Established 1999

UKRAIŃSCY OLIGARCHOWIE

8 kwietnia 2015

Kolejność dziobania - 8.04

Gdy ponad rok temu zaczynała się tzw. Rewolucja Godności na Ukrainie polscy optymiści powiadali, że Ukraina już nigdy nie będzie taka sama. Ci, którzy w tej kwestii mieli zdanie przeciwne, byli na początku marginalizowani, a z czasem nazywani wrogami wolności, interesu publicznego, aby koniec – końców, zostać agentami Putina i „ruskimi trollami” – pisze dr Michał Siudak.

Każdy wnikliwy obserwator ukraińskiej sceny politycznej i sytuacji społecznej wskazywał, iż największą słabością naszego wschodniego sąsiada jest, oględnie mówiąc, niska jakość klasy politycznej. Gdy na majdanowej scenie pojawiali się Arsenij Jaceniuk w rękawiczkach za 400 dolarów, zajmujący się w czasach studenckich prywatyzacją majątku państwowego, Witalij Kliczko z dobrej resortowej rodziny milicyjnej czy Ołeh Tiahnybok z Patrii „Swoboda”, umieszczonej w 2012 roku na 5. miejscu listy Szymona Wiesenthala, a spośród aktywistów Majdanu dochodziły głosy, że trwające tygodniami protesty są sponsorowane przez oligarchów, tylko ktoś „rzucony na odcinek ukraiński” mógł się spodziewać, że ten „festiwal godności” zakończy się odtańczeniem wesołego hopaka.


Gdy zwycięzcy Majdanu klękali przed tłumem, a Piękna Julia – kilka dni temu leżąca na łożu boleści – siedziała na wózku inwalidzkim w butach na dziesięciocentymetrowej szpilce, tłumowi aż odebrało mowę.


Optymiści twierdzą, że wszystko oczywiście przed Ukrainą. Ja natomiast jako realista twierdzę, iż Ukraina straciła bezpowrotnie Krym; szanse na uzyskanie kontroli nad Donbasem i Łuhańskiem są równe zeru; dalsza destabilizacja kraju jest tylko kwestią czasu; sytuacja społeczna i ekonomiczna jest tragiczna i nikt nie ma pomysłu jak ją naprawić, a największym beneficjentem Majdanu będzie Federacja Rosyjska.


Geografii, podobnie jak płci, zmienić się nie da. Można oczywiście próbować, ale skutki są zawsze takie same.


Oligarchowie ustalają kolejność dziobania


Nietrudno się było spodziewać, że największe korzyści z „rewolucji” odniosą oligarchowie, którzy stroszą się w patriotyczne piórka. Patriotyzm patriotyzmem, ale kolejność dziobania musi być. W świecie oligarchów, podobnie jak w świecie ptaków, obowiązuje ścisła hierarchia. Ale żeby poszczególny osobnik znał swoje miejsce w szeregu, musi stoczyć zwycięską wojnę – oczywiście nie na śmierć i życie, bo przecież nie od dziś wiadomo, że kruk krukowi oka nie wykole.


Pretendentem numer jeden do pierwszeństwa dziobania jest urzędujący prezydent Petro Poroszenko. Tylko przypadkiem ogłosił swój start w wyborach prezydenckich trzymając w ręku Ikonę Matki Boskiej owiniętej w tradycyjny ukraiński „rusznyk”, bo tylko przypadkiem wyłożył na majdan sumę ok. 100 mln. dolarów, bo tylko przypadkiem konkurencyjna rodzina Don Corleone Janukowycza planowała zlustrować imperium Poroszenki pod kątem płacenia VAT-u.


Przykład swojej głębokiej pobożności dawał wielokrotnie, np. dzwoniąc do dziennikarza telewizji, której jest właścicielem i używając wobec jego osoby gróźb karalnych z częstym użyciem zamiast przecinka słowa na ka (po rosyjsku ba be) oraz usiłując zastraszyć dziennikarzy obserwujących strajk pracowników w kijowskim Aerofłocie.


