Established 1999

PO PROSTU SZTUKA

17 grudnia 2016

Eva w króliczej norce

W końcu listopada zachęcałem do wybrania się na ul. Poznańską 15 w Warszawie i odwiedzenia galerii Rabbithole ART ROOM. Rabbithole po spolszczeniu oznacza nic innego, jak króliczą norę właśnie, ale ponieważ słowo „nora” ma w sobie coś ponurego i pejoratywnego, więc pozwoliłem sobie w tytule użyć zdrobnienia. I stąd „norka”, co brzmi znacznie subtelniej, żeby nie powiedzieć, że wręcz milutko. Ale dość tłumaczeń… W poprzednim tekście zachęcałem do odwiedzenia tej galerii z uwagi na indywidualną wystawę Evy Chełmeckiej, o twórczości której już kilkakrotnie pozwoliłem sobie pisać. Eva zatytułowała swoją wystawę „Miłość w czasach cyberkultury”, nie bez kozery nawiązujący do głośnej powieści Gabriela Garcii Marqueza „Miłość w czasach zarazy”. Tym tytułem Artystka odwołuje się do czasów, w jakich żyjemy. Do czasów, w których coraz częściej zdarza się, że stajemy się trybikami w maszyneriach otaczającej nas codzienności – pisze Cyprian Nikodem Hypko.

Eva Chełmecka swymi pracami udowadnia, że sami wiążemy sobie te więzy. Czy zdajemy sobie z tego sprawę? Niektórzy z nas… Może…  A z drugiej strony te prace dowodzą też naszego rosnącego uzależnienia od tego, co sami wymyślamy i wytwarzamy. A jak w tym świecie mają się te zwykłe, ludzkie uczucia? Eva Chełmecka odwołuje się do uczucia miłości… Czy to uczucie ma szanse, czy to jeszcze uczucie między ludźmi, czy między człowiekiem a maszyną? A może to uczucie między maszynami? A może…

Ci, którzy 1 grudnia, brnęli w śnieżycy na Poznańską i dobrnęli do Rabbithole ART ROOM, aby wziąć udział w wernisażu wystawy „Miłość w czasach cyberkultury” z pewnością nie żałowali. W gmachu, w którym przed II wojną światową mieściło się tzw. poselstwo (namiastka ambasady) Związku Radzieckiego, a po wojnie przez wiele lat był siedzibą znanej firmy transportowo-przewozowej HARTWIG, a który pieczołowicie odrestaurowany jest dzisiaj hotelem, słowem w tym właśnie budynku swą „norkę” znalazł galeryjny „królik”….

Dzisiaj jesteśmy na półmetku tej wystawy, która w galerii na Poznańskiej będzie do obejrzenia do 5 stycznia przyszłego roku. Jest zatem jeszcze kilkanaście dni, aby obejrzeć to, co jest czymś jeżeli nie nowym, to z całą pewnością czymś innym pośród tego wszystkiego, co rynkowi oferują sztuki piękne.

Wspominałem już jakiś czas temu, pisząc o twórczości Evy Chełmeckiej, że nie jest to sztuka łatwa, która niewyrobionemu, czyli nieopatrzonemu widzowi może wydać się mało, a może i w ogóle niezrozumiała. Ale uważam, że może się podobać, bo odwołuje się do tego, co każdy z nas ma – do wyobraźni, choć u wielu z nas może być ona przytłumiona lub wręcz uśpiona. Tym szczególnie polecam wybranie się do Rabbithole ART ROOM. Jestem przekonany, że prace Evy Chełmeckiej tam zgromadzone (a jest ich blisko 30) mogą przemówić nawet do całkowicie zasklepionej wyobraźni tkwiącej w malignie. Ich kolorystyka, forma sprawią, że zawarta w nich treść może, a nawet powinna ożywić wyobraźnie każdego z oglądających.

Tworzywem dla Evy Chełmeckiej jest – że tak to określę, a mam nadzieję, że Artystka nie będzie miała mi tego za złe – śmietnik… Tak, śmietnik, a chcąc być bardziej precyzyjnym, to odpady, które „produkuje” człowiek. A „produkuje” je z tego, czego używa na co dzień. To wszelkie opakowania, różnego rodzaju stłuczka, którą staje się rozbity wazon, talerz, kubek, lustro itd. itp. To stary, zepsuty, albo po prostu zużyty sprzęt także codziennego użytku, który ląduje na śmietniku, ustępując miejsca nowemu, nowocześniejszemu; to np. telefony komórkowe, komputery, klawiatury, monitory. To fragmenty tego, co jest wspomnieniem lat minionych, ot, choćby dzieciństwa, z którym minął okres zabawy klockami, misiami, samochodzikami i czym tam jeszcze… To wszystko stanowi o człowieku, o nas… To jakby zaklęte w tych odpadach nasze emocje i uczucia. To one z nas i my… w nich. I to stara się pokazać w swych pracach Eva Chełmecka.

I na koniec jeszcze tylko jedna uwaga… Bywałem na wielu wernisażach w różnych galeriach, ale wernisaż wystawy „Miłość w czasach cyberkulturu” był szczególny pod jednym, choć może mało artystycznym względem. Otóż był to pierwszy „mój” wernisaż, na którym wśród podsłuchanych komentarzy przewijał się jeden, dotyczący tego, że do końca jego trwania nie zabrakło… wina. I to prawda. Też na to zwróciłem uwagę, a wychodziłem jako jeden z ostatnich… A to, że wina było pod dostatkiem miało niewątpliwy wpływ na obcowanie ze sztuką. Kto bywa na wernisażach ten wie, a tym, którzy nie bywają też chyba nie trzeba tłumaczyć, że są rzeczy, które ułatwiają kontakt i otwierają, czy też budzą – jak kto woli – wyobraźnię. A już starożytni wiedzieli, że wino ma właśnie takie właściwości. Brawo zatem dla organizatorów, że o to zadbali…

CYPRIAN NIKODEM HYPKO

W wydaniu nr 181, grudzień 2016, ISSN 2300-6692 również

  1. BIBLIOTEKA DECYDENTA

    Kryminał retro z GPU w tle
  2. LEKTURY DECYDENTA

    Wszyscy jesteśmy na podsłuchu
  3. FILOZOFIA I DYPLOMACJA

    Unia Europejska a integracja
  4. WIATR OD MORZA

    Apel Smoleński
  5. PO PROSTU SZTUKA

    Eva w króliczej norce
  6. PO PROSTU SZTUKA

    Eva Chełmecka w Rabbithole ART ROOM
  7. WIATR OD MORZA

    Krwawa miesięcznica
  8. LEKTURY DECYDENTA

    Nadia - bohaterka
  9. BIBLIOTEKA DECYDENTA

    Izraelska wsi spokojna...
  10. KOBIETY PRACUJĄCE

    Coraz więcej w zawodach technicznych
  11. FILOZOFIA I DYPLOMACJA

    Unia Europejska w roku 2016
  12. WIATR OD MORZA

    A więc - wojna?
  13. BIBLIOTEKA DECYDENTA

    Królowa bezpieki
  14. LEKTURY DECYDENTA

    Szalony, czyli przedsiębiorczy
  15. W OPARACH WIZERUNKU

    Enfante terrible