Established 1999

CO SIĘ W GŁOWIE MIEŚCI

5 lutego 2018

Mętniak w natarciu

Już dawno zauważono, że w wymianie zdań pomiędzy ludźmi „z różnych światów” i umysłowo niekompatybilnych powtarza się charakterystyczna asymetria. Specjalista, znawca problemu i doświadczony praktyk w takiej czy innej dziedzinie „nie da rady” rozmówcy, który za nic ma jego kwalifikacje. Bo taki dyskutant, albo i recenzent bynajmniej nie dochodzi do wniosku ani na początku rozmowy, sporu, ani w toku, ani w konkluzji, że koneser czy ekspert ma nad nim przewagę. Z pojedynku, do którego staje „jak równy z równym” wyciąga tylko ten wniosek, że w sporze wygrywa ten, kto jest bardziej pewny siebie, kto przegada i zagada oponenta, nie dopuści go do głosu albo zaprzeczy każdemu jego słowu, zdaniu. Uznaje, że natrętnym i złośliwym komentowaniem każdego wyrażenia czy twierdzenia ustawi siebie w roli recenzenta, arbitra – pisze prof. Mirosław Karwat.

Prof. dr hab. Mirosław Karwat, Uniwersytet Warszawski

Znakomicie usystematyzowano taką taktykę w popularnych kodeksach erystyki. Ale rzecz nie zawsze w taktyce. Wszak taktyka słownej ekwilibrystyki i akrobacji w dyskusjach opiera się na tym, że krętacz ma dystans do siebie i sytuacji, że nie tylko rozpoznaje słabości oponenta, choćby zupełnie nieistotne dla meritum, ale i rozumie własne ograniczenia. Schemat zagadywania – przeplatany z egzaminatoskim czy prokuratorskim przepytywaniem – stosują z upodobaniem również mętniacy, których tak rozpiera ich własna, a bardzo specyficzna „chłonność”, że muszą rozlać ocean swej „wszechwiedzy” na otoczenie, a szczególnie zatopić w nim tych, którzy wiedzą, o czym mówią, trzymają się tematu i swoich granic kompetencji.

To dlatego już od wieków filozofowie powtarzają, że mędrzec nie wygra z głupcem, a uczony z ignorantem.

To brzmi paradoksalnie, może absurdalnie, ale teza ta ma sens ściśle określony.

Po pierwsze, jak od dawna wiadomo, głupota w przeciwstawieniu do mądrości jest bezgraniczna. Co w oczywisty sposób wpływa na jej rozmach, rozlewność, brak hamulców. Głupiec nie odczuwa zahamowań, wątpliwości czy zwyczajnej skromności i pokory wobec złożonych problemów, jakie cechują mędrca i uczonego, natomiast jest niezmiennie zadowolony z siebie i dumny ze swoich popisów.

Po drugie, z tego właśnie powodu głupiec lub ignorant nie wie, kiedy zamilknąć, kiedy raczej pytać niż twierdzić, raczej słuchać niż perorować.

Po  trzecie zatem, mądrość tego, kto wyróżnia się myśleniem i wiedzą, podpowiada mu, by nie wdawać się w dyskusje z głupcem lub ignorantem.

Bo przypomnijmy tu, że ignorancja nie polega po prostu na niewiedzy, ale zazwyczaj jest czymś więcej: i nieuctwem (brakiem gotowości do uczenia się, zwłaszcza od mądrzejszych czy bardziej kompetentnych), i arogancją – agresywną, nachalną potrzebą wymądrzania się właśnie w tych kwestiach, których nie rozumiemy, w których nasza wiedza jest znikoma, a niekiedy jest zupełną niewiedzą.

Wiadomo więc, że dyskusja mędrca z głupcem, podobnie – uczonego z dyletantem, który chce się z nim równać i licytować – nie ma sensu, a jeśli do niej jednak dochodzi, to jest czasem straconym. I nie ma to nic wspólnego z jakąś pychą, pogardą mądrali dla prostaczków, elitaryzmem wtajemniczonych, skoro właśnie oni usiłują innych kształcić, tłumaczyć im to, co po objaśnieniu nie wyda się już takie niepojęte. Jest to tylko zasada adekwatności.

