Established 1999

I CO TERAZ?

2 lipca 2015

A tak sobie gadamy - 13.07

„Platforma i NowoczesnaPL powinny iść do wyborów razem” – nawołuje Tomasz Lis, a „Ryszard Petru lub wyznaczone przez niego osoby powinny być włączone do rozmów o programie gospodarczym PO”, bo „program PO zyska tym samym na wiarygodności.”. Jak to zyska „na wiarygodności”? Zyska jeszcze bardziej? A czy to możliwe? Przecież – jak pisze wcześniej – „nad programem gospodarczym Platformy pracuje Janusz Lewandowski. To gwarancja, że program będzie poważny i wiarygodny”. Ale OK, niech będzie. W komentatorsko-publicystycznym ferworze nie takie „kwiatki” wyrastają – pisze Marek J. Zalewski.


Z kolei „Układ polityczny między tymi ugrupowaniami wzbogacony o wspólny program gospodarczy uczyni z kolei wiarygodnym krok Petru w stronę PO – będzie wiadomo, że o program i o Polskę tu idzie, a nie o podział stołków.”  I dlatego „powinny być podjęte rozmowy o wspólnym starcie wyborczym”, bo jasne dla Tomasza Lisa jest, że „zwolennicy Petru są jednak racjonalni.(…) Jeśli więc porozumienie będzie sensowne, poprą je.” A z kolei „wyborcy nie wybaczą PO, gdy partia ta pozwoli, by już nie tylko Pałac Prezydencki, ale cała władza wpadła w ręce PiS-u.”


Tomasz Lis dopuszcza jednak, że „Ryszard Petru może oczywiście wybrać inną drogę. Pójść do wyborów samodzielnie. Albo padnie, nie przekraczając progu, albo przekroczy go minimalnie i będzie w Sejmie paprotką. Mamy więc z jednej strony perspektywę klęski albo niby-wygranej, a z drugiej perspektywę udziału we władzy. Wybór wydaje się oczywisty.” I tutaj, o ile zgadzam się, że R. Petru może „wybrać inną drogę”, to nie zgadzam się z takim jej naszkicowaniem. Uważam bowiem, że Ryszard Petru, układając się z PO już teraz, zadrwiłby ze swoich zwolenników, którzy w Nowoczesnej PL chcieli widzieć nie odmalowaną fasadę PO, ale nowoczesną partię, której chodzi o prawdziwie nowoczesną Polskę, a nie o „stołki”! To po pierwsze. A po drugie – Nowoczesna.PL, przekroczywszy minimalnie próg wyborczy, wcale nie musi być skazana na rolę sejmowej paprotki, co przepowiada jej T. Lis. Może natomiast zyskać cztery lata, aby zaprezentować się jako wyraziste ugrupowanie, które staje się konstruktywną opozycją. Mogłaby w ten sposób budować potencjał przyszłej partii władzy, ale pod warunkiem, że nie stałaby się w tym czasie parasolem ochronnym dla tych, którzy chcieliby się ratować z tonącego statku PO.


Zgadzam się z Tomaszem Lisem, że „stawka jest ogromna”. Nie zgadzam się, gdy dramatycznie wzywa, że „tu nie ma miejsca na żadne błędy, na żaden egoizm, na żadne partykularyzmy. Patriotyzm, logika i matematyka mówią to samo. Platforma Obywatelska i NowoczesnaPL muszą iść do wyborów razem. Tylko razem mogą je wygrać. Oddzielnie przegrają obie. Wygra PiS, przegra Polska”. Polska nie takie porażki przeżywała i przeżyła. A przecież nie kto inny, jak sam Tomasz Lis wielokrotnie powtarzał: „Polacy, nic się nie stało!” Należy przygotować się do tego, że Platforma przegra te wybory z kretesem. Gdyby NowoczesnaPL szła razem z nią, przegrałaby także. Mało tego, w ten sposób stałaby się tworem efemerycznym bez szansy na jakąkolwiek przyszłość. Ryszard Petru ma tylko szanse wówczas, gdy on i jego zwolennicy zdecydują o samodzielnej roli na scenie politycznej.


Widać jednak, że – niestety – NowoczesnejPL nie dane będzie przepoczwarzyć się w „dorosłą” partię. Wnoszę to z odpowiedzi Ryszarda Petru na wezwanie red. Lisa. Ryszard Petru prezentuje się w niej niemal, jak „ostatnia nadzieja białych”, bo powiada, że owszem, może wystartować w wyborach razem z PO, ale pod warunkiem, że: po pierwsze – odejdzie Ewa Kopacz, która „nie jest w stanie pokazać jakiejkolwiek siły przywództwa politycznego”; po drugie – zlikwiduje się przywileje branżowe, ale dla osób, które dopiero zaczynają pracę, czyli „bez KRUS na nowych rolników, bez wcześniejszych emerytur dla nowych górników”, chodzi – powiada Petru – o „równe prawa dla wszystkich”; po trzecie – wprowadzi się zasadę maksymalnie dwóch kadencji dla posłów i prezydentów miast. Zdaniem R. Petru „to jest warunek minimalny, który ochroni nas przed przerostami partyjniactwa i zbliży politykę do ludzi”. A ponadto „Platforma musi przedstawić wiarygodny i radykalny plan przemian gospodarczych”, bo „Polska musi przestać konkurować tanią płacą”. Ryszard Petru na koniec swej odpowiedzi Tomaszowi Lisowi stwierdza patetycznie: „Gdybym wierzył, że PO jest w stanie się zmienić nie założyłbym Nowoczesnej”.


