Established 1999

CO SIĘ W GŁOWIE MIEŚCI

3 marzec 2024

Rozkosz wielka małej władzy

Wśród ludzi, którzy bardzo kochają siebie, wielu z tego powodu kocha władzę. A jeśli równie silnie wielbią siebie jak nie lubią innych, tym bardziej łakną władzy. Choćby niedużej, tyciutkiej, o kameralnym zasięgu – pisze Mirosław Karwat.

Mirosław Karwat

Jeśli brak lepszej możliwości, to  mogą zadowolić się nawet władzą tytularną, która wprawdzie nie wystarcza do tego, by innymi rządzić, by ich stawiać na baczność, strofować, pouczać, gonić do roboty, ewentualnie upokarzać i gnoić, ale wystarcza przynajmniej do tego, by czuć się od nich kimś lepszym. Jednak najlepiej smakuje nie władza nad pieczątką, szyldem, fotelem przypominającym tron i majestatycznym gabinetem, lecz praktyczna i groźna władza nad innymi.

Władza okazuje się „lekarstwem na miłość” (miłość własną) – w tej kwestii działa jak odżywka, ba, afrodyzjak (daje poczucie mocy!) – ale i lekarstwem na kompleksy, frustracje.

Poczucie władzy i celebrowanie władzy to rozkosz samoistna. Nie ma ona związku z ambicją zadaniowca czy służbisty, który – i owszem – lubi czuć się ważny, ale prawdziwą satysfakcję sprawia mu dopiero to, że pod jego kierownictwem, z jego woli i rozkazu coś ważnego i pożytecznego społecznie coś się udaje, jakiś problem wspólny został rozwiązany. To zupełnie inna motywacja do działania i inny rodzaj spełnienia. Przejęcie sprawą i ze względu na sprawę, zadanie, misję przejęcie się własną rolą to coś innego niż przejęcie się własnym wyniesieniem, znaczeniem, przewagą nad innymi  bez względu na charakter zadania czy stałej funkcji i bez względu na wyniki kierowania innymi ludźmi.

MOJA WŁADZA (taka władza, której jestem właścicielem, a nie chwilowym użytkownikiem) to rozkosz niemal samoobsługowa. Niemal, gdyż do tego dogadzania samemu sobie zaprzęgam tych, którzy mi podlegają.

Im bardziej mały się czuję w swej podświadomości – sam w sobie lub w niekorzystnym porównaniu z innymi z punktu widzenia uzdolnień i osiągnięć – tym bardziej łaknę dodania sobie wartości, powagi, możliwości wymuszenia na innych respektu albo jeszcze lepiej: podporządkowania, uległości.

Jeśli głos wewnętrzny i podskórny mówi mi, że w swoim zawodzie, na dotychczasowych wykonawczych stanowiskach, w spełnianiu obowiązków wymagających co najwyżej przeciętnej i rutynowej sprawności nie dorównuję najlepszym, a nawet tylko „dobrym”, nie nadążam, pozostaję w tyle, to głos ten zagłuszam innym, który pieści mą miłość własną stwierdzeniem, że Ja jestem stworzony i powołany do wyższych celów, że mojej znakomitej osoby szkoda byłoby zmarnować  w czynnościach pospolitych.

Jeśli nawet jako podwładny albo jako jeden z wielu pracowników równorzędnych statusem nie błyszczałem, to nie przypadkiem. Było tak dlatego, ponieważ Ja – urodzony lider, wódz, a co najmniej karbowy – do takiej zwykłej roboty się nie nadaję, ona rozmija się z moim talentem i powołaniem do kierowania.

Ale też objęcie władzy (nawet takiej, jak stanowisko kierownika sekcji w wydziale pobocznym urzędu podrzędnego) to nagroda, rekompensata za to, że wcześniej nie byłem władcą, lecz podwładnym, poddanym. Co było dla mnie – samo w sobie – źródłem, stanem upokorzenia.

Wprawdzie zarządzanie wąskim odcinkiem, kierowanie warsztatem, pracownią, laboratorium, szkółką, biurem to nie jest epopeja na miarę władania państwem, imperium – i myśl o tym mogłaby popsuć samopoczucie, ale ten nieprzyjemny niuans nie musi być odczuwalny. Łatwo to zakłócenie smaku władzy zrekompensować takim stylem mikrowładztwa, który jest pokrewny tej większej skali. Jak Ludwik XIV powiadał o sobie (a inni jedynowładcy myśleli tak samo) „państwo to ja”, tak ja w roli naczelnika poczty, dyrektora szkoły, kierownika komórki powiadam sobie, a personelowi daję wymownie do zrozumienia: ta poczta, szkoła, biuro – to Ja!

Na stanowisku kierowniczym – nawet w mikrowymiarze, na samym dole hierarchii urzędniczej, wojskowej, policyjnej czy innej – czuję się kimś większym niż ta mała jednostka większej struktury, która mnie podlega. Tak jest! Ta poczta albo szkoła jest nieduża, ale ja w niej jestem Duży, Wielki. Ta instytucja jest może peryferyjna, ale Ja w niej jestem punktem centralnym.

Autorytet urzędu, instytucji zostaje przeniesiony, przelany na mnie, skoro w danym miejscu i czasie to ja uosabiam ten urząd, instytucję.

