Established 1999

WIATR OD MORZA

2 sierpnia 2015

Wieloryb a sprawa polska - 26.08

Morze, nasze morze, wiernie ciebie będziem strzec… – pisze Sławomir J. Czerniak.


Ta przedwojenna pieśń patriotyczna spowodowała, że naród zrzucił się i Polska zakupiła nowoczesne okręty wojenne, aby strzec, wówczas, 60-kilometrowego wybrzeża.


 


Dzisiaj mamy 600 km wybrzeża i setki hektarów plaż, na które w tym roku zjechali bardzo licznie rodacy, zniechęceni all inclusive w Egipcie i Maroku, gdzie na deser zaczęto serwować „pif paf” i „bum bum”.


 


Chyba nie żałują, a zwłaszcza ci, którzy w sobotę 22 sierpnia odpoczywali w Stegnie. O godzinie 9:00 zerwał ich z łóżek komunikat, że na plażę wypłynął wieloryb. Tysiące ludzi wraz ze mną z deptaka na wydmie obserwowało to, co kiedyś może widzieli na National Geographic. Olbrzym kołysał się bezwładnie 70 m od brzegu, a wokół niego pływały łodzie z naukowcami, którzy zastanawiali się co zrobić z tym fantem.


 


Różne telewizornie transmitowały to wydarzenie, młodzi ludzie ze stacji morskiej UG na Helu wyjaśniali prawdopodobne przyczyny pojawienia się zdechłego od kilku dni wieloryba. Najważniejszą była śmierć głodowa, z uwagi na brak planktonu w Bałtyku.


 


W tym momencie zauważyłem Prezesa. Poznałem po charakterystycznym uśmieszku Bazyliszka, z chusteczką w „cztery rogi” na głowie. Coś szeptał pod nosem, jakby: no proszę, PO doprowadziła do tego, że w naszym morzu z głodu giną nawet wieloryby. Wykorzystam to w kampanii wyborczej…


 


Na brzegu morza stanęło WC. Nie mam tu na myśli toy-toya, ale Wojciecha Cejrowskiego stojącego w stroju organizacyjnym, czyli na boso, jak rasowy „glob trotuar”, chciał popłynąć do wieloryba (fantazja autora), ale służby sanitarne ze względu na zagrożenie fitosanitarne, odgrodziły tę część plaży.


 


Po czterech godzinach obfotografowano naukowo wieloryba i za ogon mała motorówka pociągnęła go na Hel do Instytutu Morskiego. Wyglądało to żałośnie i smutno. Wszyscy liczyli, że po 25-tonowego i kilkunastometrowego wieloryba przypłynie jakaś jednostka z wyciągarką i z godnością dostarczy naszego rzadkiego gościa do instytutu na badania.


Mnie natomiast nasunęła się gnębiąca do dzisiaj myśl.


 


Jak to się stało, że wieloryb wielkości średniej łodzi podwodnej, przepłynął niepostrzeżenie przez cieśniny duńskie, Bałtyk na wysokości Niemiec i cały odcinek polskiego Bałtyku?


 


Co robiły w tym czasie służby wojsk obrony morza tych państw należące do NATO?


Szwedzi, którzy dobrze chronią swoje wybrzeże, nie tak dawno zlokalizowali ruskuju padwodnuju łodku i tak ją goniły, że do dzisiaj nie dopłynęła do Bałtijska…


 


Gdzie były satelity które z dokładnością do 10 cm potrafią zlokalizować agresora? Czy nowy zwierzchnik sił zbrojnych pociągnie kogo trzeba „za najdalej wystające konsekwencje”?


 


Dwie kwestie napawają mnie jednak optymizmem.


 


Pierwsza, że Polacy są jednak innowacyjni i przedsiębiorczy. Powstała pierwsza smażalnia „Wieloryb. Życzę sukcesu!


Druga, ważniejsza, bo dotycząca obronności kraju. Nowy prezydent pierwszą wizytę zagraniczną złożył w Estonii, która wobec słabości NATO, powinna być głównym naszym sojusznikiem. Ten kraj ma duże doświadczenie w zawieraniu sojuszy, np. z panem z wąsikiem pod nosem…


 


Panie Prezydencie, szkoda, że podczas tej wizyty nie upomniał się Pan o wyposażenie ORP Orzeł (armatę, torpedy i mapy), które nam skwapliwie zabrali, aby nie drażnić swojego niemieckiego sojusznika…


 


Bez nich nasi dzielni chłopcy bez map i bezbronni, jak ten wieloryb ze Stegny, przepłynęli do Anglii. Cześć ich pamięci!


