Established 1999

CO SIĘ W GŁOWIE MIEŚCI

02/06/2024

Rekwizytorium władzy

Władza wymaga wystroju. Wprawdzie do narzucania i egzekwowania woli wystarcza po jednej stronie siła, a po drugiej strach i bezradność. Ale taką gołą, a brzydką siłą zadowolić się może co najwyżej chuligan inkasujący „piątaka” za przejście ulicą bez pobicia albo najeźdźca, który chce podbić kraj, by co się da złupić, zagrabić, a co mu niepotrzebne zniszczyć – pisze Mirosław Karwat.

Mirosław Karwat

Nie władca i nie zarządca. Jemu potrzebny jest respekt tych, których może zmuszać, karać, a czasem nagradzać za posłuszeństwo. Jego władza fizyczna, ekonomiczna, dyscyplinarna winna być dopełniona władzą symboliczną.

Osiągnięcie posłuszeństwa mniej kosztuje wtedy, gdy rządzący, zarządzający nie musi raz po raz dowodzić czynem (kijem, grzywną, degradacją) swojej siły, lecz gdy wystarczy do tego przemożne, przytłaczające wrażenie, jakie wywiera na innych to, gdzie urzęduje, w jakich meblach zasiada, wydaje rozkazy i wysłuchuje petentów, w czym się przemieszcza po swoich włościach, jaki strój jest demonstracją jego znaczenia i powagi (majestatu).

Policjant lub żołdak w byle jakim, szmacianym mundurze traci wiele ze swej wiarygodności, choćby nawet na wyposażeniu miał straszną maczugę albo i armatę. Policjant, żołnierz, strażnik więzienny w eleganckim mundurze – to już co innego. Już jego widok stawia na baczność, dodaje mu powagi, a nawet grozy.

Posterunek w baraku, komenda w ciasnym domku-klocku, dyrekcja w budynku zastępczym i tymczasowym to mimowolna informacja o tym, jak wybrakowana jest ta władza. A w połączeniu z mizerią uniformu czy garnituru to wręcz zachęta do tego, aby zamiast słuchać bez gadania i dyskusji zacząć się migać, a nawet… targować. Jak u kierowców przy odbiorze mandatu („Panie władzo, połowa dla mnie, połowa dla pana”).

Ale tej współmierności wystroju do rzeczywistej siły nie należy rozumieć zbyt dosłownie.

Inaczej działa zasada proporcjonalności w przypadku budynków i komnat, a inaczej w postrzeganiu uniformów. Policjant czy żołnierz w zbyt dużej czapce, za dużym mundurze jest śmieszny może nawet bardziej niż urzędnik w przyciasnym i wyleniałym garniturze. Ale budynek zbyt duży (ponad miarę szczebla władzy i ponad stan jej zasobów) wręcz przeciwnie, skutecznie sugeruje nadwyżkę mocy, jaka może być użyta przeciw opornym czy nie dość gorliwym.

Dlatego właśnie mikrowładcy uwielbiają urzędowanie w pałacach (nawet w takich, o których mówi się „gargamel”), a jeśli gmach pierwotnie i widocznie dla wszystkich nie jest pałacem, to muszą go upodobnić do pałacu – z zewnątrz, jeśli się da (dodać kolumny, wieżyczki) i w środku (korytarze i gabinety z takim pokryciem ścian i designer podłóg, jak gdybyśmy przenieśli się do Wersalu albo Zamku Sinobrodego). Gabinet dyrektora, kierownika, komendanta – nie mówiąc już o staroście, wojewodzie, ministrze – wręcz powinien być ogromny, podkreślając swoim rozmiarem kaliber gospodarza. Byle to wyważyć z wyczuciem, byle gospodarz tego miejsca nie wydał się w nim malutki.

Zadaniem umeblowania jest zresztą nie tylko i nie tyle nawet „powiększanie” tego, kto wzywa na dywanik albo przyjmuje po prośbie, ile podkreślanie kontrastu między znaczeniem włodarza a mizernym statusem osób stających przed obliczem zarządcy, naprzeciw jego biurka. To z tego powodu biurko powinno być wielgachne, i najlepiej stylowe, a nie takie „akurat”.  Krzesło lub fotel osoby kierującej powinno przypominać tron. Kotary w oknie i wykwintne obicie ścian powinny zaś tworzyć atmosferę misterium, wizyty w tajemnym i potężnym świecie, do którego ja – suplikant lub podwładny – oczywiście nie należę.

