Established 1999

DECYDENT SNOBUJĄCY

31 sierpnia 2014

Poniedziałek, 29.09 – Płacić!

Z plagą, jaką jest niepłacenie za wykonaną pracę, należy walczyć z całą stanowczością.


Niestety, fatalne przykłady idą z samej góry, czyli z rządu. Politycy niczego się nie nauczyli z niedalekiej przeszłości, kiedy wybierane najtańsze realizacje kontraktów – szczególnie budowlanych – kończyły się bankructwami i niezapłaconymi fakturami od podwykonawców. Dzisiaj ofiarą padła Maria Wasiak, nowa minister infrastruktury i rozwoju. Po przepracowaniu w PKP kilkunastu lat dostała odprawę w wysokości pół miliona złotych. Niszczące, poprzez robienie wody z mózgu niedouczonej gawiedzi, ekonomiczna strukturę państwa tabloidy tak szpetnie rozdmuchały sprawę, że premier Kopacz wymusiła na członkini swojego rządu zwrot tych pieniędzy. Wasiak zdecydowała, że trafią na cel społeczny w Radomiu. To skandaliczna decyzja pani premier. Marii Wasiak te pieniądze należały się z mocy umowy o pracę, która została złamana. Uleganie motłochowi źle wróży naszej, myślących i pracujących obywateli, przyszłości. Rząd, zamiast promować godziwą zapłatę za wykonane prace, stawia się w rzędzie cwaniaków niepłacących i jeszcze tym się szczyczących. Za komuny wierzący w nią obywatele byli zmuszani do czynów społecznych o niewiadomych korzyściach materialnych. Dzisiaj każda praca powinna być wynagradzana – choćby niewielkimi kwotami. W przeciwnym przypadku będzie się szerzyć bieda, społeczne frustracje i rewolucje.


Piątek, 26.09 – Srogi Franciszek


Papież Franciszek srogi, ale sprawiedliwy jest. Jeśli ma dowody, to działa szybko i zdecydowanie. Nie wahał się w przypadku abp Józefa Wesołowskiego, oskarżanego o pedofilię na Domninikanie, gdzie był papieskim nuncjuszem. Nie dość, że Franciszek doprowadził do zeświecczenia Wesołowskiego i aresztu domowego, to jeszcze grozi mu proces karny i ewentualność kilkuletniej odsiadki więziennej. To dopiero drugi przypadek w Kościele katolickim wydalenia kapłana ze stanu duchownego. Pierwszym był arcybiskup Lahey z Kanady, odsunięty przez Benedykta XVI. Jakie przestrogi dla duchownych ze skłonnościami mogą płynąć z casusu Wesołowskiego? Mogą stać się bardziej dyskretni albo mogą opuścić stan duchowny. Ale żar zawsze będzie się tlił. Najlepszym rozwiązaniem byłoby zniesienie celibatu, co w znacznym stopniu ograniczyłoby pedofilię. Tak jest w innych Kościołach i wcale nie byłaby to rewolucja. Na taką zanosiłoby się, gdyby w Kościele katolickim usankcjonowano związki partnerskie.


Czwartek, 25.09 – Jest Ślązak, czy go nie ma?


Są warszawiacy (warszawianie), poznaniacy, kaliszanie, krakowiacy (krakowianie) oraz wszyscy mieszkańcy miast i wsi. Są też Wielkopolanie, Mazowszanie czyli mieszkańcy województw. Nikt w tych regionach nie czuje aż tak silnej więzi, żeby mówić o sobie jako o narodowości Wielkopolskiej czy Mazowieckiej. Rzeczywiście, bo inna jest definicja narodu. Ale jest tylko jedna grupa społeczna, która ma tak duże poczucie jedności, że uważa się za naród. To Ślązacy. Tak w spisie powszechnym zadeklarowało 847 tysięcy osób. Jednak Sąd Najwyższy uznał, że takiego narodu w Polsce nie ma i nakazał skreślenie z rejestru Stowarzyszenia Osób Narodowości Śląskiej. To jednak nie koniec walki Ślązaków o swoja śląskość – tak, jak Szkotów po przegranym referendum. „Ślązacy powinni się teraz wkurwić. Wyrok sądu to skandal i naruszenie godności Ślązaków” – oświadczył w swoim stylu Ślązak, reżyser Kazimierz Kutz. Dobrym pomysłem Ślązaków jest wprowadzenie pod obrady Sejmu obywatelskiego projektu zmian w ustawie o mniejszościach. Mają już 140 tysięcy podpisów, a tyle wystarczy, aby rozpocząć procedury. A co na to górale? Jeszcze przez małe „g”, gdyż nie czują narodowej więzi. Na razie utrwalają podział etniczny na tatrzańskich i beskidzkich. I zajęci są zarabianiem dudków od ceprów.


