Established 1999

PO PROSTU SZTUKA

2 lipca 2015

Ewa Chełmecka w Wenecji - 22.07

Mamy wakacje, a w każdym razie sezon urlopowy. A skoro tak, to w ramach cyklu PO PROSTU SZTUKA, zapraszam Państwa do… Wenecji, gdzie od maja do listopada odbywa się w tym roku Weneckie Biennale Sztuki. Zapraszam Państwa nie sam. Zapraszam razem z… – pisze Cyprian Nikodem Hypko.

Właśnie… Pamiętacie może Państwo, że w otwierającym ten cykl felietonie pisałem o DMUCHAWCACH, które urzekły mnie, gdy dojrzałem je na ścianie jednego z budynków w Warszawskim Wawrze, a które okazały się przeniesionym na banner (jak ja nie lubię tego słowa…) obrazem „Dmuchawcowa łąka” namalowanego przez Ewę (EVĘ) Chełmecką? Otóż, przeglądając różności w poszukiwaniu odpowiedniego tematu do nowego tekstu, napotkałem prace Pani Ewy właśnie na jednej z imprez, składających się na… Tak! Na Weneckie Biennale Sztuki!


Jest to wielka impreza organizowana od dobrych kilku… lat, która przyciąga artystów, marszandów i kolekcjonerów z całego świata. W ramach tegoż Biennale odbywa się wiele różnych wernisaży, wystaw i prezentacji, spotkań, paneli dyskusyjnych i wielkiej liczby różnych – jak to mówią – eventów i happeningów. Każda z tych imprez ma – jak zapewniają organizatorzy (a tym akurat można wierzyć) – bardzo mocny program, na który składają się: wystawa prac artystów, prezentacje wideo i transmisje z pracowni artystów, rozmowy i panele dyskusyjne, warsztaty artystyczne, „eksperymentalne tańce na żywo” (cokolwiek to znaczy…) i wszelkie inne różności…


Dla artystów udział w tej imprezie, a raczej w imprezach, które na nią się składają jest rodzajem nobilitacji (jeżeli pojawiają się po raz pierwszy), umocnieniem swej pozycji na rynku (jeżeli goszczą po raz kolejny), albo próbą pokazania siebie (jeżeli nie zostali zaproszeni, a przybywają, aby właśnie dać się poznać, że po prostu SĄ). Tak, macie państwo rację, to prawie tak samo, jak na wielkich festiwalach filmowych… A weneckie Biennale można by rzec, że jest tym dla artystów i sztuk plastycznych, czym np. festiwale w Caen czy w Berlinie dla aktorów i filmu…


Już sama sceneria tego Biennale jest niezwykła! Bo i miejsce tegoż jest niezwykłe, bo niezwykła jest po prostu Wenecja. Kto był, ten wie, a kto nie był, to się domyśla, bo przecież nie mógł o Wenecji nie słyszeć, a resztę podpowie wyobraźnia… Na Biennale składa się wielka mnogość najrozmaitszych wydarzeń, które aranżowane są w tak samo uroczych, co tajemniczych, tak samo bajecznych, co efektownych, tak samo bogatych, co niezwykłych i tak samo swym blichtrem przyciągających, co archaicznością odpychających weneckich pałacach, których wnętrza i ogrody na czas Biennale oddawane są do dyspozycji artystów i publiczności. Jest to zresztą jedna z niewielu możliwości zajrzenia do ich wnętrza. Do wszystkich można dojść spacerem, ale do wielu można też, oczywiście, dopłynąć, a te, które mają własne miejsca do przybicia, to te o największym prestiżu…


Ale na czas Biennale wszystkie one stają się równe, bo w każdym z tych miejsc odbywa się coś szczególnego. Coś… niezwykłego, a jednocześnie ulotnego, jak ulotna jest (a czy taka zaiste jest?) sztuka… A w tym roku, po raz pierwszy, organizatorzy dali publiczności możliwość – jak sami piszą – mieć prywatne spotkania z artystami, spotkać się z nimi osobiście, aby mogli się z nią podzielić swoja sztuka i przeżyciami z nią związanymi. Słowem – rzadka gradka spotkania tych, którzy na światowym rynku sztuki albo już coś znaczą, albo – zdaniem kuratorów biennalowych imprez – znaczyć wkrótce coś, albo nawet bardzo dużo, znaczyć mogą.


