Established 1999

PO PROSTU SZTUKA

15 października 2015

Wenecja w podziemiach

Bociany odleciały, a to oznacza absolutny, niestety, koniec lata. One odlatują, a my zlatujemy po wakacjach i urlopach, wypoczęci i pełni wrażeń, zapewne nieco ubożsi materialnie, ale – zakładam – znacznie bogatsi duchowo – pisze Cyprian Nikodem Hypko.

Galeria pod "Czterdziestolatkiem"

Może nie wszyscy, może nawet i mniejszość, ale jednak, tu i ówdzie w świecie zajrzała do muzeów i galerii, bądź odwiedziła miejsca, które same w sobie stanowią o dorobku kulturowym ludzkości. Z końcem lata zakończyły się dwie wspaniałe wystawy. Jedna w Krakowie, a druga w San Francisco… W zasadzie nic ich nie łączy poza tym, że prezentowały wycinek tego właśnie dorobku.

Ta pierwsza, w Krakowskim Muzeum Narodowym pod tytułem Ottomania. Osmański Orient w sztuce renesansu pokazuje fascynację ówczesnej Europy i panujących w niej dworów Orientem, a szczególnie Turcją. Wystawa obejmowała okres od połowy wieku XV, gdy Konstantynopol za sprawą sułtana Mehmeda II stał się Stambułem, do połowy wieku XVII, gdy po okresie względnego pokoju znów rozpoczęły się wojny z Turcją. Wystawę, urządzoną z iście sułtańskim rozmachem, kuratorzy podzielili na siedem sekcji, stanowiących jednak wspaniale skomponowaną całość. Pokazano na niej malarstwo, rzeźbę, drzeworyty i wyroby rzemiosła.

Nawet dzisiaj, a co dopiero w czasach, gdy zawaliło się Cesarstwo Wschodniorzymskie, Turcja, z racji swej kulturowej odmienności, jest dla nas pewną tajemnicą. Dlatego znakomitym pomysłem było pokazanie panoramy Stambułu i to w trzech odsłonach, ukazujących niby to samo, ale już nie takie samo miasto. Przedstawiają bowiem zmiany zachodzące w mieście, pozwalając jednocześnie dostrzec i nadzieję na „powrót” starego Konstantynopola w miejsce Stambułu (weduta z „Kroniki świata”, autorstwa norymberskiego lekarza, Hartmanna Schedla) i tęsknotę „za starym” oraz widoczne w pracy Giovanniego Andrei Vavassorego przekształcanie się tegoż Konstantynopola w Stambuł, ale jeszcze z podkreśleniem tego, co świadczy o niedawnej chrześcijańskiej przeszłości.

No i wreszcie, widok miasta z roku 1480 z wyróżniającymi się budowlami wzniesionymi za panowania Mehmeda II, świadczącymi o nastaniu „nowego” porządku… Świetny pomysł, świetny scenariusz, świetnie zrealizowany. Słowem – świetna wystawa. Szkoda tylko, że na tak krótko, bo udostępniono ją w lipcu, a zamknięto 27 września…

Galeria za zamkniętymi (celowo) drzwiami

Galeria za zamkniętymi (celowo) drzwiami

Drugą wystawę od tej pierwszej dzieli ponad 10 tys. km, ale łączy – choć może to za dużo powiedziane – czas… trwania. Aby ją obejrzeć trzeba było wybrać się do The Young Museum w San Francisco w okresie 20. czerwca – 20. września. Można było ją też oglądać wcześniej (24.02 – 24.05 br.) w Los Angeles, a jeszcze wcześniej (10.09.2014 – 25.01.2015) i znacznie bliżej, bo w londyńskiej Tate Britain.

Na wystawie zatytułowanej Późny Turner – wyzwolone malarstwo przedstawiono kilkadziesiąt prac z ostatnich dwóch dekad życia Josepha Mallorda Williama Turnera, uznawanego za jednego z największych geniuszy w dziejach światowego malarstwa, prekursora abstrakcjonizmu, impresjonizmu, taszyzmu i paru jeszcze „-zmów”, kreślących ramy dla XX wiecznego modernizmu. A przecież Turner był już ukształtowanym malarzem pod koniec… XVIII wieku (urodził się w 1775 r.), co nie znaczy, że od początku swej artystycznej działalności był nowatorem. Ale od klasycznych bardzo realistycznych kompozycji, w których dla artystów liczyła się przede wszystkim forma, bardzo szybko „uciekł” w kierunku eksperymentowania kolorem i światłem, a w jego pracach, które były prezentowane na wspomnianej wystawie, forma nie tylko nie była sprawą drugorzędną, ale – tak po prawdzie – trudno jej się w ogóle doszukać. I właśnie ta zabawa światłem i barwą oraz machnięcie ręką na formę, stało się inspiracją dla wielu późniejszych artystów, aż – w co trudno uwierzyć, a jednak – po nam współczesnych.

