Established 1999

W OPARACH WIZERUNKU

4 lutego 2017

Doskonałość i nuda

Od wieków wiadomo, że cnota jest nudna, choć tak chwalebna. Nudne są budujące i umoralniające pogadanki o cnotach, tak ukochane i natrętnie serwowane przez wychowawców, kaznodziei, katechetów. Nudne jest nawoływanie do moralnego doskonalenia, do bohaterstwa, bezinteresowności, do ascezy w służbie idei, wiary i ojczyzny, do miłości bliźniego i wspomagania nieszczęśników w potrzebie. Co prawda, sukces Owsiaka z jego Wielką Orkiestrą pokazał, że wystarczy humanitaryzm oddrętwić i praktykować… rozrywkowo, zabawowo, aby okazał się atrakcją, i to zaraźliwą. Lecz nie łudźmy się, że to świętowanie dobra, które w corocznym festynie niewiele kosztuje, uczyni nas permanentnie wrażliwymi na co dzień. Monotonia zabiłaby ten zbiorowy zapał – pisze profesor Mirosław Karwat.

Prof. dr. hab. Mirosław Karwat

Nudne są hagiograficzne sylwetki pozytywnych bohaterów – niezłomnych żołnierzy, przodowników pracy, niepokornych obrońców wiary lub prawdy, nieskalanych żadną wadą ni słabością męczenników. Ich wizerunki mają być żywym przykładem do naśladowania. Ale właśnie te wizerunki ludzi doskonałych czynią ich postaciami martwymi, muzealnymi, pomnikowymi. Nie znam nikogo – spośród ludzi normalnych – kto chciałby być taki jak ten ideał z postumentu czy ze szkolnej czytanki. A Ty – czy chciałbyś zginąć jak najszybciej, bohatersko i słusznie, zanim zdążyłeś użyć życia? Czy chciałabyś być dziewicą, która po dziesięcioleciach czystości nieskalana poszła do nieba? A może wolałbyś zdobyć sławę jako obiekt tortur, którym podlegając dajesz świadectwo moralnego zwycięstwa?

Tego zdają się nie rozumieć ci, którzy z maniakalnym uporem forsują heroiczno-martyrologiczny, i przy tym nieznośnie zakłamany model edukacji patriotycznej i obywatelskiej. Oni chyba naprawdę wierzą, że skuteczne i owocne społecznie jest takie wychowanie, gdy młodzi i starzy wciąż modlą się, składają wieńce, rekonstruują bitwy, a przy tym nie mają czasu ni nawyku, by sprzątać po sobie, przedstawić do oceny pracę własną, a nie kupioną lub ściągniętą, wykonać porządnie powszednią robotę.

Nie ma zbyt wielu amatorów i praktycznych, a nie rytualnych (jak w owych rekonstrukcjach – bitwach na niby) naśladowców męczeństwa, heroizmu czy choćby arcydoskonałej mądrości wymagającej myślenia.

Pozornie zaprzecza temu idolatria, gdy zwłaszcza młodociani lub już dorośli, lecz wciąż infantylni fani marzą o tym, by być choć trochę takim jak ich idol, gwiazdor, czy aktualnie modny celebryta. I z tego powodu czeszą się tak jak on, ubierają jak on, mówią słowami z jego słownika (jak niegdyś – bywało gdzieniegdzie – mówiono wierszem ulubionego poety). Karykaturalny obraz takiej tendencji ukazuje film „Być jak John Malkovich”. Są nawet zloty i konkursy sobowtórów – na których spotyka się kilkadziesiąt kopii Elvisa Presleya, Lecha Wałęsy lub np. Madonny. Kiedy jednak jeden czy drugi Presley-bis zaśpiewa przebój swego idola, to nikt nie bierze tego na serio – ani jako próby dorównania czy zastąpienia, ani jako obciachu, lecz tylko jako żart.

Ale to też pozory utożsamienia się z adorowaną postacią. Wielbiciele próbują wcielić się w „skórę” swego obiektu adoracji, w zewnętrzne rekwizyty czy symbole jego sukcesu, a nie w jego „wnętrze” – w intymny świat przeżyć, namiętności, kompleksów, frustracji, życiowych rozczarowań i klęsk, osobistych dramatów. I nie w jego faktyczną sytuację, której nie wyraża, nawet ją kamufluje, status gwiazdora, idola, ulubieńca publiczności. Widzą w nim tylko laureata wszech nagród, zwycięzcę plebiscytów i rankingów popularności, odbiorcę statuetek i platynowych płyt, orderów. Niektórzy nawet „chcą wiedzieć wszystko” o swoim obiekcie kultu, ale to bezpieczna ciekawość podglądacza. Nikt z tych naśladowców nie byłby gotów zamienić się miejscami i objąć rolę swego idola „z całym dobrodziejstwem inwentarza” – np. wraz z występami i deszczem splendorów „cieszyć się” też problemem narkotykowym, alkoholowym, impotencją przerażonego „uwodziciela”, chciwością pasożytów w otoczeniu, zawiścią rywali, wyczynami paparazzich i szmatławymi plotkami, pogłoskami, komentarzami w brukowcach.

Jednak wyidealizowany wizerunek gwiazdora, idola, celebryty nie jest tym samym co uosobienie cnót, gdy jakaś wyeksponowana postać ma być po prostu wcieleniem dobra, dobroci, szlachetności, subtelności, wzniosłości, niedoścignionej i niezachwianej uczciwości, przyzwoitości, wielkoduszności. Więc idolatria, mania uwielbienia i naśladownictwa w stosunku do osób znanych i popularnych nie jest ani przejawem, ani ekwiwalentem „zdrowej” fascynacji autorytetami, posągowymi ilustracjami opiewanych cnót.

