Established 1999

W OPARACH WIZERUNKU

1 czerwca 2015

Psychologia neofity - 1.06

Jakim człowiekiem jest neofita? – pyta i odpowiada profesor Mirosław Karwat.

Stale prześladuje go kompleks bękarta (nieprawego, w każdym razie gorszego pochodzenia). Aspiruje do aktualnie słusznej wspólnoty, która ma przed sobą przyszłość – i on także chciałby mieć przed sobą przyszłość, lecz przeszkadza w tym (i jemu, i nowemu środowisku, do którego się przyłącza na ochotnika) balast złej przeszłości. Toteż obsesyjnie pragnie zasłużyć na uznanie za prawowitego wyznawcę; co trochę przypomina starania o adopcję, o uznanie za syna prawowitego, choć przybranego. Lecz dopóki to nie nastąpi, sam czuje się synem marnotrawnym.  


Rządzi nim potrzeba zatarcia swojej złej przeszłości, niewłaściwego rodowodu, tym bardziej nieodpowiedniego dorobku, a przynajmniej przesłonięcia go nową przynależnością, aktywnością, zasługami dla nowej wspólnoty. A jeśli i to jest niemożliwe, to ambicja przekonania do siebie tych, których sam wcześniej uznawał za obcych lub wrogów, kompulsywna chęć zrehabilitowania się, i w miarę możliwości przebicia nowym wkładem swoich wcześniejszych pasywów.


A czasu jest tak mało, trzeba się śpieszyć, by pociąg, do którego chce wskoczyć, nie odjechał bez niego! Odczuwa więc konieczność nadrobienia straconego czasu. I w tym przypomina studenta z zaległościami, który w możliwie najkrótszym czasie chciałby zaliczyć to, co wcześniej zaniedbał lub co jest nowym wymaganiem dla spóźnialskich. Stąd wynika widoczny pośpiech w przyswajaniu nowych wartości, haseł, rytuałów, w obejmowaniu nowych ról. Pośpiech tym większy, że uwiera go dysproporcja między długim czasem niechlubnej przeszłości a krótkim czasem nowej szansy. Obciążającej go przeszłości nie da się skrócić w czasie. Nie sposób na przykład stwierdzić, że dwadzieścia lat działania w służbie pokonanych lub skompromitowanych i bankrutów to tylko epizod w życiu. Można jednak zabiegać o miłosierne skrócenie kwarantanny.


Toteż krótki okres przynależności, status kandydata i debiutanta chce nadrobić intensywnością swego zaangażowania. Ta potrzeba powoduje szczególną gorliwość i nadgorliwość. To, na co inni zapracowali np. przez 30 lat, on chce osiągnąć w trybie przyśpieszonego kursu w 3 miesiące, 3 lata. A zakłada przy tym – nie bez racji, że skoro czas wszystkim szybko płynie i on już także wrasta w krajobraz, to wkrótce powstanie wrażenie, jak gdyby od początku tu był, zawsze był.


Kompleks niechlubnej, a nawet haniebnej przeszłości bywa sprzężony z kompleksem winy, zatem nadgorliwość bywa przejawem chęci odkupienia winy, rodzajem zadanej sobie pokuty. Chociaż nie nabierajmy się na tę moralną wrażliwość neofity, gdyż jest kalkulacją podszyta. Samobiczowanie zwykle jest hipokryzją, bo pozostaje i nieszczere (skrucha jest nie tyle żalem, ile ofertą, przewrotną próbą licytacji), i pozorowane (wymowny w oskarżaniu i demaskowaniu byłych współtowarzyszy, oszczędny w samokrytyce). Neofita zazwyczaj dobrze wie (lub wyczuwa to instynktownie), że na jego korzyść działa starty jak świat mechanizm, iż nawrócona owieczka (wybielona czarna owca) zdaje się duszpasterzom cenniejsza i ważniejsza niż wierne od lat stado baranków bożych.  


Z tego powodu neofita jest rytualistą-rekordzistą. To, co inni robią lub manifestują „w normie”, na miarę przyzwyczajeń, konieczności, traktując to jako oczywistość i powszedniość, neofita stara się zawsze czynić i demonstrować z odpowiednio większym zapałem, rozgłosem, uroczyście i odświętnie. Zachowuje się tak, jakby codziennie odnawiał śluby lub świętował coś nadzwyczajnego.


Paradoksalnie, to natrętne zwracanie na siebie uwagi ma być zarazem odwróceniem uwagi (od tego, co chciałby skazać  na niedostrzeżenie lub zapomnienie).


