Established 1999

W OPARACH WIZERUNKU

3 kwietnia 2017

Odwracanie pojęć

Smutne są koleje losu Wielkich Pojęć. Ich dzieje to droga od pierwotnego znaczenia do chwili, gdy już nic nie znaczą, choć pozostają „monetą obiegową” – ot, takim żetonem w cyrkulacji i reprodukcji coraz bardziej pustych i jałowych rytuałów, banałów, sloganów, frazesów. Od wielkiego patosu do trywializacji – tu kłania się inflacja „charyzmy”. „Charyzmę” przypisuje się piłkarzom, modelkom, mistrzom sztuki kulinarnej i politykom, którzy mają więcej zwolenników niż żona, kochanka i szwagier. Od wielkiej chwały (gdy brzmią wzniośle, godnie i dumnie) do profanacji. Od zobowiązującego sensu i użytku do zupełnej dowolności, nonszalancji, kompletnej nieodpowiedzialności w nadużyciach. Od ustalonej wartości do odwrócenia znaku i zaprzeczenia – pisze profesor Mirosław Karwat.

Prof. dr hab. Mirosław Karwat, Uniwersytet Warszawski

Taki był – i nadal jest – los idei miłości bliźniego tudzież miłosierdzia. W imię religii miłosierdzia wymordowano już wielu ludzi, ba, unicestwiono nawet całe narody i cywilizacje oporne na jej miłosne przesłanie. Pod hasłem „nawracania pogan” (na religię miłosierdzia) wytępiono Jaćwingów i Prusów. Pod hasłem „ewangelizacji” w procesie Konkwisty w Ameryce Łacińskiej obrócono Indian w niewolników, a wykruszanie się tej siły roboczej kompensowano świeżymi i regularnymi dostawami „hebanu” uprowadzonego z Afryki. I tych czarnych, a jakże, ewangelizowano intensywnie, ale to z myślą o wpojeniu im koniecznej pokory. Chrześcijański Pan i Władca czuł się namiestnikiem Chrystusa, chrześcijański niewolnik zaszczycony był świętością swego cierpienia. Bliźnim był Biały (o ile nie wadził w interesach i należał do tego samego Kościoła), a nie jakiś Murzyn czy Indianin i mieszaniec.

Parafrazując jakobińską maksymę „nie ma wolności dla wrogów wolności” można by rzec: nie ma zmiłowania dla tych, którzy nie chcą uwierzyć w realność idei miłości bliźniego i w moralną wyższość miłosiernych. Dla tych upartych, trwających przy własnej wierze, i dla niedowiarków, tudzież heretyków były (są) stosy, pogromy, względnie takie przejawy miłosierdzia jak przymusowe ochrzczenie.

Słowo „sprawiedliwość” najpierw miało ten sens, że w podziale dóbr każdemu należy się to, na co zasłużył, zapracował, że nagradza się zasługi i osiągnięcia, a karze zaniedbania, partactwo, błędy, szkodnictwo i nadużycia. A w postępowaniu policyjnym, prokuratorskim i sądowym, że nie ma kary bez winy, kara musi być współmierna do winy, w sporach sądowych – że każda strona ma takie same prawa. Z biegiem czasu „sprawiedliwością” zaczęto nazywać akty zemsty, odwetu (pod wzniosłym hasłem „sprawiedliwości dziejowej”) oraz Kargulowo-Pawlakowe kryterium, że teraz „moje na wierzchu”, że teraz ja mam to, czego przedtem nie miałem, a co mieli (to ci dopiero skandal!) ONI.

Weźmy teraz ideę solidarności. W IV RP dziedzictwo solidarności i „Solidarności” nie oznacza bynajmniej troski o innych, poczucia wrażliwości na ludzką krzywdę, powinności wsparcia dla słabszych w potrzebie, gotowości do dzielenia się z innymi. A to zakłada nawet samoograniczenie i poświęcenie, zdolność do wyrzeczeń w imię dobra wspólnego i na korzyść tych, którzy potrzebują bardziej. Nic z tych rzeczy. Radiomaryjna i PiSowska „solidarność” to pamiętliwość i mściwość wobec tych, którzy – nie wywodząc się z „Solidarności” – nie chcą jednak zniknąć ani paść na kolana. To „zgoda w kupie” (wśród „samych swoich”) przeciwko Nieswoim. To sojusz pomiędzy tymi, którzy chcą czuć się historycznie i moralnie lepsi, nie chcą wpuścić Innych i Obcych; którzy pragną nadal „doić brukselkę”, a zarazem oburzeni są wszelką ingerencją z odniesieniem do unijnego prawodawstwa czy unijnych standardów kultury prawnej i politycznej.

Idea demokracji? Pierwotnie znaczyła „władzę ludu”. Niekoniecznie w tym sensie, iż lud jako całość (skoro jest i liczny, i wewnętrznie zróżnicowany) rządzi bezpośrednio. Ale na zasadzie przedstawicielstwa (przy założeniu, że reprezentacja jest społecznie reprezentatywna!) i na zasadzie społecznej kontroli nad rządzącymi i zarządzającymi. Z gwarancją odpowiedzialności i odwoływalności tych, którzy zawiedli, a tym bardziej tych, którzy godzą w elementarne prawa i interesy obywateli, pozwalają sobie na samowolę, sobiepaństwo. Dopełnieniem idei demokracji było założenie, iż granicą dla woli większości są prawa mniejszości.

