Established 1999

W OPARACH WIZERUNKU

1 listopada 2016

Drogi i ścieżki do celebrytyzmu

W jaki sposób zostaje się celebrytą? Do takiego statusu prowadzi wiele różnych dróg. Najbardziej naturalną jest konsumowanie zawodowego sukcesu, uznania społecznego (sympatii, podziwu) z powodu pewnych osiągnięć. Osoba opromieniona jakimś sukcesem, wyróżnieniem (czy to zasłużonym, czy nawet przyznanym na wyrost, dzięki protekcji lub układom), zwłaszcza taka, która długo czuła się niedoceniana lub niesprawiedliwie zapomniana, odczuwa to jako potwierdzenie swojej wyjątkowości, a zarazem jako być może niepowtarzalną szansę do jeszcze pełniejszego wybicia się. Motywacja ta wzmaga się, wraz z pokusą megalomanii i narcyzmu, jeśli ta nagła kariera odbierana jest jako spóźniona, jako wynagrodzenie za zbyt długie pozostawanie w cieniu innych, w kącie – pisze profesor Mirosław Karwat.

Prof.dr hab. Mirosław Karwat, Uniwersytet Warszawski

Twórca czy np. działacz zaczyna myśleć tak: „ja po prostu jestem świetny” i „mam teraz swoje moje pięć minut”. Z początku tę własną świetność, znakomitość wiąże z tym, czym zajmuje się, czego już dokonał, do czego ma powołanie, talent. Ale jego próżność szybko „kupuje” – w rezultacie upojenia hołdami – przekonanie, że jest świetny sam w sobie, wszystko jedno w czym, we wszystkim. Bo też rzeczywiście staje się kimś „modnym”. Osaczony ze wszystkich stron przejawami sławy, popularności, podziwu zaczyna być skłonny do przeświadczenia, że zaszczyca sobą bez mała świat cały, choć podświadomie sam czuje się zaszczycony i wciąż nienasycony kolejnymi dowodami własnego znaczenia. Proszą go o wywiady, zapraszają do programów rozrywkowych (talk show – poopowiadaj o sobie, zdradź swoje tajemnice, dorzuć ciekawostki; ale i „taniec z gwiazdami”, konkursy śpiewu itp.). Zapraszają do jury w rozmaitych turniejach, na uroczyste prapremiery i premiery, do komitetów honorowych i wyborczych, nawet na listy wyborcze (w roli wabika i maskotki zarazem).

Artysta (aktor, piosenkarz, plastyk), a nawet naukowiec „na topie” (np. tzw. profesor medialny) zaczyna coraz częściej przyozdabiać rozmaite imprezy, przedsięwzięcia. Ma komentować, przecinać wstęgę, obejmować honorowy patronat. Zostaje wkomponowany w celebrę jako figurant ornamentalny, żywa ozdoba. Ale też chce sam coś z tego mieć – więc w jakimś stopniu przez jakiś czas i dziennikarzom, i publiczności, i samemu sobie wydaje się kimś samoistnym. Zaczyna wierzyć: „ważny jestem ja jako ja”. Wciąż pytają go o to czy tamto, na zawołanie wypowiada się na dowolny temat (także lub zwłaszcza poza dziedziną swojej kompetencji i specjalizacji). Człowiek-orkiestra, omnibus. Aż wychodzi poza sferę swojej rzeczywistej tożsamości i „świetności”, a wkracza na cudzy teren, wydawałoby się, już zajęty przez specjalistów. Będąc wcześniej zawodowcem w określonej dziedzinie, skusi się na amatorszczyznę (gotuję, śpiewam, tańczę, walczę w turnieju jak gladiator lub mądrzę się w jury będąc dyletantem w danej dziedzinie). Nieraz sprzyja temu autentyczne własne hobby – ale ten fakt nie zmienia istoty rzeczy, tzn. zawłaszczania terenu i tytułów do splendoru.

Swoją drogą, niejeden twórca, gwiazdor tak zdemoralizowany swoją koniunkturą przestaje rozumieć, iż skoro się go ceni za to, co jest jego wyskokiem, eksperymentem, a nie za to, w czym jest mistrzem i kimś oryginalnym lub ceni się go jednakowo za jego powieść czy traktat i za jego pasztet, bigos lub amatorską choreografię tanga, to widocznie nie rozumie się i nie ceni szczerze jego właściwych talentów i dzieł. Bo też w popkulturze masowej znalezienie się nie na swoim miejscu nie ma żadnego znaczenia. Jesteś wyróżniany, popularny, rozchwytywany – co prawda, do czasu – nie ze względu na swoje rzeczywiste talenty i osiągnięcia, lecz ze względu na swoje nazwisko, bycie w obiegu i w kursie.

