Established 1999

I CO TERAZ?

12 października 2015

Nie wypada... Czyżby?

Zupełnie niespodziewanie nastał czas, gdy NIE WYPADA należeć do większości. Czas, w którym NIE WYPADA mieć zastrzeżeń. Czas, w którym NIE WYPADA też zadawać pytań. Czas, w którym większość ma się wstydzić. Czas, w którym większość ma się czuć zażenowana, a nawet winna. Dlaczego? Bo tak chce MNIEJSZOŚĆ! Co to za MNIEJSZOŚĆ? Wobec czego nie wypada mieć zastrzeżeń? O co nie wypada pytać? Czego większość ma się wstydzić i dlaczego czuć zażenowanie, a nawet poczuwać się do winy? – pisze Marek J. Zalewski. 

Marek J. Zalewski - publicysta i komentator spraw wszelkich, a w szczególności ekonomicznych, politycznych, społecznych, kulturalnych i sportowych

Imigranci… Uchodźcy…To fala tych, którzy porzucają swoje rodzinne strony w Afryce i na Bliskim Wschodzie i ciągną ku Europie, uznając ją za swoją „ziemię obiecaną”. Niemal od zawsze mieszkańcy tych rejonów świata przenosili się w mniej lub bardziej legalny sposób do Europy. Po tzw. arabskiej wiośnie, czyli po osiągnięciu przez tzw. Zachód całkowitej DESTABILIZACJI w państwach Afryki Pln. i Bliskiego Wschodu (a tam przede wszystkim w Syrii), ruszyła stamtąd rzesza ludzi, która za swój cel obrała przede wszystkim włoskie i greckie wybrzeża. Najpierw były to dziesiątki, potem setki, a całkiem niedawno te setki przerodziły się w tysiące, aż wreszcie ruszyło wielusettysięczne ludzkie tsunami.

Dla setek, a może i tysięcy spośród tych ludzi wyprawa po europejskie „złote runo” zakończyła się w wodach Morza Śródziemnego. I ofiary tych zatonięć „wszystkiego, co pływa”, a czym do Europy próbowali dostać się ci ludzie, wstrząsnęły sercami wielu Europejczyków i „sumieniami” niemal wszystkich jej polityków. Na Morze Śródziemne wypłynęły dziesiątki kutrów patrolowych, które ratowały kolejne i kolejne, i coraz to nowe tysiące zamorskich przybyszów. Jednocześnie na granicach Unii pojawiła się nieprzebrana ich gromada. Nie bardzo wiadomo jak i skąd?

Kim są? Właśnie… Kim są? Ale czy to właściwe pytanie? Bardziej zasadne wydaje się pytanie o to jak ich traktować? Jak imigrantów ekonomicznych? A może jak uchodźców z państw ogarniętych wojną? Regularna wojna toczy się w Syrii, na terenach tzw. państwa islamskiego i na terenach, które ISIS chce podbić. Widownią mniejszych lub większych niepokojów i mniej lub bardziej krwawych wydarzeń są nadal Libia, Tunezja, Egipt, od lat Erytrea i Afganistan… Ale tylko nieliczni z tych setek tysięcy szturmujących Europę ma dokumenty potwierdzające ich syryjskie pochodzenie. Większość nie ma żadnych, bo albo je zgubili, albo uległy zniszczeniu, albo – i to zapewne w przeważającej liczbie – pozbyto się ich, nie chcąc zdradzić swego faktycznego pochodzenia. Pojawili się i tacy, którzy – wykazując się niezwykłą determinacją – opalają sobie palce, aby uniemożliwić jakąkolwiek identyfikację na podstawie odcisków palców.

Europa, rozumiana jako Unia Europejska, machnęła na to ręką. Rządy niemal wszystkich państw Unii załamały ręce i zalały się łzami współczującego wzruszenia i wynikającego zeń współczucia. Los przybyszów chwycił za gardło. Słowa „pomoc”, „solidarność”, „obowiązek”, „konieczność” i tym podobne odmieniano we wszystkich językach z dramatycznie udawanym przejęciem, bo przecież inaczej NIE WYPADA, bo przecież „człowiek, to brzmi dumnie” (jak powiedział Maksym Gorki), bo człowiek ponad wszystko…

Zgoda, ale czy nie warto zastanowić się, co zgotujemy naszym potomnym, gdy Europę oddamy w pacht islamowi? Bo to jest najważniejsze pytanie, które zadaje sobie w Europie WIĘKSZOŚĆ spośród jej ponad 500 milionów mieszkańców. Bo ta WIĘKSZOŚĆ albo ma wątpliwości, albo po prostu się boi. Bo ta większość widziała do czego zdolni są ci, którzy po latach przebywania w kraju, który dał im gościnę, po latach różnią się we wszystkim i od wszystkiego, co zastają w kraju swego pobytu, tak samo jak w dniu przybycia.

