Established 1999

SIŁA POLITYKI

2 grudnia 2012

Dukaty noworoczne - 31.12

Czy utrzyma się na stołku Władimir Putin, bo jak czyta się rozmaite opracowania zachodnie skwapliwie powtarzane nad Wisłą to można ciężko w to zwątpić? – pisze Henryk Suchar.


Nic mu nie grozi, poza tym, że musi nadal lawirować między różnymi siłami wewnętrznymi i pośród presji potężnej zagranicy, która by go najchętniej widziała upokorzonego i zadeptanego. Że zachowa posadę wszechmocny rosyjski car nie oznacza żadnych zagrożeń dla Polski. Bo kto by nie urzędował na Kremlu nigdy nie będzie traktował Rzeczypospolitej jako równorzędnego partnera, jedynie będzie ją mniej czy bardziej lubił.


2013 rok przyniesie pewnikiem zmianę na tronie damasceńskim: także dlatego, że Moskwa już się chyba w tej materii dogadała z USA. Ona by już wcześniej się zgodziła na polityczny przewrót w Syrii, ale do niedawna nie miała gwarancji, że Waszyngton uszanuje jej geopolityczne i ekonomiczne interesy w regionie. Syryjczycy będą mieć nowego wodza, ale to nie przełoży się automatycznie na interwencję zachodniego przymierza w Iranie. Przypomnijmy tylko, że „załatwienie” Syrii ma być tym decydującym etapem przed ostateczną batalią z Teheranem. Nie można też optymistycznie wykluczyć, że Persowie pójdą po rozum do głowy, czyli ustępstwa w kwestii broni atomowej. Można, ale czy reżim religijny odejdzie od swoich zaskorupiałych pryncypiów i rozbuchanych ambicji?


Dużo będzie się również działo w innych krajach Bliskiego Wschodu, gdzie niedawno ludzie łatwowiernie przyklasnęli zmianom, polegającym na wymianie liderów. Ale to będą tylko niepokoje o zasięgu lokalnym. Z zainteresowaniem będziemy się jeszcze przyglądać wydarzeniom w Birmie, gdzie puściły lody, jakie skuwały tamtejszą scenę polityczną, oraz rozwojowi sytuacji nad Jangcy. Bo w Chinach może się stać jasne, w jakim kierunku podążać zamierza ekipa dowodzona przez Xi Jinpinga. Ale bym się nie łudził, że gra Pekinu będzie bardziej elastyczna, czytaj: uległa wobec Zachodu.


Można by tu pisać właściwie o wszystkim, ale jeszcze jedna uwaga: nie martwmy się o euro, bo nie umrze. Pamiętajmy o tym, że ewentualny upadek waluty zanadto podciąłby aspiracje pretendentów do europejskiej hegemonii. A tak w ogóle: zanim do strefy walutowej sami przystąpimy optujmy za tym, by wspólny europejski pieniądz nazywał się bardziej swojsko. Jestem za dukatem.


Piękna służba – 21.12


Rosjanki pójdą do wojska. Projekt ustawy służbę im umożliwiający pilnie szykują deputowani Dumy. Autorzy dokumentu odwołują się do doświadczeń Izraela, gdzie przedstawicielki płci pięknej dopuszczane są do armii, ba, nawet muszą w niej przymusowo odsłużyć całe lata (choć są odstępstwa). U naszych sąsiadów 18-letnie żeńszczyny by nie musiały obowiązkowo odbębniać służby wojskowej. Ale by były zapraszane do komend uzupełnień w związku z wiosennym i jesiennym poborem. I w zależności od wyników badań i procedur w imię zatwierdzenia mogłyby wybierać: idą czy nie idą do wojska.


Pobyt w siłach zbrojnych dziewcząt miałby dobroczynnie wpływać na morale żołnierzy, a ponadto by pomógł stworzyć formacje medyczne i psychologiczne z prawdziwego zdarzenia. Kobiety, które by wstąpiły do armii, mogłyby również dobrze zarobić, i przy okazji nauczyć się zawodu. I by miały przywileje czy ulgi przy ewentualnej chęci dostania się później na studia.


O planach parlamentu w Moskwie w odniesieniu do rosyjskich piękności poinformował portal Snob, należący do głośnego miliardera Michaiła Prochorowa. Poza tym tak naprawdę – wsio rawno, czy Rosjanki w wojsku będą czy nie: na razie idą święta i z tego się cieszmy.


