Established 1999

TP nr 13/2014

5 marzec 2014

Chleb, Polacy i Ukraińcy - 27.03

Tematem wydania jest chleb między ekonomią, modą i rytuałem. W dodatku o nas i Ukraińcach.

Alchemia chleba – temat wydania [Beata Chomątowska]


Stosunek do chleba odzwierciedla dziś podział polskiego społeczeństwa i jego cywilizacyjne rozdarcie.


Statystyki są­ nieubłagane: pieczenie chleba to biznes, w który nie warto wchodzić, chyba że się lubi ryzyko. W ci­ągu minionej dekady spożycie pieczywa w naszym kraju spadło o ponad 30%. Jeszcze w tym roku zbankrutować może kolejne 250-300 piekarni. W Polsce działa ich jakieś 8-9 tys. Według IPP – o 300 mniej niż przed rokiem. Piekarze, zwłaszcza ci mniejsi, nie wytrzymuj­ą konkurencji tańszego pieczywa z supermarketów, a przeciętny Polak je chleba coraz mniej, i nic nie wskazuje, żeby miało się to zmienić. „Wystarczy jednak podnieść głowę znad cyfr i udać się na spacer, by odnotować zjawiska sprzeczne z minorowym tonem chlebowej branży. Pod warunkiem, że będzie to przechadzka po dużym mieście – pisze Beata Chomątowska. Dobry przykład to SAM Kameralny Kompleks Gastronomiczny na warszawskim Powiślu, ł­ączący trzy w jednym: piekarnię, bistro i niewielkie delikatesy. Oferuje około 20 rodzajów chleba. Niezależnie od pory dnia trudno tu o wolny stolik. Niektórzy wpadają­ tylko na chwilę, po świeże wypieki z piekarni w podziemiach. Chleb bez polepszaczy, wykonany rzemieślniczymi metodami z­ mąki z­ małego młyna, nie może kosztować tyle, co chleb z­ supermarketu. Modne staje się również pieczenie chleba w domu. Z czego to wynika?


 


Chleb – znak przemiany; temat wydania [o. Piotr Śliwiński]


„Wartością naszej kultury coraz bardziej staje się czystość” – mówi o. Piotr Jordan Śliwiński OFMCap, filozof i antropolog kultury.


Cały ów sympatyczny ruch odnowy znaczenia posiłków, przygotowywania ich w domu, także pieczenia chleba – może się brać z pragnienia, by przywrócić jedzeniu


znaczenie. Za czasów realnego socjalizmu próbowano do polskich domów wprowadzić


ławę, która miała zastąpi stół. Przy ławie nie można się było najeść, nie mogła się wokół niej


zebrać rodzina na wspólny posiłek. Oczywiście nie chcę popadać w teorie spiskowe, ale jednak uderzono – pewnie nieświadomie lub bezmyślnie – w ważne symbole. I w pewnym momencie tęsknota do tych symboli wybuchła z całą mocą: za stołem, przy którym się gromadzi, za chlebem, który się na nim kroi. Może to odwrót od plastikowości, namiastkowości? Potrzebujemy, by momenty naszego wspólnego życia opierały się o coś dotykalnego. Zapach upieczonego w domu chleba czujemy wszyscy wspólnie.


 


Wątpliwa ustawa, ośrodek niegotowy [Przemysław Wilczyński, współ. Mariusz Sepioło]


Mariusz Trynkiewicz, a po nim co najmniej kilkunastu innych więźniów może trafić do ośrodka dla niebezpiecznych przestępców w Gostyninie. Ośrodka nieprzygotowanego na ich przyjęcie. 


