Established 1999

I CO TERAZ?

19 lipca 2016

Erdogan rozdaje karty

W Turcji padły strzały, słychać wybuchy, czołgi na ulicach, są zabici i ranni, trwa pucz wojskowych…Tyle wieczorem w miniony piątek podały internetowe portale, informując, że w Turcji doszło do wojskowego zamachu stanu, ale że prezydent Erdogan i premier Yildirim są bezpieczni i nawołują do obrony państwa… Jednocześnie nie było doniesień o jakimkolwiek apelu lub odezwie zbuntowanych wojskowych. Wydało mi się to nieco dziwne, bo w swoim zawodowym życiu „przeżyłem” ze dwa tuziny różnych zamachów stanu, ale ten teraz w Turcji był dziwny – pisze Marek J. Zalewski.

Marek J. Zalewski - komentator spraw wszelkich, a w szczególności politycznych, ekonomicznych, kulturalnych, społecznych i sportowych

Zwykle działo się bowiem tak, że zamachowcy uderzali w najważniejsze i strategiczne miejsca w państwie. Usiłowano przejąć główne ośrodki władzy, zatrzymać jej głównych przedstawicieli (najczęściej do zamachów stanu dochodziło, gdy przywódca danego państwa bawił za granicą), otaczano jednostki wojskowe, które zamachowcy uważali za mogące pokrzyżować ich plany z uwagi na wierność dotychczasowej władzy, no i przejmowano media, aby móc przedstawić cel podjętych działań oraz informować naród o rozwoju sytuacji i dalszych zamiarach, a także, aby przekazywać komunikat na zewnątrz. W Turcji – a śledziłem to, co się tam działo w zasadzie przez całą noc z piątku na sobotę – nic takiego się nie wydarzyło. Nie doszło nawet do próby zatrzymania prezydenta Erdogana, premiera, ministrów czy oficerów wiernych rządowi. Nie było komunikatu ze strony puczystów o tym, kim są, jaki jest ich cel, jakie mają zamiary… Ani słowa!

Natomiast od samego początku niezwykle aktywny był prezydent Erdogan, który – co powiedział w poniedziałkowym wywiadzie dla CNN – był z rodziną na pięciodniowym wypoczynku w okolicach Bodrum, skąd na wieść o rozgrywających się wydarzeniach rozesłał do rodaków SMS z apelem obrony Turcji. Apel okazał się wyjątkowo skuteczny, bo już nad ranem w sobotę było po sprawie, czyli po zamachu. Prezydent Erdogan powiedział, że ten zamach „to dar od Boga”, który pozwoli „oczyścić armię ze zdrajców”.

I się zaczęło… O to, że stoi za próbą tego zamachu stanu, Erdogan oskarżył imama Fetullaha Gulena, który od 1999 roku mieszka w USA, a swego czasu był jego politycznym sojusznikiem. We wtorek podano, ze Ankara złożyła w Waszyngtonie oficjalny wniosek o ekstradycję Gulena, a prezydent Erdogan we wspomnianym już wywiadzie dla CNN powiedział, że umowa ekstradycyjna przewiduje współprace antyterrorystyczną i USA nie mogą dawać na swoim terytorium schronienia terroryście.

Według ostatnich danych w wydarzeniach związanych z tym dziwnym puczem zginęło 235 osób, a blisko 1,5 tys. zostało rannych. Do dzisiaj aresztowano ponad 7 tys. osób (połowa to oficerowie), w tym 10 członków Rady Państwa, czyli najwyższego sądu administracyjnego, a trwają poszukiwania 140 członków Trybunału Kasacyjnego,  zwolniono też niemal natychmiast ponad 2700 sędziów. Doszło też do licznych „samosądów”, których ofiarą padło wielu żołnierzy i oficerów z oddziałów, które brały udział w tym nieudanym tzw. puczu. W komentarzach zagranicznych pojawiły się obawy o „odwieszenie” kary śmierci. Zapytany o to przez CNN Erdogan powiedział, że „wszędzie wokół Turcji jest kara śmierci, jest i w USA, choć nie ma jej – to prawda – w Europie”, a ponadto „i co, mamy teraz trzymać w więzieniach i utrzymywać tych, którzy uderzyli w Turcję; naród na to nie daje zgody”.