Łatwo powiedzieć: nie wdawaj się w dysputy z głupcem czy ignorantem. Trudniej tego się trzymać w praktyce. Bo głupcy i ignoranci są ofensywni, natarczywi w swej potrzebie wymądrzania się, popisu, a niektórzy z nich leczą swoje podświadome kompleksy specjalnym wyszukiwaniem okazji, aby zmierzyć się z kimś, kto ma dyplom i status autorytetu w jakiejś dziedzinie. Jeszcze gorzej, jeśli takim agresywnym głupcem i ignorantem jest MĘTNIAK, któremu wszystko ze wszystkim się plącze, który „nauczył się” (w tym sensie tylko, że je zapamiętał) wielu uczonych czy specjalistycznych terminów i z tego powodu pragnie rzucić wyzwanie „mędrkom”, pod hasłem „zobaczmy, kto tu kogo zapędzi w kozi róg”. Niekiedy przypomina to zachowanie wiejskiego osiłka i przygłupa zarazem, który, gdy w gospodzie zobaczy boksera-medalistę, wywoła go do próby sił za stodołą.

I wtedy zdarzają się sytuacje, że osoba merytorycznie mocna okazuje się… bezradna i bezbronna wobec szarży mętniaka.

Obrazowo przedstawił to Wasilij Szukszyn w opowiadaniu „Sriezał” (co znaczy dosłownie lub w przenośni: ściął). W przekładzie polskim nadano mu dobry tytuł:  „Zrobił na szaro”. Warto zajrzeć do tego tomu Szukszyna, wydanego w roku 1981: „Nocne dumania i inne utwory” (Wydawnictwo Czytelnik do spółki z moskiewskim wydawnictwem PROGRESS).

Małżeństwo pracowników uniwersytetu odwiedziło rodzinne strony, wioskę jednego z nich. I tu „nadziało się” na miejscowego mętniaka spragnionego „zrównania” i wykazania, że on też sroce spod ogona nie wypadł, a może nawet „zagiąć” tych dyplomowanych.

„Przy stole rozmowa toczyła się coraz swobodniej, zapominano już po trochu o Glebie. … I wtedy  ten ruszył do ataku:

– Na jakim polu pan działa? – zapytał.

– Gdzie pracuję, tak? – nie zrozumiał pytania doktor.

– Tak.

– Na wydziale filologicznym.

– Filozoficznym?

– Niezupełnie…

– To niezbędna specjalność. – Glebowi zależało na tym, żeby to była filozofia.

Ożywił się. – No, a co z pierwotnością?

– Z jaką pierwotnością? – znowu nie zrozumiał doktor i uważnie spojrzał na Gleba.

– Pierwotnością ducha i materii. – Gleb rzucił rękawicę.

Doktor podjął wyzwanie.

– Jak zwykle – powiedział z uśmiechem. – Materia jest pierwotna…

– A duch?

– A duch wtórny. A bo co?

– Czy to jest zakres egzaminu doktoranckiego? Proszę wybaczyć, ale my tutaj … jesteśmy oddaleni od większych ośrodków, nieraz człowiek ma ochotę z kimś porozmawiać, ale nie może sobie na to pozwolić – nie ma z kim. Jak obecnie filozofia określa pojęcie nieważkości?

– Tak jak zawsze określała. Dlaczego – obecnie?

– No, zjawisko to zostało odkryte niedawno, dlatego pytam. Filozofia przyrody, dajmy na to, tak, a filozofia strategii – zupełnie inaczej…

– Nie istnieje coś takiego, jak filozofia strategii! – powiedział doktor z uśmiechem.

– Załóżmy, ale istnieje dialektyka przyrody – spokojnie, trzymając uwagę zebranych w napięciu, ciągnął Gleb. – A zjawiska przyrody objaśnia filozofia. Nieważkość została odkryta niedawno jako jeden z elementów przyrody. Dlatego pytam, czy to nie wywołało zakłopotania wśród filozofów?

Doktor roześmiał się głośno. Ale śmiał się jedynie on… I poczuł się niezręcznie. Zawołał żonę:

– Walu, chodź no tu, mamy tu taką dziwną dyskusję!

Wala podeszła do stołu. Konstanty Iwanowicz nadal czuł się nieswojo, ponieważ wszyscy patrzyli na niego i czekali, co odpowie.

– Ustalmy najpierw – zaczął poważnie – o czym chcemy mówić. Jaki jest temat naszej rozmowy.

– Dobrze. Mam drugie pytanie: jak pan osobiście widzi problem szamanizmu, występującego w niektórych okręgach na Północy?

Oboje doktorzy roześmieli się. Gleb Kapustin cierpliwie czekał, aż przestaną się śmiać.

