Established 1999

W OPARACH WIZERUNKU

1 lipca 2015

Fałsz neofity - 1.07

Pamiętacie kłopoty i nieszczęścia Piszczyka? Ten wieczny pechowiec, raz po raz wikła-jący się w pułapki i kompromitacje, zawdzięczał je głównie sobie, a przede wszystkim swojej nadgorliwości odwrotnie proporcjonalnej do znajomości rzeczy i wyczucia sytuacji. Była to nadgorliwość czysto dyletancka, zupełnie nie skażona przyswojeniem reguł rządzących rolami i kreacjami wizerunkowymi, w jakie usiłował się wcielać. Nadgorliwość pozbawiona elementarnej intuicji, która podpowiedziałaby mu w porę, kogo i czego nie udawać, z czym się nie afiszować – pisze profesor dr hab. Mirosław Karwat z Uniwersytetu Warszawskiego.

Nieudacznik Piszczyk to poniekąd zaprzeczenie innego ucieleśnienia mimikry, a mianowicie Zeliga (z filmu Woody Allena), który upodabniał się do rozmówców, otoczenia w sposób bezbłędny, niejako naturalny. Ale to był dar podobny do adaptacyjnych właściwości rośliny reagującej na światło, temperaturę lub wilgoć, a nie produkt wyrafinowanej strategii czy taktyki wizerunkowej.


W obydwu jednak przypadkach – czy z dobrym, czy z fatalnym skutkiem – w grę wchodziła zasadnicza niezgodność między rzeczywistą tożsamością jednostki a symulacją pewnych cech  i przynależności.


Jeszcze inaczej to przejawia się u oszustów, podszywających się pod tożsamość pewnych osób lub nadużywających rozmaitych „uniformów społecznych” – wtedy, gdy udają duchownego, lekarza, policjanta, asa wywiadu. Ale i oni usiłują nas nabierać na korzystne, zwłaszcza imponujące wrażenie.


Neofita w jakiejś mierze należy do tej samej kategorii – do kolekcji tych ludzi, którzy chcą się wydawać takimi, jakimi trzeba się wydawać, aby im to dobrze służyło. Z jedną jednak, istotną poprawką: wyróżnikiem neofityzmu jest fałsz. Fałsz przede wszystkim w tym sensie, iż najpierw okłamują siebie samych, aby móc okłamywać otoczenie w kwestii, kim są, czego chcą, jakie mają pobudki i intencje.


Neofityzm z reguły (z bardzo nielicznymi wyjątkami szczerych i trafnych nawróceń) jest nonautentyzmem. 


Ta „świeża wiara” jest nieautentyczna przede wszystkim dlatego, że postawa identyfikacji z ideą i sprawą nową dla danego człowieka nie wynika z jego przekonań ani głębokich przemyśleń i przewartościowań (zwłaszcza rachunków sumienia) samych w sobie, lecz z potrzeby przystosowania. Demonstracja gorliwości w nowym porządku i obrządku ma miejsce nie z powodu jakiegoś objawienia lub świadomego życiowego remanentu (choć taki powód silnie sugeruje się nowemu środowisku), lecz z powodu obawy przed porażką, marginalizacją, wykluczeniem, a nawet przed karą za poprzednie wcielenie.


Zmiana przekonań podświadomie sterowana jest interesem, postrzeganą koniunkturą, choć jest fałszywie odczuwana, przeżywana  i prezentowana innym jako rodzaj objawienia i nawrócenia.


Neofita skwapliwie zaprzecza przy tym samemu sobie. Usiłuje być (albo tylko wydawać się) kimś zupełnie innym niż dotychczas. To skłania go do przekreślenia własnej przeszłości, wcześniejszych poglądów i więzi, własnych dokonań (osiągnięć, zasług, ale i błędów, spowodowanych szkód). Ale przekreśla samego siebie raczej na zasadzie amnezji, krótkiej pamięci lub w ten oryginalny sposób, że mówi o samym sobie tak, jak gdyby nie o samym sobie, jak gdyby wcześniej go nie było, jak gdyby urodził się wczoraj lub – co zabawniejsze – jak gdyby zawsze był z tymi, co trzeba.  


Jego metamorfoza z pozoru przypomina ewolucję pędraka, który przeistoczył się w chrabąszcza. Ale nie jest transgresją, czyli przezwyciężeniem samego siebie, pokonaniem własnych ograniczeń na podstawie rzeczowej i wyważonej samokrytyki. Wymagałoby to uczciwej samoświadomości połączonej z dystansem do samego siebie. Jest to raczej zacieranie śladów (jak u przestępcy, nawet jeśli poprzednia wiara i działalność nie były przestępcze), odwracanie uwagi, opłacalna zmiana miejsca i kostiumu.