W życiu urzędującego prezydenta – oligarchy jest więcej takich życiowych przypadków. Tylko przypadkiem był ministrem rozwoju ekonomicznego Ukrainy w rządzie Mykoły Azarowa. Gdy P. Poroszenko pracował dla dobra kraju mając za szefa człowieka, którego obalał na Majdanie, jego syn Ołeksij został zastępcą misji gospodarczo – ekonomicznej Konsulatu Generalnego Ukrainy w ChRL. Dzisiaj Ołeksij Petrowycz jest deputowanym Rady Najwyższej Ukrainy z ramienia partii własnego ojca i zasiada w Komitecie ds. CHRL, Kontaktów z Wielką Brytanią i Irlandią Północną, Komitetu Rady Najwyższej Ukrainy ds. Kontaktów z USA.


Żona Poroszenki młodszego pracuje dla amerykańskiej korporacji McKinsy&Company, i tylko przypadkiem w materiałach WikiLeaks Poroszenko starszy jest określany jako „insider”.


Urzędujący prezydent, właściciel koncernu „Roshen”, pomimo wojny w Donbasie robi nadal interesy w Federacji Rosyjskiej. W styczniu 2015 roku doszło w Kijowie do dość nielicznych aktów protestu przeciwko koncernowi za działalność biznesową na terenie Rosji, uważanej za agresora. Protestujący mieli za złe firmie, że drukuje opakowania wyrobów cukierniczych w języku rosyjskim. W „niezależnych” mediach podporządkowanych oligarchom wzmianek o tym wydarzeniu oczywiście nie było.


Forbes Izrael w 2011 roku umieścił P. Poroszenkę na 130 miejscu najbogatszych Żydów świata. W 2013 roku, rzecznik prasowy P. Poroszenki Iryna Fryz, zwróciła się do izraelskiej gazety z prośbą wniesienia zmian w rankingu, argumentując, że zainteresowany jest Ukraińcem. Prezydent, wręcz demonstracyjnie wyraża swój szacunek dla tradycji OUN – UPA. Cóż mu bowiem innego pozostało… Gdyby był na ten przykład kobietą, zapuściłby sobie ukraińską kosę, podobnie jak Julia Tymoszenko.


Do najbliższych stronników ukraińskiego prezydenta należą oligarchowie z tzw. „sektora agrarnego” Jurij Kosiuk (wg Forbesa w 2015 roku 931 miejsce na liście najbogatszych ludzi świata), Ołeh Bahmatiuk i Andrij Werewśkyj (wg Forbes 1175 miejsce). Sam prezydent gospodaruje niczym ukraiński Boryna na 95. tys. ha ziemi i zajmuje się hodowlą świniny. Toteż tylko przypadkiem na Ukrainie obowiązuje embargo na polskie mięso wieprzowe.


Dzisiaj na Ukrainie ziemię można tylko dzierżawić na okres 25 lub 50 lat, przy czym dzierżawa na 50 lat jest praktycznie niemożliwa. Pod naciskiem MFW Ukraina będzie zmuszona do przeprowadzenia prywatyzacji ziemi. Ile można będzie zyskać na sprzedaży lub kontrolowanej dzierżawie ukraińskiego czarnoziemu Pan Bóg najlepiej wie. A jakie w warunkach bezhołowia będzie można hodować na tych ziemiach hybrydy eksperymentalne…


Wcześniej tyran Janukowycz podpisał z Chińczykami umowę dzierżawy 3 mln. hektarów, które miały zapewnić państwu środka, nękanego klęskami żywiołowymi, stałe i stabilne dostawy żywności. W zamian Chińczycy mieli wybudować strategiczne dla Ukrainy autostradowe połączenie Krymu z resztą kraju oraz most nad Cieśniną Kerczeńską. Po zmianie władzy umowę anulowano, a Chińczycy domagają się podobnież odszkodowania. O autostradzie na Krym i moście władze w Kijowie mogą zapomnieć. Podobnie jak o Krymie. Gdybym był złośliwy napisałby, że za wolność trzeba płacić… Podobnie jak za głupotę.


Drugi do dziobania


Drugim w kolejności do rozkra…, oj przepraszam, reformowania Ukrainy jest Ihor „Benio” Kołomojski.


Głosami deputowanych z Bloku Poroszenki, 19. marca bieżącego roku, uchwalono zmiany do ustawy o spółkach akcyjnych. Zmniejszono kworum do przeprowadzenia walnego zgromadzenia akcjonariuszy firm bez względu na formę własności do 50% + 1 akcja. W jej wyniku I. Kołomojski stracił kontrolę nad największym przedsiębiorstwem branży paliwowej „Ukranaftą”(tzw. Ustawa Kołomyjskiego).