I to jest sprawa fundamentalna. Bo ludzie w przytłaczającej większości nieufnie podchodzą do nieznanego, ale z prawdziwą obawą traktują obcych, którzy nie tylko, że nie chcą się asymilować, ale starają się narzucić SWOJE obyczaje i zaprowadzić SWOJE porządki w kraju wspaniałomyślnie udzielającego gościny (np. demonstracja islamistów w Londynie, domagających się wprowadzenia zakazu sprzedaży alkoholu w całym mieście). A na to zgody być nie może! I właśnie to Europie, Unii chcą powiedzieć Czesi, Słowacy, Węgrzy. A Polska? Właśnie, Polska…

Polska poddaje się dyktatowi mniejszości, bo NIE WYPADA inaczej… Gdy ktoś ma inne zdanie, to niech je ma, ale niech ono lepiej pozostanie jego słodką tajemnicą, bo jego upublicznienie wywołuje wręcz histeryczne oburzenie. Padają przy tym słowa pełne pomieszania z poplątaniem. Polscy tzw. politycy i tzw. publicyści, którzy szeroko otwierają ramiona przed falą przybyszów apelują o to samo do innych. A jednocześnie dziwią się, oburzają, a nawet niektórzy odsądzają ich od czci i wiary za to, że ci wcale nie uważają, że nie wypada mieć zastrzeżeń, mieć wątpliwości, polemizować, a nawet otwarcie wyrażać swój sprzeciw wobec przygarniania migrantów.

Żonglowano liczbą tych, których mamy „przyjąć”… Oczywiście, rację mają ci, którzy twierdzą, że kilka, kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt tysięcy (tzw. eksperci podawali liczbę 30 tys.) migrantów nie będzie dla Polski problemem i jako przykład podają Niemcy czy Szwecję. I – jeszcze raz powtórzę – racja, ale… Ale w Niemczech, Szwecji czy Wielkiej Brytanii są służby, które DZIAŁAJĄ i FUNKCJONUJĄ, co znaczy tyle, że jeżeli obywatel zawiadomi o zdarzeniu, które go niepokoi, to owe służby działają BŁYSKAWICZNIE. Błyskawicznie znaczy w porównaniu z naszymi (policją, strażą miejską), że na ich interwencję NIE CZEKA się godzinami! Służby odpowiedzialne za utrzymanie porządku we wspomnianych państwach – że jeszcze raz powtórzę – DZIAŁAJĄ i FUNKCJONUJĄ, podczas gdy w Polsce w opinii obywateli owe służby jedynie markują i jedno i drugie. I tego podświadomie obawiają się ci Polacy, którzy wyrażają w taki lub inny sposób swój sprzeciw wobec zbyt ustępliwemu postępowaniu rządu i tych organizacji oraz środowisk, które optują za otwarciem na migrantów.

Ten sprzeciw od razu nazwano ksenofobicznym, małostkowym, wstrętnym itp., itd. A przecież ten sprzeciw, to reakcja na zachowanie imigrantów, których pokazywano niejednokrotnie jako sprawców nie jakiejś tam ulicznej burdy w Paryżu, Malmoe Londynie, Rostocku, ale istnej rewolty z paleniem i demolowaniem wszystkiego dookoła. A ta fala przeróżnych filmików na YouTube, Facebooku, na których pokazana jest buta owych imigrant ów, ich roszczeniowa postawa, że o zwykłej agresji i brutalności wobec giaurów nie wspomnę! Czy to można wytłumaczyć jedynie ideą „wykluczenia” z powodu np. bezrobocia, czy „ poczuciem obcości” z powodu” różnic kulturowych? Można, ale… Ale tylko z socjologicznego punktu widzenia! Bo zwykłemu, rdzennemu obywatelowi w taki sposób się tego nie wytłumaczy! Dlaczego? Ano dlatego, że takiego obywatela NIE INTERESUJĄ przyczyny! On widzi SKUTKI, a te budzą w nim albo strach (rośnie liczba przestępstw), albo oburzenie (nic nie robią, a wszystko dostają, bo zbudowano państwo opiekuńcze), albo jedno i drugie.

A dostają bardzo dużo, oj, dostają… W Szwecji czteroosobowa rodzina z dwójką dzieci otrzymuje w gotówce i różnych świadczeniach równowartość 10 tys. zł., nie licząc mieszkania. W Wielkiej Brytanii jest podobnie, a nawet jeszcze lepiej. W Niemczech tzw. imigrant, który (UWAGA!) wyrazi chęć (sic!) mieszkania poza ośrodkiem dla imigrantów – jeszcze zanim dostanie prawo azylu – dostanie samego tzw. kieszonkowego (wg Komisji Europejskiej z 2013 rok)

217 euro – samotna osoba bądź samotnie wychowujący rodzic.
195 euro – małżonek.
173 euro –“dorosły członek rodziny”.
193 euro –dziecko w wieku 14-18 lat.
154 euro – dziecko w wieku 6-14 lat.
130 euro –dziecko w wieku do 6 lat.