Twierdza Gostynin, czyli budynek Regionalnego Ośrodka Psychiatrii Sądowej w Gostyninie. ROPS-y są częścią systemu detencyjnego, w ramach którego leczy się i izoluje osoby chore psychicznie, które popełniły czyn zabroniony, ale ze względu na niepoczytalność nie mogły odpowiedzieć za to w sensie karnym. Ale ROPS w Gostyninie jest szczególny: został wytypowany do zorganizowania słynnego już Krajowego Ośrodka Zachowań Dysocjacyjnych, gdzie na mocy tzw. ustawy o niebezpiecznych przestępcach mają być kierowani wychodzący z więzień mordercy i przestępcy seksualni. O ośrodku, który nadal nie jest gotowy na przyjęcie pacjentów, mówiła półtora miesiąca temu Rzecznik Praw Obywatelskich. W Gostyninie była wtedy Justyna Lewandowska, dyrektor Krajowego Mechanizmu Prewencji – specjalnego zespołu w biurze RPO, który sprawdza instytucje pod kątem przestrzegania praw obywatelskich. Niegotowy ośrodek to niejedyny problem. Ponad dwa miesiące po wejściu w życie ustawy „o niebezpiecznych” w środowisku psychiatrów i psychologów można dziś usłyszeć, że nowe prawo już przynosi negatywne skutki. W Gostyninie mogą się dziać rzeczy straszne, w dodatku poza naszą wiedzą, ale w zgodzie z prawem.


 


Olbrzymy i liliputy [Cezary Michalski]


Czy kryzys ukraiński spadł Tuskowi i Kaczyńskiemu jak z nieba? Zdaniem publicysty przypieczętował on dominację PO i PiS-u na scenie partyjnej tak samo, jak przed czterema laty uczynił to Smoleńsk.


Nadzwyczajne sytuacje, takie jak szok po katastrofie smoleńskiej czy kryzys na Krymie, choć na pewno nie służą polityce, służą samym politykom – a najbardziej dwóm największym partiom w Polsce. Cezary Michalski zwraca uwagę na to, że – podobnie jak było to przed czterema laty – także i dziś w kontekście Ukrainy „Tusk gasi pożary”, a „Kaczyński je wywołuje”. „Sikorski patronuje porozumieniu kijowskiemu, Kaczyński przedstawia je jako »kapitulację«. PiS wspomina z nostalgią bezkompromisowość Lecha Kaczyńskiego w Tbilisi, na co PO odpowiada, że zarówno Unia, jak też Ameryka realizowały zupełnie inną politykę »cywilizowania Putina«, i dopiero dziś Tusk z Sikorskim występują, rozważnie i romantycznie, jako »chorążowie całego Zachodu«” – pisze publicysta. Jego zdaniem, „PR-owa nawalanka” po staremu ukrywa „spłaszczenie różnic realnych”. Czyżby zatem, głosując w wyborach do Parlamentu Europejskiego, weźmiemy więc udział w spektaklu, w którym główne role obsadzono już przed laty? „Nawet tak wielki kryzys europejski, jaki obserwujemy na skutek rosyjskiej aneksji Krymu, utrwala zabetonowanie polskiej polityki” – pisze Michalski.


 


Komunia dla osób rozwiedzionych, które zawarły nowe związki [kard. Walter Kasper]


Jeden z czołowych teologów, niemiecki kardynał Walter Kasper, dostrzega możliwość złagodzenia dyscypliny Kościoła i dopuszczenia do komunii św. osób rozwiedzionych, które zawarły nowe związki. Przedstawiając swoje argumenty podczas konsystorza, hierarcha wywołał burzę wśród kardynałów.


W wersji papierowej publikujemy obszerny skrót wystąpienia kard. Kaspera. Wskazówkę rozwiązania problemu zakazu komunii, zdaniem kard. Kaspera, dała w 1994 r. Kongregacja Nauki Wiary „kiedy orzekła, że osoby rozwiedzione w ponownych związkach nie mogą otrzymywać Komunii sakramentalnej, ale mogą otrzymywać tę duchową”. „Oczywiście nie dotyczy to wszystkich rozwiedzionych, ale tych o odpowiednim nastawieniu duchowym. Niemniej jednak wielu będzie wdzięcznych za tę odpowiedź, stanowiącą prawdziwe otwarcie.” – pisze hierarcha. „Ale to budzi szereg pytań. W rzeczy samej ten, komu zostaje udzielona komunia duchowa, staje się jednością z Jezusem Chrystusem; czy to możliwe, żeby zarazem łamał przykazanie Chrystusa? Dlaczego więc nie może otrzymać komunii sakramentalnej? Miłosierdzie Boże nie było i nie jest tanią łaską, która zwalnia człowieka od nawrócenia się. I odwrotnie: sakramenty nie stanowią nagrody za dobre zachowanie albo dla elity, z pominięciem tych, którzy ich najbardziej potrzebują.” – zauważa kardynał.


