czasy. Przy tej okazji przypomniały mi się papierosy marki „Sport”. Co prawda, ja ich już nie zdążyłem palić, ale ojciec – owszem. Na szczęście tylko od czasu do czasu, bowiem degustował w „Klubowych”. Mnie zdarzyło się w czasach studenckich zapalać następcę sporta – „Popularnego”. Ten sam szajs bez filtra, ale pod zmienioną nazwą. Palenie „Popularnych” wiązało się z nieoczekiwanymi przeżyciami. W tytoniu w tych papierosach można było znaleźć kawałki patyków, albo miał tytoniowy, który wysypywał się gdy niezapalonego papierosa trzymało się pionowo. Jeśli były to patyki, to po zapaleniu potrafiły one strzelać iskrami, wyginać się i żar spadał na ubranie. Do „Popularnych” bardzo pasowały szklane fifki, które szybko wypełniały się brązową mazią. A prawdziwi degustatorzy fifki mieli niemal czarne. To tyle, a na zakończenie zagadka. Kto pamięta, jak Polacy rozszyfrowali skrót SPORT? A tak: „Stalin Powiedział: Odebrać Robotnikom Tytoń. Towarzysze Robotnicy Odrzekli: Powiesić Stalina”. No i zmieniono „Sporty” na „Popularne”, chociaż Stalin już od lat nie żył.


Piątek, 6.09 – Ani Bond, ani Święty


Nigdy nie czytałem, ani też nie kupiłem żadnej książki o Jamesie Bondzie. Aż tu pewnego dnia, niedawno, w Traffic Clubie spostrzegłem trzy książeczki o przygodach agenta 007. Kupiłem jedną, a to dlatego, że miała niezwykle przystępną cenę – 7 złotych. Tytuł dzieła: „Tylko dla twoich oczu”. Był jeszcze „Moonraker”, a trzeciej nie pamiętam. Wydawca: „Rzeczpospolita”. Rok publikacji: 2008. Wydawnictwo zrobiło porządki w archiwum i wypchnęło niechodliwy towar. Po tak obniżonej cenie na pewno ta makulatura znalazła nabywców. No, cóż – przeczytałem owego Bonda. Tak nudnej książki dawno nie miałem przed „moimi oczami”. Intryga może i dobrze pomyślana, ale fatalnie opowiedziana. Nie wiedziałem, że Ian Fleming nie potrafi opowiadać. Ale to jeszcze nic! Tak skandalicznego tłumaczenia w wykonaniu Roberta Stillera również „moje oczy” nie czytały. Może więc przekładacz położył talent Fleminga? Należałoby porównać z oryginałem. Ale chyba nie warto. Jako się rzekło: marna to literatura. Na marginesie: drugim grafomanem jest niejaki, zapomniany, Leslie Charteris, twórca „Świętego”. Ciekawe, że filmy na podstawie obu książek oglądało się nieźle. Ale to było dawno temu. Dzisiaj i czytelnik, i widz mają zupełnie inne – wyższe – wymagania.


PS. Jeszcze a propos Bonda. Mariusz Czerkawski z kilkudniowym zarostem (paskudnym, zresztą) reklamuje kosmetyki marki Bond. A które konkretnie? Płyn po goleniu. 


Czwartek, 5.09 – Dobra nowina


Lada dzień w księgarniach pojawi się nowa książka Wiesława Myśliwskiego „Ostatnie rozdanie”. To doskonała wiadomość dla wyczytywaczy, którzy z lubością tracą wzrok tylko na literaturze najwyższej próby. A taka jest każda proza Myśliwskiego od debiutanckiego „Nagiego sadu” poprzez choćby „Widnokrąg”, a na „Traktacie o łuskaniu fasoli” kończąc. „Ostatnie rozdanie” ukazuje się siedem lat po „Traktacie…”. Jak wynika z zapowiedzi, Myśliwski napisał rzecz o zmarnowanym życiu, miłości i śmierci. Jeśli już jestem przy książkach, to informuję, iż z trudem doczytałem do końca „Dziennik” Jerzego Pilcha. Strasznie marna i nudna to lektura. Niczego się z niej nie dowiedziałem, nad niczym nie zastanowiłem, niczego nie nauczyłem. Zmarnowany czas i zmęczone oczy. Mam, niestety, taką przypadłość, iż kupuję tylko dobre i bardzo dobre książki, a skoro już wydałem na nie pieniądze, to czytam (staram się) od początku do końca. Dla poprawy samopoczucia i intelektualnej uczty biorę się za „Obok Julii” Eustachego Rylskiego. Znam wszystkie dzieła Rylskiego, a za najlepsze uważam „Warunek”. Jerzy P. nie dorasta do pięt Eustachemu R.