A co dziś – w kręgu populistów – znaczą słowa „demokracja”, „demokratycznie”? Stają się synonimem wykluczenia oponentów i odmieńców. MY jesteśmy demokratyczni, WY jesteście wyrzutkami demokratycznej wspólnoty. Wola, samowola „suwerena” jest prawem najwyższym – ponad prawem rozumianym tradycyjnie, jako regulacja, która dotyczy i krępuje jednakowo wszystkich. „Demokracja” okazuje się synonimem dyktatu większości. Niekoniecznie rzeczywistej, bo w powoływaniu się na nią wystarczą ideologiczne zaklęcia, propagandowe mistyfikacje i manipulacje, a przede wszystkim skuteczne „zamknięcie mordy” opornym. „Większość” może się wydawać większa niż jest w rzeczywistości, jeśli mniejszość nie ma głosu lub jeśli jej głos nie jest słyszalny.

Rządzi się „demokratycznie”, bo z powołaniem się na większość w parlamencie (a nie w społeczeństwie), a nawet i w społeczeństwie. Dowodem, że stoi za nami większość mają być sondaże – z przewagą poparcia albo nawet przyzwolenia wynikającego z indyferentyzmu większości obywateli. Rządząca mniejszość lubi powoływać się na „milczącą większość” – na zasadzie zapożyczonej z tradycji prawnej (milczenie implikuje domniemanie niesprzeciwiania się, a zatem przyzwolenia). W ten sposób można decydować o prawach i interesach różnych grup społecznych i o losach politycznych przeciwników, oskarżając ich – gdy się opierają – o haniebny egoizm, przeciwstawianie się dobru wspólnemu.

Wydawałoby się, że demokratyzm jest zaprzeczeniem autorytaryzmu, zamordyzmu, a uosobieniem dialogu, negocjacji, kompromisu, tolerancji, prawa do wyboru. I wiąże się z gwarancją, że każdy głos zostanie przynajmniej dopuszczony i wysłuchany. Teraz już nie. „Demokratyczne” rządy to takie, którym nie wolno się sprzeciwiać, gdyż są wyrazicielem „woli ludu”. Kto krzyczy, a choćby tylko piszczy przeciw rządzącym demokratycznie wybranym w demokratycznych wyborach, nawet jeśli wyraźnie przekroczyli swój „mandat”, ten jest… wrogiem demokracji.

Fryderyk Wielki, zapytany, jakie prawa mają poddani w jego państwie, odpowiedział podobno: „mają prawo zamknąć mordę”. Właśnie tak sprawy się mają w demokraturze. Różni się ona od dyktatury tym, że opornych się nie tropi, nie bije i nie zamyka do pudła, lecz pozwala im się żyć – pod warunkiem posłuszeństwa i nie wtrącania się do spraw publicznych (bo to już warcholstwo). Pozwala im się milczeć i podziwiać dzieło „większości”.

Podobnie przewrotna jest ewolucja pojęcia autorytetu. Ale to już osobna bajka.

PROF. DR HAB. MIROSŁAW KARWAT

Uniwersytet Warszawski

W wydaniu nr 185, kwiecień 2017, ISSN 2300-6692 również

  1. Z KRONIKI BYWALCA

    Maski Beaty Przedpełskiej
  2. DECYDENT SNOBUJĄCY

    Dar jasnowidzenia
  3. DECYDENT POLIGLOTA

    Rumuński nie gryzie
  4. PO PROSTU SZTUKA

    Eva kusi pod ziemią
  5. LEKTURY DECYDENTA

    A jego liczba 444...
  6. FILOZOFIA I DYPLOMACJA

    Co dalej z tą Koreą?
  7. WIATR OD MORZA

    Telewizja...
  8. KOREA STRASZY, USA BOMBARDUJĄ, ROSJA OSTRZEGA

    A złoto ciągle w górę
  9. DECYDENT POLIGLOTA

    Zacznijmy od początku
  10. BIBLIOTEKA DECYDENTA

    Rzymski dzień
  11. INVENTOR ZAPRASZA

    Polskie wynalazki w Moskwie
  12. DECYDENT POLIGLOTA

    Angielska gramatyka znakomitego Szkutnika
  13. LEKTURY DECYDENTA

    Królowa - symbol
  14. FILOZOFIA I DYPLOMACJA

    Powtórka z Wołynia
  15. DECYDENT POLIGLOTA

    Język rosyjski wraca
  16. W OPARACH WIZERUNKU

    Odwracanie pojęć
  17. PRAWA - WŁADZA - PROBLEMY

    Błąd zaniechania
  18. BIBLIOTEKA DECYDENTA

    "Gwiezdne wojny" i wszystko inne
  19. WIATR OD MORZA

    Z kraju i ze świata
  20. DECYDENT SNOBUJĄCY

    Prima Aprilis