To tłumaczy dlaczego migranci „chcą” do Niemiec, Szwecji lub Wielkiej Brytanii. Tam „dają” najwięcej.  Za NIC! Za sam fakt istnienia! Czy to nie powinno dać do myślenia tym wszystkim, którzy tak szeroko otwierają ramiona przed migrantami? Wśród tych setek tysięcy, które niczym szarańcza obsiadły granice Unii tzw. uchodźców wojennych jest może 30 proc. Cała reszta to imigranci ekonomiczni! Z których kolejni nieliczni jadą po pracę i naukę! Cała reszta ciągnie za socjalem, za pieniędzmi, o których wiedzą, że je dostaną, gdy postawią nogę na terenie unijnego eldorado. A państwa tego ELDORADO nie mają polityki dostosowanej do dzisiejszej sytuacji, która nastąpiła niemal z dnia na dzień!

Angela Merkel zaczęła od tego, że Niemcy „wpuszczą wszystkich”… Na to zareagowała Dania, wprowadzając kontrole na granicy z Niemcami. Ale nie minął  miesiąc, a w Berlinie zapadła decyzja o zawieszeniu postanowień z Schengen o swobodzie przekraczania granic między państwami Unii. A przecież przez tyle czasu gromy padały z Berlina i z Wiednia pod adresem Budapesztu, który postanowił  – wzorem nie tylko Izraela (na granicy z Autonomią Palestyńską) ale i miłującymi prawa człowieka nade wszystko (poza swoim partykularnym i mocno wybiórczym interesem) Stanami Zjednoczonymi (płot na granicy z Meksykiem) – postawić zasieki na granicy z Serbią. A premier Orban, wspierany przez premierów Czech i Słowacji, zarzucił Brukseli hipokryzję i brak konsekwencji w ochronie interesów Unii, bo władze Unii zaprzątnięte ocieraniem łez z powodu wzruszenia nad losem syryjskiego dziecka, którego zwłoki morze wyrzuciło na włoski lub grecki brzeg nie robią nic, aby chronić unijne granice!

Dla wszystkich jest oczywiste, choć nie wszyscy wypowiadają to głośno (bo NIE WYPADA), że za dzisiejszymi setkami tysięcy migrantów, napłyną następne setki tysięcy, gdy ci dzisiejsi zostaną przyjęci „chlebem i solą”. I co wtedy? I nie chodzi tu o strach przed islamizacją Europy, ale o wytrzymałość struktur unijnych i struktur  państw członkowskich. Jeżeli potrzebna jest pomoc, to nie TU, ale TAM, czyli w rejonach, skąd płynie migracyjna fala.

I CO TERAZ? Teraz trzeba chronić Unię. Czy warto po 60 latach budowy jedności Europy narażać ją jeżeli nie na katastrofę, to na realne nią zagrożenie? Uważam, że NIE! Że najwyższy czas przestać zakrywać usta tym, którzy wyrażają swe obawy przed migracyjną falą spoza Europy i z potępieńczą miną powtarzać, że NIE WYPADA!

MAREK J.ZALEWSKI

W wydaniu nr 167, październik 2015, ISSN 2300-6692 również

  1. WIATR OD MORZA

    Pieśń dla prezydenta
  2. KONFEDERACJA LEWIATAN

    Powyborcze oczekiwania przedsiębiorców
  3. I CO TERAZ?

    Czekanie na mannę
  4. DECYDENT SNOBUJĄCY

    Wyczekiwana porażka
  5. I CO TERAZ?

    Co będzie, to będzie
  6. Z KRONIKI BYWALCA

    Szczęśliwa trzynastka
  7. LEKTURY DECYDENTA

    Kolaborant niejedno ma imię
  8. DECYDENT SNOBUJĄCY

    Najgłupsze pytanie
  9. I CO TERAZ?

    Syndrom takifugu
  10. WIATR OD MORZA

    Na Wschodzie bez zmian
  11. PO PROSTU SZTUKA

    Wenecja w podziemiach
  12. I CO TERAZ?

    Nie wypada... Czyżby?
  13. O POLSKICH PILOTACH I INŻYNIERACH LOTNICTWA

    Początki awiacji
  14. W OPARACH WIZERUNKU

    Człowiek oddzisiejszy
  15. BIBLIOTEKA DECYDENTA

    Primabalerina i pierwszy tancerz
  16. DECYDENT SNOBUJĄCY

    Piłka a polityka
  17. WIATR OD MORZA

    Francisco Goya w Polsce?