Established 1999

W OPARACH WIZERUNKU

13 kwietnia 2016

Renoma Nikodema Dyzmy

Kariera Nikodema Dyzmy” to lektura, do której warto powracać, i to wielokrotnie. Raz po raz ta powieść-pamflet, choć osadzona w historycznych realiach Sanacji, okazuje się niezwykle aktualna. Przewrotna fabuła (komiczne okoliczności niebotycznego awansu prymitywa, lumpa z nizin społecznych i zupełnej miernoty) jest, jak wiadomo, nie tylko portretem tytułowej kreatury, ale również, może nawet bardziej, zbiorowym portretem zdegenerowanej „elity”, której szczytowym objawem dekadencji jest wyniesienie na szczyty władzy i autorytetu właśnie takiego osobnika – pisze profesor Mirosław Karwat.

Prof. dr hab. Mirosław Karwat

Dla takiej elity w stanie rozkładu i kompletnej bezradności (choć zapobiegliwej na własny partykularny użytek i sprawnej w zagwarantowaniu sobie monopolu władzy) Dyzma jest nawet nie figurantem czy symbolem „wartości”, ale wręcz ratownikiem – wybawcą w kłopotach (kryzysie), guru, mężem opatrznościowym, przewodnikiem do lepszej przyszłości.

Czyż taka historia nie powtarza się w realnym życiu publicznym – w hierarchiach artystycznych, literackich, naukowych, kościelnych, wreszcie – politycznych? Z tą poprawką oczywiście, iż żadna z realnych postaci wylansowanych na wyrost nie jest miernotą tak doskonałą, takim ideałem nijakości i nicości jak prezes Nikodem.

Jedną z istotnych lekcji z tej satyry jest wiedza o sile rażenia wizerunku, o przedziwnych mechanizmach mistyfikacji, jakie mogą określić reputację i renomę tak zwanej osoby publicznej.

Nikodem Dyzma jest w punkcie wyjścia, w chwili swojego „wejścia smoka” człowiekiem znikąd i człowiekiem, o którym nic nie wiadomo. Już jako człowiek nieznany w kręgu, w którym się pojawia, mógłby zostać zignorowany lub zlekceważony. A gdyby znana była jego przeszłość i jego faktyczny status społeczny w chwili zaskakującego „debiutu” na salonach, to byłby dla mikroświatka dygnitarzy i dla salonów w najlepszym razie nikim, w gorszym – kimś godnym pogardy.

Cóż więc się stało?

Wystarczył jeden najzupełniej przypadkowy incydent – zbesztanie największego z ważniaków z powodu potrąconej sałatki – aby anonimowy parweniusz, który wkradł się z cudzym zaproszeniem na bankiet „na wyżerkę”, doświadczył błogosławieństwa uruchomionej lawiny efektów psychologicznych: sensacji, zaintrygowania, domysłów, karykaturalnych wyobrażeń i kolejnych przybrań (aż po legendę „absolwenta Oksfordu” i „wybitnego ekonomisty”).

Niech nas nie zwiedzie fakt, że pisarz doprowadził do absurdu mechanizm komunikacji (w tym „kreacji wizerunku”) w epoce, gdy jeszcze nie było telewizji i internetu, gdy uczestnicy życia publicznego, choć wyeksponowani i już będący bohaterami kronik towarzyskich oraz rubryk plotkarskich w prasie popularnej i brukowej, nie byli jeszcze – jak dziś – „na widelcu”.

Dzięki takiej czystej sytuacji można było tym wyraziściej ukazać różnicę między reputacją i renomą osoby, która wcześniej „dała się poznać” a reputacją i renomą osoby, której wizerunek jest czystym produktem tak zwanej projekcji – czyli przypisywania ludziom pewnych cech nie na podstawie własnych obserwacji, wiedzy, właściwości rzeczywistych sprawdzonych w kontakcie, lecz ze względu na własne oczekiwania, stereotypy, złudzenia, uprzedzenia, kalkulacje i ze względu na atmosferę panującą w danym środowisku.

Mechanizm „dyzmizmu” polega między innymi na tym, że opinia o człowieku nikomu nieznanym powstaje niejako na kredyt i pod wpływem wzajemnej sugestii w środowisku ludzi związanych sitwiarskimi układami oraz niechęciami.

Z rozbawieniem czytamy w powieści, jak to kolejne osoby powtarzają za innymi zasłyszane wieści i przypuszczenia na temat Dyzmy. A czynią to tym gorliwiej, że wstyd im się przyznać – gdyż to świadczyłoby o „byciu nie w kursie” – że same go nie znają, nie miały jeszcze okazji (nie dostąpiły zaszczytu?) się z nim zetknąć, nie mogą się pochwalić znajomością z nim, a nawet zażyłością. Tak zaraźliwie działa swoista giełda w kręgu high life’u. W rezultacie wizerunek powstaje jak coś niczego (jak rewelacyjne „samodiełki” w programach niezapomnianego Adama Słodowego) – i z czasem obrasta w potęgę jak śnieżka zamieniająca się na stoku w wielką kulę śniegową.