 


Komunia dla osób rozwiedzionych, które zawarły nowe związki [ks. Jacek Prusak SJ]


„To preludium do debaty o miłosierdziu wobec rozwodników, która rozegra się na najbliższych synodach” – pisze ks. Jacek Prusak SJ.


Na razie Kościół katolicki oferuje rozwiedzionym w najlepszym przypadku „resocjalizację”, jeśli nie przestają chodzić do kościoła, w najgorszym „zakład karny”, bo „skłóca” ich z Bogiem. Tak przynajmniej wielu z nich to odbiera – pisze  ks. Jacek Prusak SJ w komentarzu do wystąpienia kard. Kaspera. Wielu ludzi dobrej woli nie rozumie, dlaczego dobro małżonków polegać ma wyłącznie na tym, że ich związek jest nierozerwalny. Taka definicja dobra małżeństwa prowadzi do „karkołomnej” konkluzji, że złe małżeństwo kościelne jest lepsze niż kolejny dobry związek cywilny. Weźmy pod uwagę, że skoro – jak pokazuje Księga Rodzaju – to Bóg „zdiagnozował” samotność człowieka (Adama), choć przecież był obok niego, ale nie było „jeszcze” Ewy, to powtarzanie rozwiedzionym i samotnym, że „wystarczy ci miłości do Boga, i miłości Boga”, może być uśmierceniem miłości – a więc zdradą człowieka przez Kościół – zauważa ks. Prusak.


 


Wiara i polityka – rocznica śmierci redaktora „TP” Krzysztofa Kozłowskiego


„Przy Okrągłym Stole stworzyliśmy bank danych o ludziach, którzy są dobrzy w swojej dziedzinie, wykształceni i elementarnie uczciwi. Doliczyliśmy się 2 tysięcy nazwisk” – czytamy w nieznanej dotąd rozmowie z Krzysztofem Kozłowskim.


„Tygodnik Powszechny” – gazeta, którą przez wiele lat współtworzył i z której w 1989 r. odszedł do polityki – drukuje w najnowszym numerze nieznane dotąd wypowiedzi Krzysztofa Kozłowskiego na temat wiary, polityki, i wartości, które im przyświecają. 26 marca mija rok od jego śmierci. W rozmowie, którą odbył w 2011 r. z dominikaninem o. Michałem Laskowskim, pierwszy niekomunistyczny minister spraw wewnętrznych oraz senator RP tłumaczył m.in. przyczyny uwikłania Kościoła w politykę w pierwszych latach demokracji. „To my – »Tygodnik Powszechny«, my – Solidarność, wepchnęliśmy biskupów w politykę”– mówił Kozłowski. „Lata 80. były czasem nieustannej presji na Kościół, żeby objął rząd dusz i dał schronienie konspiratorom wszystkich maści. Prosiliśmy też ludzi Kościoła, żeby byli gwarantem rozmów przy Okrągłym Stole, bo z komuną nigdy nic nie było wiadomo do końca. I zaraz potem, po upływie zaledwie kilku miesięcy, zaczęliśmy zaganiać księży do kruchty, bo od tej pory chcieliśmy już radzić sobie sami? Tak się przecież nie da”. Krzysztof Kozłowski mówił także o okolicznościach, w jakich zdecydował zająć się polityką – i rozstać z „Tygodnikiem Powszechnym”.


 


Między Rosją, Ukrainą i Europą – kilka łez po Krymie [Paweł Reszka z Ukrainy] 


Ukraina może wygrać na tym, że straciła Krym. Rosja za aneksję może zapłacić ostatecznym rozwodem z Ukraińcami. Zachód nie pomoże odzyskać Krymu: dla wielu państw Unii jest on tym, czym dla Polski Syria: odległym regionem, gdzie dzieje się coś złego.


