Established 1999

SZTUKA MANIPULACJI

1 września 2011

Kurtuazje przewrotne

Dzięki regułom kurtuazji i wzajemności dyletant może występować w roli partnera w stosunku do znawcy, specjalisty, autorytetu – np. demonstrując rzeczywistą lub czysto rytualną pokorę – pisze profesor Mirosław Karwat.

PROF. DR HAB. MIROSŁAW KARWAT


 


Gdy jesteśmy świadkami eleganckich zachowań w kontaktach dyplomatycznych, biznesowych, służbowych lub towarzyskich, to wprawdzie zdajemy sobie sprawę z ograniczonej szczerości demonstrowanych intencji  i ograniczonego autentyzmu samych ładnych słów czy gestów. Rozumiemy, domyślamy się, że okazywanie grzeczności, uprzejmości, szacunku, życzliwości nie jest dokładnie tym samym co ich odczuwanie, że stosowna – w świetle reguł społecznych i tak zwanych dobrych obyczajów – forma zachowania w mniejszym stopniu może wynikać ze spontanicznych nastawień i intencji, w większym zaś z kryteriów poprawności, z konwenansów lub sformalizowanych w różnych kodeksach zasad etykiety, protokołu dyplomatycznego, procedur negocjacyjnych, ustalonych tradycji ceremoniału. Zwykle więc nie nabieramy się na te budujące przejawy przystosowania społecznego, w każdym razie nieprzesadnie sugerujemy się ich przyjemną wymową. Nie zapominamy, że kultura w postępowaniu ludzi polega między innymi na samokontroli, opanowaniu, umiejętności powściągania zarówno chwilowych emocji i odruchów (zwłaszcza takich, które mogą się przeciw nam obrócić), jak i trwałych uprzedzeń – np. niechęci, zazdrości, zawiści, wrogości.


Z drugiej strony, nie ulegamy naiwnemu założeniu, iż jeśli ktoś wysławia się w sposób wyszukany, to na pewno jest człowiekiem subtelnym, jeśli „umie się zachować”, a nawet imponuje wytwornymi manierami lub taktem, to z pewnością nie jest chamem, prostakiem, brutalem. Można być chamem inteligentnym, prostakiem cwanym, prymitywem (w sferze uczuć i wyobrażeń o świecie, trywialnych celów życiowych) z przyklejoną zewnętrzną ogładą. Tak więc kulturalny sposób obcowania z innymi – w tym z rywalami, przeciwnikami, sprawcami naszych szkód i krzywd – równie dobrze może być „zwierciadłem czyjejś natury” jak wyrafinowaną pozą, maską, kostiumem trafnie dobranym do dobrze przemyślanej kreacji i dobrze skalkulowanej rozgrywki.


Oczywiście, przesadą byłoby chorobliwie podejrzliwe podejście do wszelkich takich przejawów „facylitacji społecznej” (tzn. funkcjonowania na zasadzie odwzajemnianych ułatwień, aktów wsparcia, wymiany pozytywnych sygnałów). Pachnie paranoidalną obsesją, jeśli ktoś w każdym poprawnym czy wręcz kurtuazyjnym zachowaniu węszy tylko taktykę, wyrachowanie, a tym bardziej jakiś podstęp, pułapkę, a z góry i zawsze wyklucza pobudki spontaniczne (np. szczery podziw nawet dla kogoś, kogo nie lubię; sympatię dla kogoś, kto poza tym w czymś mi przeszkadza lub czymś mnie irytuje; prawdziwe zaciekawienie wątkiem poruszonym przez znanego i zawsze budzącego zniecierpliwienie nudziarza). Przesadą jest również – typową dla mizantropów, zgorzknialców – gdy negujemy istnienie ludzi po prostu dobrych, poczciwych, życzliwie (czasem aż do naiwności) nastawionych do innych, niewyobrażalnie wyrozumiałych dla ludzkich niedoskonałości, a nawet nietaktów. Tacy ludzie istnieją, i ten gatunek ma szanse na przetrwanie, mimo że narażony jest na coraz większe straty. 


Gdy jednak mowa o ludziach posługujących się etykietą równie sugestywnie jak instrumentalnie, warto zauważyć pewien paradoks. Polega on na tym, że demonstrowana skromność, pokora, hołd składany komuś w istocie staje się formą wyrównania pozycji lub wręcz okazania własnej przewagi, wyższości (zgięty w karku w rzeczywistości wypina pierś).


   Bardzo często tej demonstracji szacunku, podziwu lub zaszczycenia towarzyszy lekko tylko zakamuflowany, pozornie tylko dyskretny popis, służący zwróceniu uwagi na siebie, wyeksponowaniu własnych walorów i może nawet czemuś więcej – jakby wyrównaniu relacji zdefiniowanej przez te względy na pograniczu hołdu i adoracji.


