Established 1999

CO SIĘ W GŁOWIE MIEŚCI

1 października 2018

Honor a godność

Na pierwszy rzut oka honor (rozumiany w kategoriach wzorca moralnego, a nie zaszczytu, splendoru czy ceremonialnej uprzejmości) to po prostu synonim godności. W tym prostym skojarzeniu honor znaczy tyle, co godność. Już w tym potocznym skojarzeniu – pomijając, że jest mylącym uproszczeniem – kryje się kilka niedopowiedzeń. Możemy tu mieć na myśli, że ktoś zachowuje godność w każdej sytuacji w swoim własnym postępowaniu, zależnym od własnej woli. A więc zachowa się w taki sposób, że potwierdza tym swoją tożsamość (niezmienną „busolę” w zmiennych okolicznościach, identyfikację niekoniunkturalną), swój szacunek dla samego siebie, poczucie własnej wartości, a co się z tym wiąże, również pewien rodzaj suwerenności – w postaci zdolności do podejmowania decyzji zgodnie z własną wolą i wyznawanymi zasadami, a wbrew zarówno cudzym naciskom, jak i własnym nieładnym pokusom – pisze prof. Mirosław Karwat.

Prof. dr hab. Mirosław Karwat, Uniwersytet Warszawski

„Poniżej godności” są zachowania zaprzeczające takiej zdolności, nacechowane np. oportunizmem, sprzedajnością, lizusostwem, służalczością czy tchórzostwem. „Włazidupcy” dlatego nie są szanowani, że nie szanują samych siebie. To samo dotyczy ludzi, którzy wypierają się swojej przeszłości, dawnych ideałów albo odpowiedzialności za własne czyny, w tym błędy, szkody lub zaniechania.

Ale też słowo GODNOŚĆ może oznaczać, że ktoś jest traktowany godnie, że w stosunku innych ludzi do niego wyraźne jest poszanowanie jego godności – bo nie czyni się nic, co uwłaczałoby jego godności, co byłoby dla niego co najmniej nietaktem, jeśli nie wręcz poniżeniem, upokorzeniem, co tradycyjnie nazywane było dyshonorem.

Między jednym a drugim zachodzi istotna różnica, bo nie jest tym samym czyjeś poczucie godności oraz stan godności (określony status społeczny i wizerunek zarazem).

Aczkolwiek trudno sobie wyobrazić honor w sytuacji niezgodności pomiędzy jednym a drugim. Jeśli ktoś ma jedynie poczucie godności nieodwzajemniane przez otoczenie, niedoceniane w ocenie jego decyzji i czynów, to „honor” jest określeniem na wyrost. X „ma honor”, ciekawe jednak, że nikt o tym nie wie lub nie podziela jego samooceny. Z drugiej strony, jeśli ktoś cieszy się w otoczeniu respektem, prestiżem, szczególnymi względami mimo postawy pozbawionej poczucia godności (np. koniunkturalizmu, krętactwa, tchórzostwa w sytuacjach wymagających zdeklarowania się, lizusowskiej układności, obłudnej ślepoty na nieprawość, skłonności do nadużyć w imię korzyści, lecz za cenę kompromitacji), to wtedy także trudno bez zgrzytania zębów mówić o honorze. Choć ktoś taki zwykle natrętnie rozprawia o honorze i w odpowiedzi na jakąkolwiek krytykę „unosi się honorem”.

Ale nawet z takim dopowiedzeniem to utożsamienie honoru z godnością jest nieścisłe, a może też okazać się zwodnicze.

Przede wszystkim zauważmy, że to, co nazywamy honorem, nie jest godnością po prostu (w którymkolwiek ze wspomnianych aspektów, jak i „w całokształcie”), lecz raczej przejawem, a zarazem sprawdzianem godności. To znaczy: testem, czy ktoś zachowuje godność we własnym postępowaniu i/lub w społecznym odbiorze swoich czynów i zachowań. Co więcej, jest przejawem zależności warunkowej – mianowicie uzależnienia godności (w subiektywnych intencjach i w subiektywnej samoocenie oraz w ocenie otoczenia, środowiska społecznego) od zgodności postępowania jednostki z kodeksem norm moralnych, dobrych obyczajów, a nawet kryteriów „dobrego smaku” uznawanym i obowiązującym (wymaganym, egzekwowanym) w danym środowisku, a deklarowanym wobec tego środowiska przez samą tę jednostkę.