Tedy rozzłoszczon, niczym wódz sprawiedliwy na czele wojska swego, na podobieństwo wodzów prześwietnych Naliwajki i esaułów Wojska Zaporoskiego, wyprawił się był ku pohańskim siłom bisurmańskim i wrażą ingerencyję ukrócił…


Wpadł do siedziby firmy ze swoim prywatnym ZOMO, zrugał dziennikarzy w niewybrednych słowach, używając tradycyjnego przecinka na ka (po rosyjsku na be). Warto zauważyć, że miał poważne problemy z utrzymaniem równowagi.


Może sobie pozwolić na bardzo wiele. Wraz z przyjacielem z młodzieńczych Hennadijem Boholiubowem oraz Ołeksijem Martynowem – jest nieformalnym władcą Ukrainy. Ich największym konkurentem – przede wszystkim biznesowym – jest urzędujący prezydent – oligarcha P. Poroszenko, klan prezydenta L. Kuczmy oraz klan doniecki R. Achmetow – D. Firtasz.


Ludzie Kołomojskiego zaczynali swoją działalność biznesową w połowie lat 80- ch, gdy w Związku Sowieckim, przynajmniej oficjalnie, panował socjalizm. Zajmują się sprzedażą urządzeń AGD z Moskwy do Dniepropietrowska, według innych źródeł z Północno – Wschodniej Azji na Ukrainę.


I. Kołomojski dorobił się poważnych pieniędzy w latach 1990 – 1991. Był to czas ogromnego chaosu politycznego i finansowego na Ukrainie. Handluje paliwami i metalami, których obrót znajdował się w czasach sowieckich pod ścisłym nadzorem służb specjalnych. W 1992 roku zakłada grupę „Prywat”, która staje się początkiem bankowego imperium Kołomojskiego. Do zarządu grupy „Prywat” wchodzi Serhij Tyhipoko – znany powszechnie na Ukrainie działacz polityczny i biznesmen, kojarzony z klanem L. Kuczny, były dyrektor Narodowego Banku Ukrainy, dzisiaj jeden z najbogatszych oligarchów Ukrainy. Grupa znacząco zwiększa swoje aktywa, gdy na Ukrainie walutą oficjalną są tzw. kupony – pieniądze pozbawione jakichkolwiek zabezpieczeń, które można było drukować z wykorzystaniem ogólnodostępnego na Zachodzie sprzętu kserograficznego.


I.Kołomyjski, H. Bogoliubow, O.Martynow, Julia Tymoszenko oraz Pawło Łazaraneko tworzą w latach 90- ch trzon twz. „klanu Dniepropietrowskiego”.


Warto w tym miejscu zrobić pewną dygresję.


J. Tymoszenko, była premier Ukrainy o której uwolnienie z więzienia toczono boje z prezydentem W. Janukowyczem, dzisiaj stoi na czele i jest głównym sponsorem partii „Batkiwszczyna”, Zaczynała wraz z mężem pierwszy biznes od wypożyczalni filmów dla dorosłych, aby u szczytu swojej kariery stanąć na czele Zjednoczonych Systemów Energetycznych. Była podejrzewana o kradzież rosyjskiego gazu i niejasne do końca interesy prowadzone z rosyjską generalicją, a w ostatnim czasie o współpracę z FSB. Nieoficjalnym sponsorem „Batkiwszczyny” jest I. Kołomyjski, który podobnie jak J. Tymoszenko „wyszedł spod ręki” P. Łazarenki.


P. Łazarenko był premierem Ukrainy w latach 1996-97. Został zatrzymany przez władze USA i oskarżony, m. inn. o wymuszenia rozbójnicze. W czasach jego premierostwa olbrzymiego majątku dorobiła się J. Tymoszenko. W 2006 roku został przez sad w San – Francisco skazany na 9 lat pozbawienia wolności i karę finansową w wysokości 10 mln. dolarów. Jak na USA był to wyrok graniczący ze śmiesznością. Można się jedynie domyślać, że Łazarenko zdecydował się opowiedzieć amerykańskim władzom o biznesowej i politycznej kuchni ukraińskiej i rosyjskiej.