Skoro tak, to po co stawianie tych warunków? A poza tym, czy to one mają udowodnić dawnym sympatykom Platformy, a dzisiaj porzuconym przez nią potencjalnym wyborcom NowoczesnejPL, że powróci ona do swych źródeł, sprawi, że państwo stanie się mniej opresyjne, że urzędnicy nagle uświadomią sobie, że także są tego państwa obywatelami, a nie nadzorcami? Jeżeli Ryszard Petru naprawdę uważa, że spełnienie tych postulacików wystarczy, to jest on, wg mnie, w wielkim błędzie! To dowodzi, że NIC nie zrozumiał z tego, co w Polsce już się wydarzyło, nie ma pojęcia o tym, co się w Polsce dzieje, a i kompletnie nie przewiduje, co się wydarzyć może! Jako, że jest ekonomistą, to mnie nie dziwi, bo ekonomista potrafi przewidzieć z dużą (sic!) dokładnością to, co JUŻ się wydarzyło, ale żeby nie potrafił wyciągnąć z tego, co było i nadal się dzieje wniosków? To jest dla mnie mocno zastanawiające!

I CO TERAZ? A nic. Tak sobie gadamy… A skoro tak, to teraz ja pozwolę sobie na przedstawienie mojej wizji tego, co stanie się w Polsce… Uważam, że PiS wybory wygra i nie jest ważne, czy J. Kaczyński zgodzi się wspaniałomyślnie na wspólne działanie ze Zbigniewem Ziobrą i Pawłem Kowalem, czy nie. Nie jest też ważne, ile szabel wprowadzi do Sejmu (o ile w ogóle, bo zaczyna wyczyniać dziwne harce) Paweł Kukiz sam, czy wespół z Korwin-Mikkem. Ważne jest to, ile mandatów zdobędzie… PSL! Mało tego! Uważam, że to jest NAJWAŻNIEJSZE!!!


A oto, dlaczego? Gdy PiS nie zdobędzie bezwzględnej większości, a takowej nie zdobędzie, to desygnowany premier będzie szukał koalicjanta. Nie spotkałem innej opinii, jak ta, że naturalnym jest Kukiz (z Korwinem, czy bez Korwina, o to mniejsza). Jeżeli taka koalicja w ogóle powstanie (a sądzę, że może taki pomysł prysnąć, jak bańka mydlana już przy wstępnych negocjacjach), to jej trwałość oceniam na trzy do sześciu miesięcy ze wskazaniem na trzy. A to dlatego, że nie widzę ani jednej rzeczy, którą „Kukizowcy” z nim samym na czele rozumieliby z pragmatyki sprawowania władzy i zasad realizacji programu wygranej partii. Sytuacja byłaby bardzo podobna do tej z czasów koalicji PiS-LPR-Samoobrona, ale znacznie bardziej – że tak to określę – burzliwa.


Dla Jarosława Kaczyńskiego jest sprawą jasną, że Kukiz będzie i podczas ewentualnych negocjacji koalicyjnych i w samym rządzie partnerem trudnym, bo przede wszystkim nieprzewidywalnym. Gdy z negocjacji koalicyjnych nic nie wyjdzie, albo gdy powstała w ich wyniku koalicja rozsypie się z hukiem, i prezydent Duda i sam Kaczyński nie dopuszczą do tego, aby władza wymknęła się PiS z rąk. I tutaj pojawia się wynik wyborczy… PSL, jedynej tak naprawdę „partii władzy”. O ile PSL zdobędzie tyle mandatów, że wraz z PiS obie partie będą miały większość, to taka koalicja jest MUROWANA! Mało tego! Uważam, że nawet w sytuacji, gdy liczba mandatów zdobytych przez PSL z liczbą mandatów zdobytych w PO dawałaby możliwość odnowienia dotychczasowej koalicji, to PSL pójdzie z PiS-em!


Dlaczego? A dlatego, ze tylko w takim zestawieniu Janusz Piechociński zostanie premierem koalicyjnego rządu! Platforma wspierana przy budowie koalicji przez NowoczesnąPL na premierowanie Piechocińskiego, wg mnie, nigdy się nie zgodzi, bo to oznaczałoby jej dramatyczną porażkę, a wtedy już lepiej zasiąść na ławach opozycji. Tak więc prezes PSL zostanie premierem! Że prezes Kaczyński na to się nie zgodzi? Zgodzi się! Nie zgodziłby się, gdyby to on był kandydatem PiS na premiera! Ale jego chytrość i przebiegłość polityczna podpowiedziały mu makiaweliczne wręcz rozwiązanie: desygnować na premiera Beatę Szydło, tylko po to, aby w razie sytuacji, jak ta przykładowa, a wyżej opisana, będzie miała miejsce, odsunąć ją jedną ręką, a drugą wyciągnąć z gratulacjami do prezesa Piechocińskiego!