Środa, 24.09 – Libido piwosza


Czy degustowanie piwa może mieć wpływ na orientację seksualną? Dotychczas wiadomo było jedynie o wpływie nadmiernej ilości złocistego trunku na sprawność w męskości. Ale nauka nie śpi, obyczaje się łagodzą, coming outów coraz więcej. Rzecz dotyczy piwa marki Ciechan. Właściciel tego browaru napisał na blogu zgryźliwie obraźliwy komentarz na temat adopcji dzieci przez pary tej samej płci, użyjmy takiego eufemizmu. Marek Jakubiak jest zdecydowanie zorientowany hetero, czemu dał wyraz. I nie byłoby afery, gdyby nie fakt, że oazą tolerancji, a więc także adopcji homoseksualnych, jest Dariusz Michalczewski. I tu na słownym ringu stanęli mistrz bokserski i browarnik. Tolerancyjni zwolennicy Michalczewskiego rozpoczęli akcję bojkotu piwa Ciechan, ostentacyjnie wylewając je z butelki. Po drugiej stronie barykady, co nie znaczy, że są to smakosze, ustawili się obrońcy wiary w niepodważalność sakramentu męsko-damskiego. Powstał dylemat: która opcja zwycięży? Czy sprzedaż piwa Ciechan wzrośnie, czy browar zbankrutuje? To bardzo ważny dylemat, którego wyjaśnienie da odpowiedź, czy nadwiślańska kraina jeszcze drzemie w bogobojności, czy już budzi się w bezbożności?


Wtorek, 23.09 – Pierwsza jaskółka


Przez lata PRL-u Polacy nie byli wychowywani we wrogości do ludzi radzieckich. Można powiedzieć, że lubiliśmy się. Mieliśmy wspólnego wroga – komunę i jej dyktatorów. Nawet demokracja w naszej części Europy nie spowodowała napływu niechęci do ludu rosyjskiego. Aż do aneksji Krymu i południowego wschodu Ukrainy. I znowu, gdyby za agresją stał tylko znienawidzony reżim podpułkownika Putina, a lud był przeciw, to w naszych uczuciach, no, może nie bratnich, ale w miarę ciepłych, nie byłoby nienawiści. Ale, jak donoszą statystycy, nowego cara popiera aż 85 proc. społeczeństwa. Na takie dictum my, Polacy, nie możemy pozostać obojętni i śpiewać, że nic się nie stało. Jest jednak pewna jaskółka nadziei na lepsze czasy dla Rosji, Rosjan i ich sąsiadów. W demonstracji antyputinowskiej, przeciw wojnie, wzięło udział w Moskwie 26 tys. obywateli. Przy 143 milionach wsiech ludziej, 26 tysięcy to kropelka, ale ta kropelka – jeśli będzie konsekwentnie kapać – wydrąży skałę. Co prawda był to Marsz Pokoju, a więc przeciw wojnie. Nie sprecyzowano, czy również przeciw ekspansjonistycznej polityce Kremla. Mimo braku tej kropki nad i dobrze, że moskwianie pokazali światu inną twarz.


Poniedziałek, 22.09 – Rozłam


Bo w tym cały jest ambaras, żeby dwoje chciało naraz. Powiedzonko o tyle ambarasujące, że nigdy dwoje nie chce jednocześnie, czyli tego samego. Dlatego lud wymyślił demokrację, czyli rację większości, której powinna się podporządkować przegrana lub milcząca mniejszość. I tak się od czasu do czasu dzieje. Ale nie w Szkocji. Chociaż zwolennicy pozostania w Zjednoczonym Królestwie wygrali aż o 10 procent, to mniejszość nie może pogodzić się z demokratycznym werdyktem. Wschód kraju ze stolicą w Edynburgu głosował za jednością, a zachód z centrum w Glasgow – przeciw. I tam właśnie w piątek wybuchły zamieszki i uliczne bijatyki. Zwolennicy niepodległości nigdy nie złożą broni i bądą czyhali na następną okazję za ileś lat. A ponieważ stawka była szalenie wyrównana, a losy decyzji w referendum ważyły się do dnia wyborów, więc oczekiwania były napięte do ostatnich granic. Nic dziwnego, że od 18 września można ogłosić rozłam szkockiego społeczeństwa. Jakie formy będzie przybierała ta niechęć? Oby nie takie, jakie obserwujemy pomiędzy katolikami i anglikanami w Irlandii Północnej.