Poznajemy w ten sposób siłę zbiorowego konformizmu, uniformizacji zainteresowań, wyobrażeń i zachowań w ekskluzywnej grupie, hermetycznie zamkniętej dla ludzi bez statusu, bez koneksji, bez protekcji, bez herbu itp., ale paradoksalnie otwartej dla… byle kogo i nie wiadomo kogo, jeśli tylko zaimponuje tym „lepszym” bezceremonialnością i tupetem. Stadne zachowanie dumnych członków elity wynika z zasady, iż nie można nie wiedzieć, nie słyszeć o kimś, o kim wszyscy mówią, kto jest sławny, modny i widocznie ważny (wpływowy). Co najmniej trzeba nadstawić ucha, włączyć się w obieg ploteczek, komentarzy, jeszcze lepiej znaleźć się w kręgu styczności, być tam, gdzie on jest obecny – gdyż to jest sprawdzian naszej własnej pozycji. To mechanizm podobny do schematu funkcjonowania dawnych dworów monarszych, lecz o tyle specyficzny, że tutaj brak władcy, wokół którego wszystko się kręci, rozdawcy łaski i niełaski, arbitra w sprawach hierarchii. A permanentny stan bezkrólewia kompensowany jest wyłanianiem gwiazd sezonu.

Dzisiejszy świat gwiazdorów i celebrytów estrady, sportu oparty jest nie na deficycie, lecz na nadmiarze informacji; nie na hermetyczności elit i dosłownej ekskluzywności high life’u, lecz raczej na przypadkowości karier aspirantów pojawiających się i znikających jak komety. Obiegiem informacji w tym świecie rządzi już nie przekaz z ust do ust („jedna pani drugiej pani”), lecz telewizja, wszędobylski internet, facebook itd., gdzie mogą być lansowani i sami siebie lansować ludzie najróżniejsi, w tym o walorach porównywalnych z kalibrem Prezesa Dyzmy.

Z powodu tej „wszechinformacji” taki świat może wydać się odległy i odmienny od tego, jaki znamy z „Kariery Nikodema Dyzmy”. A jednak w czymś pozostaje doń podobny. Mianowicie: o byciu kimś znanym, o sławie, prestiżu, reputacji i renomie osób będących przedmiotem zbiorowego zainteresowania decyduje nie to, kim w swej istocie są, co potrafią, co robią, czego dokonały, lecz to, że się o nich mówi, co się o nich mówi, kto o nich mówi, gdzie się o nich mówi. Zaś „informacje” na temat takich osób – gwiazdorów, celebrytów, znanych skandalistów – są tyle samo warte, ile w powieści o tajemniczym Nikodemie domysły, przypuszczenia, bezmyślnie, lecz żarliwie powtarzane i rozbudowywane (jak w plotkach i pogłoskach) legendy. Karierą osób znanych (pozornie różniących się od nieznanego i zagadkowego Nikodema Dyzmy tym, że „wszyscy je znają”) z występów turniejach śpiewu i tańca, w teleturniejach („teledurniejach”) niewiedzy, z incydentów towarzyskich i z wiadomości pochodzących już nie z dziurki od klucza, lecz z podglądów, podsłuchów, zaplanowanych przecieków oraz starannie zainscenizowanych „przypadkowych” zdarzeń przed kamerą i mikrofonem – karierą takich osób rządzi dokładnie ta sama reguła – bańki mydlanej.

PROF. DR HAB. MIROSŁAW KARWAT

Uniwersytet Warszawski

W wydaniu nr 173, kwiecień 2016, ISSN 2300-6692 również

  1. Z KRONIKI BYWALCA

    Ku czci ofiar ludobójstwa
  2. LEKTURY DECYDENTA

    Kierunek: Azja!
  3. FILOZOFIA I DYPLOMACJA

    Dwa gołąbki pokoju
  4. DECYDENT SNOBUJĄCY

    Prezesa na cokół !!!
  5. BIBLIOTEKA DECYDENTA

    Słynne i ubóstwiane
  6. W OPARACH WIZERUNKU

    Renoma Nikodema Dyzmy
  7. BIBLIOTEKA DECYDENTA

    Historical fiction doktora Piotra Zychowicza
  8. NOBLESSE OBLIGE W POLSCE?

    Instytucjonalna kurtuazja versus pospolite chamstwo
  9. WIATR OD MORZA

    Nowy Świat
  10. Z KRONIKI BYWALCA

    Ratujmy kolegiatę
  11. POLSKIE INNOWACJE PODBIŁY MOSKWĘ

    Cztery złote medale dla inżynierów i naukowców
  12. KONFEDERACJA LEWIATAN

    Ograniczyć odpady komunalne
  13. LEKTURY DECYDENTA

    Ciernista droga do szczęścia
  14. NIEUCZCIWA KONKURENCJA

    Podróżowanie na znanych plecach
  15. FILOZOFIA I DYPLOMACJA

    USA-Kuba: koniec pewnej ery
  16. WIATR OD MORZA

    Aborcja po polsku
  17. RADA DLA RZĄDU RP

    Szwedzki przykład prokreacyjny
  18. BIBLIOTEKA DECYDENTA

    Trzy życia
  19. DECYDENT POLIGLOTA

    Niderlandzki nie jest trudny
  20. SKĄD PRZYBYWAMY

    Początki Prasłowian