Established 1999

WIATR OD MORZA

14 września 2018

Śmierć prezesa

Odtwórcom II Rzeczpospolitej i showmanom wszelkich historycznych uroczystości, uszła uwadze ważna data – pisze Sławomir J. Czerniak.

Sławomir J. Czerniak

16 lipca 1936 r. niespodziewanie wpadł do Zatoki Gdańskiej w rejonie Orłowa, samolot z prezesem LMiK, który wtedy akurat zginął, jak parę lat później gen. Sikorski, a finalnie Lech Kaczyński, z tym, że na lądzie. Coś za dużo tych lotniczych wypadków i śmierci osób ważnych, jak na jedno stulecie.

Tym pechowcem okazał się gen. Gustaw Orlicz–Dreszer, który na Zjeździe Delegatów w 1930 r. został prezesem Zarządu Głównego Ligi Morskiej i Rzecznej (LMiR) w Gdyni.

To on, jeden z najbliższych współpracowników Józefa Piłsudskiego, stał później za inicjatywą zmiany ligi, na Ligę Morską i Kolonialną. Tak więc, tuż po odzyskaniu niepodległości, którą zaczynamy hucznie obchodzić, odżyły polskie sny o potędze, w tym przypadku potędze kolonialnej. Dlatego zmieniono nazwę na Liga Morska i Kolonialna (LMiK).

Zolnierz

Na czapce żołnierza orzełek w koronie

Wzięło się to stąd, że obóz piłsudczyków zaczął dążyć do osiągnięcia przez Polskę pozycji mocarstwa opartego na koloniach. Podobnie jak Zachodowi, chodziło naszym o kolonialne rynki zbytu, wykorzystywanie taniej siły roboczej, import kauczuku, kawy, kakao czy cytrusów, a finalnie rozwiązywanie trudnej sytuacji ekonomicznej kraju. Na celowniku znalazły się niezagospodarowane obszary w Ameryce Południowej i Afryce, które miano zagospodarować drogą polskiego osadnictwa. Konkretne apetyty to: Argentyna, Brazylia, Liberia, Paragwaj, Peru, a nawet francuskie wyspy na Oceanii.

W pierwszym rzucie zakupiono ziemię w brazylijskiej Paranie, gdzie powstały dwie polskie osady rolnicze: „Morska Wola” i „Dreszer”, czyli imienia prezesa, które przetrwały do 1938 r.

Żeby biznes się kręcił, z inicjatywy Eugeniusza Kwiatkowskiego, powołano polską żeglugę handlową, która przekształciła się później w Żeglugę Polską SA. Z pięciu zakupionych od Francuzów parowych masowców (nie było chętnych na zakup – historia dzisiaj się powtórzyła), Liga dla obsługi kolonialnej wynajęła ms. Poznań, którym z Gdyni 28 grudnia 1934 r. popłynęli działacze Ligi. Ładownie napełniono cementem, solą, cukrem, tekstyliami, mydłem i naczyniami emaliowanymi, którymi były… nocniki. Afrykanie byli zawiedzeni, bo nie miały pokrywek, które to nocniki tubylcy uznali za garnki do gotowania. Dopłynięto do Monrovii w Liberii 17 stycznia 1935 r. Do Gdyni powrócono równo po trzech miesiącach. Rezultaty misji były opłakane. Plantacji nie udało się założyć, a przywiezione towary nie znalazły nabywców. Źródła historyczne, w tym IPN, milczą na temat nocników…

Ms Poznań

Ms Poznań

Poza tym sformalizowanym i upaństwowionym snem o potędze kolonialnej, działali też na własną rękę polscy kolonizatorzy, jakby dzisiaj powiedzieć: na swój rachunek i ryzyko. Zapoczątkował je niejaki Kazimierz Głuchowski z Polskiego Towarzystwa Kolonialnego. Będąc później konsulem RP W Brazylii zakupił koło Kurytyby grunty, na które sprowadził polskich osadników.

