Established 1999

BIBLIOTEKA DECYDENTA

04/07/2022

Zakochany słoń

Miał na imię Bandoola, 20 lat i właśnie wtedy stał się dorosły. Po raz pierwszy w życiu wszedł w stan upojenia – zwany przez opiekunów słoni must. To coś, jak amok.

To taki okres, w którym samiec jest pijany od swojego własnego testosteronu. Podczas trwania must poziom testosteronu wzrasta pięćdziesięcio- lub nawet stukrotnie. Słonie w stanie must są niebezpieczne. Odporne na ból, krnąbrne i lekkomyślne dostają szału od własnej męskości.

Zmieniają się. Puchną im gruczoły limfatyczne, które wydzielają wodnistą substancję. Przez większość czasu penis jest w stanie wzwodu i raz na jakiś czas wysuwa się do przodu, dotykając brzucha słonia. Wtedy też gruczoły stają się ogromne i tryska z nich płyn. Z penisa, który jest w stanie całkowitego wzwodu, tryska biała ciecz i zwierzę dochodzi do fazy, w której płyn wypływający z gruczołów, przybiera mocny zapach i spływa strumieniem po policzkach prosto do buzi słonia.

Samcowi podczas must cieknie też prawie przez cały czas mocz, przez co część penisa i napletek stają się zielone, a wnętrze ud słonia jest poparzone. Penis jest w pełnym wzwodzie, opuchnięty i zwisa do ziemi. Słoń w fazie must ostro pachnie, a jemu się to podoba, gdyż przyciąga to samice i odstrasza inne samce.

Samiec nie tylko inaczej pachnie, ale też inaczej wygląda. Prostuje się, trzyma głowę wyżej, inaczej niż zwykle, wysuwa czoło i podbródek. Czasem słoń wbija ciosy w błoto na brzegu rzeki i to przynosi mu chwilową ulgę. W tej fazie nawet najmilsze słonie są w stanie zaatakować i zabić każdego w polu widzenia. Tak, jakby ktoś nafaszerował je silnym, zmieniającym świadomość narkotykiem. W zależności od wieku i stanu zdrowia słonia taki stan może trwać kilka dni lub miesięcy, co bardzo obciąża organizm. Jeden afrykański słoń, który przebywał w stanie must przez 6 nieprawdopodobnie długich miesięcy, schudł ponad 450 kilogramów. Gdy must mija, samce są wykończone i w kiepskim stanie.

Bandoolą opiekował się Williams – nadzorca słoni. Pewnej nocy trafił na moment, kiedy jego podopieczny spółkował w lesie z dziką samicą. […] Wcześniej oba słonie przekazały sobie swoje zamiary, nawołując się na niskiej częstotliwości. Ona poinformowała go, że jest w rui, on powiedział, że jest w must. Następnie, gdy nikt go nie widział, Bandoola wybadał gotowość samicy, obwąchując ją i jej mocz.

Prawdopodobnie para przeszła już fazę zalotów. Zaloty słonia zawsze są pełne wdzięku. Samiec idzie ostrożnie za samicą odgadując jej nastrój i podchodzi do niej wtedy, kiedy zostanie zaproszony. Czasami słonie przed spółkowaniem splatają razem trąby, razem spacerują lub delikatnie się dotykają i obwąchują. Samiec dźga samicę ciosami, aby popchnąć ją w kierunku miejsca, które wybrał, z dala od innych słoni.

[…] Para spółkowała wielokrotnie przez kilka następnych nocy. Stosunek był pozbawiony brutalności. Słonie „zakochują się w sobie i przez wiele dni, a nawet tygodni „bawią się ogniem”. Samiec wdrapuje się na samicę, utrzymując się w tej pozycji przez  3-4 minuty. W końcu małżeństwo zostaje skonsumowane, a taki akt trwa od pięciu do dziesięciu minut.

Te niezwykłe momenty z życia słoni pochodzą z książki Vicky Constantine Croke, w której opowiada ona historię Jamesa Howarda Williamsa, znanego także jako „Elephant Bill” i o słoniach, które stały się nierozerwalną częścią jego życia. Rozumiał je, dbał o nie, leczył je i kochał. Pracował z nimi w Birmie, w przemyśle tekowym, dwadzieścia dwa lata, aż do momentu, w którym Birma została najechana przez Japonię w roku 1942. To zmieniło sytuację ludzi i słoni. Słonie stały się bronią w walce z Japończykami. W dżungli zastępowały dżipy, na grzbietach przenosiły towary i ludzi. Przy ich pomocy zbudowano setki mostów przez strumienie, rzeki i wąwozy, co pomogło XIV Armii Brytyjskiej oskrzydlić i rozgromić Japończyków w Maithili.

To absolutnie wyjątkowa książka o uczuciach słoni, a niektóre opisane tu momenty wyciskają łzy z oczu: Mały słonik utonął. Zaczęła go nawoływać, cały czas rycząc, ale w jej wołaniu nie było nadziei na odpowiedź. Gdy stała w miejscu, gdzie zniknął jej syn, wydawało się, że jest w ogromnym szoku. Niechętnie opuściła to miejsce. Parła przez prąd i płakała wdrapując się na brzeg. Płakała przez całą drogę do obozu… Po trzech tygodniach umarła.

Vicky Constantine Croke, „Kompania słoni”, tłumaczenie: Jacek Potocki, Elżbieta Potocka, Grupa Medium, Warszawa 2016, stron 274.

Elżbieta Potocka

W wydaniu nr 248, lipiec 2022, ISSN 2300-6692 również

  1. PUNKT WIDZENIA

    O zaniechaniach na froncie ideologicznym
  2. ZROZUMIEĆ DALEKI WSCHÓD

    Od Yoshiwary do celibatu
  3. O HAMAKOWANIU NA ŁONIE

    Sarenka
  4. WIERSZOWNIA DECYDENTA

    Troskliwe rady
  5. BIBLIOTEKA DECYDENTA

    Przygarnij książkę
  6. FILOZOFIA I DYPLOMACJA

    Alaska nasza
  7. ZROZUMIEĆ DALEKI WSCHÓD

    Hotele miłości
  8. ZROZUMIEĆ DALEKI WSCHÓD

    Gejsza i Uno
  9. FILOZOFIA I DYPLOMACJA

    Zapomniane wojny, zapomniani jeńcy
  10. BIBLIOTEKA DECYDENTA

    Zakochany słoń
  11. CO SIĘ W GŁOWIE MIEŚCI

    Co się zauważa, co "istnieje"
  12. MIASTA DECYDENTA

    Piotrków Trybunalski
  13. ZROZUMIEĆ DALEKI WSCHÓD

    Dzielnice Czerwonych Latarni