Piątek, 19.09 – Gliński a sprawa szkocka


Geniusz w kilku przepoczwarzeniach w premiera, prezydenta i socjologa, profesor Piotr Gliński ogłosił publicznie, że w Polsce nie ma demokracji. Od razu słychać, czyim nieodrodnym synem uczony jest. Demaskatorskie podsumowanie 25 lat wolności spowodowało pojawienie się pomysłu, aby kandydata PiS-u do wyborów prezydenckich wybrać w prawyborach. A taki demokratyczny wybór, według opatrznościowego męża PiS-u, nie może się udać w niedemokratycznej partii, bo działa ona przecież w niedemokratycznym kraju. Że w PiS nie ma demokracji, to akurat Gliński rzecze słusznie – tu niepodzielnie prezesuje J.K. A co by nasz sponiewierany intelektualnie socjolog powiedział o demokracji w Szkocji? Czy tam jest, czy jej nie ma? No bo jak można mówić o demokracji w Szkocji, gdzie najważniejsze w dziejach referendum ogłasza się w dzień powszedni, kiedy pracowity, acz skąpy, lud szkocki zasuwa na swoją ekonomiczną niepodległość! Gdyby Alex Salmond był demokratyczny liderem, to ogłosiłby dwudniowe głosowanie: w sobotę i w niedzielę. To jest dopiero reżim – Szkocie, masz znaleźć czas po robocie na oddanie głosu! A jak nie spełnisz obywatelskiego obowiązku, to ześlę cię do Anglii na banicję! Ot, co! A profesora Glińskiego na wcześniejszą emeryturę.


Czwartek, 18.09 – Al, Arni i inni


Co może wyniknąć dla Warszawy i Wrocławia z pojawienia się w tych miastach Michaela Corleone i Terminatora? Totalna demolka? Kto będzie uczestniczył w płatnych spotkaniach z nimi? Al Paciono przyjedzie nad Wisłę, a Arnold Schwarzenegger nad Odrę. Al już w najbliższy poniedziałek. Zamieszka w hotelu Bristol i będzie też goszczony w Teatrze Wielkim – Operze Narodowej. Zaszczytu snobistycznego ogrzania się blasku sławy z bliska będą mieli tylko ci, którzy zapłacą – np. za kolację 5 tys. zł – to w Bristolu. Taniej wyceniono ocieranie się o aktora w teatrze – od 500 do 2,5 tys. złotych. Zakładam, że młodzież może wiedzieć, kto to Pacyna, ale na pewno nie jest jej idolem. Dwa, młodzież nie ma takich pieniędzy. Więc może skuszą się celebryci, to przecież ich grupa zawodowa? Na pewno już przebierają nóżkami i oczkują, od kogo pożyczyć pieniądze na zakup biletów (są jeszcze najdroższe). Pięć tysięcy złotych to nie będzie duża kwota dla przedsiębiorców i prezesów – ilu się skusi i po co? Co im da zawodowo lub prywatnie patrzenie na Ala (bo i tak nie rozumieją języka amerykańskiego)? Zapraszanie celebrytów na spotkania za pieniądze to zwyczaj znany jak USA długie i szerokie, również w Europie, ale tu już nie tak bardzo nagłaśniane. Powie ktoś, że to kolejny pomysł na amerykanizację Polski. Niech tak powie. Jeśli ktoś chce płacić za taką rozrywkę – jego pieniądze. Szykują się też inni goście, ale nie wiadomo, czy również do Warszawy i Wrocławia, czy też zawitają do innych miast?


Środa, 17.09 – Nastroje


Jutro dowiemy się, czy Szkoci nadal tworzą Zjednoczone Królestwo z Anglikami, Walijczykami i Irlandczykami północnymi. Jeśli tak, to nie będzie czego komentować. Jeśli nie, to przypomni się wszystkie za i przeciw, które już opisano. A jakie nastroje jeszcze dzisiaj panują wśród Szkotów, Anglików, Walijczyków i ulsterskich Irlandczyków? Nie spotkałem się z takim sondażem, ale zapewne na Wyspach był przeprowadzony. Czy Szkoci nie będą żałować, że przestaną być monarchią i przekształcą się w republikę (no, chyba, że wybiorą swojego monarchę). Czy nie żal im będzie już nie imperium, bo rozpadło się ponad 50 lat temu, ale królestwa jako symbolu jedności i potęgi wielonarodowego państwa? A co myślą Anglicy o ewentualności utraty Szkocji i sporej części korony? Na pewno będą odczuwali dyskomfort, a nawet traumę porównywalną z utratą imperium nad którym słońca nie zachodziło. A królowa Elżbieta II bez szkockiej części królestwa? Nie dziwota, ze szkockiemu referendum kibicuje cały świat.


