Established 1999

WIATR OD MORZA

7 września 2015

Przeżyłem już kilka dekad i tak naprawdę nie wiem kim jestem, bo władza w tym okresie zwracała się do mnie i pozostałych w różnoraki sposób – pisze Sławomir J. Czerniak.


Na początku nazewnictwo było jasne i adekwatne do Polski, jaką nam zafundowała Wielka Trójka. Był podział na „towarzyszy i obywateli”. Nie było już „pań i panów”, bo ci albo wyemigrowali albo wypięli się na „demokrację” ostrzegając pozostałych, kto to jest „demokrata: z przodu łata, z tyłu łata, a w środku demokrata”.


Nastał czas równości, wolności i braterstwa…


Z równością jakoś nie wyszło, bo „urawniłowka to dla commies (komunistów) równość, której sami nie aprobowali. Dlatego „towarzysze” i „obywatelezaczęli iść inną drogą do dobrobytu, którą wskazywał „Kumitet Centralny” – oni na lewo, my na prawo.


Wolność była u nas taka jak równość w kapitalizmie. Najlepiej wyszło nam „braterstwo”, staliśmy się „braćmi”, gdyż tylu bratnich narodów stworzonych przez dwóch ojców – Lenina i Stalina – nigdy potem już nie mieliśmy. Najbardziej podobała mi się Tatarka która była przewodniczą Inturistu w Azji Środkowej.


Potem commies podwyższyli cenę kiełbasy zwyczajnej do 44 zł/kg i to się obywatelom nie spodobało. Wesoły Józek C. (premier Cyrankiewicz), nawet chciał obcinać ręce strajkującym robotnikom, ale zorientował się, że robotnik bez rąk, niewiele zdziała, zwłaszcza, że towarzysze radzieccy nie wyprodukowali jeszcze robotów. Wtedy główny commies zwrócił się do nas: „ludu pracujący dodając „Warszawy”,  tak, jakby reszta Polski leserowała.


To „ludu” pomogło, bo skojarzono chyba z pieśnią „ludu mój ludu, cóżem ci uczyniłśpiewanej w innej instytucji. I na jakiś czas był spokój.


Na kolejnym wirażu wyścigu commies do dobrobytu, coś znowu nie zagrało i nowy główny guru od commies po „wypadkach” zwrócił się do nas czy nie moglibyśmy stać się pomagierami wołając do nas „Pomożecie?”. Wszyscy znowu rzucili się do roboty i za niedługo większość stała się milionerami, jeśli dodać ówczesną cenę Fiata 126p, dywanu i harmonii…


Potem, jak obywatele znowu chcieli więcej, commies zdenerwowali się za brak wdzięczności i nazwali nas „warchołami” i „nierobami”…


 Tu przesadzili i wtedy powstał NSZZ Solidarność i Polska stanęła 10 milionem członków, bo tylu się zapisało. Przywódcy obiecali dojście do dobrobytu, na 21 różnych sposobów, ale zapomnieli dodać, że mieli na myśli siebie i że ośrodki FWP, będą dostępne, ale tylko dla nich. Przypomina to osiągnięcie słynnego genetyka tow. Miczurina, który skrzyżował gruszę z jabłonią tak, aby owoc wytrzymywał niskie temperatury. Eksperyment się udał, tylko owoc był niejadalny…


W tym czasie commies wymyślili „okrągły stół”, bo wiadomo, że przy okrągłym stole może usiąść więcej „głodnych” kolesiów z obu stron i od tego momentu, zaczęła się długo oczekiwana kapitalistyczna wolność, której wytyczne opracował tow. Balcerowicz… Od tego momentu zaczęto nas nazywać ludzie”…


Lech Wałęsa, nieznający języka angielskiego, w USA powiedział „We, the people”, czyli nazwał nas narodem.  Ale niestety, znowu powstali „równi” i „równiejsi”. Tym razem wszystko stanęło „na kasie”, a nie na głowie, jak za commies, bo kapitalizm to po prostu kasa…


Zauważyłem, że od tego momentu do dzisiaj, niby nasza władza nie wie jak zwracać się do wolnego już społeczeństwa. Nawet nowy Prezydent i kandydatka na premierę, dzieci największego patrioty Jarosława, mają tę samą manierę. Podobnie i politycy PO. Najczęstszym określeniem jest mówienie „ludzie”, a to że „ludzie” chcą tego, a tego, że coś trzeba zrobić dla „ludzi”, „ludzie” są najważniejsi itp.


To określenie drażni mnie, a także rozśmiesza, gdy przypominam sobie pobyty w Kaliningradzie z lat 90-tych. Na oplandekowanych ciężarówkach ZIŁ, na tylnych burtach były napisy: na jednych „Zwieri” (zwierzęta), a na drugich „Ljudi” (ludzie), jak obecny rozdział polityków od społeczeństwa.


Bierze się to chyba w przypisywaniu sobie przez władze statusu nadludzi. Trwa to od zarania i jak ulał pasuje do numeru pt. „Krowa” z kabaretu Owca, gdzie, chyba Dobrowolski i Tym, jako oborowi chcąc omówić ważny temat mówią: Wyjdźmy na zewnątrz, nie będziemy rozmawiać przy bydle…


Gdy spojrzenie polityków na nas nie zmieni się, to podział na „zwierzęta polityczne” czyli władzę i „ludzi” czyli bliżej nieokreśloną bezimienną masę będzie nam towarzyszyć do następnego zakrętu.