Z Krymu wracałem przez Kijów. Celowo, kilka godzin przerwy w podróży, spędziłem na Majdanie. Centrum, najdroższa część miasta, odcięte od życia. Namioty. Barykady. Przywiędłe goździki na drodze, którą niesiono na ramionach trumny poległych. W miejscach, gdzie zginęli, „pomniki” ułożone z kostki brukowej. Wcześniej wyrwanej, by rzucać w Berkut i milicję. Króluje tu cisza. Ubrani w moro, wymięci mężczyźni wychodzą wolno z namiotów. Rąbią drewno na ogniska. Kobieta rozłoży kram z „rewolucyjnymi” pamiątkami. Wstążeczki – których noszenie jeszcze niedawno wymagało odwagi – można będzie kupić po kilka hrywien. Obok zapisują do Gwardii Narodowej. Stolik ustawiony na powietrzu. Do oficera ustawia się kilkuosobowa kolejka. Miasto odrealnione. Zamienione w wielki pomnik, może cmentarz. Żyjące nieodległą przeszłością. Minęły trzy tygodnie z okładem, gdy byłem tu ostatni raz. Przez ten czas życie odpłynęło bardzo daleko od Majdanu. Rosjanie zajęli Krym, dokonali aneksji. Tatarzy Krymscy – wystraszeni, kuszeni i straszeni przez Moskwę. Zamieszki we wschodnich regionach. Co ma do tego Majdan?


 


Tatarzy Krymscy znów na rozdrożu [Wojciech Konończuk]


Dokąd trafili Tatarzy Krymscy deportowani 70 lat temu? Kiedy wrócili z wygnania? Dlaczego społeczność tatarska była i jest najbardziej proukraińską grupą wśród mieszkańców Krymu? Co zrobią po aneksji Półwyspu przez Rosję?


Wkrótce minie 70. rocznica przymusowej deportacji Tatarów Krymskich do Azji Centralnej przez Stalina. I oto dziś, nagle, niewielki naród stoi przed kolejnym zakrętem w swej tragicznej historii. Tatarzy Krymscy są ważniejszym czynnikiem w polityce krymskiej, niż wskazywałaby na to ich liczebność. Choć stanowią tylko około 13-15% mieszkańców Krymu – to właśnie o nich zabiega dziś Rosja. W swoim triumfalnym wystąpieniu w minionym tygodniu prezydent Putin to właśnie Tatarom, a nie miejscowym Ukraińcom, obiecywał złote góry. Ze względu na dobrą organizację i negatywne nastawienie do Rosji to bowiem Tatarzy są najbardziej propaństwową siłą w regionie. Jednak, mimo rosyjskich zachęt, ogromna większość wspólnoty tatarskiej zbojkotowała pseudo-referendum – słusznie uznając, że jego wynik został określony już przed głosowaniem. Kierownictwo tatarskie zadeklarowało zaś, że nie uznaje aneksji. Doświadczenie historyczne Tatarów sprawia, że głęboko nie ufają Rosji, którą obarczają odpowiedzialnością za największe nieszczęścia w swoich najnowszych dziejach. Choć wydarzenie na Krymie rozwinęły się szokująco szybko, to przed Tatarami stoi konieczność odnalezienia się w nowej rzeczywistości.


 


Europejskie separatyzmy – Krym jest wszędzie [Patrycja Bukalska]


Czy Krym może mieć wpływ na europejskie separatyzmy: w Katalonii, Szkocji, Naddniestrzu, Wenecji? Czy rację mają Rosjanie, gdy twierdzą, że secesja Krymu nie różni się od secesji Kosowa?


 „Nic nie jest droższe od wolności i żadna cena metra sześciennego gazu nie jest w stanie przebić ceny, którą powinniśmy zapłacić za wolność”– mówił podczas niedawnej wizyty w Gdańsku prezydent Estonii Toomas Hendrik Ilves, nawiązując do sytuacji na Ukrainie. Nieco wcześniej Witalij Czurkin, przedstawiciel Rosji przy ONZ, wyraził zaniepokojenie sytuacją rosyjskiej mniejszości w… Estonii. „Rosja jest zaniepokojona krokami poczynionymi w tym zakresie przez Estonię oraz Ukrainę” – mówił Czurkin. Mniejszość rosyjska stanowi prawie ¼ ludności Estonii – i to o jej prawa nagle zatroszczyła się teraz Moskwa. W kontekście ostatnich wydarzeń – z jednej strony aneksji Krymu, a z drugiej inspirowania działań separatystycznych we wschodnich regionach Ukrainy – „zaniepokojenie” Moskwy jakąkolwiek rosyjskojęzyczną mniejszością gdziekolwiek musi wywoływać zimne dreszcze. Tymczasem „kazus krymski” budzi obawy nie tylko w krajach, które – jak Estonia czy Polska – należały kiedyś do strefy wpływów Rosji i Związku Sowieckiego…