Toteż przebudzenie artysty, pisarza lub naukowca z celebryckiego snu bywa bolesne – gdy uświadomi sobie, że to, na czym najbardziej mu zależy (zrozumienie dla jego poszukiwań i dokonań), w ogóle nie miało miejsca, a zainteresowanie sobą wzbudza wyłącznie pod warunkiem kabotyństwa i ekshibicjonizmu, a nie swoją twórczością i talentem.

Inną typową drogą do świata celebrytów jest status dyżurnego zapchajdziury lub dyżurnego komentatora w mediach. Taką drogą podążają polityczni celebryci oraz naukowcy urzeczeni regularnymi okazjami do wypowiedzenia kilku zdań, nawet zupełnie banalnych.

Polityczny celebryta tym różni się od prawdziwego polityka, że głównie gada w telewizji, w programach radiowych, w dziesiątkach wywiadów dla gazet, pozuje do zdjęć, wpycha się na plan pierwszy podczas imprez i wydarzeń masowych – wszystko mu jedno, czy to jest akcja protestacyjna, manifa, czy mecz piłkarski, nawet konkurs chopinowski. Podczas gdy polityk z prawdziwego zdarzenia rozważa i podejmuje decyzje o istotnym znaczeniu społecznym, organizuje działania i życie wewnętrzne swojej partii, zamawia i studiuje ekspertyzy, projektuje programy rozwiązywania określonych problemów społecznych. A taka aktywność zwykle ma miejsce gdzie indziej niż w studiu, na balu charytatywnym i bankiecie. Choć może też być publicznie widoczna. Ale cóż, interpelacja w parlamencie jest nudna w porównaniu z pogawędkami w tv.

O ile jednak pseudopolityk – gaduła i kabotyn – rzeczywiście może stać się celebrytą (jako bywalec salonów i obiekt zainteresowania tabloidów), to szansa taka w znikomym stopniu dotyczy zmedializowanych naukowców. Pogadajcie sobie w tv, zresztą, za darmo, przybiegnijcie następnym razem na gwizdek, ale swoimi wykładzikami w trzech zdaniach nie zaimponujecie „elicie” na targowisku próżności. Zresztą, nawet jeśli poza tym piszecie książki, to „nikt ich nie czyta”. Celebrycka „elita” może zabiegać o względy i zażyłość z dziennikarzami (wiadomo, dlaczego i po co), nawet z politykami-gadułami, bo przypisywana jest im władza, a znani są (z nazwisk, nie z poglądów) powszechnie, podczas gdy profesorek na ogół zaliczany jest do niepraktycznego i hermetycznego światka nudziarzy. No, chyba, że profesor dokona transgresji i np. zdejmie spodnie.

Ciekawym fenomenem popkultury masowej jest mechanizm „otwartej rekrutacji”, „szansy zabłyśnięcia dla każdego”, wykreowania wielkości na zasadzie „coś z niczego”. W tej dziedzinie nastąpił specyficzny rodzaj demokratyzacji i egalitaryzacji: każdy może być królem (gwiazdorem i celebrytą właśnie). Jak śpiewali Jonasz Kofta i Jerzy Stuhr, „śpiewać każdy może (trochę lepiej lub gorzej)”. Przejawem tego jest epidemia konkursów i tłum ochotników do konkursów typu „mam talent”.

videokracja

Kapitalny psychologiczny portret ludzi – przepraszam za wyrażenie – pospolitych, odczuwających przymus wystąpienia w telewizji zawiera film dokumentalny Videokracja. Ta baza rekrutacyjna potencjalnych celebrytów została wydatnie poszerzona o internet, zapełniony tysiącami i milionami filmików z popisami, zdjęć „selfie”, blogów. Wszystko jest dla wszystkich, dla każdego. Nie ma tu bariery zgodności (czy nie aspiruję do dziedziny, w której nie mam wiedzy, uzdolnień). Liczy się tylko siła motywacji i łut szczęścia, a w rzadkich przypadkach protekcja, kiedy w ten wielki świat splendoru wprowadza mnie ktoś znany, głaszczący swą próżność nimbem łowcy i opiekuna talentów .

