Established 1999

W OPARACH WIZERUNKU

2 sierpnia 2015

Nowi ludzie - nuworysze - 3.08

Wielkim przemianom ustrojowym i ideologicznym zwykle towarzyszy charakterystyczny i fascynujący fenomen, jakim jest pojawianie się i ekspansja szczególnego typu ludzi. Są to ludzie, których uznaje się za „nowych”. Po pierwsze, przychodzą na miejsce tych, którzy „już byli”. Wypierają ich albo dosłownie (sprawiając, że dla tych byłych, dotychczasowych nie ma już miejsca), albo relatywnie. W tym drugim przypadku, gdy dołączają do poprzedników i funkcjonują obok nich, faktycznie zaczynają dominować, a tamtych przytłaczać, marginalizować lub podporządkowywać sobie w wielorakim sensie – pisze prof. Mirosław Karwat.

Po pierwsze, przychodzą na miejsce tych, którzy „już byli”. Wypierają ich albo dosłownie (sprawiając, że dla tych byłych, dotychczasowych nie ma już miejsca), albo relatywnie. W tym drugim przypadku, gdy dołączają do poprzedników i funkcjonują obok nich, faktycznie zaczynają dominować, a tamtych przytłaczać, marginalizować lub podporządkowywać sobie.


Po drugie, niosą ze sobą (realnie albo tylko w mniemaniu powszechnym) nowe, inne niż dotychczas sposoby myślenia i działania, a więc nowe idee, wartości, zasady, wzorce postępowania, schematy sukcesu życiowego, kariery.


Po trzecie, sami są przekonani o swoim posłannictwie – o tym, że ich powołaniem jest zmienić dotychczasowe stosunki, przekreślić to, co się przeżyło, zapoczątkować nową jakość w życiu społecznym.


Wśród nich znajdziemy zarówno rzeczywistych innowatorów, efektywnych w działaniu z pożytkiem społecznym, pionierów postępu, prekursorów społecznej modernizacji, jak i pozorantów, mitomanów oraz zwyczajnych (ale cwanych) pasożytów.


Przyjrzyjmy się bliżej tym, którym na wyrost wydaje się, że są sprawcami zmian, twórcami NOWEGO oraz tym, którzy umieją instrumentalnie posłużyć się okazją powstałą za sprawą żywiołowych przekształceń społecznych lub eksperymentów inżynierii społecznej.


W dziejach ludzkości stale powracają trzy typy takich ludzi niby-nowych.


Pierwszy rodzaj – ideologicznie indyferentny – to nuworysze, czyli nowobogaccy.


Drugi – to debiutanci z czystą kartą, dumni ze swojego ideologicznego i politycznego dziewictwa, które uznają za tytuł, by wszystkich poprzedników rozliczać, poprawiać lub przekreślać i wykluczać.


Trzeci – to neofici, którzy „przewinęli licznik” i zaczynają od zera, ale nie w roli pokutników, lecz arcyzdolnych skoczków, którzy przeskoczyli z ariergardy do awangardy i teraz obejmują rolę czyścicieli i przodowników zarazem.


Nuworyszami (od francuskiego słowa nouveau riche – nowy bogacz, nowowzbogacony) nazywani są przede wszystkim kombinatorzy i przywłaszczyciele, którzy umieli zrobić użytek z zaistniałej okazji, gdy upadek dawnego ustroju i przemiany własnościowe (rozmaite wywłaszczenia, uwłaszczenia, prywatyzacje, reprywatyzacje itp.) sprzyjają szybkiemu wzbogaceniu się, także dzięki przejęciu cudzego lub publicznego majątku za bezcen, a już na pewno dzięki nadużyciom, dzięki układom korupcyjnym, protekcyjnym i nepotycznym.


Choć wśród nowobogackich są i tacy, którzy naprawdę wzbogacili się uczciwie – własną pracą, inicjatywą, przedsiębiorczością, zapobiegliwością i kreatywnością zarazem; ludzie dobrze przystosowani do nowego porządku, ale tylko w tym sensie, że wiedzą, jak dużo zarobić i jak konsumować.


Wspólny mianownik dla jednych i drugich (niech mi wybaczą ci porządni, brzydzący się aferzystami i malwersantami) to zachłyśnięcie się swoim wyniesieniem, oszołamiającym awansem materialnym i prestiżowym, komfortem, luksusem, za którym nie nadążają, z którym sami nie wiedzą, co zrobić, których on mentalnie przerasta. Niektórzy z nich przypominają rodzinę, która wygrała w totka lub na loterii i w krótkim czasie trwoni majątek, jaki spadł z nieba, na zwyczajne głupstwa.