Wtorek, 16.09 – Nasz Kuba


Nie jest dobre rozwiązywanie zagadek. Wszyscy lubimy tajemnice, osobliwie trudne do racjonalnego wyjaśnienia. Strach pomyśleć, co by się stało, gdyby objawił się i został zdemaskowany potwór z Loch Ness. Legenda musi żyć niewyjaśnionym. A tu przykrą niespodziankę zrobił nam Rusell Edwards rozszyfrowując tajemnicę Kuby Rozpruwacza. Od końca XIX wieku, kiedy to Kuba rozpruwał londyńskie prostytutki, do dzisiaj Scotland Yard nie wpadł na jego trop, choć często podążał właściwymi śladami. Edwards w swej książce dowodzi, że Kubą był polski żyd, fryzjer, emigrant z Kłodawy. Nazywał się Aron Mordke vel Kośmiński. Urodził się w 1865 roku, a 15 lat później przeniósł się do najbiedniejszej ówcześnie dzielnicy Londynu, Whitechapel. Jack the Ripper zamordował w okrutny sposób co najmniej kilkanaście cór Koryntu i zawsze rozpływał się w londyńskiej mgle. Policja była bezradna, nie potrafiła kojarzyć faktów, gdyż nasz Kuba był notowany – w szpitalu psychiatrycznym, dokąd trafił w 1891 roku. I teraz, po ponad 120 latach, mamy kłopot. Szczycić się urodzeniem Kuby, czy rzecz przemilczeć? W każdym bądź razie, w Kłodawie nie zamierzają w żaden sposób honorować „sławnego” ziomka. I słusznie.


Poniedziałek, 15.09 – Od „Potopu” do spawacza


Długa łączy nas historia ze Szwedami i waleczna. Co prawda usiłowali podtopić nas przez 30 lat, ale było to tak dawno, że zapomnieliśmy. Dzisiaj zbiegają się dwa wydarzenia. Instytut Sztuki Filmowej odtrąbił wiadomość, że mamy najnowszą, skróconą o dwie godziny wersję „Potopu” w reż. Jerzego Hofmana. Zapewne zostaną na nią zagonione wycieczki szkolne. Drugie wydarzenie, to nowy rząd w Szwecji. Wszystko wskazuje na to, że nowy rząd utworzy lewica, a na premiera zostanie desygnowany Stefan Lofven. 57-letni szef rządu z zawodu jest spawaczem. Cieszymy się, że w Szwecji, tak jak u nas, 25 lat temu jest doceniana przez wyborców. Co prawda nasz Lech Wałęsa był elektrykiem i prezydentem, ale to też stanowisko decyzyjne. Tym razem nauka i doświadczenie popłynęło z Polski.


Piatek, 12.09 – Well done, Tusku!


Z każdym dniem coraz wyraźniej widać, w jakie zdziwienie, zakłopotanie, niemoc intelektualną opozycję wprawił Donald Tusk. Tak zatroskanej twarzy Jarosława Kaczyńskiego nikt wcześniej nie widział. Ta fizys wyraża też bezmyśl – co powiedzieć i nie stracić wyrazu?! A buźki najwierniejszych pretorianów? Zakłopotane, myśl zamotana, nijaka, dezawuująca. PiS intelektualnie obnażony. Drzemiący w ławach sejmowych pisowcy nie byli w stanie przewidzieć, co się stanie na arenie europejskiej, nie kontrolują krajowej zawieruchy, którą sami usiłowali wywołać. Zbyt byli zajęci bełkotaniem we wszelkich możliwych mediach. A w Platformie też duże poruszenie, roszady i przymiarki. Nieprzeciętne używanie mają eksperci, analitycy, wróżbici. I, niewiarygodne, wszyscy mówią to samo, co świadczy o tym, że nie wiedzą nic konkretnego. A lud słucha i kiwa głowami. W każdym bądź razie, Tusk wykonał znakomity manewr najpierw wyrażając zgodę na kandydowanie na szefa Rady Europejskiej, a później przyjmując stanowisko. To posunięcie obudziło z letargu polityków, dziennikarzy i obywateli. I to ci ostatni skomentują „efekt Tuska” podczas wyborów samorządowych, parlamentarnych i prezydenckich.


