Established 1999

CO SIĘ W GŁOWIE MIEŚCI

3 marca 2019

Sprawdzian honoru

Bywa tak, że honor nie tyle jest praktykowany, ile deklarowany i celebrowany. Bo przecież nic nie kosztuje uroczyste deklamowanie zasad, zamiaru niezłomności, składanie hołdów zachowaniom przykładnym i osobistościom o nieposzlakowanej reputacji, wygłaszanie umoralniających pogadanek w szkołach i na szkoleniach dla żołnierzy, policjantów, kelnerów. O tym, czy ktoś ma honor, przekonujemy się „w godzinie próby” – w sytuacjach, gdy ten honor jest nie abstrakcyjnie możliwy i godny pochwały, lecz pilnie potrzebny i oczekiwany, lecz niełatwy do potwierdzenia z powodu rozmaitych trudności – pisze profesor Mirosław Karwat.

Prof. dr hab. Mirosław Karwat, Uniwersytet Warszawski

Praktykowanie honoru polega na tym, że jego wzniosły wzorzec-ideał i związany z tym kodeks bardzo zobowiązujących zasad jest stosowany w konkretnych sytuacjach. A zwykle są to sytuacje trudne: konflikty, zagrożenia, dylematy etyczne.

Dylematy takie powstają szczególnie wtedy, gdy każda decyzja (również ta godna uznania, świadcząca o niezłomności, pryncypialności, przyzwoitości) jest pod jakimś względem zła, gdy trzeba coś stracić (niekoniecznie zarobek, zysk, może „tylko” reputację albo renomę). Bo np. bywa tak, że tak zwane zachowanie honorowe wymaga, by przyznać się do czegoś, co chluby, chwały nie przynosi, co może podważyć autorytet lub jakiś spiżowy wizerunek – i dopiero przezwyciężeniem własnej deprecjacji (np. próbą naprawy, rekompensaty czy pokuty) zapracować na powolną odbudowę uznania.

Ktoś, kto sprosta takim sprawdzianom w godzinie próby, uznawany jest za człowieka, który sam w sobie i swym postępowaniem, i swoim charakterem ucieleśnia, uosabia honor. I wtedy już samo obcowanie z nim poczytywane jest za honor.

Praktycznym testem honoru są takie oto sytuacje:

* gdy trzeba bronić wyznawanych i głoszonych zasad, wartości (co jednak, niestety, wymaga poświęcenia, straty, utraty korzyści – czy to użytkowych, czy związanych z komfortem psychicznym, uznaniem, prestiżem);

* gdy trzeba ponieść konsekwencje własnych czynów (błędów, zaniechań powodujących szkody, kompromitujących wpadek);

* gdy trzeba zmierzyć się z faktem, że nasze decyzje, czyny lub zaniechania spowodowały czyjąś krzywdę albo szkody dla wspólnoty;

* gdy trzeba dotrzymać słowa (obietnice, zobowiązania), choć może to być niewygodne albo niezwykle kosztowne właśnie w tej chwili, która oczekiwania i wymagania aktualizuje;

* gdy trzeba zareagować na obrazę, zniewagę – w stosunku do własnej osoby lub innej osoby, co jednak wiąże się z ryzykiem albo nawet zagwarantowanym niebezpieczeństwem i wymaga po prostu odwagi oraz przykrej w skutkach konsekwencji.

Na czym polega trudność zachowania i potwierdzenia honoru w takich sytuacjach?

Broni własnego honoru i zachowuje prawo do poczuwania się do honoru ten, kto np. został uznany za zwycięzcę w konkursie, nagrodzony, otrzymał awans, premię, podwyżkę, a kto jednak odmawia przyjęcia takiej korzyści i/lub splendoru, zaś upomina się przy tym o naruszone (z korzyścią dla niego) zasady, o rzetelność, obiektywizm ocen, kto nie chce zawdzięczać korzyści czy komfortu niczyjej protekcji, manipulacjom, ba, sam wskazuje, komu to się bardziej lub wyłącznie należy. Prawda, że to rzadki przypadek? Znany bardziej z pedagogicznych wzorów i literackich idealizacji (świetny przykład: „Premia” – sfilmowany dramat Gelmana) niż ze zdarzeń, które sami moglibyśmy zauważyć w swoim otoczeniu.

Zachowuje honor ten, kto rezygnuje ze stanowiska – dobrowolną dymisją przyznając, dając do zrozumienia, iż rozumie i akceptuje to, że nie powinien nadal kierować, zarządzać czymś osoba, która błędem, nadużyciem lub kompromitującą wpadką (nawet jeśli to nie własny występek lub partanina, lecz wyskok podwładnych) podważyła swoją osobistą wiarygodność w roli zwierzchnika, a zarazem zaufanie do urzędu.