I to dopiero będzie katastrofa dla Polski! Bo PSL będzie trzymało się władzy w sposób, który Polska zna doskonale – niezwykle skutecznie. Bo PSL jest partią, wg której dla Polski jest dobre tylko to, co jest dobre dla PSL. I dlatego w jesiennych wyborach do Sejmu tak naprawdę ważne jest TYLKO to, czy PSL uzyska tyle mandatów, które dadzą mu możliwość stworzenia większościowej koalicji zarówno z PiS, jak i z PO. W tym drugim wariancie nie widzę możliwości wsparcia ze strony NowoczesnejPL, jeżeli wspomniane wyżej warunki postawione przez Ryszarda Petru (te o KRUS) nie mają być czczymi słowami. A ponieważ PSL znacznie więcej łączy i dziś z PiS, to – powtórzę raz jeszcze – należy zrobić WSZYSTKO, aby PSL nie reprezentował po wyborach – że tak to ujmę – wartości koalicyjnej!!!


I CO TERAZ? Mimo wszystko i wszystkiemu na przekór – udanych wakacji!


MAREK J. ZALEWSKI


Komentarze: decydent@decydent.pl


Czytam, czytam i… – 6.07


Po lekturze „w Matni”, tzn. w „w Sieci”, długo nie mogłem dojść do siebie pod wpływem doznanego szoku, który pewnie przebijał w relacjonowanej lekturze. Cóż, bywa i tak… Po kilku dniach doszedłem jednak do siebie i wziąłem do ręki ostatni czerwcowy numer tygodnika „Od RZECZY”. Czytając, uznałem, że rzadko tytuł jakiegoś periodyku jest aż tak adekwatny do treści. Bo proszę, już we wstępniaku red. nacz. pisze o „zadyszce” Pawła Kukiza. Ale nie wiadomo czy to dobrze, czy źle? A jeżeli tak lub tak, to dla kogo dobrze, a dla kogo źle? Nie wiadomo nawet, czy dla samego Pawła Kukiza to dobrze czy źle, że ma zadyszkę i co ta tytułowa „zadyszka” ma znaczyć. Ale cóż, wszak czytamy „Od RZECZY”…


Na następnej stronie jest spis treści… Hmm… Zwykle tak to się nazywa, ale tu to raczej spis tytułów i rubryk… A co tam, nie będę się czepiał. Nich będzie „spis treści”, który pominąłem, bo obok, na tzw. widzącej (kto wie, co to znaczy, ten wie, a jak ktoś nie wie, to wielkiego zmartwienia nie ma) reklama sygnowanego tytułem tygodnika „Od RZECZY” miesięcznika „Historia”, który – jak głosi wpis na tej reklamowej stronie (pewnie zgodnie ze starą anegdotą o tym, jak to syn zwrócił się do swej matki – Matka, chwolą nos. – A kto – pyta matka. – Wy mnie, a jo wos – odparł syn) – jest „Najchętniej czytanym miesięcznikiem historycznym”… No cóż? Jeżeli, dajmy na to, na Azorach znalazłby się jeden numer tegoż miesięcznika i członkowie wycieczki z Polski wyrywaliby go sobie z rąk, to zaiste, zapewnienie z reklamy nie mijałoby się z prawdą, ale w reklamie nie jest powiedziane, gdzie ów miesięcznik jest najchętniej czytanym, a skoro tak, to można przyjąć, że jest takim w całym Wszechświecie, a nawet w jego okolicach. I racja, albo raczej tromtad-racja…


Przewracam stronę i rubryka „Listy”. Nieważne o czym i kto je pisze, ani kto i jak odpowiada, bo to zawsze jest wybór subiektywny. I taką rubrykę lubię w każdym piśmie, bo z jednej strony świadczy o tym, że ktoś pismo czyta, z drugiej, że redakcja docenia czyjś trud i udostępnia swoje łamy na tego trudu pokazanie. I bardzo dobrze… Listami też zajmuje się w głębi numeru red. Ziemkiewicz, który stwierdza, że „listy w obronie obecnej władzy piszą dziś ci, dla których zmiana oznacza utratę kontraktów z państwowymi urzędami”. Omawia tylko trzy, a właściwie tylko jeden, bo dwa pozostałe jedynie wspomina. Tym jednym jest „list otwarty” dr. Kazimierza Bulandry, właściciela firmy Systemy Alarmowe (sic! – przyp. MJZ) KABE, skierowany do Moniki Olejnik i zarzucający jej, że „ustawia się pod nowe rządy”. Czytając Ziemkiewicza przypomniała mi się z dzieciństwa – nie wiedzieć czemu – bajka pt. „Jak górnik Bulandra diabła oszukał”…


A obok rubryki LISTY znany były bramkarz Jerzy Dudek, sam będąc obywatelem, reklamuje OBYWATELA, czyli zegarek Citizen (wg mnie paskudny i na dodatek „elektryczny”, zatem taki, jakiego „elegancki mężczyzna nosić nie powinien”). Za Dudkiem, zresztą w zgodzie z porządkiem alfabetycznym, „dwaj panowie G” z dwukolumnową rubryką w założeniu prześmiewczą, ale ewidentnie proszącą się o trzecie „G”. Piotr Semka jako „Obserwator” opatruje swój komentarzyk ostrzeżeniem o „wszelkich prawach zastrzeżonych”; ani chybi do swych obserwacji. Tym razem dotyczących Leszka Millera, który jest „stary, ale jary” i który „rulez”. Chyba w rozumieniu „rządzi”, choć nie śmiem zgadywać myśli autora, bo zdarza im się błądzić.