Moja Wielkość, bo Większość w porównaniu z podwładnymi polega też na tym, że z racji swego mikrowładztwa stykam się z Możnymi, Wielkimi tego świata. Nie znaczę wiele przy wojewodzie, ministrze, ale to ja odbieram od niego polecenia i ordery. Jego splendor spływa na mnie – choćby dlatego, że to Ja reprezentuję go w terenie, na powierzonym odcinku. I działam, podejmuję decyzje w jego imieniu – czy na zasadzie „przekaż w dół”, czy wykonując bezpośrednie polecenia. Jestem jak namaszczony przez dostojnika, który do mnie kieruje dyrektywy, a czasem zaszczyci gospodarską wizytą.

Czym się zajmuję, gdy sprawuję władzę? Sprawowanie władzy polega na tym, że potwierdzam, że sprawuję władzę. To znaczy: jeśli nawet mobilizuję i dyscyplinuję podwładnych do wykonania zadania, które nie jest moim pomysłem, inicjatywą, ale realizacją nałożonego obowiązku, to działanie w danej sprawie uruchamiam i reguluję wewnętrznym prawodawstwem, w którym ustanawiam albo uszczegóławiam procedury, rozczłonkowuję przedsięwzięcie na etapy, z których każdy wymaga mojej zgody, upoważnienia, w którym powołuję swoich pełnomocników albo kontrolerów. Mikrowładca to płodny prawodawca, inicjator i autor kolejnych zarządzeń, regulaminów, pilny egzekutor i czytelnik sprawozdań okresowych, cząstkowych i całościowych. Sam sobie nadaje w pracy instytucji taki status, który porównać można jedynie z węzłem kolejowym. Nikt nie pojedzie dalej ani nie wyruszy w drogę bez postoju (kontroli, instruktażu) w tym kluczowym ogniwie.

Nieodłącznym korelatem władzy jest podkreślanie i potwierdzanie hierarchii, a zatem i dystansu. Aby władca władał, musi podwładnemu przypominać, że jest podwładnym, a nie partnerem, współpracownikiem; rytuałem kontaktów zaznaczać, kto tu rządzi. Im większa jest (a już ja o to się postaram, by była jeszcze większa) rozpiętość, nawet przepaść między mną a podwładnymi, tym mocniejsza wydaje mi się moja władza. I tym bardziej wzrasta moja wartość i lepszość w moich własnych oczach. Ale czy tylko w moich? Stosunek zwierzchności praktykowany i celebrowany jest dyscyplinarnie, represyjnie. Konieczna jest postawa na baczność, zgięcie karku, wskazany jest – raz na jakiś czas, z dowolnego powodu czy pretekstu – jakiś „opieprz”, reprymenda albo po prostu zły humor, jakieś muchy w nosie, podniesiony głos, jakiś „dowcipny” komentarz wdeptujący w ziemię. Wtedy mikrowładca przegląda się – jak czarownica ze znanej baśni – w POSŁUSZNYM LUSTERECZKU. Co w nim widzi? Może nie urok swej postaci, szlachetne rysy władczej twarzy, dobroć opiekuna spolegliwego, ale na pewno… respekt, posłuszeństwo, uległość czy nawet przerażenie, które dobrze rokuje. Boją się, znaczy będą słuchać. Boją się, znaczy wiedzą, z kim mają do czynienia!

Oto przyczyny, dla których do małej władzy na niskim szczeblu i wąskim odcinku (byle można było w tym miejscu ją „pogłębiać i poszerzać” własnym staraniem) garną się i przepychają mali ludzie. To znaczy: ludzie małego formatu umysłowego i moralnego, drobiazgowi w zarządzaniu, a małostkowi w stosunku do podwładnych. Swoje mimowolne, podświadome poczucie własnej małości leczą smakiem Wielkiej Władzy. Władzy nad drobiazgami, szczegółami, duperelami, nad podwładnymi, którymi tak kierują, że przeszkadzają im w pracy.

PROF. ZW. DR HAB. MIROSŁAW KARWAT
Uniwersytet Warszawski

 

W wydaniu nr 268, marzec 2024, ISSN 2300-6692 również

  1. DZWONY BĘDĄ BIŁY

    Zmartwychwstanie
  2. NASZA RELIGIA

    Chrześcijaństwo, które nas ukształtowało
  3. FOTOGRAFIA cz. 4

    Aparaty
  4. FOTOGRAFIA cz. 3

    Rozwój technik fotograficznych
  5. LEKTURY DECYDENTA

    Jedz na co masz ochotę
  6. FOTOGRAFIA cz. 2

    Rysowanie słońcem
  7. FOTOGRAFIA cz. 1

    Zatrzymana chwila
  8. NEPAL

    Drzwi do przestworzy
  9. CO SIĘ W GŁOWIE MIEŚCI

    Rozkosz wielka małej władzy
  10. MUZYKA DO WINA I NIE DO WINA

    Tool. Fear Inoculum (2019)
  11. ZROZUMIEĆ DALEKI WSCHÓD

    Czarne statki szoguna
  12. ARABSKIE OPOWIEŚCI

    Płynne złoto
  13. WIERSZOWNIA DECYDENTA

    Smutni panowie