Wreszcie, dość typową ścieżką do celebryckiej kariery jest… doczepka, przyklejka; działanie na podobnej zasadzie jak wskoczenie do właściwego pociągu. Celebrytką staje się narzeczona lub żona gwiazdora albo jego córeczka, na którą kierują się kamery i mikrofony w relacjach z high life’u. I podobnie – mąż lub żigolak bardzo znanej pani. Choć jedynym powodem zauważenia, a potem brylowania „na salonach” i w mediach jest pierwotnie bycie tylko osobowym, prywatnym dodatkiem do jakiejś osobistości, celebryckiej znakomitości, to „osoba towarzysząca” zyskuje użyczony status celebryty. Bo „prawo społeczeństwa do informacji” w przypadku znanych artystów, sportowców, modeli rozumiane jest tak, że „musimy o nim wiedzieć wszystko” – co je, pije, z kim sypia, z kim się kłóci, kogo osobiście nienawidzi lub naśladuje itd. A zatem otoczenie pierwotnego celebryty (ludzie z jego kręgu rodzinnego, sąsiedzkiego i towarzyskiego będący tłem jak meble i dywany), choć z początku ukazywane jest oprawa, entourage, może się „upodmiotowić”.

Tak się dzieje na przykład wtedy, gdy bardzo znany aktor, który już od dawna nie występuje lub nawet aktor, który ma swoje pięć minut, na kilka lat przed stanem spoczynku, obnosi się ze swoją najświeższą, bo czwartą żoną, młodszą od niego wydatnie (równolatka jego córki lub wnuczki). Sensacyjność tego związku, wyzwanie rzucone konwenansom, nawet pożywka dla ludzkiej złośliwości, szyderczych i zawistnych komentarzy – to wszystko sprawia, że punkt ciężkości przesuwa się z niego w jej kierunku. I wbrew pozorom nie ma wtedy znaczenia, czy jest ona infantylną osóbką (świetnie, to pikantne), czy cwaną kandydatką do spadku (tyż pikantnie), czy może sama jest żywym kapitałem (np. jako seksbomba).

Pierwotne namaszczenie splendorem partnera niekoniecznie przestaje działać, gdy ma miejsce spektakularne zerwanie. Osóbka taka została wylansowana przy własnym czynnym udziale. Była żona-celebrytka tym różni się od zapomnianej przez świat wdowy czy rozwódki, która nigdy nie przestała być tłem dla swego męża i komponentem jego oprawy, że dopiero teraz, gdy jest już była, łowcy wieści z „wielkiego świata” (tzn. celebryckiego mikroświatka) ciekawi są jej wynurzeń, plotek i debiutów już na własną rękę. I nieraz okazuje się, że lepiej sobie radzi z przykuwaniem uwagi niż jej były partner. To na ogół pasożytniczy schemat celebryckiej kariery. Ale nikogo nie gorszy, wszak światek celebrytów to swoiste wcielenie klasy próżniaczej.

PROF. DR HAB. MIROSŁAW KARWAT

Uniwersytet Warszawski

W wydaniu nr 180, listopad 2016, ISSN 2300-6692 również

  1. IMR I KWIAT KOBIECOŚCI

    Drugie życie, nowa ja
  2. PO PROSTU SZTUKA

    Miłość w czasach cyberkultury
  3. LEKTURY DECYDENTA

    Podręcznik kontrwywiadowcy-amatora
  4. FILOZOFIA I DYPLOMACJA

    Walka o członkostwo Polski w Radzie Bezpieczeństwa Organizacji Narodów Zjednoczonych
  5. "GENTLEMAN"

    Kroniki piarowe
  6. WYCZYTYWACZ

    Sejmowa cenzura
  7. LEKTURY DECYDENTA

    Londyńska mozaika
  8. BIBLIOTEKA DECYDENTA

    Oberkomandos
  9. WIATR OD MORZA

    Wilcza fosa
  10. WYWIAD DLA VIP

    Lwica piaru
  11. Z KRONIKI BYWALCA

    Hołd złożony Tadeuszowi Mazowieckiemu
  12. A PROPOS...

    Donald Trump na przekór wszystkim i wszystkiemu
  13. I CO TERAZ?

    Clinton, Trump, a może ten trzeci?
  14. LEKTURY DECYDENTA

    Nieżywi bohaterowie
  15. FILOZOFIA I DYPLOMACJA

    CETA podpisane!
  16. WIATR OD MORZA

    Myśli i czyny...
  17. W OPARACH WIZERUNKU

    Drogi i ścieżki do celebrytyzmu