Wszystko wskazuje na to, że ten – choć do jego przygotowania „przyznał się” gen. Ozturk, głównodowodzący sił powietrznych – pucz był autorskim pomysłem samego Recepa Erdogana. Taką opinię potwierdzają fakty. Ale oddajmy głos specjaliście, byłemu zastępcy szefa ABW, gen. bryg. Pawłowi Pruszyńskiemu, który w wypowiedzi dla Onetu powiedział m.in.::

Co to za zamach stanu, skoro nie zatrzymuje się aktualnie rządzących przywódców, nie przejmuje się ośrodków mediów, tylko wyprowadza się na ulice żołnierzy. Żołnierze mogli nawet nie wiedzieć, że biorą udział w zamachu stanu. Wszystko odbywało się przy dobrym rozpoznaniu służby bezpieczeństwa, która bezpośrednio podlega prezydentowi. Proszę zwrócić uwagę na wyjątkowo szybką reakcję wojska podległego prezydentowi Erdoğanowi. Jeżeli zamach odbywa się w kilka godzin, a o 6 rano wszyscy są zatrzymani, to znaczy, że od dłuższego czasu wszystko było pod kontrolą. Służba bezpieczeństwa Turcji jest bardzo dobra i nie bardzo wierzę, że nie zauważyła ona jakiegokolwiek ruchu, przy monitorowaniu nastrojów armii i planów wąskiej grupy żołnierzy. Jeżeli nie było inspiracji ze strony rządzących, to na pewno ten zamach stanu był pod kontrolą. Zamach stanu nie miał szans powodzenia. Według mnie, uczestniczący w nocnych zdarzeniach żołnierze mogli nie mieć świadomości o skali wypadków, a jedynie wykonywać polecenia swoich dowódców. Mogli nawet nie wiedzieć, że biorą udział w zamachu stanu. – dodaje gen. Pruszyński.

Spójrzmy teraz na reakcje światowe… Wszyscy bez wyjątku, Waszyngton, Londyn, kraje Unii, których przedstawiciele obradowali w Mongolii, a nawet Izrael, Teheran i Moskwa oświadczyły, że popierają oficjalne władze w Turcji i potępiają poczynania zamachowców.  A przecież Ankara nie należy do ulubieńców żadnego z tych państw! Co zatem skłoniło ich rządy do opowiedzenia się za Erdoganem?

To sprawa i skomplikowana, i prosta zarazem, a jest taką z uwagi na obawy, zagubienie, niepewność, a może i zwykły strachu przed tym, co się może zdarzyć. Kilka dni temu, komentując terrorystyczny zamach w Nicei przytoczyłem zdanie, które w „Procesie” zawarł Franz Kafka: „Ale człowiek jest tak mało przygotowany na to, co się może zdarzyć”, a które zapamiętałem, bo wywarło na mnie olbrzymie wrażenie, gdy wiele dziesiątków lat temu po raz pierwszy czytałem tę książkę… Wydaje się, a nawet jestem pewien, że na to, co wydarzyło się piątkowo-sobotniej nocy przygotowany był tylko prezydent Erdogan. Cała reszta była – jak to napisał Kafka – „mało przygotowana na to, co się może zdarzyć”. Ale czy to usprawiedliwia wręcz błyskawiczne wsparcie Ankary? Nie, i jako takie zastanawia.