Znowu Szewardnadze – 20.12


Prezydentem miał być Zurab Żwania. – Tego wariantu oczekiwałem – stwierdził były szef gruzińskiego państwa Eduard Szewardnadze, który oddał opozycji władzę w 2003 roku. – Tymczasem wydarzenia tak się potoczyły, że prezydentem został Micheil Saakaszwili – dodał Szewardnadze w wywiadzie dla gazety „Kvela Siahle”. Uważa też, że epoka Saakaszwilego i jego formacji dobiegła końca. – Cechą odchodzącego reżimu była przemoc – zaznacza Szewardnadze (wcześniej był jeszcze ministrem spraw zagranicznych Związku Radzieckiego). Przypomniał, że w ciągu kilku lat poprzednie władze przetrzymały w więzieniach prawie 300 tys. ludzi. Przyznał, że kolosalna liczba osadzonych była zaskoczeniem dla zagranicznych dyplomatów i przedstawicieli organizacji międzynarodowych, z którymi miał okazję się spotykać. Eduard Szewardnadze ma nadzieję, że sprawa śmierci Zuraba Żwanii zostanie niebawem wyjaśniona (polityk ten podobno otruł się śmiertelnie gazem, ale nie brakowało komentarzy, że jego zgon był rezultatem intrygi, przeprowadzonej przez siły związane z Saakaszwilim). Jednocześnie Szewardnadze dobrze widzi rządy Bidziny Iwaniszwilego, od niedawna nowego premiera Gruzji. – Idzie słuszną drogą, byle z niej nie zboczył, i nie popełnił znaczących błędów – przestrzega.


Dobry, bo czerwony – 19.12


Mo Yan was, panie i panowie, nie zawiedzie. Radzę przeczytać dwie książki, jakie teraz oficyna W.A.B. wznowiła w przepięknej szacie graficznej. Przeczytać, mimo że domorośli spece od literatury i polityki w Bolandzie (że się odwołam do nieśmiertelnego określenia red. M. Zalewskiego) odradzają, bo pisarz … należy do partii i mieszka w Chinach. Powinien oczywiście przebywać na emigracji w Japonii czy we Francji, pluć na swoich, to by był godny polecenia. Śmiać się czy płakać nad poziomem tej tzw. krytyki? Jedno i drugie: to przeważnie hołysze intelektualne i papugi powtarzające opinie swoich branżowych, rozpolitykowanych odpowiedników z tzw. Zachodu. Tymczasem lektura dzieł Mo Yana jest rzeczą zachwycającą, przenoszącą nas w realia Państwa Środka, wspaniałego tygla obyczajowości, tradycji, kultur, słowem – raju dla ciekawych świata.


„Kraina wódki” oraz „Obfite piersi, pełne biodra” to pomniki piśmiennictwa najwyższych lotów, których nasze z bożej łaski skryby dawno już nie osiągają. Wydawnictwo zapowiada, że w nadchodzącym roku opublikuje następne pozycje chińskiego noblisty, m.in. „Czerwone sorgo”, na którego podstawie film nakręcił Zhang Yimou, za co dostał nagrodę Złotego Niedźwiedzia. Ale Zhang też pewnie nie zasługuje na uwagę, bo przecież nie chce żyć w USA czy choćby na Tajwanie. Gospodi, pomiłuj! – jak zawodzą nasi wschodni sąsiedzi, i – już po polsku – zbaw nas wreszcie od bęcwałów! No, ale to tylko marzenie ściętej głowy.


Ekspanska półksiężyca – 18.12


Trzy nowe meczety wraz z dodatkową infrastrukturą  mogą się pojawić w Moskwie. Władze miasta zatwierdziły już działki pod ich budowę. Dotąd w stolicy Rosji funkcjonuje sześć obiektów kultu religijnego muzułmanów: na Prospekcie Mira, na Zamoskworiecziu, w Parku Pobiedy; są też meczety Iardiam i Inam oraz dodatkowo świątynia islamska przy ambasadzie Iranu w Moskwie.


Ale mieszkańcy nie zawsze się zgadzają na architektoniczną ekspansję islamu w rosyjskiej metropolii. Boją się, że mahometańskie święta powodować będą duże, zagrażające bezpieczeństwu publicznemu zbiegowiska, wywoływać w rejonie poważne problemy transportowe i epidemiologiczne. I dlatego władze musiały się wycofać m.in. z planów budowy meczetu w moskiewskim Mitino. Ale muzułmanie są generalnie zadowoleni z tego, co osiągnęli w Moskwie, pisze portal Vesti.


