Established 1999

WIATR OD MORZA

8 maja 2015

Boża ingerencja - 21.05

Podobno, jak Pan Bóg chce kogoś ukarać, to zabiera mu rozum – pisze Sławomir J. Czerniak.


Potwierdziło się to w czasie niedawnych transmisji z wieców wyborczych na rzecz „komkandidata” Dudy.


 


Nie ukrywam, że swoją ocenę polskiej historii kiedyś opierałem także na tekstach ówczesnych kabaretowych jajcarzy typu Rewiński, Pietrzak, czy Drozda. O ile ten ostatni wydaje się normalny, to ci dwaj wykazują głębokie upośledzenie umysłowe.


 


W przypadku Pana Janka, kilkunasto już letnia demencja polityczna sprawia wrażenie, że ten niegdyś świetny kabareciarz znalazł się chyba w Tobolsku, bo w Polsce i Chicago już go nie chcą słuchać.


 


Natomiast Rewiński doznał chyba nieodwracalnych umysłowych zmian w zakresie postrzegania rzeczywistości. Wystąpił na jasełkach na cześć Dudy jak upiór z Luwru, gadał bez sensu, jakby naćpany, nie ten Rewiński. Zawiodłeś mnie!


 


Ale z decyzjami Pana Boga nie można dyskutować.


 


Szczęść Boże.


Sławomir J. Czerniak


 


 


Pacynka czy gajowy – 19.05


 


Jakoś Polska przeżyła Wielką Debatę i nie było żadnych znaków na Niebie i Ziemi, ani trzęsienia ziemi. Zostaliśmy więc znowu zmuszeni do wysiłku intelektualnego. Dzięki Bogu, że komuniści zlikwidowali analfabetyzm w PRL, a tym samym nie musimy bezmyślnie stawiać krzyżyków.


 


Zostało więc kilka dni, aby dokonać wyboru dania: tego jakie znamy, czy tego przygotowanego przez znanego kucharza, ale podanego przez nowego kelnera.


 


Nie będę wgłębiał się w to, który z występujących w debacie był lepszy. Tą ocenę każdy ma dokonać indywidualnie.


Mnie jedynie zatrwożyło to, że kandydat Duda, z ciągle tą samą twarzą pacynki do nieskończoności na pytania prezydenta odpowiadał jak kiedyś w kawale o słabości USA: ale u was biją Murzynów.


 


Pochyliłem się nad historią Polski ostatnich dwóch dekad w celu dokonania analizy wartości, którą zawsze czynię przy podjęciu trudnych decyzji. Wyszło mi, że wybór Dudy, to wybór pacynki, której sznurki pociągać będzie Jarosław, nazwisko powszechnie znane redakcji.



Już w niedawnej historii polityki państwa mieliśmy podobne scenariusze. Przypomniało mi się, że na podobnych zasadach Krzaklewski wystawił Buzka, który zabezpieczył córkę jako aktorkę i zwiał do Brukseli, a Kaczyński wystawił Marcinkiewicza, którego jedynym sukcesem było poderwanie kasjerki w UK. Dzisiaj wystawia Dudę, trzymając nie tylko inkwizytora Macierewicza w gotowości…


 


Dzisiaj mamy przyspieszenie, którym ma być prezydentura Dudy. Faktycznie, on już jest w Brukseli, a nawet na etacie na uczelni. Czyli stoi na dwóch nogach i nieźle przyspiesza.


 


Oddam krzyżyk na gajowego, pod warunkiem, że w czasie tych kilku dni znajdzie i przedstawi procedurę polityczną na przeprowadzenie polowania w Białowieży z Putinem, oraz poprawi naszej racje z tym słowiańskim mocarstwem. Ponadto, zaprezentuje nasze twardsze stanowisko co do nowych wielkich braci: Unii Europejskiej i USA, którzy postępują dzisiaj jak Niemcy w 1939 r. przeznaczając Polskę jako pas graniczny i buforowy przed ewentualną agresją Rosji – ówczesnego ZSRR.


Sławomir J.Czerniak


Komentarze: decydent@decydent.pl


 


Kunta Kinte – 18.05


 


W czasach sprawiedliwości i równości społecznej mogliśmy oglądać w telewizji losy niewolników z Czarnego Lądu, którzy zasilali niegdysiejsze cywilizacje w siłę roboczą, tworząc ich potęgi. Wyższość socjalizmu nad kapitalizmem objawiała się stwierdzeniem: …ale u was biją Murzynów. Dzisiaj funduje nam się serial „Aminta” w celu wyciśnięcia łez u uczuciowych Polaków – Słowian – katolików.


 


Ale prawda ma jak zwykle drugie dno. Otóż, jak okazuje się, wspaniałomyślna Unia wyznaczyła nam kontyngent uciekinierów z Czarnego Lądu, których mamy zagospodarować. Ponadto, jak się informuje, mamy w kraju instytucje, które bardzo chętnie się zajmą przyjęciem i opłaceniem na koszt podatnika ponad tysiąca (jak na razie) uciekinierów.


