Established 1999

W OPARACH WIZERUNKU

5 czerwca 2016

Celebrytyzm a idolatria

Celebrytyzm to karykatura charyzmy, patologiczna forma idolatrii, czyli kultu idoli, w popkulturze masowej. Z tą poprawką, że idolatria pojęta dosłownie i tradycyjnie oznacza właśnie kult idoli, gwiazdorów, a więc autentyczne (czy to spontaniczne, czy nawet sztucznie wzbudzane) zafascynowanie postaciami osób znanych i podziwianych, sprzężone nie tylko z sympatią, ale z życzliwością i wręcz z uwielbieniem. Choć i w tym wypadku zdarzało się, że „łaska kibica (fana) na pstrym koniu jeździ”, że zawiedzione oczekiwania (ale właśnie – oczekiwania), frustracje wzbudzone rozczarowaniem, gdy ideał wypadł poniżej normy, zaprzeczył przekonaniu o swojej absolutnej niezawodności, perfekcji przerastały w eksplozję złośliwości, mściwości – pisze profesor Mirosław Karwat.

Prof. dr hab. Mirosław Karwat, Uniwersytet Warszawski

Wtedy wielbiciel pokazywał kły, z niewolnika swojego ideału przeistaczał się w panisko, które musi ukarać swego sługę. Gdyż idol okazywał się sługą: masz być świetny, fajny, cudowny na każde zawołanie. I masz robić to, co zawsze robiłeś, a co mi się podobało, a nie eksperymentować lub „odpuszczać sobie”. Gniew kibica lub fana bywał i nadal bywa straszny.

Ale tak czy inaczej klasyczna idolatria zawiera w sobie silną identyfikację z obiektem podziwu i adoracji (czego konsekwencją jest też nastawienie „mój ci on jest”) oraz trwałość i rygoryzm oczekiwań, że mój, nasz wybraniec i faworyt musi być zawsze najlepszy, doskonały, wzorowy, niezawodny. Powodem do tego jest dla fanów satysfakcja z dotychczasowych dokonań idola – jako sportowca, aktora, piosenkarza. Oczekują od swego idola wzlotów, a co najmniej niezmiennie wysokich lotów.

Natomiast celebrytyzm to idolatria w tym sensie wynaturzona, że publiczność zainteresowana jest równie dobrze wzlotami, jak perturbacjami i upadkami obiektu swej uwagi; zarówno splendorem, blichtrem, jak i – może nawet bardziej – niesmakiem i smrodkiem. W dodatku interesujące jest dla niej nie tyle to, co jest treścią zawodowego funkcjonowania sportowca, aktora, prezentera telewizyjnego, gwiazdora estrady, ile życie intymne, prywatne i towarzyskie takich ludzi. Co więcej, równie interesujący wydają się publice – ale właśnie pod tym względem, a nie z powodów merytorycznych – osoby znane z występów publicznych w swych rolach zawodowych (artyści, sportowcy, dziennikarze czy nawet politycy), jak i osoby związane z nimi wyłącznie prywatnie: żony, kochanki, byli mężowie i narzeczeni, kumple, potomstwo.

Pikantną modyfikacją, jaką wprowadza celebrytyzm do klasycznej idolatrii, jest fakt, że ciekawe, ba, fascynujące, okazuje się co najwyżej to, jak występuje zawodowiec (profesjonalista, mistrz w pewnej dziedzinie) w roli amatora, dyletanta (w dziedzinie, w której – wydawałoby się – królują już inni, właśnie zawodowcy). Jednym z przejawów celebrytyzmu jest zawrotna popularność i masowa oglądalność telewizyjnych turniejów tańca z udziałem tych, którzy jako żywo nie dlatego są znani i popularni, że wcześniej osiągnęli sukces jako tancerze. Swoją drogą, zastanawiająca jest przyczyna tego fenomenu: czy to jest po prostu przeniesienie „kibicowania” im z ich dziedziny mistrzostwa (rzeczywistego lub domniemanego) na dziedzinę ich debiutu, czy np. nieświadoma kompensacja kompleksu widzów i „sędziów” (też celebrytów, nieraz również dyletantów w ocenianej przez siebie konkurencji). Bo może poprawia samopoczucie wrażenie, że ci świetni też bywają nieporadni, jak ja – a na szczęście ja sam nie muszę tańczyć, za to mogę ich oceniać? Albo też krzepi widzów i tych „sędziów” poczucie satysfakcji, że ci gwiazdorzy w swojej dziedzinie uznawani za bezkonkurencyjnych, z pozycją niekwestionowaną, tutaj muszą się starać, poddać ocenie i zaryzykować, że odpadną?

