Established 1999

OPOWIADANIE

20 września 2016

Z życia Napoleonów

Motto: Sporo jest ludzi, którzy uważają za niezbędne tylko to, co jest zbyteczne (Charles-Louis de Secondat de Montesquieu). Larry Short obudził się wcześnie rano, jak zawsze po nocy kiedy jego żona wieczorem odmawiała mu współpracy. Ostatnio zdarzało się to dość często. Była to jedna z nielicznych rzeczy, których nie mógł zrozumieć.

Popatrzył na widoczny pod kołdrą zarys dokładnie owiniętego ciała niemłodej już i niezbyt ładnej blondynki. Leżał chwilę rozmyślając nad ułomnościami natury ludzkiej. Powoli poszedł pod prysznic a potem ubrał się i zjadł śniadanie.

Do Instytutu przyjechał wcześniej niż zwykle. Postawił samochód na trawniku przed samym wejściem. Indywidualny parking na trawniku to był jego własny pomysł. Złote litery na marmurowej tabliczce informowały odwiedzających: „Prof. Larry Short Dyrektor Instytutu Mutacji Paranormalnych”. Na sąsiednich 2 tabliczkach widniały napisy wykonane takimi samymi złotymi zgłoskami „Parking tylko dla noblistów”. Przed trawnikiem widniała duża biała drewniana tablica z napisem „Nie parkować”. Żaden noblista nigdy dotychczas tam nie parkował ale skojarzenie mogło być przyjemne. Zły nastrój minął bez śladu. Trzasnął drzwiczkami bardzo już zadowolony. Wydął rumiane policzki w łaskawym uśmiechu. Rześkim krokiem podbiegł kilka stopni, które dzieliły go od wejścia i przemknął obok kłaniającego się portiera. Gabinet Shorta umieszczony był na 2 piętrze. To był dobry pomysł. Short myślał kiedyś o parterze lub pierwszym piętrze ale postanowił wydłużyć drogę interesantom i dać im czas aby ochłonęli i odtajali przed spotkaniem.

Sekretarki jeszcze nie było, otworzył więc drzwi do gabinetu, na dębowym biurku położył małą elegancką skórzaną teczkę ze złotym monogramem „L.S.” umieszczonym w lewym górnym rogu. Usiadł w wielkim wygodnym fotelu klubowym na środku pokoju obok okrągłego stolika z inkrustowanym brzegiem blatu. Short korzystał z niego tylko gdy nikogo wokół nie było. Był niewielkiego wzrostu i gdy siadał w wielkim fotelu zapadał się głęboko. Wyglądał wtedy bardzo niepozornie i trudno był mu utrzymać uprzejmy, protekcjonalny to w stosunku do rozmówcy. W rogu stał drugi większy, kwadratowy stolik z trzema małymi fotelikami, tam Short przyjmował ważniejszych rozmówców. Nawet Margot, jego osobista sekretarka nie powinna widzieć go w wątpliwych sytuacjach.

Short nie wątpił, że jego obecna pozycja chroni go przed jawnym okazywaniem braku szacunku przez kogokolwiek. Ale wiedział też z doświadczenia, że nawet drobne przelotne skojarzenia mogą nadwyrężyć tkaną systematycznie pajęczynę prestiżu, która go otaczała. Nie tak dawno gdy jako młody profesor stał na progu kariery, zdarzyło się że nie podejrzewający jego obecności o wczesnej porze, młody adept nauki po wejściu do Zakładu pochylił się i zajrzał pod blat biurka ze słowami: „ czy jest już nasz profesor”. Short znowu spocił się na myśl o tym wydarzeniu, cała przeszłość , wszystkie lekceważące przezwiska ze szkoły i ze studiów stanęły mu przed oczami, szczęki zacisnęły mu się nerwowo. Na całe życie zapamiętał świadków tego upokorzenia. Kiedy został dyrektorem wiele czasu poświęcił żeby się ich pozbyć z instytutu. Sam skórzany fotel, wielki o prostych naciągniętych bokach był nieodłącznym elementem ornamentyki intelektualno-biznesowego wnętrza tego europejskiego gabinetu. Na biurku pod ścianą wśród skórzanych opraw Encyklopedii Britannica stał laptop najnowszej generacji. Obok monitor wielkiego komputera. Spojrzał na zegarek, dochodziła dziewiąta. Z westchnieniem przeniósł się na wyściełany biurowy fotel obrotowy.