Autorytet z założenia ma być nieomylny i bezgrzeszny, bohater bezinteresowny i nieustraszony, męczennik zdaje się być oczywistym zaprzeczeniem pyszałka itd.

Natomiast wizerunku estradowego czy sportowego gwiazdora nie musi zepsuć – w oczach ich czcicieli – zachłanność, próżność, megalomania, ignorancja w sprawach wykraczających poza ich dziedzinę. W tym sensie piosenkarz, gitarzysta, telewizyjny kucharz czy następca tronu znany z bujnego życia (musi się wyszumieć, to jego zew wolności w proteście przeciw dworskiej sztywności) wcale nie musi być doskonały. Jeśli mu się wyrwie wiązanka, przydarzy jazda „po pijaku” czy nawet kłótnia o honorarium po koncercie charytatywnym, znaczy to tylko tyle, że on też jest „normalny”. Poza tym, iż ma niezwykły talent i niezwykłe powodzenie, jest taki jak każdy z nas; co więcej, to równy gość, fajna babka. Właśnie dzięki temu nie jest nudny, a gdyby nawet mu to groziło – z powodu bezbłędności i niezawodności w tym, co jest jego specjalnością – to monotonia tej perfekcji (rzeczywistej lub domniemanej, zakładanej na wyrost) urozmaicana jest drobnymi wpadkami. Ot, kultowy wokalista „spalił się” przy playbacku, a mistrz sportu – zresztą, nagradzany za fair play – został zdyskwalifikowany za złośliwy faul, tak mu zależało na wyniku. Nie szkodzi. To może zaskoczyć i trwale zniechęcić tylko niektórych fanów; a pozostali, większość, traktują to jak sytuację, gdy biegacz się przewróci, ale przecież zaraz wstaje i biegnie dalej.

Zupełnie inaczej traktowani są ludzie z podręczników historii, z żywotów świętych, z przemówień pogrzebowych, z akademii rocznicowych. Wprawdzie ich wizerunkiem zajmują się nie tylko propagandyści, mistrzowie ceremonii ku czci, ale i „odbrązawiacze” – tacy jak Boy-Żeleński i jemu podobni. Ale takich ludzi słucha, czyta niewielu. Niewielu zwykłych zjadaczy chleba zżera ciekawość, jacy naprawdę byli ci nosiciele doskonałości, w czym ich legenda, mit jest uproszczeniem, pobożnym życzeniem, a nawet kłamstwem. Większość z nas lubi – traktując to zresztą niezobowiązująco – zachować w swej świadomości i pamięci odświętny przecież wizerunek wielkich i zbawców tego świata, nie przeszkadzający nam we własnych skomplikowanych czy pokrętnych drogach życiowych. Poniekąd z ulgą nawet zakładamy, iż nie każdy może i na szczęście nie każdy musi być Prometeuszem, Herkulesem, Leonidasem, Ordonem (który – swoją drogą – przeżył, a nie wysadził się w powietrze, lecz do końca życia bezskutecznie dowodził, że żyje), doktorem Korczakiem.

Natomiast jeśli coś może nas poruszyć, zainteresować, zafascynować (nawet niezdrowo), to raczej to, co nie jest ani doskonałe, ani nawet normalne (choć nie jest nadzwyczajne), lecz zaprzecza bądź ideałom, bądź standardom normalności i poprawności. Z tym jest jak z newsem w mediach: newsem nie jest wycieczka szkolna sama w sobie, lecz masakra wycieczki spowodowana przez pijanego kierowcę. Z emocjami śledzimy, podglądamy, ba, wyszukujemy to, co zakazane, nieprzyzwoite, obrzydliwe. I dotyczy to nie tylko zdarzeń, ale i osób. Najlepiej uwagę przyciąga skandalista, obrazoburca, gorszyciel, perwersyjny zboczeniec, patologiczny zbrodniarz-sadysta, polityk z opinią świra. We współczesnej cywilizacji już dawno wyciągnięto z tego wnioski: kto chce się wybić i przebić, ten powinien czymś zaskoczyć – ale tak, że „to w głowie się nie mieści”, najlepiej zaszokować – aż do obrzydzenia. I to on będzie miał najwięcej „polubień”.

PROF. DR HAB. MIROSŁAW KARWAT
Uniwersytet Warszawski

W wydaniu nr 183, luty 2017, ISSN 2300-6692 również

  1. LEKTURY DECYDENTA

    Tajemnice kosmosu
  2. Z KRONIKI BYWALCA

    Ludobójstwo w Chodżałach
  3. Z KRONIKI BYWALCA

    Księgoznaki Beaty Przedpełskiej
  4. BIBLIOTEKA DECYDENTA

    Wyjątkowa maniera
  5. FILOZOFIA I DYPLOMACJA

    My i oni
  6. SOWIECKIE KRETY

    Jak agenci Stalina przejęli władzę nad Polską
  7. BIBLIOTEKA DECYDENTA

    Nowoczesna kuchnia polska
  8. FILOZOFIA I DYPLOMACJA

    Sukces goni sukces
  9. LEKTURY DECYDENTA

    Mistrz suspensu i detalu
  10. W OPARACH WIZERUNKU

    Doskonałość i nuda
  11. Z KRONIKI BYWALCA

    Bohaterstwo polskich Ormian
  12. BIBLIOTEKA DECYDENTA

    Baśń o Bobie Dylanie
  13. WIATR OD MORZA

    Łabędzi śpiew prawicy
  14. PRAWA - WŁADZA - PROBLEMY

    Post-prawda