Established 1999

I CO TERAZ?

6 listopada 2015

Dwa wyjścia

Jak na razie prezydent Duda ma za sobą udział w kilkunastu, a bardziej pewne, że nawet w kilkudziesięciu mszach, kilka wyjazdów zagranicznych, spotkania z członkami rządu, które nawet okaleczony drwal policzyłby z łatwością na palcach swej kalekiej dłoni, kilka mówionych wystąpień z kartką (m.in. na forum Zgromadzenia Ogólnego ONZ) i kilka bez (np. na konkursie laureatów XVII Konkursu Chopinowskiego), wizytę u Prezesa K. na Żoliborzu i rewizytę tegoż na Krakowskim Przedmieściu… I z całą pewnością wiele jeszcze innych spraw, którymi nie warto sobie głowy zawracać – pisze Marek J. Zalewski.

Marek J. Zalewski - publicysta i komentator spraw wszelkich, a w szczególności ekonomicznych, politycznych, społecznych, kulturalnych i sportowych

Efektem tej aktywności prezydenta Dudy jest m.in. „dźwigniecie Polski z kolan”. To mógł zobaczyć cały świat… Prezydent Duda siedział na bankiecie w ONZ, mając po lewej nie kogo innego, ale samego prezydenta Stanów Zjednoczonych, a potem było zdjęcie , które obiegło cały świat… Prezydent Duda stojący obok prezydenta Obamy i jego małżonki. Co prawda takie samo zdjęcie zrobili sobie z amerykańską parą prezydencką także przywódcy np. Seszeli, Zanzibaru, a nawet Burkina Faso, że o prezydencie Łukaszence nie wspomnę, ale można przyjąć, że reprezentowane przez swe „głowy” państwa także można uznać za wstające „z kolan”. Z innych dokonań prezydenta Dudy nie można nie zauważyć, że w niespełna kwartał od objęcia przezeń urzędu otworzono strawiony ogniem w lutym br. Most Łazienkowski, a w Singapurze Agnieszka Radwańska wygrała turniej Masters, nazywany nieoficjalnymi mistrzostwami świata w tenisie… Że co? Że nie? A co? Może nieprawda?!

W każdym razie nie ma się co dziwić, że prezydent Duda, przytłoczony tymi zajęciami i osiągnięciami, nie znalazł czasu, aby spotkać się z szefową rządu Najjaśniejszej. Z tego samego też powodu nie zdążył przyjąć przysięgi trzech nowo mianowanych członków Trybunału Konstytucyjnego, a wyznaczając dzień pierwszego posiedzenia Sejmu nowej kadencji nie zwrócił uwagi, że już od dawna na ten sam dzień (12 listopada) wyznaczone jest na Malcie spotkanie szefów państw Unii poświęcone fali imigrantów napływającej do Europy czyli najważniejszemu ostatnio problemowi.

Cóż, można i tak, można inaczej… Jest, a raczej był, bo opowiadany był przed laty, żart o młodzieńcu (tak się kiedyś mawiało) w tzw. wieku poborowym, który zastanawiał się, jak potoczyłyby się jego losy gdyby wybuchła wojna. Nie będę w całości go przypominał, wystukam (bo przecież nie powiem) jedynie, że młodzieniec wynajdywał „dwa wyjścia” w każdej sytuacji, w której by się znalazł, a która byłaby dla niego z oczywistych powodów niekorzystna, bo gdyby była korzystna, „to dobrze” i to go nie zajmowało. Rozważał owe „dwa wyjścia” w sytuacji niekorzystnej, poczynając od tego, że skoro na świecie robi się byle jak, to „są dwa wyjścia”, albo wybuchnie wojna, albo nie. Jeżeli nie, „to dobrze”, a jeżeli wybuchnie, to mam – dumał młodzieniec – „dwa wyjścia”, albo wezmą go do wojska, albo nie. Jeżeli nie wezmą, „to dobrze”, a jeżeli wezmą, to ma „dwa wyjścia”…

My, Polacy, a z nimi nasza ukochana Rzeczpospolita od zawsze jesteśmy w sytuacji tegoż młodzieńca. Siedzimy od wieków i dumamy nad tym, co będzie… Nie będę zaczynał od naszego Adama i Ewy, czyli od państwa Polan, a skupię swoją i Was, którzy to czytają na tym, co było, co jest i co będzie do rozważenia w kontekście naszych wyborów czynionych przy okazji… wyborów i konsekwencji tychże.