Ledwie zdążył przejrzeć wiadomości dnia w internecie gdy usłyszał Margot wchodzącą do sekretariatu. Margot była niewielką młodą blondynką o niebieskich oczach i krótkich włosach. Krótka spódniczka nie zakrywała kolan. Zajrzała do gabinety przez otwarte drzwi. Była szczupła, niewielki biust ostro rysował się pod białą bluzką.

-Dzień dobry Panie Profesorze – powiedziała wkładając tylko głowę we framugę drzwi.

-Witaj – odpowiedział obdarzając ją przelotnym spojrzeniem zza biurka.

Po chwili pojawiła się w progu ponownie.

-Czy mam podać listę zapisanych na dzisiaj?

-Daj ją tutaj.

Podeszła wprowadzając woń dobrych perfum i podała mu książkę zapisów na piątek 22 maja.

Na listę ubiegających się o indywidualną rozmowę z dyrektorem mógł zapisać się każdy pracownik instytutu, świadczyło to o demokratycznym stylu zarządzania Shorta. Zapisani pracownicy spędzali dzień przy biurkach w gotowości na wezwanie, które mogło nadejść w każdej chwili ale na ogół nie nadchodziło. Ci którzy nie mieli szczęścia byli automatycznie przepisywani na dzień następny i kolejne dni spędzali w niepewności. Nikt z czekających sam się listy nie skreślał, licząc że w końcu załatwi istotną dla siebie sprawę, ponadto mogło to być poczytane za lekceważenie. Tylko bardzo nieliczni pracownicy byli od razu informowani, że nie zostaną przyjęci z uwagi na brak czasu dyrektora. To dotyczyło oczywiście osób, które były całkowicie bez znaczenia. Czekanie na audiencję pomagało pracownikom uświadomić sobie niezwykłość czekającego ich wydarzenia i dobrze wpływało na ich postawę w czasie ewentualnej rozmowy.

Short szybko przebiegł oczami listę: Howard, Jones, Wilman, Brady, Taylor, Higgins, Temple. Był zawiedziony, nazwiska Robertsa nie było. Pracownicy z listy rzadko byli przyjmowani, ponieważ to czego oczekiwali nadzwyczaj rzadko było dla Shorta wygodne, natomiast zajmowało mu czas. Lista była natomiast ważnym barometrem indywidualnych postaw pracowników będących w aktualnym polu zainteresowań Shorta.

– Margot, wezwij Browna.

Tom Brown był wicedyrektorem Instytutu do spraw naukowych. Po 10 minutach Brown zjawił się w sekretariacie. Był niemłodym już przyciężkim mężczyzną o grubych rysach, które nadawały nieco tępawy wyraz jego twarzy.

-Cześć Larry!

-Cześć Tom! Możesz mi powiedzieć, co jest z planem naukowym.

-No cóż, jest prawie zatwierdzony – zaczął z szerokim uśmiechem Brown – mamy jeszcze jedną komisję jutro.

-Ano właśnie, doszło do mnie ostatnio, że coś jest nie tak z tematem Robertsa. Ktoś czepia się jego metody. Taka jakaś podobno niepewna historia. Pomyślałem, że może by z tym tematem zaczekać póki się coś nie wyjaśni.

Brown podrapał się z zakłopotaniem grubymi palcami po łysiejącej czaszce, poczuł problemy. – No tak , Larry! Ale recenzje były bardzo dobre a to jest ostatni etap realizacji.

Short spojrzał na niego z nieukrywaną niechęcią i znudzeniem. – Ano właśnie rozmawiałem ostatnio z profesorem Stetsonem z Centrum w New Haven, który powiedział mi w zaufaniu, że ta jego dobra recenzja wynikała raczej z kurtuazji wobec naszego Instytutu niż z jego oceny realizacji tematu.

Tom ja nie mówię, że trzeba przerwać finansowanie ale nie ma co się spieszyć z decyzją. Plany naukowe to oczywiście Twoja sprawa ale jak coś nie wyjdzie?, zastanów się. Rozpatrzmy najpierw te tematy, które nie budzą wątpliwości, potem zastanowimy się, zawsze mamy rezerwę jak się coś wyjaśni.