 


Doskonale rozumiem potrzebę pomocy tym ludziom. Ale czy ktoś w Polsce swoim rozumem objął całokształt problemów z tego wynikających? Uważam, że pomocą powinny być zainteresowane państwa, które spowodowały taką sytuację w tych krajach, że ich obywatele uciekają do tych bogatych krajów. Z jakiej racji mamy płacić za to, że wielowiekowe zyski z tytułu zatrudniania niewolników, nawet nie na umowach śmieciowych, mamy płacić my? Osobiście poznałem Francuza, który chełpił się że jego dziadek miał flotyllę fregat i kliprów które w XVII – IX wieku woziły przyprawy i inne produkty wytwarzane w niewolniczych warunkach. Cała jego rodzina do dzisiaj ma się nieźle.


 


Myślę, że skoro mamy pomagać, to są księża werbiści, którzy z narażeniem życia jeżdżą na chrześcijańskie krucjaty w celu nawracania. Tu na miejscu będą mogli sprawować swoją misję, zwłaszcza, że mają własne ośrodki wczasowe na wysokim poziomie np. w Krynicy Morskiej ośrodek „Bursztyn”, gdzie tylko w nim może przebywać około 200 osób. Takich ośrodków w Polsce jest wiele, w tym domy parafialne.


 


Gdyby jednak były problemy, to może nie Kunta Kinte, ale jakąś „Amintę” przygarnę, o ile zgodzi się moja żona…


Sławomir J. Czerniak


 


 


Komentarze: decydent@decydent.pl


 


Stosunki kontrolowane – 11.05


 


Już towarzysz Wisarionowicz zorientował się, że kierowanie czymkolwiek, a zwłaszcza 1/3 globu, stawia takie wymogi: „ufać dobrze, ale kontrolować jeszcze lepiej”. Dlatego stworzył procedury które wdrażały organizajce typu: GPU, GRU, NKWD, na wypadek gdyby komuś droga do komunizmu wydawała się zbyt długa.


 


Metoda ta okazała się na tyle skuteczna, że nadal mimo faceliftingu systemu, tenże w Rosji trzyma się dobrze.


Naród rosyjski otrzymał nową kontrolowaną dawkę sierdce szczipatielnogo patriotizma, poczucie imperialnej wielkości i osobistej godności. Myślę, że te małolaty przebrane za wojenne żołnierki, wpatrzone w maszerujących soładatów, nie zapomną tej uroczystości. Od razu powstało pytanie: dlaczego u nas, mimo wielowiekowych katastrof narodowych, nie wypracowaliśmy odpowiedniej procedury, która scementowałaby nas jak choćby Rosjan na Placu Czerwonym, tylko jak na Krakowskim Przedmieściu. Czyżby brak „kontroli” i słabość władzy w naszym kraju?


 


Okazją do weryfikacji ewentualnych opinii co do zlikwidowania Niemiec, które napadły na cały świat były niedawne obchody 70 rocznicy Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. Cały ówczesny świat kontrolując strefę wpływów (Jałta), przystał na to, że wyzwolenie przyniosły w Europie głównie „marines z czerwoną gwiazdą”.


 


Ponieważ bałem się o kontrolę polityczną wolnych obecnie telewizorni, przed 10:00 włączyłem telewizor na kontrolowanej stacji RTR Planeta (rosyjska) w celu skontrolowania tego co miało być pokazywane. Był, co prawda, jak zawsze, pokaz potęgi siły armii, nowy sprzęt do „obrony” ojczyzny (najnowszy w silosach i bunkrach). Masę nowych czołgów, które z prędkością 120 km/h będą zajmować wszystkie stolice Europy. Ale nie to najważniejsze. Na obchody nie przybyli zawsze obecni na tej imprezie niegdysiejsi koledzy z koalicji antyhitlerowskiej.


 


Bacznie przyglądałem się Putinowi i temu, co tam pokazywano. Myślę, że odmowa udziału w uroczystościach większości rządów obecnego „cywilizowanego” świata, była jakby na rękę Władimirowi. Nie musiał kombinować – i nadal chyba lepiej – pokazał, że kontroluje politykę światową. Pokazał swoich obecnych sojuszników sadzając ich na trybunie obok siebie: Chiny i Indie – kilkaset milionów żołnierzy, plus arsenały atomowe, kilka byłych republik ZSRR, Afryka, a nawet maleńka Słowacja.


 


Wystraszyłem się. Pomyślałem, że będzie to zarzewie nowej wojny. Chyba jednak nie! Angela nie wytrzymała kontrolowanej przez Władimira presji. Wsiadła w samolot i w dzień po uroczystościach razem kamratem Władimirem złożyła wieniec przed Pomnikiem Nieznanego Żołnierza w Moskwie, gdzie dzień wcześniej kwiaty składali Mongołowie, Tadżycy itp. Jak się teraz czują przywódcy innych krajów?