W klasycznej idolatrii ważne jest, że i jak śpiewak śpiewa, gitarzysta gra, piłkarz kopie, aktor gra. Wszystko inne, co z nim związane, jest sprawą uboczną, oprawą, dodatkiem, ciekawostką. Jeśli ktoś wielbi tenora operowego czy sopranistkę, albo popularnego aktora – mistrza nad mistrzami, to bywa, że ciekawi go również ich dieta, trasy podróży nie tylko zawodowych, służbowych, krąg ich przyjaciół i znajomych, styl życia w czasie wolnym, hobby, model wypoczynku, gust kulinarny lub wystrój mieszkania itd. Ale to wszystko jest jedynie dopełnieniem, podstawą do integralnego, a nie jednowymiarowego wizerunku podziwianego człowieka. Popularnych sportowców, śpiewaków, prezenterów telewizyjnych jest wielu, wszyscy oni w swych dyscyplinach są do siebie podobni, ale fana interesuje indywidualność tego, kogo faworyzuje w kręgu tych gwiazdorów. I z tego tylko powodu może nawet lubić ploteczki i pogłoski dotyczące swojego wybrańca, zwracać uwagę na to, czy prezentuje się dobrze, czy też ubiorem podczas jakiejś ceremonii lub bankietu wzbudza konsternację albo sensację, czy wygląda na schorowanego, czy promienieje sukcesem i radością życia, czy też wydaje się przygnębiony.

Celebryci – kimkolwiek są (czy gwiazdorami w jakiejś dziedzinie, konsumującymi swój sukces, „swoje pięć minut”, odcinającymi kupony od dawnej lub chwilowej sławy, czy też ludźmi nijakimi, ale przypadkowo zaplątanymi w tryby „inforozrywki”) – są przedmiotem zainteresowania wyłącznie przez pryzmat swojej aparycji, ubioru, swoich przygód miłosnycvh, ślubów i wesel na kilkaset osób, ekscesów, awantur, skandali. Tu odwrotnie, zupełnie jest nieistotne i nieciekawe samo w sobie, że to aktorzy, reżyserzy, modele i modelki, dyktatorzy mody, właściciele salonu kosmetycznego lub klubu fitness dla elity. A dokładniej mówiąc, ich status (który pierwotnie uczynił ich osobami znaczącymi i wyróżnionymi w życiu publicznym) ma tu znaczenie jedynie w porównaniu z tym wszystkim, co ich bynajmniej nie wyróżnia. Zwłaszcza na zasadzie kontrastu. Proszę, proszę – taka piękna, sławna i podziwiana, a taka chora! Patrzcie, patrzcie – taki subtelny pisarz, autor bestsellerów, a taki pijaczyna, i zrzygał się w restauracji! Czy wiecie o tym, że ten kinowy superamant sam jest impotentem; w każdym razie tak o nim mówi jego była, która go rzuciła?

Esencją inforozrywki, wiadomości z high life’u jest nadęty banał.

Nie ma nic nadzwyczajnego ani nowego w tym, że ludzie się spotykają, lubią lub nie znoszą, rozmawiają lub kłócą się, ubierają się modnie, niektórzy są bogaci i lubią się z tym obnosić; że osoba odbierająca nagrodę się wzruszyła i popłakała; że człowiek cierpi po stracie osoby nie tylko formalnie, ale uczuciowo najbliższej; że niektórzy nie tylko lubią jeść, ale „dobrze zjeść” i są w tym smakoszami, ba, koneserami (lub tylko uważają się za takich).

Jednak media – teraz już nie tylko brukowce, tabloidy – wytrwale i natrętnie serwują nam relacje z tego, kto jak wyglądał, jaką miał sukienkę, z kim szedł pod rękę podczas ceremonii, jakie potrawy sam wymyślił i osobiście przyrządził; kto z kim tańczył na balu charytatywnym, ile kto ma kredytu i jakie płaci alimenty. Plotkarstwo i podglądactwo dawniej uznawane za wstydliwe i zawężone do kameralnego pola obserwacji spod dziurki od klucza lub z lornetki w oknie dziś staje się rytuałem powszechnym. Ale nie to jest przecież istotne, że ktoś je, pije, ubrał się lub rozebrał do rosołu, wziął ślub lub rozwiódł się, lecz to, kto to zrobił – i że zrobił to przed kamerami.

