Established 1999

PO SĄSIEDZKU

5 stycznia 2021

Uwagi zza płota

Teksty Pani Sąsiadki czytam z przyjemnością i z uznaniem dla przejrzystości połączonej z sugestywnością. Ale w najnowszym felietonie „Nowa religia i liniowe postrzeganie czasu” (1 stycznia br.) sugestia jest zbyt mocna (pochopna w kilku uogólnieniach) w stosunku do argumentacji, w której zauważyłem kilka niekonsekwencji, uproszczeń i niedopowiedzeń. Z generalną linią wywodu się zgadzam. To w sumie trafna diagnoza kilku dewiacji w praktyce kontaktu medycyny z rynkiem i z populacją pacjentów – potencjalnych nabywców medykamentów i konsumentów „usług medycznych”.

Trafna jest też krytyka marketingowego procederu promowania i „wciskania” (nie tylko hipochondrykom z natury, ale ogółowi zastraszanych odbiorców) lekarstw słabo leczących, za to silnie uzależniających lub skutkami ubocznymi siejących spustoszenie w organizmie.

Trudno też nie zgodzić się z krytyką wąskiej specjalizacji medycyny (klinicznej, jak i badawczej), kiedy każde schorzenie diagnozuje się i „leczy” osobno, w oderwaniu od systemowych mechanizmów równowagi organicznej, fizjologicznej czy psychicznej;  jakby ucieleśniając Tuwimowski portret Strasznych Mieszczan, którzy wszystko widzą oddzielnie. Tego doświadcza każdy pacjent świadomy złożoności „zdrowia” lub choroby. Zamiast holistycznego (czyli integralnego, systemowego) podejścia serwuje się recepty i terapie jednoczynnikowe, a „postępy w zwalczaniu chorób” poświadczane są biurokratycznymi manipulacjami w kryteriach i statystykach. Autorka ma rację, gdy wskazuje, iż jedyny realny i wymierny postęp w tej „branży” wyraża się w cyfrach – w formalnej liczbie badań pseudoprofilaktycznych, trwających terapii i przede wszystkim w skali produkcji i sprzedaży leków.

„Budujący” może też wydawać się swoisty pluralizm rynku leków i cudownych sprzętów uzdrowicielskich, rehabilitacyjnych. Konkurencja jest ostra, nic – tylko wybierać, przebierać, kupować na raty te wszystkie aparaty pomiaru, fotele z masażem, emitery promieni takich czy siakich – a każdy ze stosownym certyfikatem. Rozkwita handel, który wspiera się stymulacją złudzeń, płonnych nadziei, desperackiego wyczekiwania i wyszukiwania cudów; pod naukowym – a jakże – szyldem.

Za szarżę w tym kierunku przyznałbym Sąsiadce medal przeznaczony dla bohaterów wojennych.

Aliści – jak zaczynał swe glosy i dygresje niezapomniany Jerzy Waldorff – w komentarzu Autorki do tych wynaturzeń i nadużyć – jest kilka DZIUR W CAŁYM.

Z bezlitosną masakrą kapłanów „medycznej religii”-hipokryzji (medycyna nie tyle w służbie pacjenta, ile na usługach korporacji farmaceutycznych i kosmetycznych), uzbrojonej w szantaż naukowości-nienaukowości jakoś dziwnie mi kontrastuje niedopowiedzenie i widoczna taryfa ulgowa dla rozległej strefy parapsychologii, paramedycyny, zielarstwa itd. A w niej – jak powszechnie wiadomo – występują obok siebie elementy poszukiwań i odkryć albo efektów praktycznych cennych, a przy tym sprawdzalnych oraz ekscesy szarlatanerii, znachorstwa.

W licznych książczynach autorzy łączący grafomanię z cwaniacką asertywnością i autoreklamą operują bełkotem jako oprawą dla eksperymentów podejmowanych na oślep lub uzasadnianych śmiesznymi „teoriami”. Amator-dyletant karmi nadzieją i „prostą mądrością” odbiorców-ignorantów, żerując na ich rozczarowaniu bezradnością oficjalnej medycyny i służby zdrowia. To rynek ofert o niemniejszym rozmachu i stopniu szkodliwości niż napiętnowany przez panią Dorotę proceder nadużywania autorytetu – topniejącego zresztą – medycyny. Tyle tylko, że ten korpomedyczny rynek jest głęboko sprofesjonalizowany i zinstytucjonalizowany, podczas gdy ten „paramedyczny” jest festiwalem amatorszczyzny. Ale za to wielobarwnym i tłumnym (pospolite ruszenie).

Zaznaczę od razu, że sam mam przychylny, choć oparty na zasadzie ograniczonego zaufania i zdroworozsądkowej ostrożności, stosunek do homeopatii czy niektórych form medycyny niekonwencjonalnej, alternatywnej. Np. z pełnym poczuciem bezpieczeństwa i z dobrym skutkiem skorzystałem swego czasu z terapii w postaci farmakopunktury (to serwowanie lekarstw przy zastosowaniu  akupunktury – nie tylko „nakłuwanie”, ale zarazem „nasączanie” stosownymi lekarstwami). Tyle tylko, że nastąpiło to w lecznicy dyplomowanych lekarzy kompetentnych w dziedzinie medycyny klasycznej, a zarazem nastawionych transgresyjnie; a nie „pod opieką” jakiegoś uzdrawiacza czy bioenergoterapeuty.