 


Z perspektywy krzyża – recenzja filmu „Stacja Warszawa” [Anita Piotrowska]


Twórcy filmu „Stacja Warszawa” postanowili pochwycić dzisiejszą „posmoleńską” Polskę w całej różnorodności, w całej jej schizofrenii i zagubieniu.


Chrystus raz jeszcze postanowił zstąpić na polską ziemię. Dopiero co objawił się w „Klątwie”, pierwszym odcinku serialu teatralnego w reż. Strzępki, a już jest okazja, żeby spotkać go na ekranie w filmie pod znaczącym tytułem „Stacja Warszawa”. Stolica jest tu bowiem nie tylko przystankiem, na którym zatrzymali się bohaterowie filmu – odniesienia do Drogi Krzyżowej są ewidentne. W wielu scenach pojawiają się emblematy krucyfiksu (…), zaś miejscem, gdzie nieuchronnie przeciąć się muszą ich kręte ścieżki, jest warszawski plac z górującym nad nim wiadomym symbolem. Kamera ogarnia kłębiący się ludek. Transparenty z napisem „Krzyża nie oddamy” mieszają się z prowokacyjnym „Boli mnie krzyż”. Są tu, zdawać by się mogło, wszyscy: wierzący i ateusze, wykluczeni i zwykli frustraci, wojujący „krzyżowcy” i przypadkowi przechodnie. I takie też są najwyraźniej aspiracje twórców filmu – pochwycić dzisiejszą „posmoleńską” Polskę w całej różnorodności, w całej jej schizofrenii i zagubieniu. Jedno spostrzeżenie z pewnością pozostaje trafne: gdyby w tym rozhisteryzowanym tłumie nagle zjawił się Chrystus, zostałby zakrzyczany, wyśmiany albo zwymyślany od „szatanów” i „pedałów”.


 


Milczenie odpowiedzialnych [Paweł Marczewski]


Blum, Camus i Aron: trzej myśliciele, którzy wbrew wszystkim modom i szaleństwom swoich kolegów wybrali odpowiedzialność, czyli nie dali się oślepić ideologiom.


Łączyło ich niewiele. Subtelny krytyk literacki, którego niemal instynktowne poczucie sprawiedliwości społecznej pchnęło ku karierze politycznej w szeregach francuskich socjalistów. Pisarz zmuszony przez II wojnę światową, by stać się autorytetem francuskiego ruchu oporu. Filozof historii odczuwający powinność zajmowania się palącymi problemami XX-wiecznej polityki międzynarodowej. Léon Blum, Albert Camus i Raymond Aron – Polityk, Pisarz i Uczony. Trzech samotników francuskiego życia publicznego. Historyk Tony Judt, zbierając poświęcone im szkice w tomie „Brzemię odpowiedzialności. Blum, Camus, Aron i francuski wiek dwudziesty”, mnoży przykłady nieodpowiedzialności czołowych francuskich autorytetów, polegające przede wszystkim na kolejnych formach bezrefleksyjnego zaangażowania politycznego, zdawania się na kolektywny autorytet Narodu lub Partii. Wskazuje zaledwie na jeden wspólny mianownik, łączący odpowiedzialnych samotników – antykomunizm, który wypływał jednak w przypadku każdego z nich z odmiennych przesłanek ideowych i różnych doświadczeń biograficznych.


 


Muzea – sztuka pękania w szwach [Paulina Wilk]


Dziesięć lat temu wróżono im upadek i zapomnienie. Era cyfryzacji miała być ich końcem. Tymczasem muzea na całym świecie triumfują – przybywa widzów, kolekcji, budynków i inwestorów. Dlaczego?