Ostrożna początkowo grubo ciosana twarz Browna rozjaśniła się krzywym uśmiechem. Sens polecenia był już dla niego jasny. Interes Instytutu wymaga przytrzymania Robertsa. Brown nigdy nie lubił Henry Robertsa z Prawidłowości Przebiegu. Brown był raczej tępy i niepewny, dlatego zawsze dostosowywał się do przełożonych. Nie sprawiało mu to zbytniej przykrości. Posiadanie własnego zdania uznawał za luksus, na który go nie stać. Gdy któryś podwładnych tego próbował, uznawał to za fanaberię godzącą istotę stosunków, które niosły go powoli i bez sukcesów do wysokiej emerytury. Korzystając ze stanowiska starał się tez bezinteresownie i bez zbędnych wyjaśnień utrudniać to i owo młodym adeptom nauki. Szczególnie gdy zachodziła obawa, że coś im zaczyna wychodzić bez wyraźnego błogosławieństwa Instytutu.

Henry Roberts miał 32 lata. Przystojny i wygadany, podobał się kobietom. Rozpoczął karierę lekko i niepostrzeżenie. Szczęśliwie realizował chwytliwy temat o standardach przebiegu i był na progu usamodzielnienia się. Jego dotychczasowa kariera przebiegała w czasach zanim Short wygrał konkurs na dyrektora. Przez krótki okres w przeszłości miał styczność z Shortem i nie przypadli sobie do gustu. Temat, który prowadził był raczej tani rokował nadzieje na przyszłość.

Następnego dnia Komisja Instytutu ds. Planowania Nauki zebrała się o 10.00 w małej klimatyzowanej salce na trzecim piętrze.

Profesor Tom Brown jak zwykle prowadził zebranie.

-No i na koniec mamy sprawę tematu doktora Robertsa. Na poprzednim zebraniu wstępnie zaakceptowaliśmy wniosek o kontynuowanie projektu. Muszę jednak powiedzieć, że pewne założenia tego tematu od początku budziły moje zastrzeżenia. Dyrekcja otrzymała ostatnio poufną informację, że projekt może też budzić poważne wątpliwości na zewnątrz. Jak państwo wiecie sytuacja finansowa Instytutu nie jest dobra. Musimy się dobrze zastanowić zanim wydamy pieniądze które są ograniczone. Z drugiej strony mamy kilka innych niedoinwestowanych projektów badawczych: min obecnych tu profesorów Piggley`a i Rudy`ego. Mimo pewnych wad, o których mówiliśmy wcześniej z pewnością są to tematy warte finansowania a jednocześnie z braku środków mamy trudności aby je uruchomić – mam propozycję, żeby wstrzymać decyzję w sprawie projektu doktora Robertsa a umożliwić cenne badania prof. Piggley`owi i Rudy`emu. Jeśli okaże się, że temat Robertsa jest wart kontynuowania to mamy jeszcze rezerwę finansową. Jednocześnie nie przekreślałbym całkowicie możliwości sprawy finansowania wydania książki obecnej tu Pani Crawling. Proponuję odłożyć decyzję w tej sprawie do czasu gdy będziemy rozpatrywać wykorzystanie środków rezerwowych. Na szczęście mamy z czego wybierać a zdrowa konkurencja wiecie to Państwo najlepiej, dobrze wpływa na poziom badań.

-Myślę, że to rozsądna propozycja – powiedziała profesor Crawling

-Bardzo sensowna – dodał profesor Piggley

-No to głosujemy – powiedział Brown lekko podnosząc rękę – kto jest za wnioskiem?

Pięć rąk podniosło się do góry. Pozostali członkowie trochę się ociągali.

Czy to konieczne – spytał jakby samego siebie stary profesor Baradley – to jest zdaje się obiecujący młodzieniec.

-Niech się Pan nie martwi Profesorze, jak tylko sprawa się wyjaśni osobiście rozpatrzę możliwość finansowania tematu Robertsa z puli rezerwowej.

Wniosek przeszedł bez sprzeciwu.

25 maja Roberts był zapisany do dyrektora Instytutu w sprawie dokończenia realizacji tematu o standardach przebiegu. Short zadowoleniem to zauważył. –Nie mam czasu Margot – powiedział. Trzeciego dnia polecił sekretarce, aby zawiadomiła Robertsa, że zostanie przyjęty . Roberts czekał do 17.00 i i kiedy miał już wychodzić został poinformowany, że prof. Short jest bardzo zajęty ale przyjmie go na pewno. O 18.30 zdenerwowany Roberts mógł wejść do gabinetu dyrektora. Short siedział za biurkiem zapełnionym papierami w ręku trzymał złocone wieczne pióro.

Słucham, panie doktorze, co za pilna sprawa pana do mnie sprowadza.