Porzućmy jednak tych „wszystkich”, a pójdźmy śladem pani Ewy Chełmeckiej… Spotkamy ją i jej prace (tutaj sygnowane: EVA CHELMECKA) w Pałacu Ca’ Zanardi i w Weneckim Domu Sztuki, gdzie 15 lipca zainaugurowano jako jedną z imprez składających się na Weneckie Biennale Sztuki prezentację, którą jej autorzy, przedstawiający się jako It’s LIQUID Group (która jest komunikacyjną platformą dla (prezentacji) współczesnej sztuki, architektury i wzornictwa), nazwali „FRACTAL IDENTITIES – Entropy . Disorders . Obsessions”. Kuratorzy z It’s LIQUID Group, uznali, że po wielu latach poszukiwań i prezentacji kształtowania się idei osobowości, zwrócili się do samych artystów, aby ci opowiedzieli o swoich własnych poszukiwaniach przez swoją sztukę celem wskazania na związki między własnym doświadczeniem a publicznym odbiorem ich prac, opowiadając nam o tym, co leży u podstaw ich twórczości. Generalnie chodzi o znalezienie odpowiedzi na pytanie o to, jak wiele musi się wydarzyć (jaka musi być dawka „nieporządku”, nowego), aby wywołać zmianę (aby można było mówić o zmianie) systemu (to w jakimś sensie tłumaczy termin „entropia” w tytule imprezy) i mieć wpływ na zjawisko wewnętrznej ewolucji, stymulować przełamywanie granic..


Jeżeli jesteśmy w Wenecji i nasze pierwsze kroki skierowaliśmy do mostu Rialto, a jeżeli właśnie wysiadamy z pociągu (co polecam, bo nie ma sensu jechać do Wenecji skądkolwiek samochodem) na Stazione Lucia, to z każdego z tych miejsc do Venice Art House (VAH, czyli Wenecki Dom sztuki) mamy niemal tak samo długą trasę. Dlaczego akurat wspominam o VAH? Bo tu jako jedyna z Polski, wyszukana i zaproszona swoje dwie prace wystawia EVA CHELMECKA! Tak, to autorka „moich” dmuchawców z Wawra i bohaterka mego „przypadkowego” felietonu!


EVA CHELMECKA, jako „przełamująca”, albo raczej – biorąc pod uwagę komentarz kuratorów z it’s LIQUID Group – „przedawkowująca” miarkę, aby nie tyle burzyć system, czyli obowiązujący w sztuce porządek, co wpływać na jego wewnętrzną ewolucję. W materiałach pokazu „Fractal Identities…” wspomina się o blisko 30 artystach z całego świata. EVA CHELMECKA (Ewa Chełmecka) jest jedną z nich. Kuratorzy tego pokazu, Luca Curci , architekt (dyrektor International ArtExpo oraz założycioel i szef it’s LIQUID Group) i Andrea Chinellato (dyrektor Venice Art House i Ca’Zanardi) dostrzegli w jej twórczości na tyle wystarczająca dawkę „przełamaniową” systemowych barier ograniczających sztukę, że uznali jej udział w swojej prezentacji na Weneckim Biennale za całkowicie usprawiedliwiony. I to cieszy!


Czy to coś oznacza? Czy wskazuje na nowy trend? Któż to może wiedzieć? Tak samo prawidłowa może okazać się odpowiedź – tak, to oznacza, że polska sztuka ma się dobrze, a jej przedstawiciele należą do światowej awangardy. I tego bardzo byśmy chcieli. Ale musimy zdać sobie sprawę, że takiego zdarzenia nie można przecenić. Bo ta odpowiedź może również brzmieć – nie, to nic, albo niewiele znaczy. A co z tym nowym trendem? Jeżeli taki został zauważony przez rynek sztuki, to bardzo cieszy fakt, że polska artystka tym nurtem płynie. A jeżeli marszandzi i kuratorzy oraz tzw. galerzyści (ci, którzy prowadzą galerie wystawiennicze i handlujące sztuką) zauważyli w pracach artystów z różnych krajów coś, co uznali za „nowe”, za „przełamujące” bariery, za „ kształtujące” nowe trendy, to tym większy sukces Ewy Chełmeckiej (EVA CHELMECKA – warto może zapamiętać tę formę jej artystycznego istnienia!!!).