Środa, 4.09 – Prawdziwy serial


Teleoglądacze lubią seriale. Ze współczesnych nie wymienię żadnego, gdyż są znane. A historyczne? Prym wiedzie „Stawka większa niż życie”, a tuż za nią „Czterej pancerni i pies”. Oba traktują o naszych na wojnie u boku Armii Czerwonej. Dorośli zżymali się na komunistyczną wymowę i fałszowanie (lub przemilczanie) historii, młodzi dzisiaj oglądają oba seriale jak filmy przygodowe, acz nieco przestarzałe jeśli chodzi o możliwości techniczne. Jednak aktorsko rewelacyjnie zagrane, czego nie można powiedzieć o współczesnych produkcjach. Może właśnie dla aktorstwa Klossa-Mikulskiego, Brunnera-Karewicza, Gustlika-Pieczki i innych te filmy się pamięta i do nich wraca? Jest też trzeci super serial wszech czasów. To „Dom”. Właśnie wczoraj w Kino Polska pokazano pierwszy odcinek. Znakomity scenariusz Jerzego Janickiego i Andrzeja Mularczyka, wspaniała reżyseria Jana Łomnickiego i rewelacyjne kreacje plejady polskich aktorów (aż kilkadziesiąt nazwisk, trudno tu wymienić wszystkie). W filmie pokazano powojenne (od marca 1945 roku do roku 1980) losy bohaterów warszawskiej kamienicy przy ulicy Złotej. W fabularnej formie scenarzyści skondensowali dramatyczne wybory warszawiaków (i Polaków) w rodzącej się komunistycznej rzeczywistości. Serial mogą oglądać młodzi jako doskonałą i zrozumiałą lekcję historii. Nauczyciele powinni włączyć omówienie pierwszej części serialu do programu. „Dom” nadaje się idealnie, czego nie można powiedzieć ani o „Stawce”, ani o „Pancernych”.


Wtorek, 3.09 – W kondominium


Rację ma Jarosław Kaczyński mówiąc, że Polska to niemieckie (i rosyjskie) kondominium. Uświadomiłem to sobie czytając relację z przedwyborczej debaty kanclerz Merkel i jej oponenta Steinbruecka. Oboje wygłaszali treści polityczne wypisz-wymaluj jak Tusk i Kaczyński. Merkel zapowiada, gdy wygra, kontynuację ciepłej wody w kranie, spadające bezrobocie, odpór kryzysowi, pracę dla młodych czyli politykę bez rewolucji. Tak, jak u nas Tusk. Natomiast Steinbrueck-Kaczyński zarzuca Merkel nieumiejętność rządzenia, nudę polityczną, groszowe płace zmuszające Niemców do pracy na dwóch etatach, brak perspektyw. Jeśli Donald mówi jak Angela, to na pewno nie ona wzoruje się na nim, lecz vice versa. Dowodny to znak, że jesteśmy niemieckim kondominium. Tli się jednak promyk nadziei, że nasza uległość nie jest pełna. W Niemczech bowiem w politycznej debacie nie eksponuje się patriotycznych wartości klęsk ani zwycięstw. A u nas polityka historyczna (w najgorszym brzmieniu) nie znika z porządku dziennego. Szczęście w nieszczęściu, że nie ma żadnych paralel pomiędzy Tuskiem a Putinem. Tu Kaczyński się myli co do rosyjskiego kondominium nad Wisłą.