Związek Pionierów Kolonialnych (ZPK) jeszcze w 1928 r. rozpoczął osadnictwo w Angoli, będącej pod zarządem Portugalii. Zaniepokojeni tym Portugalczycy nałożyli ograniczenia prawne i ekonomiczne. Głuchowski kombinował też przejąć część kolonii niemieckich, proporcjonalnie do ziem, jakie przypadły Polsce po I wojnie światowej. Polskie roszczenia odrzucono – takie przypomnienie dla min. Młynarczyka.

Rzutem na taśmę miało być zagospodarowanie Madagaskaru, na co Francja wstępnie zgodziła się. Wyprawa polskich fachowców, wśród których był słynny podróżnik Arkady Fiedler, potwierdziła z całą stanowczością, że zagospodarowanie tej afrykańskiej wyspy nie przyniesie Polsce żadnych korzyści.

Jedyną korzyścią tej całej batalii było rozpropagowanie w społeczeństwie programu morskiego, w państwie dopiero powstałym po zaborach. Powstawały publikacje, książki i czasopisma, w tym najpopularniejsze „Morze”. No i oczywiście imprezy morskie organizowane przez LMiK, w tym „Święto Morza” obchodzone co roku w dniu 29 czerwca w Gdyni pod patronatem prezydenta, prymasa Polski i generalnego inspektora Wojska Polskiego.

Gen. Orlicz-Dreszer

Gen. Orlicz-Dreszer

W 1938 r. liczba członków LMiK wynosiła w Polsce ok. 900 tys. członków. Mimo że kolonialne pomysły okazały się mrzonkami, to miały jeden efekt pozytywny, gdyż podjęto próbę uczynienia rolniczej Polski państwem morskim. Tym samym spowodowano, że nieaktualne stało się pokutujące od wieków powiedzenie „Może Polak nie wiedzieć, co morze, gdy orze.”

PS Poszukiwanie analogii do tej historii, w nawiązaniu do obecnej sytuacji w kraju, a zwłaszcza przed wyborami różnych szczebli, pozostawiam czytelnikom Decydenta w ramach rozrywki intelektualnej. Śmierć prezesa, nie przerwała polityki kolonialnej, gdyż jak zawsze znaleźli się chętni, którzy brnęli dalej, jak np. gen. Stanisław Kwaśniewski, który ją kontynuował, do czasu, gdy rozum i ekonomia wygrały z polityką… A bańka mydlana z Madagaskarem prysnęła. Ponadto, jak widać, historię Polski od wieków prześladują nocniki i obyśmy po czekających nas wyborach, nie znaleźli tam naszych rąk…

Sławomir J Czerniak

W wydaniu nr 202, wrzesień 2018, ISSN 2300-6692 również

  1. LEKTURY DECYDENTA

    Ważna inicjatywa
  2. ESKALACJA KONFLIKTU HANDLOWEGO

    Trump atakuje cłami
  3. BIBLIOTEKA DECYDENTA

    Zapomniany brat Marszałka
  4. LEKTURY DECYDENTA

    Nie jest on skruszony
  5. WIATR OD MORZA

    Śmierć prezesa
  6. HAJOTY PRESS CLUB

    Andrzej Fogtt inspiruje
  7. Z KRONIKI BYWALCA

    Dwa w jednym
  8. BIBLIOTEKA DECYDENTA

    Powstanie i upadek Jugosławii
  9. USA - CHINY

    Prawdziwa wojna handlowa
  10. DECYDENT GLOBTROTER

    Rowerowa pielgrzymka
  11. WIATR OD MORZA

    Egzorcyzmów ciąg dalszy...
  12. FILOZOFIA I DYPLOMACJA

    Klęska we wrześniu 1939 r.
  13. PIĘKNA NASZA POLSKA CAŁA

    Półkolonialne mocarstwo
  14. WSPÓLNE CZYTANIE

    Prawdy ponadczasowe
  15. LEKTURY DECYDENTA

    Kwietniowa sobota
  16. CO SIĘ W GŁOWIE MIEŚCI

    Honor jako pojęcie moralne
  17. PRAWA - WŁADZA - PROBLEMY

    Rozmowa myślących Polaków