Mania fryzur – 17.12


Paulina Wilk ma rację: Hindusi mają hopla na punkcie włosów. Pielęgnują je jak nie przymierzając w Europie kobiety, jeśli nie bardziej. Troskę rodaków Gandhiego o fryzury widziałem znów niedawno na warszawskim spotkaniu biznesowym, a wcześniej – podczas wielu kontaktów z przedstawicielami tego malowniczego narodu. Piszę dziś o tej kwestii, bo z przyjemnością zapoznałem się z książką młodej reporterki i krytyczki, sensownie wypowiadającej się o subtelnej materii muzyki w Tygodniku Kulturalnym TVP.


Wędrując kilkakrotnie po indyjskim subkontynencie Wilk dobrze się przyjrzała tamtejszym realiom i je ciekawie przekazała czytelnikom swych „Lalek w ogniu”, relacji wydanej przez oficynę Carta Blanca. Ale wracając do zagadnienia czupryny, tak istotnego dla indyjskich mężczyzn, dla niektórych z nas już dużo mniej ważnego z uwagi m.in. na postępujące przerzedzenie tzw. pokrywy włosowej. Otóż Hindusi mogą nawet nie błyszczeć higieną, ale włosy, o tak, muszą mieć wychuchane. Zawsze na podorędziu mają grzebień, żeby je przyczesywać, poprawiać staromodne fale, stylizować grzywki. A jak już siwieją to sobie – jak większość ludów azjatyckich – nie darują i muszą te bielejące miejsca przyczernić albo zrobić na rudo.


Śmieszni są, ale i wzruszający w tych „zniewieściałych” zabiegach. Te, nawet o wiele bardziej rozbudowane, oraz multum innych smaczków trafnie opisujących naturę Indii znaleźć można bez trudu u Pauliny Wilk. 

Jednak polonoznawca – 14.12


Aleksandr Drozdow ocenia, że w sensie mentalnym Rosja jest i europejska, i azjatycka. Jest też po części zanurzona w prawosławnej mistyce. Drozdow szefuje Prezydenckiemu Centrum im. Borysa Jelcyna i twierdzi, że następca Jelcyna (zresztą przez niego samego wskazany) Władimir Putin jest prawie świętą osobą dla wielu Rosjan, jest charyzmatycznym medium, do którego ludzie lubią się odwoływać. O tym ten były dziennikarz i tokijski korespondent popularnego dziennika „Komsomolskaja Prawda” mówił na spotkaniu i w kuluarach Zamku Królewskiego. Teraz jest gościem Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia, aktywnej instytucji, założonej przed paroma laty dzięki wysiłkom Adama Daniela Rotfelda, eks-ministra spraw zagranicznych.


Drozdow nie jest pewien, czy Rosja idzie w dobrym kierunku, i trudno mu orzec, co by o wektorze zmian nadanym jej przez Putina sądził Jelcyn, patron jego Centrum. Przypomniał tylko, że Rosjanie (generalnie społeczeństwo jeszcze wtedy radzieckie) z radością przyjęli wydarzenia oznaczające kres komunizmu (1991). Czyli, że są za demokracją. Zresztą, że są za nią potwierdzili już w 1917 roku, rozpętując krwawą wojnę domową, gdy po władzę sięgali bolszewicy, późniejsi siewcy komunizmu.


Dodam jeszcze, że Aleksandr Drozdow był autorem pierwszego w prasie radzieckiej wywiadu z Adamem Michnikiem (1989), co było prawdziwym przewrotem. A wcześniej obsługiwał dla „Komsomołki” wizytę w Tokio delegacji „Solidarności”. Że zna historię Polski świadczyły jego wypowiedzi, m.in. o roli Konstytucji 3 Maja i Konfederacji Targowickiej. Choć przyznał, że nie jest „polonoznawcą”. Czyżby?


Jedynowładca w opałach – 13.12


Zajęcie moskiewskiego mieszkania Gulnary Karimowej może się źle skończyć dla jej ojca, prezydenta Uzbekistanu Islama Karimowa. Gdy parę lat temu to samo zrobiono z apartamentem w Moskwie Maksima Bakijewa, to wkrótce potem w Biszkeku obalono jego ojca, szefa kirgiskiego państwa, Kurmanbeka Bakijewa. Bezpardonowe postępowanie wobec rodziny uzbeckiego jednowładcy świadczy o zniecierpliwieniu Kremla, mającego dość wiecznych łamańców politycznych pana na Taszkencie.