Gdy mowa o ubocznych niepożądanych skutkach wielu lekarstw opatrzonych atestem, certyfikatem, to warto pamiętać, że obowiązkowe ulotki zawierają stosowne ostrzeżenia i zalecenia konsultacji z lekarzem. A z kolei liczne alternatywy dla lekarstw (rozmaite zioła, mieszanki, eliksiry odmładzania, środki „detoksykacji” itp.) zapewniają w najlepszym razie efekt placebo (ot, takie nieszkodliwe na szczęście, ale jednak naciąganie klienta), a niektóre – zupełnie podobnie jak lekarstwa – w odpowiedzialnej podaży są zalecane warunkowo. Niegroźny i zdrowy dziurawiec czy rumianek też mogą być zastosowane niebezpiecznie, guarana może tak postawić na nogi, że zwalisz się z nóg jak kłoda.

To prawda, że terapie (a częściej tylko – łagodzenie objawów i skutków schorzeń, niedomagań) wykraczające poza kanony medycyny sprzężonej z chemią (lekarstwo to specyficzna odmiana… tworzywa sztucznego) częściej niż terapie zalecane w przychodniach i klinikach odwołują się do zasady holizmu. ALE: czym innym jest intuicyjne zastosowanie tej zasady (może być ryzykowne, nieodpowiedzialne, obosieczne), tym bardziej – interpretowanie jej w kategoriach mistyczno-metafizycznego mętniactwa (taka odmiana „chłopskiej filozofii” albo uwznioślenie szarlatanerii), a czym innym zastosowanie oparte na metodologicznych rygorach badania naukowego właśnie.

Nawet niezbyt wykształcony, ale myślący „konsument i recenzent” medycyny wie, że medycyna holistyczna przyjmuje za punkt wyjścia mechanizm naczyń połączonych, sprzężeń zwrotnych. A często musi odwołać się do analizy systemowej, w której próbujemy uchwycić nie tylko współzależność zjawisk, lecz i to, jaki czynnik jest tym wyjściowym, a jaki pochodnym, który z nich decyduje o zachowaniu lub naruszeniu równowagi w organizmie itd. Na takich rekonstrukcjach rzeczywiście można połamać sobie zęby – ale tym więcej jest powodów do wstrzemięźliwości, gdy spieramy się w kwestii, co jest czym uwarunkowane, spowodowane, co jest zbiegiem okoliczności lub efektem ubocznym, a co tendencją lub zmianą nieuniknioną w danej konfiguracji czynników. To dlatego porządna terapia obejmuje np. piguły, zastrzyki, wespół jednak z zaleceniem odpowiedniej diety, ćwiczeń ruchowych, zabiegów fizjoterapeutycznych, zmiany trybu życia i pracy. Medycyna oficjalna może więc być holistyczna.

Tymczasem w polemice z jednoczynnikowym rozpoznawaniem i leczeniem chorób Pani Dorota jakby sama zaplątała się w… myślenie nieholistyczne. Determinację utożsamiła z „liniowym” i jednowymiarowym związkiem przyczynowo-skutkowym – i to jest jej główny zarzut wobec akademickiej i biurokratycznej medycyny. A przecież w subtelnej metodologii nauk przyrodniczych, jak i społecznych od dawna wiadomo, że determinacja ma charakter systemowy i warunkowy, a zwykle nie jest po prostu następstwem skutku po ustalonej przyczynie, lecz złożonym splotem zależności strukturalnych, funkcjonalnych, mechanizmów adaptacji (w tym stopniowej, ewolucyjnej, a nie natychmiastowej) czy reintegracji systemu, organizmu, układu społecznego. Kolejność, następstwo w czasie komponentów jakiejś zmiany może być problematyczna, zmienna albo i… myląca, podobnie zresztą jak zbieżność w czasie. Niejeden domniemany związek między przyczyną a skutkiem okazuje się zależnością pozorną.

W naukowych (także tych użytkowych, na określone zamówienie) badaniach z zakresu medycyny taka wiedza to abecadło. Nie przypisujmy więc profesorom medycyny i kierownikom laboratoriów badawczych takiej „prostomyślności”. To tylko uczeni niedouczeni lub leniwi wciąż operują prostymi schematami „przyczyna – skutek”. Podobnie – kiepscy lekarze, albo policjanci drogówki w ustalaniu okoliczności wypadków.

Wygodnie jest w praktyce policyjnej, prokuratorskiej i sądowej uogólniać, że przyczyną danego wypadku lub większości wypadków drogowych jest nadmierna prędkość; ale to komunikat dla niezbyt rozgarniętych umysłowo lub w każdym razie niezbyt dociekliwych. W rzeczywistości to, co zasługiwałoby na miano przyczyny wypadku, gdyż bezpośrednio spowodowało zagrożenie, ma bardzo różny charakter (np. wtargnięcie pieszego na jezdnię, skandaliczny stan opon lub hamulców w samochodzie, złe rozmieszczenie znaków ostrzegawczych itd.), podczas gdy ta nadmierna prędkość ma o tyle znaczenie – wtórne – że  nie pozwoliła uniknąć zderzenia, potrącenia pieszego lub rowerzysty, poślizgu kierującego pojazd do rowu), że uczyniła nieskutecznym hamowanie.