Podobnie jak prezesowi Lisieckiemu, który jako właściciel tygodnika „Wprost” przywłaszczoną przez ten tygodnik Nagrodą Kisiela wyróżnił red. Lisickiego, rednacza tygodnika „Od RZECZY”, wydawanego przez spółkę, której właścicielem jest tenże sam prezes Lisiecki. Relację z tego zamieszcza oczywiście tygodnik „Od RZECZY”, bo przecież nie od rzeczy jest pochwalić się wszem i wobec samemu, bo – a nuż – nikt tego nie zauważy, a nawet jeśli, to złośliwie może przemilczeć. A przecież „prestiżowa Nagroda Kisiela w dziedzinie Publicysta” należy się red. Lisickiemu, jak psu buda. I bardzo dobrze, tym bardziej, że wg ekspertów z Newton Media – jak podaje tygodnik „Od RZECZY” – jest on, tygodnik, którego rednaczem jest red. Lisicki, liderem wśród najczęściej cytowanych ogólnopolskich tygodników. Ot, co!!! Ale między Kisielem a rankingiem cytowań red. Ziemkiewicz stwierdza, że „Kaczyński nie może odejść”, a red. Magierowski, że „Amerykanie pdsłuchują, bo mogą”, ale nie dlatego, że ktoś im pozwala, ale dlatego, że pozwalają im na to ich możliwości techniczne!


To, co do tej pory przeczytałem, choć już niepokojące miało okazać się absolutną błahostką wobec „Tematu tygodnia”, którym była pięcio(!)kolumnowa (nie licząc całokolumnowego zdjęcia) rozmowa specjalisty od mikrośladów (szczególnie trotylu) tzw. redaktora Cezarego Gmyza z jego Przywódczą Wielkością, samym Jarosławem Kaczyńskim o „potrzebie zmiany władzy”. Prezes PiS ocenia, zapewnia, przekonuje, wspomina, wypomina, krytykuje, chwali, zapowiada, relacjonuje, ma pomysły i stosunek do… (żeby nikt nie pomyślał, że z…), a także wątpliwości oraz rozważa, ale z pewnością nie wyjazd do Sulejówka, o co dość obcesowo i albo odważnie, albo bezrozumnie zapytał już w pierwszym pytaniu red. „Trotyl” Gmyz. Brnąłem przez tę rozmowę z tzw. mieszanymi uczuciami, aż do momentu, gdy odetchnąłem z ulgą i przestały mi się pocić ręce, bo Prezes stwierdził (zapewne tzw. ciepłym głosem), że w PiS: nie ma ŻADNEJ (przyp. MJZ) żądzy zemsty”!


Ale czy można temu wierzyć? Bo już na stronie następnej współspecjalista od „usuwania złogów komunistycznych” z Polskiego Radia, czyli były jego prezes, Krzysztof Czabański pochylił się nad losem „grillowanego” Andrzeja Dudy. Przedstawił przy tym listę tych, którzy tej torturze poddali prezydenta elekta i jakie zastosowali narzędzia. Ponownie zatrwożony przewróciłem kartkę i zderzyłem się z Jamesem Bondem polskiej sceny politycznej, czyli panią premier in spe Szydło, Beatą Szydło, która z kolei zatrwożyć musiała Prezesa stwierdzeniem: „Nie dam się sterować”. I bardzo dobrze…


Po premier (in spe) Beacie, przyszła kolej na obecną premier Ewę, która w opinii tzw. red. Gursztyna sprawiła, że „PO łapie oddech”. Ale ten „oddech” jest sztucznie wspomagany jakimiś dziwnymi inicjatywami, którymi kierują jakieś dziwne osoby, które np. od lat są autorami „Gazety Wyborczej”, a na dokładkę publikują swe felietony na stronach „Polityka ekstra”. Tego zdania jest wspominany już wcześniej, bystry obserwator Piotr Semka, który w rubryce „Apolityczny” Instytut gruntownie analizuje powołanie Obserwatorium Debaty Publicznej, które w składzie siedmioosobowym ma „zajmować się badaniem życia publicznego, które ostatnimi czasy się radykalizuje”. Red. Semka dziwi się dlaczego takie „coś” powstało dopiero teraz i dlaczego na tego czegoś czele stanęła ta, a nie inna osoba (Karolina Wigura)? Red. Semka uważa, że odpowiedzi należy szukać w powiązaniach ODP z „jednym nurtem ideowym”, a przez p. Karolinę z „jedną z partii walczących o wejście do Sejmu tej jesieni”. Z kontekstu wynika, że ten nurt i walkę reprezentuje..? Brawo! Tak jest – Platforma Obywatelska, a jakże by inaczej?