Czwartek, 11.09 – Polak, Węgier…


Za nieboszczki demokracji ludowej pod wodzą odżałowanej PZPR bardzo to było popularne zawołanie. Naonczas Polak, gdy napił się z Węgrem, to mogli solidarnie sięgnąć po szable i w pijackim widzie ruszyć na Moskwę. Ale to już se ne vrati, jak mówią nie lubiący nas bracia Czesi. Oczywiście, Polak napity i dzisiaj chętnie ruszy z motyką na Kreml, ale towarzysz węgierski już nie. A to za sprawą swego przywódcy Victora Orbana. Premier zapowiedział poddanym, że czasy demokracji liberalnej się skończyły i Węgry od teraz będą kroczyły drogą wyznaczoną przez Rosję, Chiny i Indie. A Victor nie rzuca słów na wiatr – za co uwielbiają go obywatele – i obraca je w czyn. Czerpiąc światłe wzory z poczynań podpułkownika Putina zamyka organizacje pozarządowe, które uznawane są za „zagraniczne agentury”. Orbanowi chodzi o zlikwidowanie samorządów i skupienie w swoich łapkach centralnej władzy, co mu się udaje, bowiem od początku swojej pieriestrojki ubezwłasnowolnił wszystkie media oraz edukację. Jego rząd jawi się jako obrońca uciśnionych, jako obrońca Węgrów przed państwami zachodnimi. Czy ktoś może zatrzymać Orbana? Opozycji prawie nie ma, społeczeństwa obywatelskiego tudzież. Ludzie nie kwapią się do ulicznych protestów. Żyją w enklawach. Zapatrzony w Orbana jest nasz ulubiony Jarosław Kaczyński. Panie prezesie, kiedy spełni pan obiecankę i przeniesie Budapeszt do Warszawy? Czekamy. Wtedy Victor Orban mógłby zostać prezydentem naszej stolicy. Historia zna przecież przypadki łączenia funkcji w dwóch państwach przez jednego króla.


Środa, 10.09 – Woda na młyn PiS


To nie „efekt Tuska” może doprowadzić Jarosława Kaczyńskiego do wyborczego zwycięstwa. Tym lontem, uruchamiającym wybuch, będzie funkcjonowanie organów państwa. A właściwie – zatrudnionych w nich ludzi na decyzyjnych stanowiskach. Kompromitacja umysłowa sędziów, policjantów czy ostatnio nagłośniona sprawa z PZU, bulwersuje czytelników tabloidów – a to oni zdecydują o wygranej PiS, to oni jęczą „Jarosław, ty Polskę zbaw”. Otóż, ani Jarosław, ani żaden inny polityk Polski nie zbawi. Mogą to uczynić tylko obywatele mądrze się edukując, poczynając od przedszkola. W żadnej ustawie nie jest napisane, że prawo zawiera na równorzędnych warunkach i literę, i ducha. Stosując się wyłącznie do litery sędzia uznaje winnym pułkownika Krzysztofa Olkowicza, szefa koszalińskiego więzienia, który płaci karę 40 zł za niepełnosprawnego umysłowo więźnia. Stosując się do przepisów oraz doktryny „każdy sobie rzepkę skrobie”, policja przy użyciu psów tropiących i helikoptera szuka poszkodowanego w wypadku prof. Henryka Domańskiego, który od kilku dni przebywa na leczeniu w szpitalu, a wszyscy znają personalia pacjenta. Stosując się do wytycznych, PZU, aby wypłacić odszkodowanie, żąda od matki zmarłego syna informacji kiedy była na jego grobie, czy obchodzi żałobę, czy spędzała z nim uroczystości rodzinne, czy ma na to dowody na zdjęciach i czy kłóciła się z synem, kiedy żył. Czytając i słysząc o takich niewytłumaczalnych debilizmach wyborca żarliwie się modli: „Jarosław, ty Polskę zbaw”. Amen.


Wtorek, 9.09 – Gwiazdki wyprowadzić!