Po aresztowaniu P. Łazarenki na czele klanu Dniepropietrowskiego staje I. Kołomyjski.


Dzisiaj jest właścicielem agencji informacyjnej UNIAN, „Gazety Kijowskiej” i „Profilu”, kompanii telewizyjnej „TET”, kanału „1+1” i posiada znaczne aktywa w Central European Media.


Oligarcha, choć jest uważany z głównego ukraińskiego „jastrzębia” i obrońcę Ukrainy przed moskiewską agresją, prowadzi do chwili obecnej interesy z partnerami rosyjskim. Jest jednym z głównych udziałowców „Moskowprywatbanku”.


Przeciwko Kołomojskiemu Komitet Śledczy FR wszczął śledztwo o zbrodnie wojenne i prowadzenie wojny zabronionymi środkami.


Poprzez „Ukrnaftę” dniepropietrowski oligarcha kontrolował wydobycie ropy naftowej i gazu na Ukrainie. Najprawdopodobniej chciałby eksploatować z udziałem koncernów amerykańskich ukraińskie złoża gazu łupkowego i ropy naftowej na tzw. Szelfie Czarnomorskim oraz w Okręgu Łuhańskim i Donieckim. Warto zauważyć, że największe walki, w tym ciężkie ostrzały artyleryjskie mają miejsce właśnie terenach, gdzie w przyszłości będzie można prowadzić wydobycie surowców mineralnych. (Warto zauważyć na marginesie, że chęć inwestowania w Ukrainę zadeklarował gorący obrońca wolności i swobód obywatelskich G. Soros, hojny sponsor poprzedniej rewolucji pomarańczowej).


I.Kołomojski słynie z ciętego, konkretnego ale i wulgarnego języka. W biznesie jest osobą bezwzględną, posługuje się brudnymi metodami, wpływa na obsadę stanowisk w państwie i korumpuje urzędników państwowych (np. mera Charkowa G. Kernesa, w półświatku ps. ”Giepa”).


Oto zapis rozmowy z deputowanym Rady Najwyższej Ukrainy Ołehem Cariowem, kojarzonym słusznie z Moskwą, zwolennikiem przyłączenia Ukrainy do Unii Celnej.


Kołomojski: Zdarzyła się większa nieprzyjemność.


Cariow: Jaka?


K.: Żyd jeden zginął z dniepropietrowskiej wspólnoty żydowskiej?


C: A co tam się stało?


K.: No Żyd zginął z dniepropietrowskiej wspólnoty żydowskiej. Jestem właśnie w synagodze.


C: A co on tam robił?


K: No nieważne co robił, ważne że teraz za twoją głowę dają kurwa duże pieniądze.


C: Za moją?


K: Milion dolarów. Za twoją, tak. Przy czym, że szukać, z pewnością, będą wszędzie. Chciałbym ci to właśnie powiedzieć… Lepiej ty siedź, pewnie, w Moskwie i nigdzie nie wyjeżdżaj… (…) Jutro będą tutaj odławiać twoich ludzi…


Dniepropietrowski baron czuje się osobą zupełnie bezkarną na Ukrainie. Internet jest pełen rozmów nagranych przez rzekomych niezależnych internautów (sieć telefonii komórkowej jest pod kontrolą firm rosyjskich, które podsłuchują wszystko co się da) gdzie pijany Kołomojski komentuje rzeczywistość polityczną , bądź dzwoni do swoich przeciwników politycznych z kryminalnymi pogróżkami. Wydaje się, że jest to człowiek, który ma za nic obowiązujące prawo, np. publicznie przyznał się do posiadania trzech paszportów, co jest niezgodne z ukraińskim prawem zabraniającym podwójnego obywatelstwa. Powiedział przy tym, że prawo owszem zabrania podwójnego obywatelstwa, ale potrójnego już nie.