I CO TERAZ? A teraz jest groch z kapustą, nie licząc naprawdę ciekawej rozmowy Jacka Przybylskiego z Szewachem Weissem, który właśnie obchodzi swe 80. urodziny i zapewnia w tytule, że „nie zostanie już prezydentem Polski”, na co wielu ludzi (nie – osób) musiało odetchnąć z wyraźna ulgą… Bo to mamy i krakowski „desant” na PISF, i jakiś „obywatelski ruch na rzecz wspierania naprotechnologii” (naturalnej, jak przekonują wojujący z in vitro, metody leczenia niepłodności) i powrót do niewyjaśnionego tak naprawdę do dziś zaginięcia przed 23 laty poznańskiego dziennikarza Jarosława Ziętary w recenzji z książki dwóch kolegów zaginionego, a najpewniej zamordowanego, dziennikarza, w której snują oni domysły o roli służb specjalnych w tym zdarzeniu. A potem jeszcze kuriozalny tekst zastępcy naczelnego, Andrzeja Horubały, który obejrzał dopiero teraz serial „Służby specjalne” Patryka Vegi i kilkakrotnie zdziwił się, jaki to „dziwny” film, choć świetny on jest w zasadzie, ale „sprawia wrażenie dezinformacyjnej wrzutki i przesuwa wszystko w dziedzinę rozrywki. I może o to w tym wszystkim chodzi?” – dramatycznie pyta na koniec. A to przecież nie tyle „dziwny”, co bardzo zły film. Knot, jednym słowem.


Ale cóż, Andrzej Horubała miewa różne zastanawiające odloty. Ot, jak choćby ten, któremu w ostatnim czerwcowym numerze „Newsweeka” poświęca wspaniale, z wielką delikatnością i smutkiem, napisany tekst Piotr Bratkowski pt. „Drżący szantażysta”. Tekst, w którym bez emocji, ale dobitnie i jednoznacznie ukazuje podłość Horubały. Ten bowiem w swoim tekście poświęconym nowej powieści Andrzeja Pilcha stawia mu zarzut, że „uprawia wobec czytelników moralny szantaż”, „obnosi się ze swoim parkinsonizmem” i „celebruje go”, a nawet wręcz wymusza na czytelnikach akceptację dla swych „pokracznych” dzieł, „strasząc samobójczymi próbami”. Znam Andrzeja Horubałę, choć może nie najlepiej, ale od wielu lat. I nie wiem, jak wrażliwy ojciec bodaj pięciorga dzieci, jest w stanie postawić tak karkołomne, nieetyczne i hańbiące siebie zarzuty ciężko choremu pisarzowi? Ale może wytłumaczenie tkwi w zachwycie nad wyjątkowo fałszywym intencjonalnie wg mnie, ale zapewne swymi intencjami pasujący Horubale, filmem Vegi…


Wracajmy na strony „Od RZECZY”, na których aż roi się od coraz bardziej tłumaczących tytuł tygodnika materiałów. Rozmowa z serialowym Ryśkiem z „Klanu” pokazuje, że nie jest prawdą, że „wszystkie Ryśki to fajne chłopaki”, przynajmniej dla – jak mówi Piotr Cyrwus, aktor grający owego Ryśka – „rządzącej jeszcze teraz partii liberalnej, która traktowała kulturę per noga”, bo zawsze mówił – jak sam przyznaje – że „nie można na nią głosować”. Następnie Krzysztof Masłoń, mój były redakcyjny kolega z „Rzeczpospolitej”, zapewnia, że „Pietrzak nie żartuje” w swoim zbiorze felietonów. Oj, zrobiło mi się… „straszno”? Nie! Zrobiło mi się głupio, bo od czasu, gdy ten niezapomniany twórca i odtwórca kabaretu „Pod Egidą” postanowił zostać prezydentem RP i wystartował w wyborach i nie był to, niestety, żart Janka P., każdy jego występ oznaczał jedno, że będzie coraz głupiej.


I w tym p. Janek naprawdę „nie żartuje”, o czym solennie zapewnia Krzysiek Masłoń. A na następnych stronach tenże mój były redakcyjny kolega (on był w kulturze, ja w zagranicy) pisze o antysemityzmie Herlinga-Grudzińskiego, który był Żydem, ale który był zły na to, że Żydem jest… No, po prostu w nurcie dzieła, że użyję tego – tfu, na psa urok – rusycyzmu, czyli „Od RZECZY”.