Świadczy to też o miałkiej jakości, żeby nie powiedzieć, że o BYLEJAKOSCI, rodzimego, polskiego, naszego „domowego” rynku sztuki, a szczególnie o dyskusji na ten temat. A przecież gdyby on istniał i gdyby istniała dyskusja o tym , co na nim się dzieje, to polska sztuka w świecie zajmowałaby znacznie wyższą pozycję i byłaby znacznie bardziej dostrzegana i znacznie szerzej reprezentowana! Po niedawnej śmierci Jacka Werbanowskiego, nieodżałowanego propagatora polskiej sztuki nowoczesnej, założyciela i red. naczelnego wspaniałego pisma „EXIT”, to pole wydaje się być jeszcze bardziej ubogie.


Ale proszę, Włosi sami dopatrzyli się nad Wisłą takiego zjawiska, jak Ewa Chełmecka (EVA CHEŁMECKA). Penetrowali świat sztuki (w materiałach wspominają nawet, choć w innym kontekście, o „wszechświecie”…) i znaleźli nad Wisłą artystkę, której prace uznali za warte pokazania najbardziej wyrobionej publiczności świata! A co ciekawe, pani Ewa Chełmecka jest absolwentką… Nie! Nie żadnej wielkiej ASP, Warszawskiej, czy Krakowskiej… Pani Ewa ukończyła Europejska Akademię Sztuk w Warszawie, kształcąc się m.in. u prof. prof. Starowieyskiego i Zina…


Brawo, Pani Ewo! Ja, Cyprian Nikodem Hypko, będę obserwował Pani drogę artystyczną i będę na niej Pani sekundował. Brawo, Pani Ewo!



CYPRIAN NIKODEM HYPKO





PS. Dla tych, którzy są akurat w Wenecji, albo jej okolicach i chcieliby przy okazji pływania gondolą po Canale Grande lub tylko spacerowania wzdłuż niego odwiedzić Pałac Ca’Zanardi i Wenecki Dom Sztuki (prace Evy Chelmeckiej tylko tu), to informuję, że pokaz „Fractal Identities…” w ramach tegorocznego Biennale jest czynny do 25 bm., a oba miejsca można odwiedzać w godzinach 11-18 i – co ważne – bezpłatnie!



 


Gdyby nie przypadek – 1.07


W „Słowniku Języka Polskiego”, w jego tomie 3. z wydania z roku 1981, można znaleźć siedem znaczeń tego pojęcia. Pojęcia SZTUKA. Pierwszym jest to, które akurat interesuje mnie z racji tytułu rubryki, który wymyśliłem. Otóż czytamy tam, że SZTUKA to „dziedzina ludzkiej działalności artystycznej, wyróżniana ze względu na związane z nią wartości estetyczne (zwłaszcza piękno); jej wytwory stanowią trwały dorobek kultury”. I dalej o SZTUKACH PLASTYCZNYCH, bo te będą przedmiotem proponowanych rozważań, że są „dziedziną twórczości artystycznej, z którą wiążą się dzieła sztuki doznawane wizualnie, mające charakter płaszczyznowy (wytwory malarstwa, rysunku i grafiki) i trójwymiarowy (wytwory architektury, rzeźby i rzemiosła artystycznego)”.


To nie jedyne ograniczenie. Kolejnym jest skupienie się na tzw. SZTUCE NOWOCZESNEJ, która od jakiegoś czasu nieustannie zyskuje na… na wszystkim. Na rosnących cenach aukcyjnych, na samej liczbie organizowanych aukcji, na kręgu zainteresowanych nią klientów, na liczbie pojawiających się na rynku artystów. A to przekłada się na systematyczny wzrost obrotów na rynku.