Odpowiedź znajdziemy w wydarzeniach ostatniego roku i na mapie politycznej świata. Turcja jest… najważniejsza! Dla Unii, bo jest bramą dla milionów tzw. uchodźców, bramą pobudowaną za unijne miliardy, które lądują w tureckiej kasie. Miliardy, za które Unia nie kupiła sobie jednak kluczy do tej bramy. One nadal spoczywają w tureckich rękach. Poparcie dla Erdogana może zatem oznaczać obawę przed tym, „co się może zdarzyć”, a raczej co by się mogło zdarzyć, gdyby Unia tego wsparcia nie udzieliła? Choć Erdogan stanowi dla Europy kłopot z wielu powodów, to jednak władzę objął w wyniku demokratycznych wyborów. A zatem Europa, miłująca legitymizowaną władzę, nie mogła postąpić inaczej. A poza tym od początku widać było, że z tym puczem, to jednak „coś” nie tak.

Dlatego też, gdy do obradujących w stolicy Mongolii, Ułan Bator, na szczycie Azji i Europy ASEM, przedstawicieli Unii dotarły wiadomości o wydarzeniach w Turcji, Federika Mogherini, szefowa unijnej dyplomacji, napisała w oświadczeniu, że uczestnicy spotkania przeanalizowali sytuację w Turcji, wyrazili poparcie dla „demokratycznych instytucji w tym kraju i potępili użycie siły przeciwko nim” i że „należy uniknąć eskalacji przemocy z udziałem ludności cywilnej”.

Ministrowie spraw zagranicznych 28 krajów ponownie ocenili sytuację w Turcji podczas poniedziałkowego spotkania w Brukseli i powtórzyli treść tego wcześniejszego oświadczenia. Czy nie widać w tym hipokryzji Unii? A Syria? Czy demokratyczny, podobnie jak Erdogana, wybór na prezydenta Baszara al-Asada jest gorszym wyborem? A jeżeli tak, to dlaczego? A czym syryjscy rebelianci różnią się od tureckich puczystów? Ale te kwestie to „zupełnie inna historia”…

Wracając jednak do stanowiska Unii, nie wyczerpuje ono, oczywiście, pełnej odpowiedzi na pytanie, dlaczego Europa tak zareagowała? Brakuje tu bowiem (i tu właśnie pojawia się mapa…) niezwykle istotnego elementu, którym jest członkostwo Turcji w NATO i jej rola na południowej lub południowo-zachodniej flance (jakże modne obecnie to słowo) paktu. Turcja to przecież fundament natowskiej (czytaj: amerykańskiej) strategii obronno-zaczepnej. To tu ogniskuje się dzisiaj kilka, jeżeli nie większość problemów świata. Bo to i walka z tzw. państwem islamskim, i sytuacja w Iraku, Syrii, a do tego dochodzi i „agresywna” wg Brukseli i Waszyngtonu polityka Moskwy, a i wspomniani uchodźcy też w tym samym koszyku…

W opinii „Washington Post” próba zamachu stanu w Turcji „może utrudnić operację militarną przeciwko tzw. państwu islamskiemu, w której Turcja jest kluczowym sojusznikiem Stanów Zjednoczonych”. Gazeta przypomina, że Turcja stanowi linię frontu i bazę dla wojsk USA, prowadzących operacje antyterrorystyczne w Syrii. Amerykańskie samoloty, które bombardują pozycje tzw. państwa islamskiego, startują z baz sił powietrznych w Incirlik i Diyarbakir. Amerykanie planowali też umieszczenie w Turcji mobilnych wyrzutni rakietowych HIMARS.

„Washington Post” przypomina, że prezydent Barack Obama i sekretarz stanu John Kerry po kilku godzinach od rozpoczęcia próby zamachu stanu jednoznacznie opowiedzieli się po stronie prezydenta Erdogana, wzywając wszystkie strony do poparcia demokratycznie wybranych władz Turcji (wspomnijmy raz jeszcze także demokratycznie wybranego prezydenta Syrii, Asada). Eksperci gazety uważają, że Recep Erdogan po rozprawieniu się z puczystami stanie się jeszcze bardziej „paranoidalny i podejrzliwy” – za jakiego go mają. Zwracają też uwagę na to, że Turcja wkroczy w okres niepewności i niestabilności, co będzie niekorzystne dla relacji turecko-amerykańskich, które i tak były napięte.