Powitanie gościa rozpoczęcie rozmowy lub poprzedzenie rozmowy na właściwy temat rozluźniającą dygresją staje się pretekstem do ujawnienia cech, które powinny na rozmówcy wywrzeć wrażenie, pozytywnie go zaskoczyć, a nawet mu zaimponować: jakichś rzadkich zainteresowań i znawstwa w jakiejś dziedzinie, w której znajomość rzeczy dodaje splendoru. Na tej właśnie zasadzie niby mimochodem przywołuje się wspólnych znajomych (co jest aktem własnej nobilitacji), rozpoznaje się rocznik wina, wymienia się z rozmówcą uwagi o malarstwie, rzeźbie, jakby od niechcenia lub w ściśle zaplanowanym związku z tematem rozmowy napomyka się o swych świeżych wrażeniach z lektury książki, podejmuje się wątek walorów partnera, których wymienianie i komentowanie czyni z nas jurora. Choć znacznie lepszy efekt zapewnia nie to potencjalnie śliskie wywyższenie się, lecz zmiękczenie partnera pozornie pokornym hołdem wzbudzającym rodzaj zobowiązania.


Dzięki regułom kurtuazji i wzajemności dyletant może występować w roli partnera w stosunku do znawcy, specjalisty, autorytetu – np. demonstrując rzeczywistą lub czysto rytualną pokorę i zaszczycenie konsultacją. Ktoś niższy rangą (co prawda, w innej hierarchii) od partnera kontaktu, choć formalnie mu niepodległy może przeistoczyć swój status nawet w nadrzędność. To dlatego w telewizyjnym wywiadzie upodobnionym do przesłuchania Pani Redaktor co drugie zdanie wtrąca „Panie Ministrze”, aby w rewanżu jego zwrot tytularny do niej brzmiał tak szacownie, jakby to była formuła „Pani Prokurator”. Dzięki kurtuazji może też samego siebie awansować ktoś formalnie równy partnerowi kontaktu, lecz zmuszony uznać jakąś jego przewagę. Np. w kręgu sławnych artystów rozpowszechniony jest ukłon: „to on jest mistrzem, ja tylko rzemieślnikiem” – co oczywiście prowokuje sprostowania dla tej przesadnej skromności.


Doskonale rozumieją to ci politycy, którzy w zenicie jakiegoś starcia nagle pierwsi wyciągają rękę w jakimś akcie pojednawczym, znajdują okazję i miejsce (np. na „neutralnym gruncie”), by okazać przeciwnikowi uznanie lub dżentelmeńską lojalność (nieprzenoszenie konfliktu na płaszczyzny osobiste, towarzyskie, zawodowe, dyskrecję, gdy oponent ma jakieś inne kłopoty). To gesty prawdziwie wzruszające – tyle tylko, że miewają one dwuznaczną wymowę (zobaczcie, kto tu jest salonowcem, a kto pozostaje zawziętym burakiem). 


Krótko mówiąc, akty kurtuazji i stosowanie się do konwenansów mogą być zachowaniem przewrotnym. Taktyka układnego gracza przypomina wtedy popularną grę w squasha. Jak wiadomo, gra ta polega  na odbijaniu piłki o ścianę w sposób, który w maksymalnym stopniu utrudni ponowne odbicie piłki przez przeciwnika o ścianę w wyznaczonym polu. Podobnie postępuje polityczny, dyplomatyczny czy biznesowy gracz układny: jego elegancka zagrywka ustawia stronę przeciwną. Ustawia podwójnie: w określonym miejscu, na określonej płaszczyźnie, a zarazem ustawia w roli tego, kto musi odebrać, zareagować. Partner pozostaje tym drugim, który musi odpowiedzieć, a traci inicjatywę. Partner ma utrudniony lub narzucony manewr, ograniczone pole manewru, i wyznaczony czas na reakcję (nie może się spóźnić, bo straci punkty).


Ale konwenansowy squash to i tak szczyt podmiotowości partnera ustawionego.


Wytrawniejsi gracze – pozostańmy przy analogii do tenisistów – potrafią przekształcić przeciwnika w ścianę, od której błyskotliwie odbijają i sami zbierają własną piłkę. Wzbudzają przy tym aplauz publiczności demonstrowaną sprawnością, lekkością, pomysłowością, poczuciem humoru.


Zawsze współczułem osobom, które dzięki cudzej grzeczności i szarmancji wyszły na durnia.


Mirosław Karwat


 

W wydaniu 118, wrzesień 2011 również

  1. AKADEMICKIE BIURO KARIER

    Jeden zawód to za mało
  2. ZWIĄZEK BANKÓW POLSKICH

    Zatroskanie gospodarcze
  3. TYGODNIK POWSZECHNY

    Węgiel za wszelką cenę?
  4. PRZEDWYBORCZE OBLICZA POLITYKI

    Honor polskiej wsi
  5. IMR ADVERTISING BY PR

    Przedłużenie umowy z Golden Rose
  6. 60 MILIONÓW ZŁOTYCH CO ROKU

    Jak działają biura poselskie?
  7. NA CZAS KRYZYSU

    Rozszerzenie oferty
  8. FOTOPLASTIKON

    Czar stolicy
  9. ZATRZYMAĆ MŁODOŚĆ

    Wyzwanie dla jesiennej kobiety
  10. ZARZĄDZANIE WIEKIEM

    Zysk z dojrzałości. Praktyki przyjazne osobom 50+
  11. BARBARA GAŁCZYŃSKA

    Spacer nad Nettą
  12. DECYDENT SNOBUJĄCY

    30 września - Niemoc
  13. SZTUKA MANIPULACJI

    Kurtuazje przewrotne