Oczywiście nie każdy, kto szybko czy nawet łatwo się wzbogacił, jest nuworyszem. To określenie stosuje się do ludzi, u których widoczny jest rozziew między materialnym bogactwem a umysłowym ubóstwem. Nuworysz – to synonim osobnika umysłowo ograniczonego, o inteligencji zupełnie jednowymiarowej (sprowadzalnej do sprytu, chytrości, „smykałki do interesów”), pozbawionego natomiast choćby elementarnej kultury, psychicznej finezji. Nie ma on jakichkolwiek „niepraktycznych” zainteresowań, brak mu gustu, umiaru, taktu, własnego stylu. Zdolny jest być jedynie być snobem (w najbardziej pejoratywnym znaczeniu). Umie tylko małpować tych, których wcześniej podziwiał, a zarazem im zazdrościł, ponieważ teraz już go na to stać. Stać go na pałac trzykrotnie większy niż ten, na którym się wzorował, niż ktoś, kogo przebił dziś swym majątkiem, choć nie stać go na to, aby ten przepych nie był kiczem, pomnikiem bezguścia. Stać go na wyjazd na antypody, choć sam nie wie, po co (chyba jedynie po to, by pokazać innym, że go na to stać i że w ogóle może sobie pozwolić na fanaberie).


Dosadny portret takich nuworyszy przedstawił Reymont w Ziemi Obiecanej. Uosobieniem tego typu jest też postać Kunikowskiego vel Kunika, aspirującego do salonów w nadziei na protekcję Nikodema Dyzmy.


Mamy dziś wokół siebie cały legion takich trywialnych dorobkiewiczów. Lecz obok nich masę zwykłych ludzi, którzy „poczuli siłę swoich pieniędzy”, a od tego doznają zawrotu głowy, gdyż muszą zagłuszyć swoje kompleksy, pamięć o wcześniejszym niedostatku, wyrzeczeniach, w każdym razie o skromnym życiu. Teraz żyją nawet ponad stan, fundują sobie popisy i złudzenia na kredyt. I udają kogoś, kim nigdy nie byli, ale i nie będą, mimo, że mogą sobie kupić rekwizyty nowego statusu.


Jedni i drudzy (tzn. i bogacze-prostacy, i oszołomieni średniacy, a nawet „gołodupcy w pawich piórach”) wyspecjalizowali się w konsumpcji na pokaz. Ich dewiza życiowa brzmi: niech inni zobaczą, jak mi się powodzi, że mnie na to stać. Co więcej, jedyny ich pomysł na życie, to właśnie konsumpcja… dla konsumpcji. Nie tyle nawet zaspokajają swoje potrzeby (gdyż katalog ich potrzeb jest dość ubogi, współmierny do nieprzesadnej wyobraźni i subtelności), ile licytują się z otoczeniem w wyścigu, kto zgromadzi szybciej i więcej dóbr… niezupełnie potrzebnych, praktycznie niewykorzystywanych.


W niejednym domu, u niejednej przeciętnej (wcale nie aż tak zamożnej) rodziny moglibyśmy zinwentaryzować dziesiątki zbędnych, nieużywanych (choć demonstrowanych znajomym i gościom) sprzętów – gadżetów; masę ornamentów, które nie zdobią, lecz szpecą i zagracają; a także setki zdjęć, slajdów i filmów z podróży turystycznych, na których głównym lub wyłącznym obiektem jest szyld hotelu, kasyna, basen, plaża, drink bar.


Co jest nowego w takich „nowych” ludziach? Nic nowego pod słońcem. To kolejni w kolejce do niedostępnego wcześniej zbytku. Nowi są w takim samym sensie, jak pasażer, który dopiero co wsiadł do tramwaju, jak uczeń, który dołączył do danej klasy, jak świeżo zakupiony samochód lub telewizor. Bo poza tym wszystko to stare jak świat.


PROF. DR HAB. MIROSŁAW KARWAT


Uniwersytet Warszawski



W wydaniu nr 165, sierpień 2015, ISSN 2300-6692 również

  1. ŚWIATOWA RADA ZŁOTA INFORMUJE

    Popyt na kruszec spadł, ale nie w Europie - 13.08
  2. LIST W SPRAWIE LEKTUR

    Letni "Browar" - 10.08
  3. BIBLIOTEKA DECYDENTA

    Dzieło - 21.08
  4. IMR Z NES PHARMĄ

    Powrót do współpracy - 3.08
  5. DECYDENT SNOBUJĄCY

    Wtorek, 18.08 – Snobizm na świerszcze
  6. POWSTANIE WARSZAWSKIE

    Pamięć patriotów - 3.08
  7. W OPARACH WIZERUNKU

    Nowi ludzie - nuworysze - 3.08
  8. A PROPOS...

    ...zostawiania w samochodach psów - 12.08
  9. WIATR OD MORZA

    Wieloryb a sprawa polska - 26.08
  10. LEKTURY DECYDENTA

    Apetyt na browar - 3.08
  11. I CO TERAZ?

    Ci odlatują, ci zostają - 10.08
  12. FILOZOFIA I DYPLOMACJA

    Emigranci w służbie czynnej - 4.08
  13. PO PROSTU SZTUKA

    Wenecki sierpień Evy Chelmeckiej - 3.08