Przy tym pamiętajmy, że pojęcie godności odnosi się do trwałego, abstrakcyjnie uogólnionego wzorca postępowania, a do konkretnych sytuacji, zamiarów ludzkich, postanowień i czynów lub zachowań okolicznościowych tylko o tyle, o ile są one sprawdzianem (potwierdzeniem lub zaprzeczeniem) tej stałej wartości/zasady.

Bardzo może nas zmylić, zwieść popularne określenie, że ktoś zachował się GODNIE. Może to znaczyć, że swoim czynem lub gestem lub słowem zachował i potwierdził własną godność, a tym samym zasłużył na szacunek społeczny, nawet podziw właśnie z tego powodu. Ale równie dobrze może to znaczyć, że zachował się „przyzwoicie” (np. szlachetnie, wielkodusznie lub tylko, po prostu, porządnie, rzetelnie), zgodnie z uzasadnionymi oczekiwaniami, standardami danego środowiska, na miarę wymagań przypisanych do jego roli społecznej, stanowiska, jego osobistej reputacji lub zawodowej renomy. Np. godnie wystąpił, reprezentował itp., gdzie chodzi o to, że ubrał się jak należy, wysławiał ładnie, maniery miał wykwintne, emanował dostojeństwem urzędu itd.

W tym drugim przypadku zwróćmy uwagę na dwa niuanse.

Nie jest żadnym wyczynem ani zasługą to, co jest spełnieniem oczywistych powinności czy obowiązków, rzetelnym wykonaniem zleconej pracy, przyjętego zadania, niezawodnością przypisaną do danego zawodu i stanowiska. Wtedy jednak pojęcie honoru jest… zupełnie niepotrzebne.

Nie ma sensu mówić o honorze żołnierza, urzędnika, artysty, rzemieślnika w sytuacji, gdy „wszystko gra”, gdy nie zachodzi konflikt między jego zadaniem, wymaganiami wobec jego pracy i jakością jego pracy oraz oceną ze strony innych. A także, gdy nie zostaje on poddany sprzecznym wymaganiom.

Oto przykłady: Rozkaz sprzeczny z sumieniem lub regułami rycerskości w wojnie, np. konkretnie z danym słowem czy przysięgą. Polecenie zwierzchnika narażające podwładnego (urzędnika, agenta ubezpieczeniowego) na opinię – i nie tylko opinię, na stan moralny i prawny – oszusta lub malwersanta. Nakłanianie i zmuszanie ministra, by firmował, realizował i uzasadniał dokładnie to, czemu był przeciwny, po zupełnym zlekceważeniu jego opinii. Pojęcie honoru nieuchronnie pojawia się natomiast w sytuacji, gdy klient (zwłaszcza bezpodstawnie) kwestionuje uczciwość kupca lub rzemieślnika, dowódca – odwagę swojego żołnierza, egzaminator (uogólniając na wyrost) – wiedzę lub umiejętności osoby ocenianej. A w sferze prywatnej: gdy kandydat na małżonka posądzany jest o intencje i motywacje „łowcy posagu”, co skłania go do rezygnacji z małżeńskiej wspólnoty majątkowej.

Podobnie – nie ma sensu mówić o honorze małżonka, kochanka, przyjaciela, gdy nie powstaje jakaś sprzeczność podważająca więź miłości czy przyjaźni, nie zostaje na szwank narażona wierność, solidarność lub lojalność, wystawiona na ciężką próbę wzajemność w związku. Natomiast pojęcie honoru pojawia się – słusznie – w sytuacjach trudnego, lecz dżentelmeńskiego rozwodu i podziału majątku, ale też i w mniej eleganckim rozstaniu, gdy jedna ze stron postanawia odejść tylko z jedną walizką. I w sytuacjach, gdy dawny przyjaciel, a dziś może nawet wróg odmawia wykorzystania w porachunkach pikantnej wiedzy o byłym partnerze, gdy jest do tego namawiany, kuszony ze względu na swoje emocje. Tu honor splata się z lojalnością, nawet z pewnego rodzaju rycerskością. Może nawet nienawidzę Cię teraz i mam o Tobie wyłącznie najgorsza opinię, to jednak nie powód, bym się zniżył do chwytów niegodnych dżentelmena.