Dalej mamy powątpiewanie w koalicję PiS – Kukiz, o zwalczaniu wizerunku Polski, jako „narodzie sprawców” i – jak mawiają Anglicy – last but not least, Tomasz Terlikowski, naczelny publicysta konfesjonałowy poddający brutalnej recenzji, a właściwie odsądzający od czci i wiary swego szefa, czyli Pawła Lisickiego za jego „wielki akt oskarżenia” papieży Pawła VI, J.P. II, Benedykta XVI i Franciszka za ich uległość wobec… islamu, którym jest jego książka Pt. „Dżihad i samozagłada Zachodu”. W jakiś sposób, choć może ździebko naciągany, wiąże się z tym rozmowa dwóch „smutnych” panów. Jeden to Piotr Naimski, były szef UOP, a drugi to niejaki Piotr Wojciechowski – jak podaje redakcja – ekspert ds. służb specjalnych. W pierwszej chwili pomyślałem sobie, że czasy niepewne, to i warto poczytać, co też do powiedzenia mają ci, którzy może i nie przytłaczają wiedzą merytoryczną i podejściem do faktów, ale qien sa ve, jak mawiają mieszkańcy miejsca mego chwilowego pobytu… Już samo zdjęcie ilustrujące tę rozmowę wskazywało, że nic z tego, że zanudzimy się, tzn. zanurzymy się w historii sprzed bez mała ćwierci wieku, bo na owym zdjęciu mec. Jan Olszewski jako premier, a w tytule stwierdzenie, że „Bez rządu Olszewskiego nie byłoby lustracji”. No, nie ma dzisiaj dla Polski i Polaków ważniejszej rzeczy. Po prostu! Wyborcze osiągnięcie Kukiza redakcji Lisickiego nie rusza. Mogłem się tego spodziewać, bo przecież we wstępniaku rednacz pisał o Kukizowej zadyszce, więc o co chodzi?


Następnie grochu z kapustą ciąg dalszy. Bo to i o dzieciach, które po II wojnie światowej rodzice chcieli oddać w dobre ręce i o tym, że jeżeli ktoś ze świata lub z samych Stanów wybiera się gdzieś dokonać aborcji, to niech nie wybiera się do Teksasu, bo stan ten – jak zapewnia „Od RZECZY” – „wygrywa z przemysłem aborcyjnym”.


A, i okazuje się, że redakcja „Od RZECZY” martwi się, piórem Marka Magierowskiego, „bólem głowy Putina”. To jednak zmartwień nie wyczerpuje, bo na następnych stronach „zostaną tylko bogacze i prekariusze”, choć ze znakiem zapytania. A potem pełne zaskoczenie… Bo, co prawda tytuł „Sukces rodzi ryzyko” ma pewne zabarwienie niepewnością, ale ogólnie ma wymowę pozytywną, co musi zastanawiać. Dlaczego? A dlatego, że opisuje osiągnięcia Rafała Brzoski, twórcy InPostu i większościowego właściciela Grupy Integer.pl, i od trzech lat jednego ze 100 najbogatszych Polaków. A przecież przetargowy sukces InPostu w starciu z Pocztą Polską, to rezultat oparcia jego działalności na umowach śmieciowych. Jak zatem środowisko pro-PiSowskie może wychwalać „coś” takiego? To po pierwsze, a po drugie – Rafał Brzoska był jednym z, ale za to najpoważniejszych, sponsorów zlotu blisko 7 tys. ludzi na inauguracyjnym spotkaniu ruchu Nowoczesna.pl Ryszarda Petru. Więc? O co tu chodzi? Czyżby R. Brzoska zaczynał halsować w kierunku innej mariny?


Z kolei dalej lekka pochwała rządu za projekt regulujący rynek pożyczek gotówkowych, który „idzie w dobrym kierunku”. No proszę! Otrząsnąłem się z amoku wywołanego monotonnym biciem w bębny niemocy i niewiary oraz chaosu i ruiny, a jednocześnie będące dytyrambami na cześć zmiany. Gdy do niej dojdzie, oby nie była to zmiana, o której mowa w powszechnie opowiadanej za partii nieboszczki anegdocie o tym, jak to w pułku Armii Czerwonej dowódca na apelu mówi: Żołnierze, nasz wywiad doniósł, że w armii amerykańskiej żołnierze zmieniają bieliznę trzy razy w tygodniu. Od przyszłego tygodnia wy będziecie ja zmieniać pięć razy w tygodniu! I dowództwa nie interesuje, kto z kim będzie ją zmieniał! Ale coś mi mówi, że po powyborczej zmianie nie bardzo będziemy się mogli połapać kto z kim i co na co zmienił/zamienił. Po prostu z rozumem możemy się nie znaleźć i poczuć się, jak ten stryjek, co zamienił siekierkę na kijek…


A bo to pierwszy raz? A czytając dalej ten numer „Od RZECZY” coraz bardziej dochodziłem do wniosku, że tytuł tygodnika jest trafny, jak żadnego innego. A gdy na ostatnich stronach pani prof. Jadwiga Staniszkis zajęła się jakimś przedrukiem tekstów, które w roku… 1968, po upadku praskiej wiosny, wymienili Milan Kundera i Vaclav Havel i odniosła to do braku dyskursu politycznego na podobnym poziomie w Polsce, pomyślałem – jakie to szczęście, że mamy wakacje… A utwierdził mnie w tym Waldemar Łysiak, który wakacji nie ma chyba nigdy. I szkoda, bo staje się jego pisanina coraz bardziej niezrozumiała. A przecież ten wybitny specjalista od napoleońskich fortyfikacji potrafił swego czasu (niestety był to czas tzw. komuny) pisać niezwykle zajmująco.