Niebezpieczny proces separatyzmu mogą za kilka dni uruchomić Szkoci. Czy w referendum zdecydują o wyprowadzce z Wielkiej Brytanii? Tego nie wie nikt – siły są wyrównane – szalę przeważą niezdecydowani. Drzewiej, za siedmioma górami, za siedmioma lasami książęta łączyli swoje posiadłości w większe, silniejsze organizmy, powstawały państwa wielu narodów; często w wyniku krwawych podbojów. Minęło kilkaset lat i w Europie mamy sytuację odwrotną – ludy, zwane dzisiaj narodowościami, tworzące dobrze funkcjonujące państwa, rozpadają się na małe, własne, niezależne prztyczki. Czy ktoś 20 lat temu wyobrażał sobie rozdział Czechów od Słowaków? A ile zwaśnionych państewek powstało na gruzach Jugosławii trzymanej silną garścią przez Josipa Broz Tito? A teraz wyobraźmy sobie drugi (bo pierwszy nastąpił w latach 60-tych) rozpad Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej. Powstaną niepodległe: Szkocja, Walia, Anglia, a Ulster połączy się z Irlandią, albo też będzie sam sobie sterem, żeglarzem i okrętem. A co tam słychać w Katalonii, a co w Kraju Basków, a co w Państwie Islamskim, a co w Kurdystanie, a co we Flandrii, a co z królestwami Sardynii i Sycylii? A nasza Autonomia Śląska? Kolejka jest spora i nie ma ograniczeń. Jeśli taki egoistyczny trend rozlewa się powszechnie, to niech sekretarz Ban Ki-moon zgasi światło, zwinie flagę i zamknie ONZ. A niedługo po nim prezydent Rady Europejskiej Donald Tusk wypowie znaną w polskiej historii frazę: „Sztandar wyprowadzić”, z tym, że tym razem zamiast sierpa i młota ze sztandaru sfrunie symbolicznych 12 europejskich gwiazdek. A tak naprawdę – 28.


Poniedziałek, 8.09 – Nieludzkość Rosji


Dziennikarz nie widzi tyle, ile spostrzega i przetrawia pisarz. Dlatego warto czytać współcześnie żyjącego Wiktora Jerofiejewa (ten od „Moskwa-Pietuszki” miał na imię Wieniedikt i zapił się na śmierć) oraz naszego Andrzeja Stasiuka szukającego prawd życiowych w krajach naszej Europy wschodniej, osobliwie w b. ZSRR. Nie będę się mądrzył, streszczając, co w wywiadzie dla sobotnio-niedzielnej „Wyborczej” powiedział o Rosji Stasiuk, wolę zacytować in extenso najmocniejsze fragmenty (cytowanie – brzmi elegancko, ja po prostu przepisuję). „Paradoksalnie oni [Rosjanie] są dumni z tego wielkiego kraju, z jego wielkości przede wszystkim, i z tego, że jest groźny, a jednocześnie nie czuja się w żaden sposób jego właścicielami. Rosja należy do Putina albo innego cara. Jako społeczeństwo są kompletnie zdewastowani, co nie przeszkadza im żyć w przekonaniu, że jako całość są nosicielami cywilizacji, prawosławia, prawdziwej wiary. Że są wybranym narodem, który ocali świat”. A co Stasiuka w Rosji przerażało? „Jej nieludzkość. To strasznie skomplikowana sprawa, bo Rosjanie na poziomie osobistego spotkania są bardzo ludzcy, ale jednocześnie widzisz, że to państwo jest zorganizowane nie na ludzką miarę. Pewnie na miarę Rosjan. Odległości, bezprawie i władza absolutna. Byle glina może cię zastrzelić, jeśliby wyciągnął z tego jakąś korzyść. Inna cywilizacja. Człowiek nie ma żadnej szansy w konfrontacji z władzą. To mnie przeraża. Taki lęk nieupostaciowiony”.


Piątek, 5.09 – Russia Today


Nie wiem, czy propaganda polityczna jest tematem wykładów na studiach nauk politycznych. Za komuny była i gdyby nie socjalistyczna ideologizacja zagadnienia, byłby to przedmiot ze wszech miar pouczający. Niektórzy mogą pamiętać, jak dobrym propagandystą był Jerzy Urban, pies łańcuchowy gen. Wojciecha Jaruzelskiego. Urban praktykę łgarstwa w żywe oczy opanował do perfekcji podczas cotygodniowych konferencji prasowych dla dziennikarzy zagranicznych. Polityk to taki zawód, w którym niezbędna jest sztuka zwodzenia i o tym wiedzą obywatele pod każdą szerokością geograficzną. Skoro wiedzą, to nie ma i nie było o czym mówić. Aż do czasu wojny rosyjsko-ukraińskiej. Tutaj mistrzostwo łgarstw bez mrugnięcia oczami opanowali Putin i jego minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow. Łżą okrutnie i nawet naiwny Zachód już zauważył tę grę o najwyższą stawkę, jaką jest niepodległość i pokój. Ale żeby łgarstwo zostało przyjęte przez gawiedź za świętą prawdę potrzebna jest manipulacja, przemilczanie i cenzura. Wczoraj na chwilę włączyłem anglojęzyczny kanał TV Russia Today. No, tak agresywnej i prymitywnej propagandy proputinowskiej dawno nie widziałem i nie słyszałem. Np. ze szczytu NATO w Newport pokazywano tylko grupkę protestujących przeciwników Paktu. Przy umiejętnościach Rosjan nasz Urban był małym pikusiem. Kto zatem ogląda Russia Today? Na pewno Rosjanie żyjący za granicą oraz analitycy zachodnich wywiadów. Obywatel wolnego świata nawet nie wie, że taki kanał istnieje. Kanał, z którego niczego prawdziwego o Rosji się nie dowie.