Honor w sytuacjach rozstania jest niejako przedłużeniem i potwierdzeniem powodów do zaufania, gdy interesy, uczucia i dążenia są już przeciwstawne. Spieramy się, nawet walczymy ze sobą, ale z wykluczeniem świństwa.

To pierwsza konieczna korekta. Honor wiąże się z godnością w sytuacjach wyzwania, konfliktu, trudnego moralnie wyboru, wymagającego od jednostki zachowania takiej samokontroli, która polega na tym, że przedkłada wierność swoim zasadom nad własną wygodę lub stronniczość, zwłaszcza zapalczywość, że gotów jest coś stracić, byle nie stracić twarzy i nie wstydzić się przed samym sobą.

Niezbędna korekta druga do stereotypowego utożsamienia honoru z godnością wiąże się z sytuacjami paradoksalnymi, gdy honor wymaga… uszczerbku dla własnej godności.

Najprostszy, nie aż tak bolesny przykład: ktoś przegrał zakład (mniejsza o to, czy przypadkiem, bo miał też szansę zwycięstwa, czy wskutek własnego błędu i lekkomyślności), w którym stawką po stronie przegranego było samoupokorzenie. Np. zobowiązał się, by w przypadku przegranej przebiec na golasa przez całe miasto, niwecząc swój autorytet burmistrza albo odszczekać (dosłownie – to znaczy szczekając) pogląd, przy którym upierał się aż do chwili blamażu. Spełnienie tych dobrowolnych zobowiązań zaprzecza rytuałom i kryteriom godności, lecz jest zarazem uosobieniem honoru. Podobną wymowę ma sytuacja, gdy ktoś, kto dał komuś (jeńcowi albo przestępcy nakłonionemu do ujawnienia się) gwarancję bezpieczeństwa, złagodzenia kary lub przeżycia, sam poniża się błagając zwierzchnika, aby ten swą arbitralną odmienną decyzją nie uczynił go wiarołomcą.

Parafrazując popularne polityczne slogany, można by w pierwszym rozpędzie uogólnić: nie ma honoru bez godności. Ale zaraz potem trzeba by poprawić: honor jest sprawdzianem godności. A bywają też takie sytuacje, gdy honor wymaga, by przełknąć to, co godności zaprzecza.

PROF. DR HAB. MIROSŁAW KARWAT
Uniwersytet Warszawski

W wydaniu nr 203, październik 2018, ISSN 2300-6692 również

  1. DECYDENT POLIGLOTA

    Nauka przez przypominanie
  2. LEKTURY DECYDENTA

    Anioł Śmierci
  3. BIBLIOTEKA DECYDENTA

    Maciek
  4. ROZWOJOWE PROGNOZY

    Włochy biedniejsze niż Polska
  5. PAŁAC CHOJNATA

    Nudne miejsce dla paryżanki
  6. LEKTURY DECYDENTA

    Polska oczami sędziego
  7. BIBLIOTEKA DECYDENTA

    Polacy kochają wolność
  8. A PROPOS...

    ...PGNiG i gazu z Ameryki
  9. POLSKI SUKCES W LONDYNIE

    Moneta z rumem
  10. WSPÓLNE CZYTANIE

    Trójka bohaterów
  11. NA ZAMKU W NIEPOŁOMICACH

    W oparach czakramu
  12. LEKTURY DECYDENTA

    Zdrowe śniadanie początkiem dnia
  13. BEZ GORSETU

    Czas kobiet
  14. WIATR OD MORZA

    Septem peccata capitalia...
  15. BIBLIOTEKA DECYDENTA

    Prawda o walkach w Afganistanie
  16. LEKTURY DECYDENTA

    Ferment w Unii Europejskiej
  17. DECYDENT POLIGLOTA

    Zostań uznany za Francuza
  18. FILOZOFIA I DYPLOMACJA

    Pjongjang nadal ma atomy
  19. WIATR OD MORZA

    Krew gorszego sortu
  20. CO SIĘ W GŁOWIE MIEŚCI

    Honor a godność
  21. PRAWA - WŁADZA - PROBLEMY

    Polacy w krainie blasku
  22. BIBLIOTEKA DECYDENTA

    Przemiana duchowa oszusta