Z widocznej fascynacji fizyką kwantową, modelami zakrzywienia czasoprzestrzeni, paradoksem czasu itd. Autorka wysnuła wywód, który może naprowadzić czytelnika na wniosek nieomal o „indeterminizmie”, czyli wpuścić go w maliny. Tymczasem – jak dotychczas – te innowacje poznawcze stanowią co najwyżej wyzwanie, powód do odejścia od liniowych, jednowymiarowych schematów determinacji zakładających anachroniczne często rozumienie przestrzeni, czasu i ich współzależności. Ale stąd daleko jeszcze do zupełnie potocznie rozumianej teorii chaosu czy np. do odwrócenia schematów chronologicznych (teraźniejszość determinuje – w trybie retro – przeszłość), do dosłownego (a nie – literackiego, w science fiction) zakładania „rzeczywistości równoległych”. To na razie hipotezy, eksperymenty myślowe, a nie naukowe pewniki.

Swoją drogą, zanim pojawiło się to kwantowe trzęsienie ziemi w myśleniu o determinacji, już wcześniej w naukach przyrodniczych i społecznych dociekliwsze umysły rozwijały modele alternatyw w rozwoju i przemianach gatunków, państw, ich ustrojów, cywilizacji. Mniejsza o to, że to tylko konstrukcje hipotetyczne, a nie rekonstrukcje. Z tych alternatywnych modeli bardzo często wynika wiedza użyteczna w rewizji uproszczonych lub błędnych interpretacji albo wyjaśnień zjawisk, które realnie wystąpiły.

I wreszcie uwaga terminologiczna. Słowo „materializm” w felietonie Pani Doroty brzmi wąsko, stereotypowo, jak gdyby jego znaczenie było tożsame z jakąś mechanistyczną czy skrajnie „fizjologiczną” wersją tego poglądu. Jak gdyby nie istniał inny materializm, zakładający niejednorodność form istnienia i funkcjonowania rozmaitych układów przyrodniczych lub społecznych. Jak gdyby energia, ruch i informacja nie były… atrybutem materii, tyle, że rozumianej trochę subtelniej niż zasoby białka, 5 kg wołowiny, 2 litry krwi. Spróbujmy sobie wyobrazić genetykę „niematerialistyczną”.

A na marginesie zauważmy: warto się spierać o schematy determinacji zjawisk złożonych o rozległym zasięgu, co najdobitniej potwierdzają mielizny dzisiejszych dyskusji w sprawie uwarunkowań i prognoz rozwoju pandemii, warunków koniecznych lub wystarczających do zbiorowej odporności, przesłanek i kryteriów trafności decyzji regulujących walkę z pandemią. W tej partyturze wyraźnie widać, jak bardzo różni się holistyczne właśnie myślenie ekspertów w zakresie wirusologii, epidemiologii i zarządzania służbą zdrowia od wyrywkowego i jednowymiarowego, liniowego, bezalternatywnego myślenia polityków, urzędników, dziennikarzy.

MIROSŁAW KARWAT

W wydaniu nr 230, styczeń 2021, ISSN 2300-6692 również

  1. DECYDENT POLIGLOTA

    Bardzo pomocne ćwiczenia
  2. DECYDENT GLOBTROTER

    Wzorcowy przewodnik
  3. FILOZOFIA I DYPLOMACJA

    Wraca nowe
  4. EWOLUCJA MORALNOŚCI

    Zapiski kłusownika
  5. RELIGIA DECYDENTA

    Unikalny album
  6. A PROPOS...

    ...inauguracji Joe Bidena
  7. POWIEŚĆ DECYDENTA

    Uchodźcy z Prus Wschodnich
  8. WIERSZOWNIA DECYDENTA

    O Jadzi i nie tylko
  9. BIBLIOTEKA DECYDENTA

    Szukamy dalej...
  10. THRILLER DECYDENTA

    Trzy wątki
  11. WIATR OD MORZA

    Słupki
  12. LEKTURY DECYDENTA

    Ostrzeżenie
  13. HISTORIA DECYDENTA

    Wierny uczeń Marszałka
  14. DECYDENT POLIGLOTA

    Po włosku jak Włosi
  15. SZTUKA DECYDENTA

    Utrwalanie małej ojczyzny
  16. PO SĄSIEDZKU

    Uwagi zza płota
  17. OPOWIADANIE DECYDENTA

    Arek
  18. HISTORIA DECYDENTA

    Analiza krucjat
  19. WIATR OD MORZA

    Ciemno wszedzie, głucho wszędzie
  20. CO SIĘ W GŁOWIE MIEŚCI

    Dystans
  21. EWOLUCJA MORALNOŚCI

    Nowa religia i liniowe postrzeganie czasu