Erdogan 400

Prezydent Erdogan

I CO TARAZ? Recep Erdogan będzie miał teraz społeczne poparcie do podejmowania wszelkich działań, zmierzających do wyeliminowania osób, które nie zgadzają się z jego polityką. Prezydent Turcji po wprowadzeniu zmian w konstytucji może zmierzać do stworzenia państwa totalitarnego. Sytuacja, jaka się wydarzyła, jest dla niego bardzo korzystna. Czy zdoła się powstrzymać przed wprowadzeniem terroru politycznego? To jedno, a drugie, to pytanie o dalszą islamizację Turcji. Od kilku lat ten proces postępuje. Wojsko w Turcji zawsze stało na straży świeckości państwa. Twórca nowoczesnej Turcji, Mustafa Kemal Ataturk dobrze rozumiał, że islam i fanatyzm religijny są wrogami silnego państwa. Swego czasu powiedział: „Czasami chciałbym, żeby wszystkie religie spoczęły na dnie morza. Ten, kto rządzi z pomocą religii, jest słabym władcą. Wciąga swój naród w pułapkę”.

Porażka wojska z dążącym do dyktatury islamisty Erdogana postawiła nowe znaki. A jego zwycięstwo, niestety, nie wróży dobrze nikomu…

MAREK J.ZALEWSKI

W wydaniu nr 176, lipiec 2016, ISSN 2300-6692 również

  1. USA: DWOJE KANDYDATÓW

    Walka o najważniejszą w świecie prezydenturę
  2. DEMOKRACI WYBRALI

    Hillary Clinton - First Mrs. President?
  3. DEMOKRACI W FILADELFII

    Apel o partyjną jedność
  4. LEKTURY DECYDENTA

    Magia szkicu
  5. I CO TERAZ?

    Amerykańskie wybory - kolej na demokratów...
  6. I CO TERAZ?

    Trump - ma co chciał
  7. KACZYŃSKI O POLSCE

    Droga do jedynowładztwa
  8. I CO TERAZ?

    Erdogan rozdaje karty
  9. BIBLIOTEKA DECYDENTA

    Sułtan to miał klawe życie...
  10. A PROPOS...

    ...rwetesu w GOP
  11. WIATR OD MORZA

    Czy kiedykolwie dojrzejemy
  12. A PROPOS

    Nicea, czwartek wieczór
  13. I CO TERAZ?

    Wiadomo...
  14. WIATR OD MORZA

    Pochwała Macierewicza
  15. LEKTURY DECYDENTA

    Czytać, jak to łatwo powiedzieć
  16. HAJOTY PRESS CLUB

    Wianków strojenie
  17. Z KRONIKI BYWALCA

    Co robi Rosja
  18. I CO TERAZ?

    Powrót do przeszłości
  19. PODRÓŻE DECYDENTA

    W Krainie Rumianku
  20. BIBLIOTEKA DECYDENTA

    Mordujące państwo
  21. A PROPOS...

    ...warszawskiego szczytu NATO i bezpieczeństwa "wschodniej flanki"
  22. FILOZOFIA I DYPLOMACJA

    Chińczyki trzymają się mocno...
  23. I CO TERAZ?

    Bringo...
  24. RADA PRZEDSIĘBIORCZOŚCI

    Krytycznie o prawie według PiS
  25. LEKTURY DECYDENTA

    Wierny Adolfowi do dzisiaj
  26. W OPARACH WIZERUNKU

    Celebrytyzm i celebrytyzacja
  27. DECYDENT SNOBUJĄCY

    Polak-Anglik dwa mohery