Islam Karimow ma przechlapane, ponieważ pozwolił sobie wystąpić z wojskowej organizacji ODKB, piastowanej przez Kreml, i prawdopodobnie uzgodnił powrót na uzbeckie terytorium bazy militarnej USA. Amerykanie ją zwinęli w połowie zeszłej dekady, bo Uzbecy nie chcieli przystać na ich interpretację krwawych wydarzeń w Andiżanie, które pochłonęły kilkaset ofiar.


Utrwalenie zatargu z Moskwą owocować może mega kłopotami dla środkowoazjatyckiej republiki. Wystarczy, że Rosjanie pomogą Tadżykom i Kirgizom dobudować kompleks trzech potężnych hydroelektrowni, co nieuchronnie doprowadzi do deficytu wody i zapaści gospodarczej w Uzbekistanie. A jeszcze wyrzucą z Rosji setki tysięcy uzbeckich gastarbeiterów, czy nawet zablokują im przekazy pieniężne do kraju. A już widać, że nadwyżek siły roboczej Karimow nie będzie w stanie gdzie indziej wyeksportować, bo np. na Bliskim Wschodzie roi się od Pakistańczyków, Hindusów i Filipińczyków też spragnionych pracy i na dodatek władających angielskim. I w końcu niezadowolone z biedy grupy społeczne ruszą się i go pozbawią władzy. Islam Karimow jest w sytuacji nie do pozazdroszczenia.


Kosztowna instalacja – 12.12


Azerbejdżanie chcą jak za zboże za użytkowanie stacji radiolokacyjnej, którą zbudował i eksploatował jeszcze Związek Radziecki, dawny suweren Baku. Przez żądania wysokich opłat Rosja wstrzymała działalność obiektu. Termin umowy dzierżawnej upływa 24 grudnia, ale nie wygląda na to, by Moskwa miała się stamtąd wycofać. Z osady Zaragan w rejonie Gabalińskim wojska rosyjskie obserwować mogą Iran, Turcję, Chiny, Pakistan, Indie, Irak, Australię oraz wiele krajów afrykańskich, wyspy Oceanu Indyjskiego i Atlantyku – podaje agencja REGNUM. Kto by z takiego cymesu rezygnował? Pozostaje tylko się dogadać z gospodarzami terytorium co do kwoty opłaty dzierżawnej. Ale rokowania w tej kwestii idą jak po grudzie, bo dotąd Kreml płacił rocznie 7 mln dolarów, a teraz Azerbejdżanie domagają się 300 mln.


Niełatwo będzie dojść do porozumienia, lecz bez tej bazy Rosji dopiero by było trudno. Zwłaszcza teraz, kiedy planowane jest rozmieszczenie zestawów Patriot na turecko-syryjskiej granicy czy możliwe zaostrzenie napięcia wokół Iranu. Poprzednią umowę o arendzie instalacji strony podpisały w 2002 roku. Kiedy będzie nowa nie sposób przewidzieć, ale że będzie jest raczej przesądzone. Moskwa ma za dużo dźwigni wpływu na sytuację na obszarze Zakaukazia, także w kontekście poważnego sporu Azerbejdżanu z Armenią.


Złe tradycje – 11.12


Wizerunek Dziadka Mroza znanego w Polsce jako św. Mikołaj nie będzie pokazywany w uzbeckich kanałach telewizyjnych. Szacowny brodacz nie pojawi się więc na Nowy Rok, kiedy to zgodnie z tradycją brylował na ekranie jako dawca prezentów. Na Sylwestra będzie można jedynie ujawniać choinkę noworoczną, ale tylko w mikroskopijnej skali i na tylnym planie. Portal Uzmetronom podał też o zakazie lansowania w TV Uzbekistanu Baby Jagi oraz wielu innych bohaterów bajek popularnych w Rosji. Portal twierdzi, że akcję podjęto w ramach tzw. trzeciej fali walki o tożsamość narodową i świadomość społeczną. Realizuje ją grupa wpływowych urzędników, podobno za plecami prezydenta Islama Karimowa, od dziesięcioleci sprawującego rządy w kraju. Grupa ta ma tylko czekać na okazję, by przejąć pełnię władzy i doprowadzić do zasadniczej przebudowy państwa. I tak je przerobić, by definitywnie wyrugować z życia codziennego ślady i tropy świadczące o dawnym totalnym podporządkowaniu republiki Moskwie. I szerzej upowszechniać tradycje islamskie. Uzmetronom pisze jednak, że same obchody Nowego Roku nie zostały zniesione. Świąteczne uroczystości odbędą się w centralnych gmachach i punktach czołowych miast uzbeckich.