Gdyby nie nadgorliwość Estonii, mogli nie zginąć, bo byliby w innym czasie i innym miejscu. Zginęli później i nawet nikt nie może zlokalizować wraku.


 


Wieloryb miał więcej szczęścia… wypłynął.


 


P.S. Felieton dedykuję młodemu człowiekowi ze Stacji Morskiej UG na Helu, Wojciechowi Górskiemu, który dzielnie udzielał wywiadów i odpowiadał na pytanie gapiów.


Sławomir J. Czerniak


 


Pinokio – 18.08


 


Bajka znana od pokoleń uczy, że kłamstwo ma krótkie nogi, a w zasadzie długi nos, który rośnie po każdym wypowiedzianym łgarstwie. Pinokia stworzył, jak wiemy, majster stolarski Dżepetto, który będąc samotnym zapragnął mieć syna. W tamtych czasach nie było „in vitro”, a że stronił od kobiet i był raczej miłośnikiem zwierząt domowych, postanowił wystrugać sobie kukiełkę na wzór i podobieństwo swoje…


 


Pinokio szybko zorientował się, że tylko słuchając Dżepetta, może stać się dobrym i posłusznym pajacem, zyskując to czego zechce. I słowo stało się ciałem. Osiągnął zaszczyty, o których nawet nie marzył.


 


Ta bajka, chcąc nie chcąc, przypomina karierę nowego prezydenta. Różnica w stosunku do bajki jest istotna. Nos zaczął rosnąć zaraz po zaprzysiężeniu. Mam na myśli wycofanie się z obietnicy przedwyborczej.


 


Następnie zauważyłem, że nos rósł i rósł, gdy prezydent otwierał defiladę Wojska Polskiego w Warszawie. Musiał być zdziwiony i oszołomiony, gdy zorientował się, że nasi żołnierze nie jadą zdezelowanym gazikiem marki UAZ „sdiełano w CCCP”, a za nim nie jadą czołgi T-34, a nowe jeepy, czołgi i wozy pancerne najnowszej generacji…


 


Panie Prezydencie! Przed Panem czeka na odkrycie wiele prawd, że Polska nie jest w ruinie. Musi Pan po prostu zacząć działać sam, bez oglądania się na swojego Dżepetta, który Pana stworzył. Ma Pan niepowtarzalną szansę wprowadzić Polskę na jeszcze lepsze tory.


 


Oby nie trzeba było znowu śpiewać z „Wesela” …miałeś… ostał ci się ino sznur…, bo tę frazę żeśmy przerabiali już przy Wałęsie, Kwaśniewskim, Kaczyńskich i Komorowskim…


 


Życzę odcięcia pępowiny, samodzielnego i owocnego działania na rzecz Polski.




Sławomir J. Czerniak


 


Ruina – 12.08


 


Włączyłem telewizyjny program informacyjny. Kandydatka na premierkę głosem i miną chorego, który ma wydać ostatnie tchnienie poinformowała, że Polska jest w ruinie. Zaraz nowy prezydent dodał w orędziu, że w Polsce trzeba „dokonać zmian we wszystkich dziedzinach”. Miał minę i uśmieszek człowieka, którą Marek Hłasko w „Pięknych dwudziestoletnich” nazwał „miną Polaka, który kłamie”… Jako tło dla tych wypowiedzi ośrodki regionalne telewizji pokazały rozmiar zniszczeń i los społeczeństwa.


 


Miasta leżące w ruinie… Mieszkańcy, podobnie jak warszawiacy w 1944 r., kolumnami


opuszczają swoje miasta niosąc dobytek w walizkach i tobołkach, kierują się do latyfundiów, które „bałerowie” niemieccy, holenderscy, duńscy już wykupili i zatrudniają za łyżkę strawy…


 


Po ulicach snują się otyli ludzie, a w jednej telewizji występuje monstrualnie otyły prezenter. Bardziej otyli od nas są tylko Amerykanie. Jednak nie jest to otyłość z dobrobytu. To jest tzw. „opuchlizna głodowa”, którą badał swego czasu dr. Mengele…


Z głodu wyjedzono roślinność nawet na trawnikach, które przypominają oflag w Hohenstein k. Olsztynka, gdzie przebywali terminalnie chorzy żołnierze Armii Czerwonej przed ich pochówkiem…