I CO TERAZ, gdy dotarłem do końca tego numeru? Złożyłem go na oparciu fotela z przeświadczeniem, że cała redakcja jest absolutnie świadoma zamieszczanych treści, które tak niebywale konweniują z tytułem… I wtedy dotarło do mnie, że tytuł odczytałem dość mechanicznie i bez tzw. zrozumienia. Choć doprawdy trudno zrozumieć, jak pisząc całkowicie OD rzeczy można nadać tym bajdurzeniom tytuł „DO RZECZY”, a więc całkowicie przeciwny jakiemukolwiek sensowi, że o zdrowym rozsądku zmilczę…


MAREK J. ZALEWSKI z widokiem na Skałę


PS. Jedynym naprawdę ciekawym i praktycznym tekstem jest ten o koszulach pt. „Gładkie, kraciaste, oksfordzkie”. Jedyny naprawdę do rzeczy!


Wakacyjne czytanie – 2.07


Rok szkolny za nami. Nie wszyscy zdali, ale co tam, dla wszystkich zaczęły się wakacje, choć są tacy, a raczej takie, którzy, a raczej które twierdzą, że żadnych wakacji nie będzie. Przynajmniej dla niektórych. Ale cała reszta wakacje zaczyna. Jeżeli nie dosłownie, pakując walizy i ruszając z domu, to w każdym razie przynajmniej już wpadła w wakacyjny nastrój. Ja, choć to trudno tak do końca nazwać wakacjami, już wyleciałem z domowego gniazdka. A lecąc zabrałem ze sobą niemal wszystkie tygodniki, które w ostatni poniedziałek czerwca trafiły do sprzedaży. I tak między innymi, zwyczajowo i od lat kupowanymi tytułami po raz pierwszy zgarnąłem z półki kolejne numery tygodników „w Matni” i „Od RZECZY”… Lekko przygięty – najpewniej pod ciężarem gatunkowym zawartych treści – udałem się do samolotu…


Lecąc zabrałem się do czytania. Zacząłem od tygodnika „w Matni”… Istna feeria tematów! Jakież bogactwo języka! Jaki wachlarz poglądów! No nie! Co ja wystukuję? Nie poglądów, a poglądu! Tak jednego poglądu! Jednego, ale za to, skoro jeden, to musi słuszny on – ten pogląd – być. I pewnie taki dla autorów jest. Chociaż… Czy oni wszyscy faktycznie tak uważają i tak myślą? Czy ich nikt pod groźbą (może i karalną) albo szantażem nie zmusza do ich zglajchszaltowania?


Ot, weźmy tytuły… Tuż za okładką, na str. 3. „Prawo przeciw ochronie życia”, za spisem treści, na str. 8. „Zdegradować gen. Kiszczaka”, „Kreaturki w panice” (o politykach PO), „Wygaszone filary Platformy”, „Europosłowie PO pod lupą”, „Odmęty sprawiedliwości III RP”, „Polska w ruinie”, „Spowiedź świń”, „Czarne helikoptery nad III RP”… Nawet nie trzeba ani słowem wyjaśniać o czym też autorzy owych publikacji piszą. Tego domyśliłby się nawet mój buldog francuski, gdybym… takiego miał. Ale gdybym miał, to by się domyślił z pewnością.


A potem artykuł z obcymi słowami w tytule o „Wyborczym deja vu”, a treść dowodzi, ze Cezar ponad 2000 lat temu miał rację, gdy przestrzegał: „jak rafy unikaj słów, których znaczenia nie rozumiesz”. Ale autor widać nie znał ani znaczenia użytych przez siebie słów, ani też przestrogi rzymskiego cesarza, bo pisze pod tym tytułem o p. Szydło, która ruszyła w Polskę tzw. Szydłobusem przeklejonym z Dudabusu…


Potem próbowałem nadążyć za rozumowaniem (no, może używam tego pojęcia na wyrost…) europosła Szczerskiego, który w wywiadzie wykłada o „Geopolityce emocji”. Gdy się oswoiłem z wizją „bliskiego współpracownika prezydenta elekta”, znalazłem się pod ostrzałem wraz z Andrzejem Bodnarem, kandydatem PO na urząd Rzecznika Praw Obywatelskich, w artykule pt. „Tęczowy rzecznik wkracza do gry”.


Na następnych dwóch stronach przekonywano mnie, że prezydent Komorowski „przez dwa lata nie znalazł czasu na rozpatrzenie wniosku Kapituły Orderu Virtuti Militari o pozbawienie odznaczeń zabójców oficera WiN „Orlika”. Przy czym najpierw autor udowadnia, że to „odznaczenie zdeprecjonowane”, aby niemal w następnym akapicie wymachiwać pięścią, że to skandal, że odznaczono nim tych, którzy zastrzelili członka walczącego z „komunistycznym okupantem” podziemia i do tej pory im go nie odebrano, jakby to, że ich odznaczono w 1946 roku, było ich winą.