 


Jestem ciekaw czy prezydent RP, bez względu kto nim, będzie zweryfikuje, skontroluje i zajmie jakieś stanowisko naszego kraju co do nowych stosunków z Rosją. Angela dała sygnał. Ale czy jest „pachołkiem Moskwy”? Nie! Ale my nie możemy stać się pachołkami Waszyngtonu czy Brukseli. Ufać dobrze, kontrolować jeszcze lepiej.


Sławomir J. Czerniak


 


Komentarze: decydent@decydent.pl


 


 


Ratowanie tonących – 8.05


 


Niedawno popełniłem na łamach Decydenta felieton pt. „Francja się wali”. Myślałem, że trochę przesadziłem, ale ostatni news o planowanej decyzji tego państwa coraz bardziej utwierdza mnie w słuszności. Przecierałem oczy i uszy, gdy w TV podano krótką informację, że Francja chyba pod presją Unii Europejskiej zdecydowała się nie przekazać wybudowanych już dwóch okrętów wojennych Putinowi, który te okręty zamówił. Okręty mają zostać zatopione, bo ich wyposażenie i obsługa nie konweniuje ze standardami NATO. Koniec komunikatu.


 


Z logicznego punktu widzenia taka decyzja graniczy chyba z głupotą. Nie wnikam już tu w ewentualny zwrot pieniędzy i kary umowne dla Putina oraz propagandowy hit, jakim Putin teraz będzie mógł karmić swoje społeczeństwo: widzicie jak nas się boją!


 


Czy nie mogły znaleźć się inne rozwiązania? Znajduję co najmniej dwa. Pierwsze: przekazać te okręty wojenne Polsce. Nie musielibyśmy w ramach bratersko-sojuszniczej pomocy Wielkiego Brata kupować od niego mających iść na złom amerykańskich fregat, które przeżyły jakoś inwazję na wyspy japońskie.


 


Ponadto, w Polsce, której nie tylko marynarka, ale i cała armia wyposażona jest jeszcze w większości w sprzęt wojenny, którego instrukcja obsługi pisana jest cyrylicą, bez problemu potrafilibyśmy obsłużyć te okręty. Już widzę ten uśmiech triumfu u Schetyny… Jeżeli wątpliwości budziłaby katastrofa w Smoleńsku, to są jeszcze lepiej władający cyrylicą sojusznicy – Litwa, Łotwa czy Estonia.


 


Drugie rozwiązanie: zaadaptować okręty na statki przewożące uciekinierów – imigrantów z byłych kolonii francuskich, a także na wynajem Hiszpanii, Portugalii, Wielkiej Brytanii, czy Włoch.


 


To jest nieludzkie, aby po kilku wiekach kolonialnego wykorzystywania imigranci tysiącami płynęli na tratwach i ginęli w morzu.


Mają teraz prawo do godnego życia w krajach, które ich pradziadowie i dziadowie zbudowali, zwłaszcza, że w wielu przypadkach mają obywatelstwa tych państw.


 


Może więc MSZ i Ministerstwo Obrony wystąpią do sojuszniczej Francji, aby co najmniej w zamian za ćwiczenia francuskich czołgów w Drawsku Pomorskim przekazali nam te okręty, zamiast je topić…


SŁAWOMIR J. CZERNIAK


Komentarze: decydent@decydent.pl

W wydaniu nr 162, maj 2015, ISSN 2300-6692 również

  1. KLĘSKA BRONISŁAWA KOMOROWSKIEGO

    Nikt stał się kimś - 24.05
  2. KONFEDERACJA LEWIATAN

    Rosną płace realne - 20.05
  3. NOWY JORK, LONDYN, PEKIN

    Stolice świata sztuki - 18.05
  4. KWARTAŁ ZŁOTA

    Kupujemy mniej biżuterii - 15.05
  5. WIATR OD MORZA

    Boża ingerencja - 21.05
  6. LEKTURY DECYDENTA

    Czas Kondora - 8.05
  7. WYŁUDZONE ZWYCIĘSTWO KONSERWATYSTÓW

    David Cameron zachował pracę premiera - 8.05
  8. DECYDENT SNOBUJĄCY

    Poniedziałek, 25.05 – Big in Poland
  9. A PROPOS...

    ...bohaterów narodowych - 21.05
  10. W OPARACH WIZERUNKU

    Neofici - 4.05
  11. I CO TERAZ?

    Jak to, co? Pakowanie - 26.05
  12. FILOZOFIA I DYPLOMACJA

    Pilne sprawy - 26.05
  13. BIBLIOTEKA DECYDENTA

    Dyskretny urok arystokracji - 24.05
  14. PREKURSORZY MEDYCYNY cz. 1

    Mistrz Leonardo i inni - 4.05