-Panie profesorze, chodzi o mój temat. Z planu naukowego wynika, że nie będę mógł dokończyć badań.

-Jaki temat? Ja nic nie wiem – Short uważnie popatrzył na swojego rozmówcę.

-Od dwóch lat realizuję temat o standardach przepływu, zgłoszenie obejmowało 3 lata. Ostatni rok jest niezbędny do zakończenia badan i potwierdzenia wyników.

-Ależ panie doktorze – Short ożywił się i jego głos przybrał napastliwy ton – planem naukowym zajmuje się Komisja jest złożona z naszych najlepszych, najbardziej doświadczonych profesorów. Czyżby pan podważał jej kompetencje?

-Oczywiście, że nie ale może Komisja nie wzięła pod uwagę wszystkich okoliczności? Ten projekt ma bardzo dobre recenzje.

-Panie doktorze – niech się pan uspokoi. Wiem, że miał pan pewne osiągnięcia na polu standardów przepływu. Ale chyba pan rozumie, że nie mogę zajmować się każdym tematem. Postaram się to wyjaśnić z profesorem Brownem, nie mogę jednak wchodzić w jego kompetencje. Wie pan, że pieniędzy na badania jest mało, może coś się załatwi z puli rezerwowej. Może niech pan też napisze nowe zgłoszenie. Może wtedy łatwiej będzie przekonać Komisję. Może Pan być spokojny dobry temat z pewnością uzyska finansowanie.

-Dziękuję bardzo, panie profesorze, jeśli to będzie potrzebne dostarczę dodatkowe opinie z Richmond i Ontario.

Po wyjściu Robertsa Short sięgnął po komórkę.

-Słuchaj Tom, był u mnie Roberts narzekał na ciebie i nagabywał mnie o interwencję w sprawie jakiegoś tematu. Dlaczego on jeszcze u nas pracuje, skoro nie ma finansowania i na dodatek nie umie współpracować z ludźmi. Odłożył słuchawkę i uśmiechnął się.

W kilka minut później na biurku zadzwonił telefon.

Dzwoni żona, panie profesorze – powiedziała Margot.

-Cześć, Larry.

-Cześć, Claire – co tam u ciebie?

-Chciałam zapytać czy będziesz na obiedzie?

-Jasne, tylko trochę się spóźnię, mam robotę.

Odłożył słuchawkę.

-Margot! – wyjrzał przez drzwi do sekretariatu – zostaniesz dzisiaj trochę dłużej? – Jasne Larry!

Niewysoka blondynka przeciągnęła się i wyprostowała nogi pod biurkiem, nie spieszyło się jej wcale.

Larry był zadowolony, znowu panował nad wszystkim. Trochę tylko niepokoiła go Claire, – trzeba jej coś kupić albo ją przycisnąć.

KRZYSZTOF SWAT

W wydaniu nr 178, wrzesień 2016, ISSN 2300-6692 również

  1. CLINTON VERSUS TRUMP

    O debacie teraz ja!
  2. BIBLIOTEKA DECYDENTA

    Tajne więzienia CIA w Polsce
  3. FILOZOFIA I DYPLOMACJA

    Historia kołem się toczy
  4. OSZCZĘDNY JAK POLAK

    Przede wszystkim na czarną godzinę
  5. WĘGIERSKI PRZYKŁAD

    Orban Zwycięzca
  6. IMR ADVERTISING BY PR

    Kosmetyki w skarpetkach
  7. OPOWIADANIE

    Z życia Napoleonów
  8. Z KRONIKI BYWALCA

    Polski eksport do Chin
  9. LEKTURY DECYDENTA

    Kto mieczem wojuje...
  10. I CO TERAZ?

    Kalejdoskop ciekawostek amerykańskich wyborów
  11. IMR ADVERTISING BY PR

    Na słodko i wytrawnie
  12. WIATR OD MORZA

    Witaj, Grodno
  13. LEKTURY DECYDENTA

    Zapomniany geniusz
  14. I CO TERAZ?

    Z braku armat
  15. FILOZOFIA I DYPLOMACJA

    Nie sądzę, że jak świat światem...
  16. BIBLIOTEKA DECYDENTA

    Przydatni hitlerowcy
  17. W OPARACH WIZERUNKU

    Autocelebracja
  18. I CO TERAZ?

    Dzieje się i będzie się działo. W Ameryce
  19. WIATR OD MORZA

    Dokąd pędzą szaleńcy
  20. WIZERUNEK BIZNESMENA

    Każdy sobie rzepkę skrobie