To z kolei sprawia, że liczące się galerie i domy aukcyjne w jednym od kilku lat organizują aukcje dzieł sztuki współczesnej/nowoczesnej. I to takie, na których klientom oferuje się wyłącznie prace młodych artystów. A przecież zaczynano bardzo nieśmiało, od kilku prac, które można było policzyć na palcach jednej ręki. W katalogach aukcyjnych umieszczano je jakby trochę wstydliwie, na samym końcu. Stosunkowo szybko okazało się, że ta tzw. młoda sztuka cieszy się rosnącym zainteresowaniem, znajdując coraz więcej nabywców. Bardzo szybko galerie i domy aukcyjne doszły do wniosku, że warto spróbować z aukcjami, na których oferowana będzie tylko sztuka współczesna, a nawet  tzw. młoda. Przez ten ostatni termin rozumiano artystów dopiero wchodzących na rynek, albo takich, którzy funkcjonowali na nim od niedawna. I co? I okazało się, że to był strzał w dziesiątkę.


Rynek znacznie się ożywił. Młode, a nawet najmłodsze pokolenie artystów znalazło i miejsce na „pokazanie się”, i trafiło na ściany mieszkań nabywców będących w ich wieku. Młodzi trafili do młodych, ale… Ale to zainteresowanie udzieliło się też tym nieco starszym, którzy do tej pory interesowali się sztuką z minionych epok.


Tak sobie o tym myślałem, gdy w samochodzie słuchałem audycji radiowej o przygotowaniach do jakiejś zbiorowej wystawy najmłodszego pokolenia artystów, dla których jest to debiut rynkowy, bo mają oni bardzo mało okazji na prezentację swoich prac. Wyjeżdżałem właśnie z Wawra w kierunku centrum Warszawy, gdy kątem oka zobaczyłem coś, co sprawiło, że zatrzymałem auto…


Za bramą stał surowy w formie, ale elegancki, piętrowy budynek magazynowo-biurowy. Jego cała boczna ściana równoległa do ulicy, na całej wysokości pierwszego piętra była jakby wielką zieloną łąką pokrytą pięknie prezentującymi się dmuchawcami, których czas w przyrodzie właśnie się rozpoczynał. A nade wszystko z radia dobiegł głos Urszuli i jej piosenka „Dmuchawce, latawce…”.


Ależ zbieg okoliczności! Początkowo wydało mi się, że te dmuchawce na ścianie to baner z jakąś reklamą. Po chwili przypomniałem sobie, że gdzieś już tak pokazane dmuchawce widziałem… I że był to obraz, i to niemały… Niestety na miejscu nie miałem kogo zapytać, bo to była niedziela, brama dokładnie zamknięta, a na placu panował idealny spokój. W dość szarym otoczeniu w cieniu wiaduktu kolejowego, na którym ul. Płowiecka przechodzi w ulicę Bronisława Czecha ta zielona łąka z dmuchawcami delikatnie oświetlona prześwitującymi tu i ówdzie promieniami chylącego się ku zachodowi słońca wyglądała niezwykle, wręcz bajecznie…


Stałem tam dobre kilka minut i starałem się sobie przypomnieć, gdzie ja to już widziałem? W domu sięgnąłem do katalogów aukcyjnych i wystawowych… Bez rezultatu. Kilka dni później w rozmowie z bliskim znajomym, z którym zawodowo i przyjemnościowo bywaliśmy w różnych miejscach, wspomniałem o tej łące z dmuchawcami, mówiąc, że gdzieś ową już widziałem, ale w żaden sposób nie mogę sobie przypomnieć gdzie i w jakich okolicznościach. Andrzej po chwili namysłu przypomniał sobie, że jakiś rok wcześniej wspomniałem mu o obrazie z dmuchawcami, który zdobił ścianę sali konferencyjnej jakiegoś biurowca, gdzieś w pobliżu Galerii Mokotów. Wtedy sobie przypomniałem… To było w sali konferencyjnej firmy SAP-Property.