Czwartek, 4.09 – Homo sovieticus żyw


Nie ma drugiego na świecie, który równałby się człowiekowi radzieckiemu. Mało jest takich, którzy rozumieliby zachowania owego symbolicznego towarzysza. To wytwór jedyny w swoim rodzaju. My, Polacy, uchodzimy za największych znawców naszych sąsiadów. Dobrych mamy korespondentów w tamtej krainie i warto ich czytać, żeby odświeżać wiedzę i dowiadywać się o zmianach, których właściwie nie ma, bo ta skamielina jeszcze nie jest skłonna się rozkruszyć. A jeszcze lepiej jest czytać i słuchać samych Rosjan, którzy są w opozycji do obecnej władzy na Kremlu. I tak w wywiadzie dla „Polityki” pisarz Władimir Sorokin mówi o swoich rodakach. Oto kilka charakterystycznych spostrzeżeń płynących z rosyjskiej duszy, ale zakażonej bakcylem demokracji zachodniej. Współcześni ludzie rosyjscy odkrywają w sobie mentalność feudalną, która przekształca się w falę nacjonalizmu. Ta zaraza dotyka też całej Europy, która rozpada się na małe księstwa. Rosja to organizm w agonii z rozwalona gospodarką, zniszczonym rolnictwem i potwornym odpływem kapitału. Skok na Ukrainę i na Krym to skok organizmu w agonii. Problem Zachodu polega na tym, że nie rozumie, z czym się zderzył. Bo przyjmuje, że każde państwo powinno kierować się logiką, a tutaj jej nie ma. Całkiem możliwe, że do władzy dojdzie ktoś jeszcze gorszy i okrutniejszy niż drużyna Putina. Obecna sytuacja jest winą inteligencji, która w 1991 roku nie poszła na całość, nie dokonała lustracji i nie zadusiła homo sovieticusa, tylko zepchnęła go do kąta. I on teraz wstał, jak zombie. Obecna władza jest w agonii i zaczyna bać się wszystkiego, nawet własnego cienia. Wystarczył jeden cios i Rosja stała się krajem wyrzutkiem. Czy teraz bardziej rozumiemy „braci” Rosjan?


Środa, 3.09 – Mecz Pokoju


Pacyfiści zabiegają o pokój, wierzący modlą się o niego, a wojacy walczą. Natomiast Franciszek o pokój gra. Jako zagorzały i nieustający fanatyk piłki nożnej, a w szczególności argentyńskiej drużyny San Lorezo, papież dba o pokój między kibicami. Zorganizował mecz piłkarski sławnych niegdyś i dzisiaj zawodników wszelkich wyznań. Na Stadionie Olimpijskim w Rzymie zmierzyli się m.in. Diego Maradona (Argentyńczyk, jak papież), Diego Simeone, Abel Balbo, Javier Zanetti, Alessandro Del Piero, Roberto Baggio, David Trezeguet i Andrij Szewczenko. Drużynom przydzielono nazwy dwóch organizacji charytatywnych Scholas i Pupi. Wygrali Pupi 6:3. Po spotkaniu papież przyjął na audiencji uczestników i promotorów meczu. Podkreślił, że udało się zrealizować jego pragnienie, by zobaczyć na boisku piłkarzy reprezentujących różne kraje i religie, którzy będą głosić świadectwo braterstwa i przyjaźni. Franciszek powiedział, że piłka nożna i sport w ogóle mogą sprzyjać takim wartościom, jak lojalność, dzielenie się z innymi, otwartość, dialog, zaufanie do drugiej osoby. To wartości, które łączą ludzi niezależnie od rasy, kultury i wyznawanej religii. „Ludzie, zwłaszcza młodzi, patrzą na was z podziwem. Ważne jest to, by dawać przykład tak na boisku, jak i poza nim. Podczas turniejów musicie pokazywać, że sport to radość życia, zabawa, święto, przyczyniając się w ten sposób do krzewienia ideałów pokojowego współżycia obywatelskiego i społecznego oraz budowy cywilizacji opartej na miłości, solidarności i pokoju” – podsumował papież-kibic. Mecz odbył się w poniedziałek. A dzień wcześniej, na stadionie Legii (zwanym Pepsi Arena), miał miejsce mecz charytatywny na rzecz chorych dzieci pomiędzy dziennikarzami TVP i TVN. 2:1 wygrali ci z telewizji państwowej.