Został gubernatorem Dniepropietrowska dzięki wstawiennictwu J. Tymoszenko i O. Turczynowa. Mer Dniepropietrowska ma poważne aspiracje do obsadzania stanowisk państwowych z pominięciem procedur demokratycznych. Ihor Pałycia, prawa ręka Kołomyjskiego, po tragicznych i niewyjaśnionych do dzisiaj wydarzeniach w siedzibie związków zawodowych w Odessie, został gubernatorem tego miasta. Człowiekiem Komojoskiego jest również Andrij Iwanczuk stojący na czele Komitetu ds. Polityki Ekonomicznej RN Ukrainy. Sabotował rozpatrzenie projektu ustawy ograniczającej wpływy Oligarchy na „Ukrtnaftę”. Do ludzi oligarchy można także zaliczyć Denysa Antoniuka, szefa Państwowej Służby Lotniczej. Oligarcha jest właścicielem Międzynarodowych Linii Lotniczych Ukrainy. Kolejny zaufany to zastępca gubernatora Kołomyjskiego, Borys Fiłatow, stoi na czele grupy roboczej RN Ukrainy ds. Przeciwdziałania Nielegalnej Prywatyzacji.


I. Kołomojski przedstawia się społeczeństwu jako „dobry oligarcha”. Sponsoruje bataliony najemnicze, broni ładu i porządku w Dniepropietrowsku. Deklaruje, że chce oczyścić państwo z wpływów oligarchicznych. Przybył na posiedzenie Specjalnej Parlamentarnej Komisji Kontrolnej ds. Prywatyzacji, i oświadczył, że chce opowiedzieć o kulisach prywatyzacji największych sektorów gospodarki narodowej za czasów prezydenta Kuczmy i jak płacił łapówki zięciowi ówczesnego zięciowi Wiktorowi Pińczukowi. Oczywiście tylko przypadkiem przed sądem w Londynie odbywa się sprawa przeciwko Kołomojskiemu z powództwa W. Pińczuka o machlojki przy prywatyzacji przemysłu metalurgicznego.


Domagał się również ujawnienia kulis powstania holdingu „Metinwest”, który jest obecnie kontrolowany przez R. Achmatowa i W. Nowyńskiego (oligarchowie o orientacji pro – rosyjskiej). Uderzył tym samym nie tylko w W. Pinczuka, ale także w klan Achmatowa. Zaproponował anulowanie praktycznie całej prywatyzacji najważniejszych sektorów ukraińskiej gospodarki, co oczywiście zostało bardzo ciepło przyjęte i nagłośnione przez media należące do oligarchy. Był to oczywiście blef i „zagrywka pod publikę”, ale środki masowego przekazu pozostające pod jego kontrolą widzą w „państwotwórczych” propozycjach Kołomojskiego powody odsunięcia go od władzy w „Ukrnafcie” i dymisji ze stanowiska gubernatora jako zemstę zagrożonych oligarchów – przede wszystkim P. Poroszenki.


Tam, gdzie kończy się politpop


Dysponując czasem oraz cierpliwością można, nie wychodząc z domu, dowiedzieć się bardzo wiele na temat „Benia” Kołojskiego oraz innych ukraińskich oligarchów. Co na ich temat wiedzą służby krajów zainteresowanych konfliktem ukraińskim, Bog jeden raczy wiedzieć.


Dniepropietrowski oligarcha, który przez 12 lat mieszkał poza granicami Ukrainy, jest dzisiaj uważany za największego obrońcę suwerenności Ukrainy. Tworzy doskonale wyposażone oddziały zwane nieprecyzyjnie ochotniczymi. W rzeczywistości są to oddziały najemnicze, których członkowie otrzymują wynagrodzenie o wiele wyższe niż wynosi żołd w ukraińskiej armii. Na czele batalionu „Dnipro – 1” stoi Asher Josef Czerkasskyj, szkolony najprawdopodobniej przez izraelską armię. Wcześniej na czele batalionu stał dzisiejszy deputowany z „Prawego Sektora” Borysław Bereza, również najprawdopodobniej szkolony przez armię Izraela. Status prawny tych oddziałów jest bardzo niejasny. Nie wiadomo na jakiej podstawie prawnej „Dnipro -1” oraz „Dnipro – 2” przeszły rejestrację państwową.


Uformowanie powyższych batalionów jest przedstawiane jako dowód patriotycznych uczuć Kołomojskiego i przejaw mobilizacji Ukraińców do walki ze wschodnim agresorem. W rzeczywistości obrazuje cała nędze państwa ukraińskiego. Kraj administrujący na najżyźniejszych ziemiach w Europie, dysponujący znacznymi zasobami surowców mineralnych, nie potrafił przez ponad dwadzieścia lat stworzyć mobilnej armii zdolnej do obrony własnego terytorium.