Honorowo zachowuje się ten, kto przeprasza nawet za niezamierzone szkody lub krzywdy, a tym bardziej bez wykrętów poczuwa się i przyznaje się do winy za to, co nie przypadkiem zaszkodziło innym lub ogółowi, kto stara się to czymś zrekompensować, zadośćuczynić. I przeciwnie, nie tyle traci honor, ile wręcz wzbudza wątpliwość, czy w ogóle go miał ktoś, kto ze swoich niechlubnych sprawek wprawdzie wychodzi „cało”, bo na tyle jest chytry zapobiegliwy, ale ze smrodem, niesmakiem.

Uwiarygodnia swój honor ten, kto dał słowo, złożył obietnicę (albo jeszcze gorzej – uroczystą przysięgę) w takiej czy innej sprawie, gdy był w komfortowej sytuacji, gdy był pewien, że nie jest dlań problemem dotrzymać słowa, spełnić zobowiązanie, ale – niespodziewanie dla siebie – powinien to uczynić, niestety, już w innej sytuacji, gdy jego zasoby się skurczyły, gdy sam jest w kłopotach albo naraziłby się na niebezpieczeństwo.

Nie chodzi tu o lekkoducha (np. demagoga czy lekkomyślnego idealisty) ani tym bardziej o jakiegoś naciągacza, lecz o człowieka, który obiecywał, zobowiązał się szczerze, w dobrej wierze, w błogim przekonaniu (może w punkcie wyjścia uzasadnionym), że to leży w zasięgu jego możliwości, a jest dlań oczywistą powinnością. Chodzi o człowieka, którego sytuacja – może nawet nie z jego własnej winy – zmieniła się tak niekorzystnie, może nawet dla niego niebezpiecznie, że trudno mu uniknąć co najmniej pokusy „odroczenia płatności”, wykrętu, uniku, zwłoki, próby zastąpienia konkretu, czynu pustymi słowami.

Potwierdza honor ten, kto – bojąc się o własne bezpieczeństwo, a nawet będąc pewnym, że zapłaci jakimś uszczerbkiem za sprzeciw wobec zniewagi pod swoim lub cudzym adresem – zdobywa się jednak na zachowanie pryncypialne; na polemikę, obronę własnej lub czyjejś godności, dobrego imienia; na postawę oskarżycielską i demaskatorską wobec sprawcy zniewagi (albo zniesławienia).

Różnicę między celebrowaniem a praktykowaniem honoru dobrze wyraża pewna dosadna ilustracja.

Celebruje honor (zresztą, nie tylko honor, bo i swoją próżność, megalomanię pychę) gołodupiec w pawich piórach, który mizerię swoją – niewspółmierną do samooceny i aspiracji – usiłuje przesłonić tym rekwizytem przepychu i patosu; nie jest jednak w stanie przesłonić gołym okiem widocznego faktu, że w istocie właśnie jest goły, a pawie pióra to dekoracja na pokaz, a nie jego naturalne futro.

A praktykuje honor Lady Godiva, czy – ze współczesnych przykładów – poważny dygnitarz, który, gdy przegrał lekkomyślnie uzgodniony zakład w jakimś sporze, to przebiegnie na golasa przez most, by wykazać, że każdy może się pomylić w ocenach, przeliczyć w przewidywaniach, ale nie każdy ma tyle klasy, by wiadomo było, że jego słowo jest coś warte bez żadnych osłonek.

PROF. DR HAB. MIROSŁAW KARWAT

Uniwersytet Warszawski

W wydaniu nr 208, marzec 2019, ISSN 2300-6692 również

  1. DECYDENT GLOBTROTER

    Jedziemy na Florydę!
  2. LEKTURY DECYDENTA

    Co nas czeka?
  3. WIATR OD MORZA

    Fort Trump
  4. BIBLIOTEKA DECYDENTA

    Bezlitośni banksterzy
  5. LEKTURY DECYDENTA

    O Polsce w II wojnie światowej
  6. BIBLIOTEKA DECYDENTA

    Kolejny seryjny morderca
  7. LEKTURY DECYDENTA

    Prawda o bezpieczeństwie Polski
  8. FILOZOFIA I DYPLOMACJA

    Po szczycie Trump - Kim
  9. CO SIĘ W GŁOWIE MIEŚCI

    Sprawdzian honoru
  10. WIATR OD MORZA

    Belka
  11. PRAWA - WŁADZA - PROBLEMY

    Rzeczpospolita partyjna
  12. BIBLIOTEKA DECYDENTA

    Zdrada we własnych szeregach