Established 1999

I CO TERAZ?

26 października 2015

Co będzie, to będzie

Que sera, sera… Whatever will be, will be… To początkowe słowa przeboju sprzed dziesiątek już lat. Co będzie, to będzie… Po prostu, bo tyle to znaczy po polsku. Dla Doris Day, która śpiewając tę piosenkę przed 60 laty w filmie Alfreda Hitchcocka uczyniła ją światowym przebojem, były to słowa radosnej nadziei – pisze Marek J. Zalewski.

Marek J. Zalewski - publicysta i komentator spraw wszelkich, a w szczególności ekonomicznych, politycznych, społecznych, kulturalnych i sportowych

Dla wielu, a nawet bardzo wielu, Polaków i Polek te słowa dzisiaj, po wyborczej niedzieli, to wyraz pełnej obaw, bojaźliwej, podszytej niepewnością, jakkolwiek to nazwiemy, rezygnacji. To ci, którzy oddali swe glosy na przegranych. Ale to wciąż tylko ci, co w wyborach udział biorą. A przecież są miliony tych, którzy do urn nie idą. Wśród nich są zapewne i tacy, dla których wynik wyborów oznacza łopot sztandaru radosnej nadziei, jak i ci, dla których nastał czas mrocznej rezygnacji…

Rezultatem (w rozumieniu nieodżałowanego Kisiela) wyborczych wyników będzie taki skład parlamentu i wyłoniony przezeń rząd, który bardzo szybko sprawi, ze radosny nastrój zacznie parować, niczym gotująca się woda, spod łopoczącego radosną nadzieją sztandaru. A to z kolei wywoła grymas satysfakcjonującego uśmiechu na twarzach tych, dla których ów rezultat był co najmniej mocno rozczarowujący.

Nikodem Dyzma na raucie, od którego zaczęła się jego kariera, zrugał ministra Terkowskiego za to, że przechodząc potrącił go, wytrącając z ręki talerzyk z sałatką, co płk Wareda skomplementował, na co Dyzma wypalił: „Terkowski głupstwo, sałatki szkoda!”. Po niedzieli, 25 października, Dyzma zapewne by jęknął: „PiS głupstwo, Polski szkoda”… Bo faktycznie, czy Polska wytrzyma realizację szaleńczego wręcz programu zwycięskiej partii? Te 1 500 000 000 000 (półtora BILIONA) zł na wszystko i na cokolwiek? Te pomysły na organizację (czyt. destabilizację) państwa? Te zapowiedzi, które prowadzą do jeszcze większej opresyjności tegoż państwa? Polska to wytrzyma, bo nie takie razy przychodziło jej zbierać. Zgoda, ale po co? Przecież dokładnie 10 lat temu zaczęło się blisko 30 miesięcy koszmaru zwanego IV Rzeczpospolitą. Wynik wyborczy potwierdził starą prawdę: historia nas uczy, że Polacy z historii niczego się nie uczą…

Nadal trudno jest się nam zmobilizować, żeby pofatygować się do urn wyborczych. Połowa tych, którzy mają prawo być uczestnikami demokracji bezpośredniej, notorycznie to prawo lekceważy. Z kolei znakomita większość tych, którzy z tego prawa korzystają idzie do urn nie mając w ogóle pojęcia o programach wyborczych, albo mając o nich co najwyżej blade pojęcie. Wyborcami kierują u nas emocje, a nie świadomość. Wielu komentatorów dodaje do tego pytanie o pamięć, która musi zawodzić, bo skoro nie pamięta się wybryków koalicji PiS-LPR-Samoobrona, to… Ale z drugiej strony nie można zakładać, że w latach 2005-2007 byli tylko tacy, którym to, co się wówczas działo im się nie podobało. Uważam, że tych, którzy temu przyklaskiwali było znacznie więcej niż może się wydawać…

Ale co tam! Co było, to było… Teraz przed nami: co będzie, to będzie… Dzisiaj, w dzień po wyborach, wygląda na to, że PiS ma większość, a obok niego w Sejmie zasiądą posłowie PO, Nowoczesnej.pl, Kukiz’15 i PSL. Uważam, że nawet w tak, wydawało by się, komfortowej sytuacji Jarosław Kaczyński nie zdecyduje się na rządzenie bez koalicjanta. Wszak wygodnie będzie mieć obok siebie kogoś/coś, na kogo/coś będzie można zwalić winę lub z kim/czymś podzielić się odpowiedzialnością za niezrealizowanie tego, co się obiecało lub tego, co nie wyszło w sytuacji, gdy podjęto się próby realizacji. Przed wyborami widziano tego tylko w partii Pawła Kukiza. Kaczyński jest zbyt wytrawnym graczem, żeby nie wiedzieć, że podpieranie się Kukizem oznacza narastający konflikt, prowadzący do kłótni i trzaskania drzwiami. Wbrew pozorom te partie więcej dzieli nić łączy. Jeżeli nie Kukiz, to może Korwin, gdy okaże się, że przekroczy próg wyborczy? Także mało prawdopodobne, aby już przy negocjacyjnym stole nie doszło jedynie do sporządzenia protokołu rozbieżności, jeżeli od razu nie do awantury. A zatem?

