Established 1999

CO SIĘ W GŁOWIE MIEŚCI

3 sierpnia 2017

Otwartość odświętna i selektywna

Z otwartością na świat, na innych, na nowinki może być tak jak z wiarą. Jak wiadomo, wśród wiernych kościoła są i wierzący praktykujący, i wierzący niepraktykujący, i nawet praktykujący, choć niewierzący. Deklaracje otwartości bywają przechwałką samochwały (słuchajcie, jaki jestem światły, postępowy, nowoczesny). Bywają też rytualną formułką, która nic nie kosztuje, gdy wysyłana jest w powietrze, w kosmos jako zasada abstrakcyjna, a zgodna z oczekiwaniami odbiorców, z wymogami poprawności. Otwartość może być, krótko mówiąc, postawą – a raczej pozą – niezobowiązującą. Bowiem kategoryczność i uroczysty ton oświadczeń o zasadach bywa odwrotnie proporcjonalny do praktycznej gotowości postępowania zgodnie z tymi zasadami – pisze profesor Mirosław Karwat.

Prof. dr hab. Mirosław Karwat, Uniwersytet Warszawski

Z całym szacunkiem dla wzniosłych rytuałów i pięknych gestów odświętnych w obrzędowości religijnej, trudno nie zauważyć, że np. wigilijne obmycie nóg bezdomnemu nędzarzowi przez samego arcybiskupa jako żywo nie jest świadectwem zrównania i zbratania dostojnika w monarszym stroju z człowiekiem z nizin społecznych, lecz tylko elementem dopełniającym teatralną konwencjonalność wigilijnych szopek. To taki odpowiednik hołdu Trzech Króli dla dzieciątka w żłobie w komórce pod strzechą. Co więcej, jest nawet wręcz przeciwnie: odświętność, wyjątkowość i właśnie rytualna konwencjonalność takiego „hołdu” dla człowieka prostego i biednego jeszcze bardziej podkreśla dystans społeczny, powszednią zupełną niestyczność i obcość dwóch różnych światów. Nie jest to ani spotkanie „w pół drogi” (byłoby takim, gdyby biskup zadowolił się M-4 zamiast pałacu, a bezdomny zamieszkał w M-1), ani też nawet teatralna „zamiana miejscami” na chwilę.

A swoja drogą, zdarzały się kiedyś takie niegroźne eksperymenty, gdy państwo hrabiostwo, a nawet księżna z księciem, na pół dnia przebierali się za pasterza i pastereczkę. Jak zauważył trafnie Bachtin, nieco dalej posunęła się tym kierunku (ruch w obie strony – z góry w dół i z dołu z górę w hierarchii społecznej) praktyka karnawału z maskaradą. Ale i wtedy nikt nie miał złudzeń, że ktoś tu na kogoś się „otworzył”. W nieswojej roli wszystkie stany bawiły sie osobno, zważając na to, by nie wymieszał się gmin z lepiej urodzonymi.

Wprawdzie ten, kto obnosi się ze swą otwartością, może nawet żywić mocne przekonanie, że traktuje tę wartość i zasadę śmiertelnie poważnie – i właśnie „zobowiązująco”. Ale zobowiązująco tylko w tym sensie, iż czuje się zobowiązany do stałego jej deklarowania, podkreślania jej ważności i tego, że ona obowiązuje. W tym przypomina właśnie wierzącego, albo i niewierzącego, który wie i czuje, że do kościółka trzeba chodzić regularnie w każdą niedzielę.

Zakłopotanie powstaje w chwili, gdy jakiś świadek czy adresat podobnych deklaracji potraktuje je poważnie – ale poważnie nie w sensie równie rytualnym jak nadawca, lecz w sensie praktycznym i konkretnie, odnosząc to do konkretnej sprawy, sytuacji. Ktoś taki zachowuje się równie nietaktownie, jak w grze towarzyskiej partner, który mówi „sprawdzam”. Formalnie nie narusza on etykiety, bo odzywka „sprawdzam” należy do konwencjonalnych elementów gry, ale jednak jest sprawcą zakłopotania, ba, irytacji. Bo któżby nie zirytował się, gdy jego uroczyste oświadczenia, wygłaszane z nadętą miną, poddawane są weryfikacji. Skoro sprawdza się zgodność słów z czynami, to znaczy, że słowa nie wystarczą, że moja reputacja (albo tylko autoreklama) nie jest gwarancją mojej wiarygodności. A komunikat „sprawdzam” pod adresem rytualnego pryncypialisty przypomina przekłucie balonu, i to z wiadomym odgłosem – takim, jakby ktoś niechcący puścił bąka.

O tej różnicy między fasadą – zazwyczaj wzniosłą, patetyczną i odświętną – a powszednim stanem rzeczy, między deklaracjami a praktyką postępowania od dawna wiedzą badacze opinii publicznej i poglądów ludzkich. Wiedzą oni np., że nie sztuka zapytać ankietowanych, czy akceptują, czy też odrzucają uprzedzenia rasowe, rasistowskie albo seksistowskie wyobrażenia o hierarchii społecznej. Bo wtedy odpowiedzi uzyskają gładkie, wzorowo poprawne. Lecz aby dowiedzieć się naprawdę, jaka część respondentów podziela – nawet nieświadomie – jeśli nie rasistowskie fobie, to w każdym razie rasistowskie stereotypy i postawy nieufności, niechęci wobec przedstawicieli innych ras, trzeba w jakimś dalszym miejscu tej samej ankiety, niejako z zaskoczenia, zapytać np.: „Czy chciałbyś mieć za sąsiada: Araba, Hindusa, Nigeryjczyka?”, „Czy pobłogosławiłbyś małżeństwo swej córki z Żydem, Somalijczykiem, Bengalczykiem?”.