Zasada jest tu prosta: odwrotna proporcjonalność.

Im wyżej postawione (na podeście, nie na tym samym poziomie co podłoga dla słuchaczy decyzji, werdyktów) i im potężniejsze biurko, tym bardziej maluczki musi się poczuć ten, komu komunikujemy łaskę lub niełaskę, zgodę lub odmowę, rozkaz lub propozycję nie do odrzucenia.

Dysproporcja powierzchni i wypełniających ją sprzętów w stosunku do rzeczywistej potrzeby to niezawodna nauka pokory dla tych, których wezwano przed oblicze Majestatu lub którzy ze zbytnią śmiałością i pewnością siebie wpraszają się do gmachu i do gabinetu. Ta dysproporcja bez zbędnych słów wpaja „gościom” wyczucie – jak w chińskiej despocji sprzed stuleci – że odbiorca rozkazów lub człowiek po prośbie ma trzymać się w stosownej odległości od źródła władzy, wiedzy i mądrości. Podobnie – praktyka ulubiona w tych niby-pałacach, że Ten Jeden siedzi, gdy ten drugi stoi.

Władza, która ma wychować poddanych, podwładnych i suplikantów w posłuszeństwie, by kij nie był potrzebny co chwila, wymaga więc SPLENDORU, BLASKU, nawet BLICHTRU. Z jednej strony, te rekwizyty i gadżety pieszczą EGO piastujących urzędy, sprawujących zarząd czy dowództwo. Z drugiej strony, mają onieśmielać, deprymować ludzi po drugiej stronie, ba, wzbudzać w nich zakłopotanie, że absorbują sobą, swoimi drobiazgami TAK WAŻNĄ OSOBISTOŚĆ.

To z tego powodu każdy, kto właśnie obejmuje urząd, stanowisko – burmistrz, prezydent miasta, starosta, wojewoda, komendant, minister, nawet redaktor naczelny, ba, i kierownik biblioteki publicznej, i dyrektor szkółki – rozpoczyna swoje urzędowanie od zmiany bryki i gruntownego przemeblowania, a jeszcze lepiej remontu swojej królewskiej dziupli.

To wyjściowy komunikat dla personelu i dla odwiedzających ten przybytek władzy: TERAZ JA TU RZĄDZĘ. A to, czym zarządzam, ma wyglądać po mojemu. Nie przypadkiem zastąpiłem poprzednika. Nie może więc po nim pozostać – jak gdyby nic – to, co jest reliktem jego gustu (bezguścia!), co nieomal nim pachnie.

Co za badziewie, taka boazeria! Kto wybiera taką tapetę! Zerwać mi to natychmiast! To biurko śmierdzi nie tylko próchnem, ale i poprzednikiem. Ani to funkcjonalne, ani to ładne, obciach zupełny. Jak Ludwik Bourbon urządził od postaw swój Wersal, tak ja pokażę Wam, nawet palcem po kolei, czego wymaga STYL i godność urzędu.

Wydatek – na początek urzędowania – miliona złotych na remont generalny gabinetu, wyłożenie schodów czym trzeba i wymianę balustrady to najlepsza manifestacja SPRAWCZOŚCI nowego władcy. Podobnie: dwieście tysięcy na nową karetę (brykę, furę), bo dobrym gospodarzem terenu na pewno nie byłby skąpiec. Może w ramach oszczędności i skromności miałbym urzędować w cerowanych skarpetkach?!

Osobny, kolejny krok w inauguracji urzędowania to wymiana – w ślad za meblami i karetą – personelu, który powinien być mój, bo z mojego nadania, a nie jak jakiś wazon przechodni czy przejęta od poprzednika kochanka. A ja znam się na ludziach. Już pierwszego dnia wiem, od razu, kogo trzeba spuścić.

PROF. ZW. DR HAB. MIROSŁAW KARWAT
Uniwersytet Warszawski

 

W wydaniu nr 271, czerwiec 2024, ISSN 2300-6692 również

  1. SPRZĄTANIE ŚWIATA

    Finał blisko
  2. W OBIEKTYWIE

    Modelki
  3. KRYNICA MORSKA

    Stali mieszkańcy
  4. CO SIĘ W GŁOWIE MIEŚCI

    Rekwizytorium władzy
  5. ZROZUMIEĆ DALEKI WSCHÓD

    Kalendarze Azji Wschodniej
  6. POZNASZ ARABA PO KUCHNI JEGO

    Mouneh - zapasy żywności (cz. 1)