 


Tysiące hektarów plaż nad Bałtykiem zieją pustką. Nie ma na szosach korków wiodących do Krynicy Morskiej, Helu, Juraty i innych kurortów. Zubożenie społeczeństwa jest tak duże, że ludzi nie stać na samochody i paliwo do nich. Autostrady i szosy szybkiego ruchu wybudowane w części za unijne pieniądze zarastają chwastami. Samochody kupują od nas Białorusini, Ukraińcy, Tadżyccy, Uzbecy, Jakuci a nawet Czukcze w barterze – jeden samochód za jeden rower marki „Mińsk” albo „Ural”…


 


Deweloperzy, którzy wybudowali setki tysięcy apartamentów popełniają zbiorowe samobójstwa pod Pałacem Namiestnikowskim…


 


Syndyk masy upadłościowej kraju powołany przy Kancelarii Premiera sprzedaje to co pozostało za symboliczną złotówkę. Na przykład nowe, niszczejące armady pociągów Pendolino, sprzedał Łukaszence i Putinowi razem z torami mimo, że „węższe o jeden członek”, bo tych przyjęto do Unii Europejskiej i teraz im pasują…


Środki zaś gromadzone są na jesienną kampanię wyborczą i pokrycie kosztów utrzymania urzędu Prezydenta RP, który w expose nie napomknął o ich zmniejszeniu…


 


Handel zamarł, także z powodu, że „Biedronki”, „Lidle” i „Netta”, wyniosły się na wschód


po wprowadzeniu nowych podatków…


 


Problemy, w jakich zalazła się Rzeczpospolita, pokonywać będą sami Polacy, gdyż wprowadzone zostaną referenda jako metoda swoistego liberum veto, w którym sami będą decydować o swoim losie, zdejmując odpowiedzialność z rządzących…


 


Zerwałem się z łóżka… To jednak był sen. Za oknem sąsiedzi jadą do pracy swoimi samochodami. Ciągnący nad morze urlopowicze wiozą rowery na samochodach, deski windsurfingowe lub ciągną przyczepy kempingowe. Korki na szosach olbrzymie. Z pobliskiego discontu wysypują się klienci z pełnymi po brzegi wózkami sklepowymi, w tym Rosjanie z Kaliningradu… Czyli jest jak było.


 


Ale zaraz przyszła refleksja. Przecież sny bywają prorocze…


 


PS


Publikatory podają coraz więcej przykładów sprzeciwu miast i ich władz, w związku z kłamliwymi wypowiedziami prezydenta Dudy i Beaty Szydło. Jak zwykle wścibscy, dziennikarze znależli faktycznie jedną ruinę… miasto Brzeszcze w Małopolsce, w którym Beata Szydło była burmistrzem przez 7 lat… To były te chude lata…

 


Sławomir J. Czerniak


 


 


Moglibyśmy… – 4.08


 


…mieć poziom życia taki jak w Skandynawii, dzięki praktycznemu podziałowi
administracyjnemu (gminy, miasta wydzielone i brak jednomandatowych okręgów
wyborczych). Moglibyśmy być długowiecznymi i bogatymi emerytami-turystami; jeździć samochodami Volvo i Saab; armia nasza wyposażona byłaby w samoloty Gripen (Saab JAS 39) deklasujące przestarzałe F – 16, oraz najlepszą hydrolokację dla łodzi podwodnych; zazdrościłaby nam spora część świata, gdyby nie to, że jak zwykle w naszej popapranej historii rządzący podejmowali nieracjonalne, choć patriotyczne decyzje.


 


Szansa, o której piszę, miała miejsca po raz pierwszy, gdy Duńczycy i Goci dopłynęli do obecnego polskiego wybrzeża, które chcieli skolonizować już w VI wieku. Udało im się to w przypadku obecnego Elbląga, skąd piszę, gdzie Wikingowie założyli gród Truso, który (razem z Wolinem) stał się portem na 100 lat wcześniej, zanim Biskupin osadą Polan.


 


Niestety, krucjata św. Wojciecha (Czecha), pokrzyżowała plany i po wycięciu w pień Prusów przez rycerzy z krzyżem na piersi, ekspansja Skandynawów na tereny Polski ustała.