Artykuł w DECYDENCIE na szybie

Artykuł w DECYDENCIE na szybie

Niestety, do Londynu nie zdążyłem, a na zachodnie wybrzeże Stanów nie było mi po drodze. Odwiedziłem za to Wenecję, gdzie od maja do listopada trwa Weneckie Biennale Sztuki, któremu poświęciłem nieco miejsca w poprzednich tekstach z tego cyklu. I to jest trzecia wystawa, a raczej impreza, na którą składa się wiele różnych wystaw. I na Weneckie Biennale warto pojechać, bo spotkamy się tam z pracami twórców, którzy reprezentują chyba absolutnie wszystkie trendy we współczesnej sztuce. A Biennale – że przypomnę – trwa do listopada…

Jeżeli jednak ktoś nie lubi Wenecji lub nie planuje jej odwiedzić w czasie trwania Biennale, to na mikronamiastkę tegoż może natknąć się w pasażu handlowym pod Rondem „Czterdziestolatka” przy Dworcu Centralnym w Warszawie… Przechodząc tamtędy w połowie września, stanąłem jak wryty. Bo oto, za szybą jednego z tamtejszych lokali ujrzałem Cybermena i Harpiosyrenę, czyli tzw. obiekty przestrzenne autorstwa Ewy Chełmeckiej, które były prezentowane AŻ na trzech wystawach, odbywających się w ramach Weneckiego Biennale!

Oba obiekty ustawione na niewysokich postumentach, podświetlone ciepłym światłem, zdają się obserwować i komentować to, co dzieje się za szybą. Jednocześnie, co obserwowałem przez dłuższy czas, wielu przechodniów, którzy zwykle pośpiesznie przemierzają hall podziemia, zatrzymywało się, oglądając z zaciekawieniem obie prace i czytając tekst z reprodukowanych plakatów weneckich. Na szybach znalazłem też umieszczone przez artystkę moje teksty, które gościły latem w tej rubryce, a w których pisałem o Weneckim Biennale i o udziale w niej pani Ewy Chełmeckiej i jej prac.

Zaglądamy do wnętrza

Zaglądamy do wnętrza…

Artystyczne wizje Ewy Chełmeckiej

…artystycznych wizji Ewy Chełmeckiej

 

 

 

 

 

 

 

 

Byłem ciekaw jak Cybermen i Harpiosyrena z Galerii Weneckiego Domu Sztuki trafiły w podziemia „Czterdziestolatka”, bo przecież jest to dość oryginalne miejsce na eksponowanie dzieł sztuki. Artyści często starają się „wtargnąć” w tę przestrzeń, która sprzyja „pokazaniu się”. I bardzo dobrze, że sztuka „szuka” swego odbiorcy, a dzięki temu i miasto – mam wrażenie – staje się ciekawsze.

W tym wypadku okazało się, że pani Ewie Chełmeckiej pomysł poddał ktoś z przyjaciół, kto skontaktował ją z zarządem firmy Warszawskie Przejścia Podziemne, która od wielu lat dzierżawi tę powierzchnię i przekształciła ją w pasaż handlowy. Zarząd WPP bardzo szybko podchwycił pomysł pani Ewy, udostępniając jej lokal na wystawienie swoich prac, który akurat był wolny, czekając na nowego najemcę. Jest to teraz w całym pasażu jedyny lokal z tych, w których coś się dzieje, w którym nic się nie sprzedaje i w którym nie ma nikogo, a który przyciąga uwagę przechodniów.

I bardzo dobrze. Gratulacje dla Ewy Chełmeckiej za pomysł, a dla zarządu Warszawskich Przejść Podziemnych za jego podchwycenie. Można to określić jako działanie w ramach CSR, tak obecnie modnego trendu społecznej odpowiedzialności biznesu, choć WPP wcale tak nie uważa. Po prostu, pomysł pni Ewy Chełmeckiej uznali za ciekawy i wart realizacji. I bardzo dobrze.

W imieniu tych wszystkich, którzy lubią artystyczne eksperymenty, składam niniejszym na ręce pana Zbigniewa Woźniaka, prezesa WPP, wyrazy uznania i dziękuję za danie sztuce nowej przestrzeni…

CYPRIAN NIKODEM HYPKO

W wydaniu nr 167, październik 2015, ISSN 2300-6692 również

  1. WIATR OD MORZA

    Pieśń dla prezydenta
  2. KONFEDERACJA LEWIATAN

    Powyborcze oczekiwania przedsiębiorców
  3. I CO TERAZ?

    Czekanie na mannę
  4. DECYDENT SNOBUJĄCY

    Wyczekiwana porażka
  5. I CO TERAZ?

    Co będzie, to będzie
  6. Z KRONIKI BYWALCA

    Szczęśliwa trzynastka
  7. LEKTURY DECYDENTA

    Kolaborant niejedno ma imię
  8. DECYDENT SNOBUJĄCY

    Najgłupsze pytanie
  9. I CO TERAZ?

    Syndrom takifugu
  10. WIATR OD MORZA

    Na Wschodzie bez zmian
  11. PO PROSTU SZTUKA

    Wenecja w podziemiach
  12. I CO TERAZ?

    Nie wypada... Czyżby?
  13. O POLSKICH PILOTACH I INŻYNIERACH LOTNICTWA

    Początki awiacji
  14. W OPARACH WIZERUNKU

    Człowiek oddzisiejszy
  15. BIBLIOTEKA DECYDENTA

    Primabalerina i pierwszy tancerz
  16. DECYDENT SNOBUJĄCY

    Piłka a polityka
  17. WIATR OD MORZA

    Francisco Goya w Polsce?