Zaczęło się od wyboru kandydatów na kandydatów w wyborach prezydenckich… Jak wybierano i czym przy tych wyborach się kierowano wiemy prawie wszystko. Gdy tego już dokonano, to jeden kandydat był pewien wyboru, a cała reszta kombinowała, jak bohater powyższego żartu, co będzie, gdy mnie już nie wybiorą? A gdy wzięliśmy się do tych wyborów, to wybraliśmy tego, który wybranym nie miał być. I teraz temu, którego wybraliśmy wzuwam buty młodzieńca z żartu, od którego zacząłem…

Jestem prezydentem – pomyślał młodzieniec, którego prezydentem wybrała czwarta część (!) uprawnionych do głosowania. To chyba dobrze – dumał dalej. I co teraz? Mam dwa wyjścia – kombinował. Ludzie, których sobie dobiorę (ewentualnie mi dobiorą) będą się sprawdzać, albo nie… Jeżeli tak, to dobrze, a jeżeli nie, to będę miał dwa wyjścia. Albo będę mógł ich wymienić, albo nie. Jeżeli tak, do dobrze, a jeżeli nie, to będę miał lub wymyślę dwa wyjścia… A teraz rząd… Albo spotkam się z panią premier, albo nie? Jeżeli tak, to pewnie byłoby dobrze, a jeżeli nie, to mam dwa wyjścia. Albo ona zrozumie moje postępowanie, albo nie? Jeżeli zrozumie, to dobrze, a jeżeli nie, to mam dwa wyjścia. Albo jednak podjąć jakąś współpracę, albo być ponad to? Jeżeli podejmę współpracę, to może byłoby i dobrze, a jeżeli nie, to mam dwa wyjścia. Albo robić swoje i sarkania nie brać pod uwagę, albo robić wbrew? Jeżeli robić swoje, to dobrze, a jeżeli wbrew, to mam dwa wyjścia. Albo robić wbrew wszystkim, albo wybiórczo? Jeżeli wszystkim, to dobrze, a jeżeli wybiórczo, to wbrew komu lub czemu…

I CO TERAZ? Wygląda na to, że prezydenta Dudę i jego akolitów wręcz bawi ta sytuacja. Sytuacja, która nie ma precedensu, bo nie znam przypadku, aby głowa państwa, państwa, które uchodziło przez ostatnie lata za ewenement i to w pozytywnym znaczeniu tego słowa, działała w sposób, który obserwatorzy mogą uznać za specyficzny. Zresztą specyficzne jest w ogóle zachowanie całego obozu zwycięskiego w tegorocznych wyborach… Bo – o czym pisałem w poprzednim felietonie – pani premier in spe, Beata Szydło została przed drzwiami, za którymi Prezes K. naradzał się nad tym, kogo by tu wyznaczyć/obdarować ministerialną teką. Bo z tegoż obozu dochodzą wieści zadziwiające, co do obsady poszczególnych ministerstw… Ot, choćby MON, Ministerstwo Sprawiedliwości czy resort służb specjalnych…

Idąc dalej tropem wyznaczonym przez przytoczony żart, pozostają nam wszystkim dwa wyjścia… Albo to, co będzie się działo polubimy, albo nie. Jeżeli polubimy, to dobrze, a jeżeli nie, to mamy dwa wyjścia. Albo się przyzwyczaimy, albo…

MAREK J. ZALEWSKI

W wydaniu nr 168, listopad 2015, ISSN 2300-6692 również

  1. PO PROSTU SZTUKA

    Złudny świat cyber
  2. WIADOMOŚCI AMERYKAŃSKIE

    Pieniądz rządzi
  3. LEKTURY DECYDENTA

    Goniąc Niemcy
  4. WIATR OD MORZA

    Nadchodzi Nowy Świat
  5. I CO TERAZ?

    Obserwujmy efekt motyla
  6. SZTUKA WSPÓŁCZESNA

    Dobry sezon
  7. I CO TERAZ?

    Szydło przed Sezamem
  8. BUSINESS CENTRE CLUB

    Przedsiębiorcy chwalą, ale też pytają
  9. FILOZOFIA I DYPLOMACJA

    Trudny problem
  10. HAJOTY COMMUNICATIONS

    Naturalnie z Nacomi
  11. DECYDENT SNOBUJĄCY

    Twarze
  12. IMR ADVERTISING BY PR

    Nowy wizerunek Lotonu
  13. MISTRZOWIE CZASU

    Szwajcarska manufaktura
  14. BIBLIOTEKA DECYDENTA

    Intelektualista językowy
  15. CHICHOT POLITYKI

    Zmiana punktu widzenia
  16. DECYDENT SNOBUJĄCY

    Donald Tusk padnie
  17. I CO TERAZ ?

    Malta a sprawa polska
  18. I CO TERAZ?

    Dwa wyjścia
  19. HAJOTY PRESS CLUB

    Pamięć o patronce
  20. PLATFORMA WIEDZY I PRAKTYKI

    Otwarta nauka
  21. WIATR ZE SZWECJI

    Czy może nam coś przywiać?
  22. DECYDENT SNOBUJĄCY

    Winnetou nie żyje
  23. II WOJNA ŚWIATOWA

    Polskie asy przestworzy
  24. CHICHOT POLITYKI

    Wyszło szydło z worka
  25. WIATR OD MORZA

    Damy radę...
  26. I CO TERAZ?

    Troska nade wszystko
  27. W OPARACH WIZERUNKU

    Renoma i marka
  28. LEKTURY DECYDENTA

    Książki pod strzechy
  29. FILOZOFIA I DYPLOMACJA

    Ekstradycja a polityka