 


Kolejna okazja połączenia, w tym wypadku ze Szwecją, mogła nastąpić przed tzw. potopem szwedzkim. W tym przypadku także pojawił się Czech, Jan Amos Komeński (1592-1670), działający na czele Wspólnoty Braci Czeskich w Elblągu i Lesznie. Komeński, widząc korzyści dla Polski, wziął udział w przygotowaniu najazdu Szwedów na Polskę. Widział słabość Rzeczpospolitej uwikłanej jak zwykle w walki między rodami magnackimi i szlacheckimi. Jakimś cudem (chyba po wytrzeźwieniu po miodach pitnych) rządzący zorientowali się, że mogą stracić swoje majątki i zaczęli walkę ze Szwedami, aż Czarnecki musiał „rzucać się przez morze”, bo nie było jeszcze promów Stena Lines…


 


Komeńskiego okrzyknięto potem zdrajcą, niemniej w Elblągu jest ulica jego imienia, co oceniam jako posunięcie słuszne. Warto wspomnieć, że praktyczni jak zawsze „towarzysze litewscy”, wypięli się na Rzeczpospolitą Obojga Narodów i podpisali pakt o współpracy z królem szwedzkim. Do dzisiaj domki mają malowane tą samą czerwoną farbą jak w Szwecji…


 


Coś z tych ciągot skandynawskich u nas pozostało. Do 1990 r. dzieci pod naczepami TIR-ów jechały, aby poznać standard życia w Skandynawii. Podobnie starsi, ale ci uciekali samolotami MIG -29, lub „Antkami” na Bornholm, bo było najbliżej. Najbardziej zdesperowani, łapali bociany za nogi chcąc przelecieć Bałtyk…


Mnie też kiedyś to złapało. Trzy miesiące pracowałem w Lundzie u Irakijczyka w restauracji „Cyrus” dzięki czemu mogłem kupić samochód marki Polonez 1,5 GLE…


 


Tęsknoty za tym, co nie nastąpiło są i do dzisiaj.


 


W Elblągu działa prężna grupa rekonstrukcyjna Wikingów, którzy wybudowali drugą łódź według planów Wikingów i robią furorę w Polsce. Mają w planie rejs na Wolin, a nawet popływać po Gople z przyjacielską wizytą w… Biskupinie.


 


Dzisiaj robią przejażdżki po rzece Elbląg ku uciesze coraz większej liczby turystów, a w Muzeum Elbląskim jest fascynująca wystawa i makieta grodu Truso.


 


Tutaj okolice Elbląga przypominają duński Bornholm, gdzie ilość tras rowerowych, ścieżek po Wysoczyźnie Elbląskiej jest podobna, a widoki są zniewalające.


 


Jeżeli ktoś chce popłynąć statkiem po trawie, to czeka na niego rejs po pochylniach Kanału Elbląskiego. Jeśli zaś ktoś chce zobaczyć te cuda z góry to czeka wieża Katedry Elbląskiej – po pokonaniu 335 schodów, na wysokości 86 m można zobaczyć widok niesamowity.


 


Czy byłoby tak pięknie, gdyby była tu Skandynawia? Tego się już nie dowiemy, ale początki dali tu jednak Vikingowie i doceniajmy to.


 


Sławomir J. Czerniak


Elbląg

W wydaniu nr 165, sierpień 2015, ISSN 2300-6692 również

  1. ŚWIATOWA RADA ZŁOTA INFORMUJE

    Popyt na kruszec spadł, ale nie w Europie - 13.08
  2. LIST W SPRAWIE LEKTUR

    Letni "Browar" - 10.08
  3. BIBLIOTEKA DECYDENTA

    Dzieło - 21.08
  4. IMR Z NES PHARMĄ

    Powrót do współpracy - 3.08
  5. DECYDENT SNOBUJĄCY

    Wtorek, 18.08 – Snobizm na świerszcze
  6. POWSTANIE WARSZAWSKIE

    Pamięć patriotów - 3.08
  7. W OPARACH WIZERUNKU

    Nowi ludzie - nuworysze - 3.08
  8. A PROPOS...

    ...zostawiania w samochodach psów - 12.08
  9. WIATR OD MORZA

    Wieloryb a sprawa polska - 26.08
  10. LEKTURY DECYDENTA

    Apetyt na browar - 3.08
  11. I CO TERAZ?

    Ci odlatują, ci zostają - 10.08
  12. FILOZOFIA I DYPLOMACJA

    Emigranci w służbie czynnej - 4.08
  13. PO PROSTU SZTUKA

    Wenecki sierpień Evy Chelmeckiej - 3.08