Do najemniczych batalionów Kołomojskiego wchodzą również osoby o bardzo podejrzanym autoramencie. Jeszcze niedawno byli oni przedstawiani jako bohaterowie Ukrainy, dzisiaj coraz częściej słychać ze strony ukraińskiej głosy, że zajmują się kontrabandą i dopuszczają przemocy wobec cywilów. Szerokim echem odbiło się zabójstwo oficera SBU, który usiłował przeszkodzić przestępczej działalności bojowników „Dnipro – 1”.


Dla oligarchy Ukraina jest tylko terytorium na którym robi interesy. Budując prywatną armię ma na uwadze tylko i wyłącznie własne zyski. Wie doskonale, że armia ukraińska w zetknięciu z wojskiem rosyjskim i separatystami szkolonymi przez GRU i FSB nie ma żadnej możliwości obrony kraju. Prywatna armia jest dla niego polisą sprawowania rzeczywistej władzy w Okręgu Dniepropietrowskim, który nie rządzony żelazną ręką oligarchy (w stylu Don Corleone) może zacząć przejawiać tendencje separatystyczne.


Ponadto, prywatne oddziały są żelaznym argumentem w polityce wewnętrznej, co najdobitniej uwidoczniło się w czasie nocnego szturmu siedziby „Ukrnafty”.


I. Kołomojski chciałby, z zapewne z udziałem firm amerykańskich, posiadających odpowiednią technologię, eksploatować złoża gazu łupkowego i ropy naftowej na Wschodniej Ukrainie. Może być zainteresowany trwaniem konfliktu na wschodzie kraju, dalszą depopulacją wschodu, właśnie ze względu na interesy w branży wydobywczej – mocno uciążliwej dla ludzi i środowiska; mniej ludzi i zniszczona infrastruktura oznacza mniejsze koszty zakupu działek, uniknięcie procedury wywłaszczenia, itp.


Warto również zauważyć, że firmy Kołomojskiego zarabiają na wojnie krocie, zajmując się dostawami dla wojska.


Dniepropietrowski baron jest również patronem i sponsorem tzw. „Prawego Sektora”. Ta organizacja jest w Polsce oskarżana o kontynuowanie linii politycznej głównych ideologów ukraińskiego nacjonalizmu – St. Bandery i D. Doncowa oraz posługiwanie się symbolami neonazistowskimi i antypolską retoryką.


Szczególnie środowiska kresowe i patriotyczne podkreślają antypolski wymiar ukraińskiego nacjonalizmu w wydaniu Prawego Sektora. Gdy przyjrzymy się tej organizacji uważnie, dojdziemy do zaskakujących wniosków.


„Prawy Sektor” – to tylko ideologiczna wydmuszka, swego rodzaju „koncesjonowany patriotyzm”. Członkowie tej organizacji zostali poumieszczani na różnych listach wyborczych i, jak pokazało życie, głosują w RN Ukrainy zawsze w interesach oligarchy Kołomojskiego.


Trzon polityczny tej organizacji tworzą Ukraińcy z podwójnym ukraińsko – izraelskim obywatelstwem, szkoleni w latach 90 – ch i na początku nowego wieku przez armię Izraela. Są na Ukrainie, w tym również w środowiskach żydowskich, nazywani, podobnież, na przekór rosyjskiej propagandzie – żydobanderowszczyzną.


„Prawy Sektor” to amorficzne ugrupowanie, które odwołuje się do nacjonalizmu ukraińskiego nie dlatego, że wierzy w jego ideały, ale dlatego, żeby w sposób zorganizowany i kontrolowany skierować patriotyczną energię środowisk narodowych i nacjonalistycznych (antysystemowych, często skrajnych i antysemickich, odwołujących się do ideologii III Rzeszy) na obronę kraju.