Poniedziałek, 2.09 – 14 lat temu


Wiele lat minęło i dużo edukacyjnego wysiłku włożyłem, aby wprowadzić słowo lobbing do politycznego użytku bez odium korupcyjnego. Rzecznictwo interesów, wpływanie na proces legislacyjny, lobbowanie w Sejmie, w Brukseli, w Waszyngtonie to dziś normalne i pożądane zachowania, niezbędne do uczestniczenia w wielkiej grze. Czternaście lat temu, we wrześniu 1999 roku, ukazał się pierwszy numer DECYDENTA z podtytułem Pismo lobbingowe. W słowie wstępnym wyjaśniłem komu i czemu będzie służył DECYDENT. Skupiłem się na znaczeniu lobbingu. A profesor Jerzy Bralczyk wspomógł mnie wyjaśnieniem, kto to jest decydent. Marszałek Sejmu, Maciej Płażyński (zginął w katastrofie smoleńskiej w 2010 roku), odważnie, w wywiadzie, wsparł ideę wydawania pisma lobbingowego i wspierania w ten sposób tworzenia prawa. Doktor Eva Bednarska z Toronto przedstawiła genezę lobbingu w Europie i Stanach Zjednoczonych, a panowie Artur Nowicki i Mirosław Zieliński z USAID/Gemini Project pisali o wpływie lobbingu na proces decyzyjny. O potrzebie lobbowania mówili też: Henryka Bochniarz, prezes Polskiej Rady Biznesu, Jeremi Mordasewicz z BCC i prof. Wojciech Gasparski z Instytutu Filozofii i Socjologii PAN. „Zdradź mi, jaki masz lobbing, a powiem ci, ile znaczysz w Unii Europejskiej” – pisała z Brukseli Małgorzata Grzelec. A o naszym lobbowaniu na rzecz wejścia do NATO donosił z Waszyngtonu Jarosław J. Szczepański. O lobbingu kanclerza Gerharda Schroedera na rzecz koncernu Volkswagen z Bonn demaskował Michał Jaranowski. Na rozkładówce królował wywiad z Grzegorzem Benedykcińskim, burmistrzem Grodziska Mazowieckiego, na którego terenie miał powstać park rozrywki. Idea była popierana przez panią poseł Joannę Fabisiak (AWS). Dodam, iż z burmistrzem Benedykcińskim rozmawiał Jacek Potocki. Redaktor Potocki przeprowadził także wywiad z Karelem Stindlem, ambasadorem Republiki Czeskiej w Polsce. O roli Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych w stanowieniu prawa mówił dyrektor Ryszard Bańkowicz, a o lobbingu przemysłu papierosowego Artur Dmochowski, dyrektor Krajowego Stowarzyszenia Przemysłu Tytoniowego. W pierwszym numerze DECYDENTA zaprezentowała się też Izba Przemysłowo-Handlowa Inwestorów Zagranicznych. Na zakończenie numeru felietony napisali prof. Wojciech Gasparski (w stałej rubryce „Decyzje i Etyka”) oraz prof. Mirosław Karwat (rubryka „Sztuka Manipulacji”, która ukazuje się do dziś). Należy też dodać, iż Tomasz Cieślik przedstawił styl działania Europejskiego Centrum Ekologicznego, a Stanisław Mandrak, prezes Zarządu Głównego Polskiego Związku Esperantystów, zachęcał do nauki języka esperanto. Było też kilka dużych i mniejszych reklam. Tak wyglądał pierwszy numer DECYDENTA, a wszystkie teksty można przeczytać w zakładce Archiwum.


DECYDENT SNOBUJĄCY 

W wydaniu nr 142, wrzesień 2013 również

  1. DEKLARACJA SOPOCKA

    Co dalej, Europo? - 27.09
  2. SAMOCHÓD ELEKTRYCZNY

    Tesla - napięcie rośnie - 26.09
  3. WSZYSTKO NA SPRZEDAŻ

    Księżna Diana - historia warta miliony - 24.09
  4. W IMR ADVERTISING BY PR

    Bieluchowa smukłość - 24.09
  5. C.D. POLEMIKI PROFESORA Z PREMIEREM

    "Niech premier zostanie ślusarzem" - 24.09
  6. ZŁOTO NIE JEST NUDNE

    Monety bulionowe do kolekcji - 18.09
  7. KLUB DECYDENTÓW

    Witamy - 19.09
  8. INWESTYCJE W MEMORABILIA

    Autografy, zdjęcia, płyty, gitary - 16.09
  9. EKONOMIA CHULIGANÓW

    Teoria versus rzeczywistość - 13.09
  10. EUROPEJSKI LOBBING

    Jądrowy renesans w Europie - 11.09
  11. SYSTEM EMERYTALNY

    OFE: co tracimy? - 10.09
  12. POLEMIKA PROFESORA Z PREMIEREM *

    Nie matura, lecz chęć szczera - 10.09
  13. EUROPA W LUBLINIE

    Bieluch na festiwalu - 9.09
  14. KRONIKA BYWALCA

    Tajski jedwab - 20.09
  15. RYNEK SPOŻYWCZY

    Klient musi kupować więcej - 5.09
  16. PRZYSTANEK PRZEDSIĘBIORCZOŚĆ

    Pierwszy: szkoła podstawowa - 2.09
  17. FILOZOFIA I DYPLOMACJA

    Rosja wraca do gry - 17.09
  18. SZKOŁA LIDERÓW

    Nie wódz, a lider - 2.09
  19. PODRÓŻE SMAKUJĄ

    Vrbnik - miasteczko na skale - 2.09
  20. BIBLIOTEKA DECYDENTA

    Reakcja - 17.09
  21. LEKTURY DECYDENTA

    Sekrety międzywojnia - 25.09
  22. RYNEK APTECZNY W POLSCE

    Rozwijać będą się tylko sieci - 2.09
  23. KRÓLUJE BORDEAUX

    In vino... profit - 2.09
  24. WHISKY MADE IN JAPAN

    Boom na Karuizawę - 2.09
  25. DECYDENT SNOBUJĄCY

    Poniedziałek, 30.09 – Krecia robota
  26. SZTUKA MANIPULACJI

    Krętactwo - 2.09
  27. I CO TERAZ?

    Serial - 2.09