No tak, ale co te dmuchawce „robią” na ścianie budynku w Wawrze? Zadzwoniłem do firmy SAP. Gdy potwierdzono mi, że dmuchawce „wiszą” na ścianie w konferencyjnej zapytałem czy wiedzą, że w znacznie większym wydaniu zdobią ścianę jakiegoś biurowca w Wawrze, usłyszałem: „Tak, bo to jest nasz budynek. Mieści się w nim pracownia autorki tego obrazu”.


Wpadłem tam niezapowiedziany przy okazji „wyprawy” w tamte strony w miesiąc później. I tak trafiłem do Ewy Chełmeckiej. To ona jest autorką „moich” dmuchawców i to ona ma pracownię na piętrze budynku w Wawrze przy wiadukcie. Ona też ozdobiła ścianę tegoż, wielokrotnie powiększoną wersją swego olejnego obrazu. Imponującą przestrzeń pracowni EVA (bo takiej wersji imienia używa, sygnując swą twórczość) dzieli z mężem, Faustynem Chełmeckim, artystą malarzem, performerem i – uwaga – wielokrotnym mistrzem konkursów rzutu młotkiem w/do telewizor/a. Obrazy, instalacje, rzeźba to gatunki uprawiane przez EVĘ CHEŁMECKĄ.


I tak przez przypadek albo przy okazji – co kto woli – natknąłem się na ciekawą artystkę. Ale o tym potem… Teraz słów kilka o roli przypadku, bo gdyby nie ów przypadek, gdybym nie odwiedził znajomego w Wawrze, gdyby nie to, że wielkie dmuchawce zwróciły moją uwagę, gdybym się tam nie zatrzymał, gdyby dmuchawce nie dawały mi spokoju, gdyby… Ot, przypadek… Ale czyż przypadek nie odgrywał wielkiej, żeby nie powiedzieć podstawowej roli w karierze wielu i nie tylko artystów malarzy?


Te dmuchawce sprawiły, że sztuce, a szczególnie malarstwu poświęcimy nieco miejsca w kolejnych odsłonach cyklu „Po prostu sztuka…”


CYPRIAN NIKODEM HYPKO

W wydaniu nr 164, lipiec 2015, ISSN 2300-6692 również

  1. HAJOTY PRESS CLUB

    Medialnie i kameralnie - 29.07
  2. DECYDENT W PODRÓŻY

    Na zamkach - 29.07
  3. CONDUCTING BUSINESS ACROSS CONTINENT

    Five commandments - 28.07
  4. RYNEK ZŁOTA

    Azjatycka masakra - 28.07
  5. FUNDACJA PRO PROGRESSIO

    Kapitał ludzki przyciąga inwestycje - 28.07
  6. MEKSYK POTĘGĄ MOTORYZACYJNĄ

    Szansa dla polskich producentów - 28.07
  7. UCHODŹCY W POLSCE

    Nie taki diabeł straszny... 17.07
  8. PUŁAPKI WŁASNEGO ŻYCIORYSU

    Nie wszystko złoto, co się świeci - 10.07
  9. POLSKI ZWROT KU AZJI

    Iluzja czy konieczność? - 8.07
  10. GRECJA SZACHUJE EUROPĘ

    A może Tsipras chce właśnie Grexitu? - 7.07
  11. A PROPOS...

    ...zaginionego w Karakorum - 27.07
  12. WIATR OD MORZA

    Rocznica i święto - 29.07
  13. LEKTURY DECYDENTA

    Książka o tragedii w Smoleńsku - 20.07
  14. LEWIATAN

    Pracodawcy zadowoleni - 28.07
  15. I CO TERAZ?

    A tak sobie gadamy - 13.07
  16. FILOZOFIA I DYPLOMACJA

    Syzyf w Alei Szucha - 20.07
  17. PO PROSTU SZTUKA

    Ewa Chełmecka w Wenecji - 22.07
  18. BIBLIOTEKA DECYDENTA

    Rozmowy z psem - 24.07
  19. DECYDENT SNOBUJĄCY

    Czwartek, 30.07 – Siła Hollande`a
  20. USTAWA O LOBBINGU

    10 lat zamieszania - 1.07
  21. W OPARACH WIZERUNKU

    Fałsz neofity - 1.07