Wtorek, 2.09 – Zapładniający Tusk


Zamieszał ci ten Tusk, oj, zamieszał w nadwiślańskiej polityce. Niemal zawrócił wodę w rzece. Najtęższe umysły wysupłują z ust tysiące myśli uchodzących za mądre. Ale czy będą to myśli prawdziwe, sprawdzające się? Który scenariusz się sprawdzi? Czy Tusk, godząc się na prezydenturę Unii Europejskiej, dobrze zrobił Kaczyńskiemu, czy źle Platformie? Kto po Tusku zapewni ciepłą wodę w kranie? Ileż pięknych i intelektualnie zapładniających pytań-wyzwań. Wreszcie polska polityka się ożywi. A jak, za rok w wyborach parlamentarnych, zareagują wyborcy? Jakie poglądy wyklują się w polskich głowach? Co powie ulubieniec radiowej i telewizyjnej publiczności, guru moherowej części społeczeństwa, ojciec Tadeusz R.? Zaprawdę, olbrzymie i oczyszczające wzmożenie zawdzięczamy Donaldowi Tuskowi. Niech żyje nasz i Europy dyktator: premier i prezydent w jednej osobie!!!


Poniedziałek, 1.09 – Kibic siatkowy


Kibiców sportowych jest tylu, ile dyscyplin sportu. Różnią się między sobą kulturą kibicowania. Wspólne mają tylko jedno: emocje, czyli doping do upadłego, szał radości po zwycięstwie, przygnębienie po porażce. Miałem okazję obserwować kibiców piłki nożnej podczas Euro 2012 w drodze na Stadion Narodowy i po meczach. Co najmniej połowa fanów piłki kopanej wydawała się pozostawać pod wpływem napojów rozweselających. Nie wadziło nikomu, gdy tylko śpiewali, a właściwie – wydzierali się, bez oznak agresji. Jednak spora część napitych szukała zaczepki, panoszyli się na chodnikach, ludzie ustępowali im z drogi. Natomiast w sobotę (pamiętną wyborem Donalda Tuska na szefa Komisji Europejskiej) rozpoczęły się na tymże Stadionie Narodowym mistrzostwa świata w siatkówce. Jakże inni kibice podążali – całymi rodzinami – na mecz inauguracyjny z Serbią, przez naszych wygrany 3:0. Szli pojedynczo, grupkami – nikt się ich nie bał. Śpiewy i wiwaty miały miejsce dopiero po opuszczeniu stadionu, ale do żadnych incydentów nie doszło. Choć stadion był wypełniony po brzegi, to siatka nie cieszy się u nas taką popularnością, jak noga. I to widać, to słychać i czuć.

W wydaniu nr 154, wrzesień 2014, ISSN 2300-6692 również

  1. IMR ADVERTISING BY PR

    Bieluch w jesiennych duetach - 30.09
  2. FILM O HENRYKU SŁAWIKU

    Życie na krawędzi - 28.09
  3. SZTUKA RATUJE BUDŻETY

    Dziedzictwo narodowe na gwałt sprzedam - 17.09
  4. OBRÓT PALIWAMI CIEKŁYMI

    Cios w wyłudzaczy podatku - 17.09
  5. LEKI BEZ RECEPTY

    Powrót na ścieżkę wzrostu - 18.09
  6. BIBLIOTEKA DECYDENTA

    Marszałek zwycięzca - 8.09
  7. TP NR 39

    Hołownia na misji w Polsce - 26.09
  8. 7 LAT NEW CONNECT

  9. WIATR OD MORZA

    Taka Polska - 2.09
  10. LEKTURY DECYDENTA

    Córka Genseka - 22.09
  11. LUDZIE - LUDZIOM

    Walka dobra ze złem, światła z ciemnością - 1.09
  12. DECYDENT SNOBUJĄCY

    Poniedziałek, 29.09 – Płacić!
  13. DONALD TUSK SZEFEM EUROPEJCZYKÓW

    Czas i lobbing - 1.09
  14. W OPARACH WIZERUNKU

    Rozbiór "wizerunku" - 1.09
  15. I CO TERAZ?

    Mistrzostwo i reszta - 22.09
  16. FILOZOFIA I DYPLOMACJA

    Polska amnezja - 15.09