Przedstawicieli „Prawego Sektora” można co najwyżej zaliczyć do ugrupowań o charakterze centro- prawicowym. Świadczy o tym wywiad udzielony jednej z gazet przez deputowanego RN Ukrainy Borysława Berezę, byłego dowódcę batalionu „Dnipro – 1”. B. Bereza stwierdził m. inn., że St. Bandera nie był faszystą, powiedział, że respektuje zasady otwartego społeczeństwa oraz prawa mniejszości seksualnych na Ukrainie, co stoi w całkowitej sprzeczności z poglądami ideologów ukraińskiego nacjonalizmu i tezami współczesnych ruchów narodowo – konserwatywnych i nacjonalistycznych.


Przywódca „Prawego Sektora” Dmytro Jarosz został wybrany do RN Ukrainy w Okręgu Dniepropietrowskiego, gdzie rządzi I. Kołomyjski. W okręgu jednomandatowym uzyskał 29, 76% głosów. Po wyborach został zastępcą przewodniczącego newralgicznego Komitetu ds. Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony, gdzie pilnuje interesów Kołomyjskiego. Jarosz to najprawdopodobniej „swój człowiek” rządzącej nad Dnieprem oligarchii. Ten „nacjonalista” w 2013 roku pełnił podobnież funkcję asystenta Wałentyna Naływajczenki z partii UDAR (programowo odpowiednik polskiego Ruchu Palikota). Był podobnież wśród członków – założycieli neobanderowskiej organizacji „Tryzub”, ale z internetowej strony ugrupowania faktu tego ustalić niepodobna.


W czasie Majdanu, D. Jarosz, jako nikomu nieznana wcześniej osoba, uczestniczy w negocjacjach z ówczesnym prezydentem Ukrainy W. Janukowyczem, o które poprosiła Służba Bezpieczeństwa Ukrainy. Otrzymał podobnież gwarancje bezpieczeństwa. Spotkanie odbyło się w budynku Administracji Prezydenta i trwało ponad godzinę. Janukowycz zaproponował Jaroszowi podpisanie umowy o zakończeniu konfliktu – ten jednak odmówił i powiedział, że „Prawy Sektor” będzie walczył do końca.


Przypadek wyboru Jarosza do RN Ukrainy z Okręgu Dniepropietrowskiego zasługuje na rzetelne badania socjologiczne. Od czasów odzyskania niepodległości partie narodowe były kojarzone jednoznacznie z Zachodnią Ukrainą i za wyjątkiem pojedynczych przypadków nie potrafiły wprowadzić do RN Ukrainy swoich przedstawicieli. W dość amorficznym narodowo, i mocno kosmopolitycznym środowisku dniepropietrowska, zdobył procentowo więcej głosów niż „Prawy Sektor” w bastionie nacjonalistów – Zachodniej Ukrainie. Do RN Ukrainy weszło więcej przedstawicieli „Prawego Sektora” z Ukrainy Centralnej i Wschodniej niż z antysystemowej i jednoznacznie ukraińsko – narodowej Ukrainy Zachodniej.


Dmytro Jarosz zostanie Ministrem Obrony Ukrainy. Przynajmniej możemy się domyślać dlaczego walka Poroszenki z Kołomojskim zakończyła się pokojem, który oczywiście może oznaczać wojnę. Pierwszy będzie prywatyzował kraj, a drugi będzie go uzbrajał. Zapewne bezinteresownie.


Dr Michał Siudak


Pełny tekst na: http://geopolityka.net/michal-siudak-ukraina-gorzkie-slowa-prawdy/

W wydaniu nr 161, kwiecień 2015, ISSN 2300-6692 również

  1. UKRAIŃSCY OLIGARCHOWIE

    Kolejność dziobania - 8.04
  2. CATERING I GASTRONOMIA HOTELOWA

    Dobre prognozy - 8.04
  3. NA GRANICY SZLABAN

    Przejścia niet - 8.04
  4. LEKTURY DECYDENTA

    Czy obalić nasz system? - 27.04
  5. I CO TERAZ?

    W tumanie zaklęć - 20.04
  6. FILOZOFIA I DYPLOMACJA

    Zachód i Rosja w jednym stoją domu - 5.04
  7. WIATR OD MORZA

    No pasaran! - 29.04
  8. BIBLIOTEKA DECYDENTA

    Sanktuarium - 20.04
  9. DECYDENT SNOBUJĄCY

    Środa, 29.04 – Prosty świat
  10. A PROPOS...

    Mądre samoloty - 8.04
  11. W OPARACH WIZERUNKU

    Oportuniści - 1.04