O takiej próbie – „czy Twoje poglądy to złoto, czy tombak” – traktuje film fabularny z repertuaru Wielkiej Klasyki: „Zgadnij, kto przyjdzie na obiad” (1967), w reżyserii Stanleya Kramera, z gwiazdorską obsadą (Spencer Tracy, Katharine Hepburn, Sidney Poitier). Film, który w chwili ukazania się odegrał istotną i praktyczną rolę w reedukacji, resocjalizacji społeczeństwa amerykańskiego. Z pewnością był ważnym impulsem w procesie dojrzewania tego społeczeństwa i państwa do przełomu w kwestiach rasowego równouprawnienia, zniesienia nie tylko prawnej, ale i mentalnej, obyczajowej dyskryminacji.

Ale oglądany po latach jest czymś więcej niż swoistym dokumentem – zwierciadłem epoki. Obrazowo przedstawia mechanizm weryfikacji pięknych zasad, zdzierania masek. A temu służy prosta historia opowiedziana w dobrotliwie komediowej konwencji.

Piękna córka energicznego wydawcy i jego eleganckiej żony (a więc ludzi z „wielkiego świata”) wyrosła w swym domu w nader postępowym klimacie. Światli rodzice wpoili jej przekonanie, że wszyscy ludzie są równi, że godność przysługuje każdemu z nich i wymaga poszanowania, że o wartości człowieka nie świadczy ani nie decyduje jego pochodzenie (urodzenie), stan posiadania, status społeczny, przynależność klasowa, rasowa, etniczna, lecz jego przymioty moralne, talenty, osiągnięcia, zasługi dla społeczeństwa.

I ona to wszystko przyswoiła sobie na sto procent. I oczywiście potraktowała nie tylko serio, ale i dosłownie. Przez telefon zapowiada swój przyjazd do rodziców wraz z niespodzianką – narzeczonym. Na miejscu okazuje się, że to Murzyn.

Reakcja rodziców? Chyba się domyślacie. Szok i postawa: „oczywiście te wszystkie zasady, które córce wpoiliśmy, są słuszne i my sami najszczerzej je uznajemy, ale dlaczego taki mezalians przytrafił się właśnie nam?”.

Fabuła filmu – typowo pedagogiczna na sposób amerykański, z koniecznym happy endem – spełnia taką rolę jak owocna sesja psychoterapeutyczna. A więc początkowy opór rodziców (także tych z drugiej strony), również pod hasłem „będzie wam ciężko, nikt was nie zrozumie” zostaje oczywiście przezwyciężony.

Do tego miodu wrzucę jednak łyżkę dziegciu. Chyba nie bez znaczenia dla postępowego tatusia z wyższych białych sfer okazuje się – gdy przeprowadził błyskawiczny wywiad, sprawdził narzeczonego – że akurat ten czarny to nie jakiś goniec, portier parkingowy, listonosz (z takimi zajęciami raczej mu się kojarzył Murzyn), lecz doktor nauk prawnych, ekspert agendy ONZ. Z kimś takim córka już może się związać, bo to tylko coś w rodzaju naruszenia etykiety, ale nie degradacja społeczna.

Ten właśnie przykład znakomicie ukazuje, na czym polega otwartość programowa, ale odświętna i selektywna. Co dedykuję nadwiślańskim liberałom.

 

PROF. DR HAB. MIROSŁAW KARWAT

Uniwersytet Warszawski

W wydaniu nr 189, sierpień 2017, ISSN 2300-6692 również

  1. LEKTURY DECYDENTA

    Wódz Naczelny w I RP
  2. WIATR OD MORZA

    Skopana solidarność narodowa
  3. BIBLIOTEKA DECYDENTA

    Generał
  4. LEKTURY DECYDENTA

    Śmierć tyrana
  5. BIBLIOTEKA DECYDENTA

    Niemcy w Chile
  6. LEKTURY DECYDENTA

    Karabinem i piórem
  7. FILOZOFIA I DYPLOMACJA

    Nie przeszli!
  8. BIBLIOTEKA DECYDENTA

    Filar światowej literatury
  9. POZIOM ROZWOJU POLSKI

    Kilkaset lat pościgu
  10. LEKTURY DECYDENTA

    "Krawężnik" odsłania
  11. CO SIĘ W GŁOWIE MIEŚCI

    Otwartość odświętna i selektywna
  12. SILVER TSUNAMI

    Nadzieja dla Europy
  13. DECYDENT POLIGLOTA

    High level English
  14. WIATR OD MORZA

    Cuda wianki...
  15. GARBATY LOS MACHIAVELLEGO

    "Książę" to wszystko wiedział
  16. POLSKA ANARCHIA

    Warchoły i fanatycy
  17. PRAWA - WŁADZA - PROBLEMY

    Polska w 2017 roku
  18. SŁUŻBA ZDROWIA

    Pacjenci w kleszczach kolejek
  19. LEKTURY DECYDENTA

    Czas PRL minął