Atrybutem neofityzmu jest więc nadgorliwość i ostentacja, a przy tym i niewspółmierność rytualnych gestów, obrzędowych czynności, pompatycznych deklaracji, zaklęć i egzorcyzmów w stosunku do rzeczywistej potrzeby, do sytuacji, w jakiej mają miejsce. Bombastyczna przesada (np. każdy spór z jakimkolwiek oponentem to już święta wojna), egzaltacja, swoisty ekshibicjonizm (zobaczcie, jak się staram, jaki jestem stuprocentowy, dwustuprocentowy) to nic innego jak niesmaczna pretensjonalność. I tak też – z konsternacją, niesmakiem, co najmniej z zakłopotaniem albo z ironicznym dystansem – jest odbierana przez tych uczestników wspólnoty, którzy są w niej od dawna i którzy nie muszą stawać na głowie, lewitować, aby ich uznano za swoich. 


Wbrew pozorom, ta pretensjonalność i bigoteria (licytowanie się z innymi w demonstracjach poprawności, prawomyślności, prawowierności) nie jest jednak taka głupia, jak to się wydaje. W tym szaleństwie jest metoda. Konkretnie: to zastawianie na wszystkich dookoła pułapki szantażu emocjonalnego. Każdy, kto spróbowałby nakłonić neofitę-nadgorliwca do umiaru, powściągliwości albo wręcz do rezygnacji z tej błazenady, naraża się na podejrzenie lub wręcz zarzut, że tłumi szczerych i żarliwych wyznawców, a sam widocznie jest „letni” albo nawet należy do wspólnoty tylko na niby. Może nawet usłyszeć, że zwalcza wartości tak żarliwie propagowane przez świeżego wyznawcę. Oto mistrzostwo świata: nowicjusz, i to przebieraniec, szachuje nawet założycieli wspólnoty; a z czasem zaczyna rozliczać tych, którzy dali mu szansę.


Co prawda, nadgorliwość i histeryczna wręcz teatralność zachowań, euforia, samoupojenie są w tym sensie szczere, spontaniczne (mimo że obsługują wyrachowaną taktykę wydźwignięcia się z dna na szczyty), iż neofita jest naprawdę przejęty swym dopuszczeniem do dobrego towarzystwa.


Jednak w miarę postępów w dziele „wkupienia się” i zakorzenienia jego uczucia ewoluują. Najpierw przeżywa zaszczycenie, radość – która jest mieszanką ulgi, że już jest uratowany oraz dobrych widoków. Z czasem jednak nabiera pewności siebie – aż do triumfalizmu, i swoje wcześniejsze wślizgnięcie się chyłkiem lub dopuszczenie do tylnych rzędów sam zaczyna traktować tak, jak gdyby od początku było to wejściem smoka. Drżyjcie teraz, wy wszyscy, którzy uważaliście, że wyświadczacie mi łaskę. Jeszcze i was sprawdzę, rozliczę. 


PROF. DR HAB. MIROSŁAW KARWAT


Uniwersytet Warszawski

W wydaniu nr 163, czerwiec 2015, ISSN: 2300-6692 również

  1. DIAMENT DIAMENTOWI NIERÓWNY

    Nie daj się oszukać, jak Napoleon III - 18.06
  2. TURYSTO! PIJ!

    Whisky przyciąga do Szkocji - 19.06
  3. HANDEL PALIWAMI

    W obronie uczciwych przedsiębiorców - 15.06
  4. RYNEK SZTUKI

    Jak zostać znanym artystą? - 11.06
  5. LEKTURY DECYDENTA

    Rewolucyjna teoria ewolucji - 8.06
  6. A PROPOS...

    ...Amerykanów w Polsce - 15.06
  7. W OPARACH WIZERUNKU

    Psychologia neofity - 1.06
  8. I CO TERAZ?

    Wydymani.PL - 22.06
  9. PREKURSORZY MEDYCYNY cz. 2

    Leonardo - mistrz genialnego oka - 1.06
  10. FILOZOFIA I DYPLOMACJA

    Migracja a solidarność - 24.06
  11. WIATR OD MORZA

    Forsa na wakacje - 16.06
  12. KONFEDERACJA LEWIATAN

    Obawy o e-faktury - 11.06
  13. BIBLIOTEKA DECYDENTA

    Składamy mozaikę - 15.06
  14. DECYDENT SNOBUJĄCY

    Poniedziałek, 29.06 – Nie z tej ziemi