As frontu techniki – 10.12


Robiłem swoje i to mi dawało największą satysfakcję – zwierza się Władysław Wyród, autor rzeczowej wspominkarskiej książki „Życie z wywiadem”. Muszę przyznać, że przeczytałem ją z zaciekawieniem, bo jest świeża i odkrywcza. Dzięki tej lekturze dostałem częściowo odpowiedź na to, dlaczego Polska lat 70., gdy rządził nią Edward Gierek z ekipą, była najnowocześniejszym krajem wspólnoty lewicowej rozciągającej się od Słowenii po Kamczatkę (że nie wspomnę o wielu państwach na innych kontynentach tworzących tzw. blok komunistyczny). Wyród przez lata pracował w wywiadzie naukowo-technicznym. Jak wynika z jego relacji, struktury te odnosiły duże sukcesy za granicą, dzięki umiejętnościom i wysiłkowi oficerów zdobywając technologie, których sami nie potrafiliśmy wtedy szybko wynaleźć i wdrożyć.


Narrator pisze, że operacyjne „wyłudzanie” tych technologii było najprostszą drogą do skrócenia dystansu, odrobienia zapóźnień cywilizacyjnych, jakie Polska odziedziczyła po krwawej II wojnie światowej. Był to też względnie tani sposób na pozyskanie zaawansowanego know-how, gdyż państwa zachodnie dzieliły się nim nader niechętnie. A jeśli już, to nadużywając swej monopolistycznej pozycji śpiewały słoną cenę. Władysław Wyród oszczędnym, bez ozdobników stylem odmalowuje swoją działalność w firmach handlowych. Zwłaszcza w słynnym Metalexporcie (choć nie tylko), u szczytu potęgi zatrudniającym setki fachowców, nierzadko pod przykryciem tej centrali wykonujących tajne zadania wspomagające rozwój gospodarki. Wykonując obowiązki – często przy tym ponosząc ryzyko dekonspiracji i poważnych kłopotów – autor przebywał w rozmaitych zakątkach globu, m.in. w Wiedniu.


Opowiada o interesach, niekiedy czasochłonnych, zarazem wymagających ofiarności, taktu i dyplomatycznego kunsztu, jakie ubijał pod różnymi szerokościami geograficznymi. I w republikach ZSRR, gdzie polscy handlowcy zażarcie targowali się z kontrahentami (wbrew dzisiejszym opiniom niedouczonych historyków, że w ZSRR wazeliniarsko ustępowali partnerom) i m.in. w USA czy Kanadzie. Bo wtedy urządzenia i sprzęt rodem z PRL także tam trafiały. Przedstawiając konkretne przykłady swej odpowiedzialnej misji Wyród odwołuje się jednocześnie do przygód i napięć, nieuchronnie towarzyszących pracy cechującej się dwojakim charakterem. Nie kryje, że poza kunsztem stosowania forteli i prawidłowej oceny sytuacji, w działalności jaką uprawiał, ważna też była zdrowa wątroba. Bo wypić po duszam lubią nie tylko Rosjanie.


Siła fanatyków – 7.12


Talibowie próbowali zgładzić szefa Narodowego Dyrektoriatu Bezpieczeństwa, wewnętrznego wywiadu Afganistanu, Asadullaha Khalida. Ale im nie wyszło. Khalid – podobnie jak dwie inne osoby z jego otoczenia – został ranny w wyniku zamachu. Do hotelu gościnnego NDB, gdzie się odbywała narada pionu wywiadowczego, albo rzucono granat albo wtargnął tam kamikadze-samobójca opleciony ładunkiem wybuchowym. Co się stało naprawdę – jest precyzowane. Khalida przetransportowano do szpitala, gdzie mu przetaczano krew.