Dlatego idąc za niedługo do urn oceniajmy, jak się do nas wyborców zwracają: demagodzy, politykierzy, nieudacznicy, bierni, ale wierni. Poprzyjmy tych, którzy dla nas chcą być przedstawicielami i partnerami w realizacji naszych, a nie ich potrzeb.


 


                    Sławomir J. Czerniak


Egzorcyzmy na Westerplatte – 1.09


Nadeszła kolejna rocznica rozpoczęcia II wojny światowej, którą obchodzi się na Westerplatte. Zadecydowały o tym już władze komunistyczne, a to za sprawą ówczesnego wieszcza narodowego tow. Broniewskiego, który zapewne będąc pod wpływem napojów uznawanych przez medycynę za szkodliwe, pięknie metaforycznie wysłał żołnierzy „czwórkami do nieba”. Że za to „niebo” nie pojechał do Workuty, pozostanie to już tajemnicą „polit-szynela”.


Jak pisałem w zeszłym roku i poinformuję nowych czytelników Decydenta, wojnę rozpoczął Elbląg gdzie żyję, gdyż stąd wystartowały trzy bombowce, które zanim SMS Schleswig-Holstein zrobił „bum-bum”, zrzuciły bomby na Tczew.


Pani premier Kopacz, zniesmaczona jak lewostronna część społeczeństwa podzielonego Wisłą, za nie zaproszenie jej na „egzorcyzmy solidarności” , udzielała ostatnio wywiadu na tle mostu w Tczewie. Wskazała chyba na właściwe miejsce obchodów rocznicy wojny, jako historyczne uzasadnioną i faktyczną potrzebę rewitalizacji tego pięknego zabytkowego mostu.


Nadal w Polsce trwa polityka martyrologii, czyli wszystkiego, co przeszliśmy w związku z tą wojną. Nie policzyłem, ile szpitali, hospicjów, domów spokojnej starości można by wybudować i udzielić pomocy materialnej, gdyby nie coroczne wydatki budżetu państwa na cykliczne miejsca obchodów II wojny światowej i innych nowych świąt martyrologii narodu.


Pragnę zwrócić uwagę, a tego nikt nie kwestionuje, że była to wojna światowa, w którą świat nas wkręcił robiąc z nas kozła ofiarnego, którego co roku musimy teraz składać na ołtarzu ofiar i męczeństwa. Do tego znowu pakujemy się między wódkę, czyli Rosję (Stolicznaja) i zakąskę, czyli Niemcy (Wurst), dając odwłoka na Ukrainie, a w zasadzie Ukraina nam pokazała środkowym palec do góry…


Gdy rozstrzeliwano naszych pocztowców z Poczty Gdańskiej, na pewno żaden z nich nie żalił się Niemcom, że są przedstawicielami słabej faktycznie wówczas Polski i nie prosili o zrozumienie. Natomiast prezydent A. Duda to uczynił bez honoru w czasie ostatniej wizyty, skarżąc się Niemcowi na Polskę przed światowymi massmediami… Szkoda, że PiS nie krzyczy teraz: HAŃBA!


Dzisiaj są inne czasy. Trzeba iść do przodu, a nie bezrozumnie wykorzystywać historię do swoich partykularnych i politycznych celów, to jest zbrodnia i grzech jak woli 95% Polaków. Ciszej nad tą trumną. Nad pamięcią niech czuwa IPN.


Na ten czas cały świat zafascynował się Polską, ale nie za sprawą Westerplatte, ale za sprawą poszukiwania pociągu ze złotem zrabowanym przez hitlerowców, który przepadł gdzieś w okolicach Wałbrzycha. Chętnych do zrabowania złota, które kiedyś także zrabowano innym, jest wielu.


Trwają pielgrzymki „specjalistów” poszukiwaczy, nawet z USA, które kiedyś przeżywały „gorączkę złota”. „Szczęść Boże” – pobłogosławił kard. Stanisław Dziwisz, ale jak znajdziecie, to to złoto pójdzie na świątynię, bo tak obiecał nasz prezydent….


Dziwi mnie także, że podniecając się złotem wałbrzyskim, polscy historycy, a nawet tak wyśmienici jak Prezes, czy jego uczeń Giżyński (ten z Torunia), nie dochodzą prawdy co do zasobów złota jakie miała Polska, które skwapliwie wywieziono zaraz po tym jak spadły bomby na Tczew czy Westerplatte, jak ktoś woli. A były znacznie większe zasoby niż „wałbrzyskie”…


Jak podają niektóre źródła, znaczną część tego złota skonsumował Rząd Londyński na swoje utrzymanie i w jakiejś części poszły na wyposażenie wojska polskiego na obczyźnie, mimo, że Polska została już sprzedana Stalinowi, który – jak wiemy – był wielkim fanem poezji Broniewskiego, którego cenił zwłaszcza za wiersz o piecach Magnitogorska…


SŁAWOMIR J. CZERNIAK


Elbląg

W wydaniu nr 166, wrzesień 2015, ISSN 2300-6692 również