Najczęściej odwiedzanym muzeum świata jest paryski Luwr. Co roku w długich kolejkach wokół szklanej piramidy ustawia się ponad 10 mln widzów. Nie przeszkadza im tłum przed „Moną Lisą”, stłoczenie eksponatów, kiepskie oświetlenie ani nawet kieszonkowcy. Luwr, jak wszystkie duże muzea Europy, zanotował w ubiegłym roku wzrost frekwencji – milion odwiedzin więcej niż w roku 2011. Muzeum Narodowe w Warszawie w porównaniu z rokiem 2010 podwoiło frekwencję, a samą wystawę obrazów Marka Rothki obejrzało 50 tys. osób. Rośnie również liczba odwiedzających muzeum w Auschwitz – rocznie przyjmowanych jest tam około 1,5 mln osób. Zwiększa się też skala inwestycji, rozmach wystaw i spektrum działania muzeów. Statyczne, hermetyczne i sprzyjające kontemplacji twierdze sztuki odchodzą w niepamięć. Dziś najwspanialsze muzea są otwartymi i wszechstronnymi centrami kultury, które łączą sztukę z rozrywką i edukacją, i przyciągają globalną publiczność. O powodzeniu wystaw decyduje jednak nie tylko rozmach. Najważniejszym sposobem przyciągania widzów stało się oferowanie im ciekawych historii.


 


MÓZG aż kipi [Jan Błaszczak]


Od 20 lat jest Mekką niezależnej myśli artystycznej. Schronem dla tych, którzy nie mieszczą się w szufladkach i aktualnych trendach. Z okazji jubileuszu klubu Mózg, Jan Błaszczak wspomina programowo niedocenioną bydgoską scenę muzyczną.


Klub Mózg widział w swoim życiu tyle, że niełatwo go będzie zawstydzić. W końcu to właśnie tutaj, w starej fabryce projektorów filmowych, było centrum polskiej muzyki niezależnej. Ta muzyka nie stoi frontem do słuchacza. Ta muzyka potrafi dać mu w mordę. W poszukiwaniu korzeni bydgoskiego klubu należałoby powrócić do lat 80. i artystycznej grupy Totart z Gdańska. Jego muzyczną odnogą zawiadywały zespoły Sni Sredstvom Za Uklanianie oraz Henryk Brodaty. Na czele tego pierwszego stał Tymański, którego głównymi inspiracjami były wówczas tuzy nowej fali: Joy Division, Pere Ubu czy The Fall. Klimat wywoływany przez te mroczne kapele idealnie rezonował z beznadzieją szarej, peerelowskiej rzeczywistości. Zespół Gwincińskiego trudniej byłoby ubrać w konkretną stylistykę. „W Bydgoszczy istniała silna scena muzyki improwizowanej” – zwraca uwagę Tymański. „Już na początku lat 90. w MDK-u i auli koncertowej odbywały się różne pre-yassowe koncerty oraz festiwale. Właśnie tam Gwinciński i Janicki zaczynali jamować z Trzaską czy Mazzollem. Scena trójmiejska i bydgoska bardzo szybko zaczęły się przenikać.”


 


Fale grawitacyjne pomogą głębiej zajrzeć w historię Wszechświata? [Marcin Bójko]


Zaobserwowanie fal antygrawitacyjnych, czego dokonali astrofizycy z Harvard–Smithsonian Center for Astrophysics, jest odkryciem na miarę bozonu Higgsa. A może nawet większym – bowiem istnienie bozonu Higgsa zaproponowano w 1964 r., a fale grawitacyjne przewidział sam Einstein w ogólnej teorii względności na początku XX wieku.


Nie brakuje komentarzy, że oto mamy mocnych kandydatów do nagrody Nobla. Najlepsza obecnie teoria powstania Wszechświata, tzw. Wielki Wybuch, zakłada, że na samym początku doszło do tzw. wielkiej inflacji: to znaczy, młodziutki kosmos rozszerzał się szybciej niż wynosi prędkość światła. W ciągu sekundy powiększał się kwadrylion razy. Jeśli inflacja rzeczywiście miała miejsce, musiała produkować potężne fale grawitacyjne, które można interpretować jako zmarszczki rozchodzące się przez czasoprzestrzeń. Zakrzywienia czasoprzestrzeni musiały zmieniać polaryzację światła, co można zbadać. A pierwszym światłem, jakim dysponujemy, jest promieniowanie reliktowe, powstałe jako „ostatnie tchnienie” pierwotnej plazmy, Ale wcześniej pierwotna plazma była penetrowana przez fale grawitacyjne i być może za ich pomocą można spojrzeć w historię Wszechświata jeszcze głębiej. W artykule Marcina Bójki także o tym, co z tym wszystkim mają wspólnego nieważkie, sferyczne kurczaki.