Poszkodowany jest jednym z najbliższych współpracowników prezydenta Hamida Karzaja. Zanim przed trzema miesiącami mianowano go na stanowisko bossa NDB był ministrem ds. plemiennych i granicznych oraz gubernatorem prowincji Kandahar, jednego z mateczników talibów. A jeszcze wcześniej Asadullah Khalid stał na czele prowincji Ghazni (2002-2005), tej, gdzie stacjonuje polski kontyngent wojskowy. Czyli musi znać Polaków.


Jednak próba zamachu, i to na terytorium strzeżonym przez afgańską bezpiekę, świadczy o tym, że talibowie wszędzie mają swoje macki. Między innymi dlatego są fizycznie i militarnie nie do pokonania. A kiedy w Afganistanie nastąpi podział władzy ciągle nie wiadomo.


Rzadsze zamachy – 6.12


Już mniej ludzi ginie od terroru. Widać to czarno na białym w statystykach sporządzonych przez Institute for Economics and Peace. Organizacja ta przygotowała i ogłosiła pierwszy indeks ofiar globalnego terroryzmu. Wskaźnik ofiar rósł systematycznie, rok w rok po zamachach we wrześniu 2001 w Nowym Jorku, swój szczyt osiągając w 2007 roku. Ale od tamtego czasu liczba osób poległych w wyniku aktów terroru stale maleje. Indeks opisuje stan rzeczy w 158 krajach, spośród których jedynie w 31 nie było ataków terrorystycznych. W zeszłym roku na czele tabeli państw, gdzie dokonano najwięcej aktów terroru, znajdowały się Irak, Pakistan, Afganistan i Indie. Z danych zaprezentowanych przez Institute for Economics and Peace wynika też, że najmniejsze zagrożenie terrorystyczne utrzymuje się w Ameryce Północnej.


Gród rośnie – 5.12


Podano, że już prawie 12 mln ludzi liczy ludność Moskwy. Lecz warto zaznaczyć, że poza zasięgiem statystyków żyją tam jeszcze dodatkowo co najmniej dwa miliony. Ale nielegalni przybysze nie mogą zostać przez urzędników uwzględnieni, ponieważ nie mają nawet czasowego zameldowania. Okazuje się, że tylko w ostatnich dwóch latach przybyło ok. 500 tysięcy mieszkańców grodu Jurija Dołgorukiego. Połowa z nich stała się moskwianami za sprawą przyłączenia do metropolii ekstra podmoskiewskiego terytorium, druga – dzięki oficjalnej migracji. Jednocześnie też szybko się powiększa populacja moskiewskich emerytów. Jeszcze trochę, a będą ich niemal 3 mln, co wyniesie jedną czwartą stałych rezydentów.


Jeden z naukowców wypowiedział się dla „Komsomolskiej Prawdy”, że Moskwa zawsze była centrum emerytów, zwłaszcza dlatego, że średnia długość życia w mieście należy do najwyższych w kraju: sięga ponad 70 lat. Czyli staruszków jest naturalnie coraz więcej.


Trzeba powiedzieć, że mimo drożyzny (która się pod Kremlem rozpleniła w ostatnim dziesięcioleciu), starszym osobom powodzi się tam względnie dobrze. Ale i nie dziwota, gdyż przez Moskwę przepływa jakieś ¾ ogółu kapitału dostępnego w Rosji. Toteż nawet ci biedniejsi mają szansę uszczknąć odrobinę dla siebie.


Błysk najlepszy – 4.12


Rawszan Kulab jest nowym mistrzem Tadżykistanu w piłce nożnej, mistrzem za nieubłaganie uciekający 2012 rok. W pięknym, środkowoazjatyckim kraju ligowe rozgrywki finalizowane są pod koniec roku, czyli nie to co nie tylko u nas, gdzie czempiońska drużyna znana jest dopiero późną wiosną. Piszę o Rawszanie (w dari, czyli po persku znaczy Błysk), bo – raz – że w sumie nikt u nas mógł o nim wcześniej nie słyszeć, a – dwa – że klub ten po raz pierwszy sięgnął po najwyższe laury republiki. Poza tym Kulab, skąd się zwycięscy piłkarze wywodzą, jest bardzo ważnym strategicznie ośrodkiem: tam i w okolicy stacjonują siły wojsk lokalnych i rosyjskich, mających niedaleko do kluczowej granicy z Afganistanem.