Dialektyka celebrytyzmu polega na tym, że to, co banalne, ma się wydać – i wielu ludziom wydaje się – uwznioślone; zaś to, co oryginalne, twórcze, finezyjne – nudne. Niekiedy uwznioślenie banału przybiera postać karykaturalnie pompatyczną i infantylną zarazem, gdy w grę wchodzi już nie byle kto w roli po prostu celebryty, ale osobistość naprawdę ważna odbierana jak celebryta. Tak było np. ze zbiorowym cielęcym zachwytem nad papieskimi kremówkami. Tak zwany przeciętny zjadacz chleba naprawdę szczerze wierzy, że to samo, co jemu się przydarza (zjeść, wypić, zachorować, zaśpiewać, zatańczyć, odejść od żony czy narzeczonego), staje się absolutnie niezwykłe i fascynujące, gdy dotyczy kogoś z kolorowej okładki, z bieżącego wydania Pudelka.

To jednak działa w obie strony. Taki osobnik pod każdym względem przeciętny, nie wyróżniający się absolutnie niczym (ani wiedzą, kwalifikacjami, ani jakimś szczególnym talentem, ani nawet przypadkowym czynem bohaterskim) wierzy również, że gdy się „załapie” do Big Brothera, Baru, Idola lub jako znajomy znajomego znajomego z Facebooka będzie miał okazję się pojawić na Youtube i pobić tam rekord w pompkach, to przez to samo stanie się kimś niezwykłym. A wtedy niezwykle ważne, ciekawe będzie właśnie to, co ma na talerzu, jak podśpiewuje, ile kosztowały jego nowe buty. Co prawda, ma w tym sporo racji: w czym właściwie jest gorszy od gwiazdy dziennikarstwa informującej „świat cały”, że nosi pantofelki za 4000 złotych, od prezentera, który chwali się swoim ogródkiem i ekstra kosiarką – traktorkiem. W tej konkurencji ma powody, by czuć się zawodnikiem równoprawnym. A niektórzy z czytelników, słuchaczy, widzów rzeczywiście mogliby zastąpić gwiazdorów nie tylko w demonstracji bucików, koszulek, nowych narzeczonych, ale i w ich pełnych splendoru karierach. Postępująca banalizacja i trywializacja karier ludzi z „wielkiego świata” sprawia, że nie podziw, ale tylko zwykła zazdrość staje się powodem zainteresowania – i może jeszcze kompensacja, uczestnictwo per procura (w zastępstwie, w osobach innych). Sam mieszkam w byle czym i jeżdżę byle czym, ale chętnie podglądnę, jak bym mieszkał, jadł i ubierał się, czym bym jeździł, gdybym to ja był na ich miejscu.

PROF. DR HAB. MIROSŁAW KARWAT

Uniwersytet Warszawski

W wydaniu nr 175, czerwiec 2016, ISSN 2300-6692 również

  1. DECYDENT SNOBUJĄCY

    Dziś Anglia, jutro Śląsk
  2. LEKTURY DECYDENTA

    Tarzan wiecznie żywy
  3. FILOZOFIA I DYPLOMACJA

    Brexit: jeden, czy kilka dalszych?
  4. BIBLIOTEKA DECYDENTA

    Leci Cormoran
  5. DECYDENT SNOBUJĄCY

    Utarte łgarstwa
  6. WIATR OD MORZA

    Bramki
  7. PŁACA MINIMALNA

    Zaskakująca podwyżka
  8. ZDROWIE DECYDENTA

    Skarpetki mają znaczenie
  9. BIBLIOTEKA DECYDENTA

    Koszmar porwania
  10. LEKTURY DECYDENTA

    Paulina i mężczyźni
  11. I CO TERAZ?

    Szewstwo ma przyszłość
  12. FILOZOFIA I DYPLOMACJA

    Rozszerzamy NATO
  13. W OPARACH WIZERUNKU

    Celebrytyzm a idolatria
  14. BIBLIOTEKA DECYDENTA

    Islamiści kontra czekiści
  15. PISARSKA EMIGRACJA

    Nie piszę książek tylko dla kobiet