Jedynym partnerem dla PiS jest… PSL. Obrotowcy spod znaku listka koniczyny to jedyna partia, której interesy w żadnym punkcie nie kolidują z interesami PiS. W ostatnich miesiącach PSL bardzo wyraźnie mrugało porozumiewawczo do PiS, czy to w sprawie in vitro, czy odebrania immunitetu Zbigniewowi Ziobro, czy postawienia Michała Kamińskiego przed Trybunałem Stanu. Mało tego, Janusz Piechociński wyraźnie i coraz częściej kontestował poczynania swego koalicjanta, a ostatnio otwarcie mówił o nowej koalicji dla Polski, w której obok PiS widział ciągle jeszcze i PO, ale było to raczej kurtuazyjne posunięcie pod adresem dotychczasowego rządowego koalicjanta.

Piechociński jest w stanie zgodzić się na wiele, negocjując umowę koalicyjną z PiS. Nawet na wszystko, ale pod jednym warunkiem – o czym już w tym miejscu pisałem niemal przed kwartałem – że to jemu przypadnie teka premiera. Wszak nie może on być gorszy od Waldemara Pawlaka, który premierem był dwukrotnie, a po raz pierwszy – co z tego, że na krótko i bez powodzenia – mając zaledwie 33 lata.

Jarosław Kaczyński będzie w stanie to zaakceptować, bo będzie wiedział, że robi to na chwilę. Do czasu, gdy PiSowski odkurzacz nie wessie w swoje sejmowe szeregi tylu posłów np. od Kukiza czy z PO, aby zagwarantować sobie bezpieczną większość. Czy Piechociński nie zdaje sobie z tego sprawy? Z pewnością tak, ale bycie premierem to jego „idee fixe”, bo kilkakrotnie i coraz odważniej o tym wspominał. Jeżeli tak się stanie, to będzie powtórka casusu Marcinkiewicza, a może i losów LPR i Samoobrony, choć z PSL nie będzie to aż tak spektakularne…

I CO TERAZ? Czekamy na wyniki. A po ich oficjalnym ogłoszeniu na pierwsze posiedzeniu Sejmu, które prezydent Duda musi zwołać w ciągu 30 dni od dnia wyborów, czyli do 24 listopada. A w tzw. międzyczasie jedyne, co możemy zrobić, to podśpiewywać sobie „Que sera, sera… Whatever will be, will be…”

 

MAREK J. ZALEWSKI

W wydaniu nr 167, październik 2015, ISSN 2300-6692 również

  1. WIATR OD MORZA

    Pieśń dla prezydenta
  2. KONFEDERACJA LEWIATAN

    Powyborcze oczekiwania przedsiębiorców
  3. I CO TERAZ?

    Czekanie na mannę
  4. DECYDENT SNOBUJĄCY

    Wyczekiwana porażka
  5. I CO TERAZ?

    Co będzie, to będzie
  6. Z KRONIKI BYWALCA

    Szczęśliwa trzynastka
  7. LEKTURY DECYDENTA

    Kolaborant niejedno ma imię
  8. DECYDENT SNOBUJĄCY

    Najgłupsze pytanie
  9. I CO TERAZ?

    Syndrom takifugu
  10. WIATR OD MORZA

    Na Wschodzie bez zmian
  11. PO PROSTU SZTUKA

    Wenecja w podziemiach
  12. I CO TERAZ?

    Nie wypada... Czyżby?
  13. O POLSKICH PILOTACH I INŻYNIERACH LOTNICTWA

    Początki awiacji
  14. W OPARACH WIZERUNKU

    Człowiek oddzisiejszy
  15. BIBLIOTEKA DECYDENTA

    Primabalerina i pierwszy tancerz
  16. DECYDENT SNOBUJĄCY

    Piłka a polityka
  17. WIATR OD MORZA

    Francisco Goya w Polsce?