 


Dodatek specjalny „Tygodnika Powszechnego” i IPN


 


70 lat temu: Polacy i Ukraińcy – konflikt i porozumienie


70 lat temu na Lubelszczyźnie i w Lubaczowskim młodzi żołnierze z AK i UPA walczyli ze sobą, zabijając także cywilów, i jak – po ponad roku walk – stała się rzecz bez precedensu: ci sami ludzie, którzy po obu stronach odpowiadali także za rzezie na ludności cywilnej podali sobie ręce. Uznając, że tak trzeba, bo Polacy i Ukraińcy stoją w obliczu wspólnego zagrożenia: sowieckiego.


 


W dodatku:


– Jak to możliwe, że 70 lat temu podziemie polskie i ukraińskie zawarły rozejm? O tym opowiada Mariusz Zajączkowski, badacz konfliktu polsko-ukraińskiego.


Eliza Leszczyńska-Pieniak spotkała się z żyjącymi jeszcze świadkami wydarzeń sprzed 70 lat. W reportażu pt. „Dwie wsie, dwa symbole” pisze o tym, co działo się na wschodniej Lubelszczyźnie i w Lubaczowskiem, zanim wiosną 1945 r. podziemie polskie i ukraińskie zawarły porozumienie, na przykładzie polskiej wsi Rudka, wymordowanej przez UPA i ukraińskiej wsi Sahryń, wymordowanej przez AK-BCh.


Grzegorz Motyka opowiada o antyukraińskiej ofensywie AK i BCh w powiatach Hrubieszów i Tomaszów w marcu 1944 r.


Tomasz Róg opowiada, co działo się w latach 1944-45 na terenie niewielkiej gminy Cieszanów, gdzie po obu stronach konfliktu zginęło łącznie 530 ludzi, czyli co dwudziesty jej mieszkaniec.

W wydaniu nr 148, marzec 2014, ISSN 2300-6692 również

  1. SZTUKA RZĄDZI FINANSAMI

    Najdrożsi artyści świata - 18.03
  2. ŚNIADANIE PRASOWE W IMR

    Zabawa kolorami Golden Rose - 18.03
  3. IMR ADVERTISING BY PR

    Umowa z "Joanną" - 10.03
  4. GPW W WARSZAWIE

    Największa akcja edukacyjna - 10.03
  5. LEKTURY DECYDENTA

    Cesarzowa Europy - 26.03
  6. MY A SPRAWA UKRAIŃSKA

    Obłuda, brak wyobraźni i odpowiedzialności - 10.03
  7. INWESTYCJE W WHISKY

    Kosztowny wybór - 5.03
  8. TP nr 13/2014

    Chleb, Polacy i Ukraińcy - 27.03
  9. FASCYNACJA MOTOCYKLOWA cz. 4

    Zloty, podróże, imprezy - 4.03
  10. AKADEMIA LOBBINGU

    Są jeszcze miejsca - 3.03
  11. SZTUKA KOMIKSU

    Bawi i potrafi zarabiać - 3.03
  12. Z KRONIKI BYWALCA

    Bliska współpraca - 24.03
  13. DECYDENT SNOBUJĄCY

    Poniedziałek, 31.03 – Stare newsy
  14. SZTUKA MANIPULACJI

    Przewrotna obstrukcja - 3.03
  15. I CO TERAZ?

    Cytat - 3.03
  16. FILOZOFIA I DYPLOMACJA

    Trzeba było pomyśleć dwa razy - 17.03
  17. BIBLIOTEKA DECYDENTA

    Nieco odtajniona CIA - 26.03
  18. 49 WOJEWÓDZTW

    Pomysł słuszny, czy nie? - 3.03