– No, można oczywiście udawać, że taki problem w ogóle nie istnieje. Ja sam chętnie pośmieję się z wami… – Gleb uśmiechnął się ironicznie. – Ale przez to problem jako taki nie przestanie istnieć. Prawda?

– Pan to wszystko mówi poważnie? – zapytała Wala.”

Nie tylko dla bohaterów tej sceny, ale i dla czytelnika to nawet nie jest śmieszne. To sytuacja i atmosfera, na którą właściwie nie wiadomo, jak zareagować. Wrażenia i odczucia z takiej dyskusji, w konwencji „przesłuchania” i skoków konika szachowego z tematu na temat, to mieszanina konsternacji, niesmaku i elementarnego niepokoju. Niepokoju? Tak, gdyż ten pisarz nie bez powodu sportretował taki typ społeczny i taki model sytuacji społecznej. Podobnie jak jego wielki poprzednik w literaturze radzieckiej, Włodzimierz Majakowski, nie bez powodu zamieścił w „Łaźni” charakterystyczną scenę: komisja społeczna ocenia scenariusz sztuki (to warunek dopuszczenia jej do repertuaru teatru). I wykreśla z tekstu „syfilidy”, nie czekając na objaśnienia autora, jaki zamysł mają wyrazić sylfidy.

Otóż można podobne scenki (bo ich nie brakuje) traktować jako ciekawostkę z gatunku osobliwości i dziwolągów, ale nie byłoby to podejście przenikliwe. Problem jest bowiem poważny. Na mętniactwie samozwańczych wyrazicieli „mądrości zbiorowej” i mętniactwie połączonej z ignorancją masy ich wdzięcznych fanów opiera się od wieków demagogia. Znakomicie można sterować masami przez kokietowanie najbardziej pokrętnych i niedorzecznych wyobrażeń, skojarzeń, uprzedzeń. Przez wpajanie masom sieczki frazesów i sloganów, która kupy się nie trzyma, a nic nie znaczy lub znaczyć może i to, i tamto, i jeszcze coś innego.  I przez promowanie „samorodków” chłonących jak gąbka i mieszających wszystko ze wszystkim bez ładu i składu. Te amatorskie talenty zamiast wyżywać się w disco polo lub w telewizyjnych turniejach niewiedzy i konkursach „każdy tańczy, śpiewa jak umie i nie umie”, wyrzucają z siebie hasła i strasznie mądre słowa jak automat po wrzuceniu monety – i oceniają (surowo!), rozliczają fachowców, artystów, uczonych.

Mętniacy zdobywają nieraz polityczne namaszczenie. W naszym kraju mieliśmy już przecież przyjemność (a to jeszcze nie koniec serialu) oglądać na własne oczy wyższość ekspertów od parówek, pogiętych puszek i modelarstwa nad specjalistami z zakresu techniki lotniczej, nawigacji i procedur bezpieczeństwa w awiacji. Wyższość uznaną werdyktem tysięcy fanów. Jest też taka stacja radiowa, w której miłośnicy bełkotu mogą siebie posłuchać i podziwiać (przeglądając się w tych audycjach jak w lustrze), i utwierdzić się w swym poczuciu wyższości własnego myślotoku i słowotoku nad ględzeniem i dyplomami jajogłowych. Jest internet, w którym każdy może oceniać wszystko, co chce i jak chce. Jest wreszcie pranie mózgów, które jednak nie pierze mózgów z mętów i głupoty, lecz pierze je z pozostałości myśli.

PROF. DR HAB. MIROSŁAW KARWAT
Uniwersytet Warszawski

 

W wydaniu nr 195, luty 2018, ISSN 2300-6692 również

  1. LEKTURY DECYDENTA

    Po Smoleńsku
  2. BIBLIOTEKA DECYDENTA

    Psychologiczny kryminał
  3. KLASZTORNE TAJEMNICE

    Dlaczego zakonnice odchodzą?
  4. DECYDENT GLOBTROTER

    Symbol Chin
  5. FILOZOFIA I DYPLOMACJA

    Wielka Trójka a Polska
  6. BIBLIOTEKA DECYDENTA

    Dwa okrutne totalitaryzmy
  7. CO SIĘ W GŁOWIE MIEŚCI

    Mętniak w natarciu
  8. POLITYKA, GŁUPCZE!

    Miał cham złoty róg
  9. LEKTURY DECYDENTA

    Polscy geniusze
  10. WEALTH SOLUTIONS

    51-letnia Karuizawa
  11. WIATR OD MORZA

    Cat revolution
  12. PRAWA - WŁADZA - PROBLEMY

    Polska PiS przeciw Polakom