Ale też – w związku z tym – nierzadko bywa to zmiana pozorna. Pozorna w tym sensie, że ta sama treść pozostaje, lecz zmienia tylko formę. Często bowiem jest tak, że w identyfikacji i autoprezentacji człowieka następuje tylko zmiana znaku, szyldu, sztandaru, podczas gdy sama w sobie postawa jest ciągła. Znane są tego przykłady: Postawa i aktywność inkwizytorska – najpierw stalinowska, potem antykomunistyczna i „dekomunizacyjna”. Autorytarny, apodyktyczny stosunek do oponentów u byłego jawnego zamordysty, który teraz przeistoczył się w „demokratę”. Pazerność i cwaniactwo u byłego aparatczyka, który wcześniej przy okazji zwalczania kapitalistów kombinował wstydliwie i po cichu, teraz zaś zgrywa „przedsiębiorcę” i oczywiście głosi pochwałę „przedsiębiorczości”.


Nadgorliwość neofity w demonstrowaniu swojej poprawności jest z natury pretensjonalna – wymusza on uznanie natręctwem, a nawet agresywnością. 


Odpowiada temu sztuczność języka i zachowań rytualnych. W swych wypowiedziach neofita nie mówi własnym tekstem, który wyrażałby i jego myśli, emocje, i jego własny styl, indywidualność, lecz powtarza jak z taśmy czy z płyty właściwe, wyuczone formułki. Jego słowa lub gesty nie wyrastają z własnych doświadczeń, przeżyć i przemyśleń, lecz zaczerpnięte są z domyślnej instrukcji poprawności. Skłonny jest do zastępowania konkretu abstrakcją (z odpowiednio patetyczną, napuszoną oprawą) i do ideologizacji wszystkiego, z czym się styka.  


Dla neofity wszystko musi być kwalifikowane ideologicznie, jako słuszne lub niesłuszne, obce, wrogie. Nawet o sprawach powszednich, ponadustrojowych i ideologicznie neutralnych woli wypowiadać się jak sędzia na rozprawie lub egzaminator. Każde zjawisko musi opatrzyć etykietką (stereotypowa  kategoryzacja przynależności) i oceną zgodności z domniemanym wzorcem. Na tej zasadzie neofici różnych epok wszystko chcą uczynić chrześcijańskim lub antychrześcijańskim, wzorcowo muzułmańskim lub antymuzułmańskim bluźnierstwem i profanacją, proletariackim lub burżuazyjnym albo drobnomieszczańskim – i wszystko jedno wtedy, czy chodzi o reguły matematyki, gatunki literackie, stroje, środki higieny, recepty kulinarne.


Dzięki temu może on wydawać się nawet ortodoksyjnym ideowcem, fanatykiem, choć w rzeczywistości jest pozerem i blagierem. Mniemanie o sobie ma równie fałszywe jak termometr, któremu zdaje się, że sam jest temperaturą.   



PROF. DR HAB. MIROSŁAW KARWAT


Uniwersytet Warszawski

W wydaniu nr 164, lipiec 2015, ISSN 2300-6692 również

  1. HAJOTY PRESS CLUB

    Medialnie i kameralnie - 29.07
  2. DECYDENT W PODRÓŻY

    Na zamkach - 29.07
  3. CONDUCTING BUSINESS ACROSS CONTINENT

    Five commandments - 28.07
  4. RYNEK ZŁOTA

    Azjatycka masakra - 28.07
  5. FUNDACJA PRO PROGRESSIO

    Kapitał ludzki przyciąga inwestycje - 28.07
  6. MEKSYK POTĘGĄ MOTORYZACYJNĄ

    Szansa dla polskich producentów - 28.07
  7. UCHODŹCY W POLSCE

    Nie taki diabeł straszny... 17.07
  8. PUŁAPKI WŁASNEGO ŻYCIORYSU

    Nie wszystko złoto, co się świeci - 10.07
  9. POLSKI ZWROT KU AZJI

    Iluzja czy konieczność? - 8.07
  10. GRECJA SZACHUJE EUROPĘ

    A może Tsipras chce właśnie Grexitu? - 7.07
  11. A PROPOS...

    ...zaginionego w Karakorum - 27.07
  12. WIATR OD MORZA

    Rocznica i święto - 29.07
  13. LEKTURY DECYDENTA

    Książka o tragedii w Smoleńsku - 20.07
  14. LEWIATAN

    Pracodawcy zadowoleni - 28.07
  15. I CO TERAZ?

    A tak sobie gadamy - 13.07
  16. FILOZOFIA I DYPLOMACJA

    Syzyf w Alei Szucha - 20.07
  17. PO PROSTU SZTUKA

    Ewa Chełmecka w Wenecji - 22.07
  18. BIBLIOTEKA DECYDENTA

    Rozmowy z psem - 24.07
  19. DECYDENT SNOBUJĄCY

    Czwartek, 30.07 – Siła Hollande`a
  20. USTAWA O LOBBINGU

    10 lat zamieszania - 1.07
  21. W OPARACH WIZERUNKU

    Fałsz neofity - 1.07