Znane pod swą współczesną nazwą od XIII wieku, miasto leży w obwodzie chatlońskim, skąd się z kolei wywodzi (z Dangary) aktualny prezydent Emomali Rachmon. Dlatego szef państwa darzy region sporą sympatią.


I jeszcze o sporcie: Rawszan wygrał ostatni, decydujący o prymacie mecz z Istiklolem Duszanbe (2:1), drużyną numer jeden zeszłego roku. Sam Istiklol (czyli Niepodległość), nie dość, że stracił palmę pierwszeństwa, to w ogóle zakończył rozgrywki na trzecim miejscu. Widocznie potrzebuje posiłków, na które by go pewnie było stać, ponieważ kapitanem teamu jest Rustam Emomali, syn prezydenta.


Cóż, niechaj się stara. A my na razie pogratulujmy sukcesu dzielnym futbolistom z dalekiego Kulabu, który – prawdopodobnie dlatego, że ma blisko do Afganistanu – jest też niepoślednim centrum przerzutu i handlu narkotykami na obszarze Azji Środkowej.


Powala laski – 3.12


O tytuł króla baru starło się dwanaścioro pretendentów w Ałma Acie. Koktajle musiały być smaczne i fantazyjne. I rzeczywiście, mikstury nie tylko wyglądały odlotowo, łechtały podniebienie jurorów, ale i nosiły najdziwniejsze nazwy. Furorę robił pitny melanż „Baboukładczyk” (Powalający laski), po którym kobieta ma się przeistaczać w wulkan namiętności. Tak wynikało z opisu, załączonego do zmiksowanego napoju. Z kolei zdaniem barmanów z lekka cierpki aperitif „Mój król” ma sprawiać, że każdy facet staje się istnym ogierem seksualnym. Nawiasem mówiąc, twórczynią tego drugiego była Aleksandra Sinicyna, obdarzona figurą modelki, jak relacjonuje portal „Ekspress-K”.


Ani jednak jeden, ani drugi koktajl nie znalazły się w trójce najlepszych, uhonorowanych przez jury nagrodami. Puchar przypadł Sułtanowi Pardajewowi, który nie wiadomo co za mieszankę skomponował, ale za to wiadomo, że zwycięstwo dedykował narzeczonej. – Pust’ wsiegda budiet liubow’! – zakrzyknął. – I tym bardziej, że właśnie się zaręczyłem – rzekł rozradowany.


Dobrze się bawi ta Ałma Ata, biznesowa stolica Kazachstanu, tyloma historycznymi nićmi związanego z Polską.


Henryk Suchar

W wydaniu nr 133, grudzień 2012 również

  1. DLA SNOBÓW KONESERÓW

    7.000 złotych za kieliszek whisky - 27.12
  2. ASPIRACJE POLAKÓW DO BOGACTWA

    Luksusowe inwestycje - 18.12
  3. INSTYTUT SPRAW PUBLICZNYCH

    Polityka bez kobiet - jak to zmienić? - 17.12
  4. IMR ADVERTISING BY PR

    Śniadanie z Duchem Bielucha
  5. ALIOR BANK

    Budowanie imperium - 13.12
  6. SLOGANY REKLAMOWE

    Namawiają, lansują, sprzedają - 13.12
  7. IMR Z HIMALAYA HERBALS

    Kosmetyki z natury - 10.12
  8. NIEZŁA SZTUKA (5)

    Nie lubię myśliwych - 8.12
  9. GRUPA KAPITAŁOWA AZOTY TARNÓW

    Nienowa nazwa, nowe problemy - 7.12
  10. PARADOKS SPÓŁEK WYDOBYWCZYCH

    Złote robaki zarabiają, a akcje spadają - 7.12
  11. EXXON MOBIL PROGNOZUJE

    Jaka będzie energia przyszłości - 5.12
  12. RANKING MENEDŻERÓW

    Nagrodzony Maciej Kossowski - 5.12
  13. BIBLIOTEKA DECYDENTA

    Agatha Christie
  14. O EUROPIE W LIMOGES

    Jaka przyszłość europejskiego modelu politycznego? - 4.12
  15. DECYDENT SNOBUJĄCY

    Poniedziałek, 31.12 – Wspólnota polska
  16. SZTUKA MANIPULACJI

    Kukułcze jajo - 3.12
  17. SIŁA POLITYKI

    Dukaty noworoczne - 31.12
  18. I CO TERAZ?

    Nie tylko słowa - 4.12