Nie zdążyłem się otrząsnąć pod tym skandalu, gdy wciągnął mnie wir walki z tzw. banksterami, którzy „mają nowy plan – skolonizowanie zmierzającej po władzę opozycji”. No. gdybym już nie był siwy, to bym z pewnością osiwiał z przerażenia!


Na szczęście dla wytchnienia było kilka stron o artystach. Dwóch polskich, z których jeden (syn bardzo popularnego, a zmarłego przed kilku miesiącami, sprawozdawcy i komentatora sportowego) pisze list do swego przyjaciela, a drugi jest „dżentelmenem z akordeonem” i gra m.in. policjanta z Sandomierza. I kilku zagranicznych, którzy dostali i którzy nie dostali, albo odmówili, gdy dostali brytyjski tytuł szlachecki.


Potem trzy książki, jedno przedstawienie teatralne, trochę jazzu w Warszawie oraz o Wodeckim na płycie i o detektywach w telewizyjnych serialach.


A potem wracamy… „Kościół na celowniku” i aż trudno uwierzyć, że autorem tego kuriozalnego w swej wymowie tekstu jest… Ryszard Bugaj. Gdy zdumienie mi odeszło i zdołałem przewrócić kartkę, to znowu dech mi zaparło z radości, gdy przeczytałem tytuł: „Porażka tyrana”. Gdy jednak zacząłem przebijać się przez zawiłość myśli autora okazało, że tytułowym tyranem jest gen. Jaruzelski, który poniósł tę że tytułową porażkę, gdy musiał zaakceptować zgodę władz PRL na przyjazd Jana Pawła II do Polski w 1979 roku.


Gdy oswoiłem się z goryczą porażki Generała, przytłoczył mnie z razu los Polaków na Litwie, jako obywateli (i tu się zgadzam z autorką) drugiej kategorii, a zaraz potem Jan Rokita (tak, tak, ten sam Jan Rokita, choć chyba nie taki sam) przeraził mnie bezradnością Europy wobec imigrantów. A na następnych stronach red. Wildstein kazał mi zazdrościć… Rumunom ichniego wymiaru sprawiedliwości, który „pęta ekscesy oligarchii i ogranicza wszechwładzę (sic! – przyp. MJZ) jej reprezentantów”. Po przeczytaniu nie bardzo rozumiem o co red. B.W. chodzi, ale nie bardzo mnie to zaniepokoiło, bo z reguły nie bardzo wiedziałem, o co też mu szło…


Zaraz za red. Wildsteinem natknąłem się na dwa teksty red. Krystyny Grzybowskiej, z którą pracowałem za partii nieboszczki w redakcji „Sztandaru Młodych”. To znaczy, ja tam zaczynałem swą dziennikarską przygodę, a Ona była redakcyjną tuzą i żoną nieżyjącego już dziś Macieja Rybińskiego, a podówczas jednego z filarów kultowego już wtedy tygodnika „ITD”. W czasie stanu wojennego, albo tuż po nim oboje wyjechali do RFN, skąd wrócili z nimbem walczących niemal od urodzenia o demokrację. W pierwszym red. K.G. rozprawia się z mitem PO jako partii „bardziej europejskiej” od PiS” , gdy w rzeczywistości PO to emanacja chamstwa. W drugim tekście analizuje „nadzieje” Berlina, że będzie on pierwsza stolicą, którą odwiedzi A. Duda już jako prezydent.


Na kolejnych stronach redakcja „w Matni” dała mi, co prawda, odetchnąć od polityki, ale za to kazała mi zająć się swoim zdrowiem, co wcale mnie nie uspokoiło, a wręcz przeciwnie. Potem okazało się, że władza fałszuje moje i – na szczęście – nie tylko moje, ale wszystkich Polaków zarobki, „tworząc fałszywą rzeczywistość”. Na szczęście na kolejnych stronach uspokoił mnie dr. Janusz Szewczak, od lat ekonomiczny guru prawicy, zarabiający jako główny ekonomista SKOK. Janusz (znamy się od kilku ładnych lat) zapewnił mnie, że „nowa władza musi odzyskać znaczną część najbardziej wartościowego i dochodowego majątku narodowego”, bo „bez tego nie da się stworzyć państwa sprawiedliwego, sprawnego i bogatego”. I bardzo dobrze, pomyślałem i przeszedłem do następnej strony…


A tu o mały włos nie straciłem przytomności z przerażenia, bo oto przedstawiono mi listę krwiożerczych bestii, które na mnie czyhają, gdy tylko nieopatrznie pojawię się tam, gdzie grasują. A grasują prawie wszędzie! Czytając to byłem nawet gotów do zmuszenia pilotów do zawrócenia do Warszawy, ale zanim poderwałem się z fotela z zamiarem wtargnięcia z wykałaczką do kabiny pilotów, postanowiłem dokończyć lekturę tego numeru tygodnika „w Matni”, bo może nie miałbym później okazji…


A gdy zajrzałem na następną stronę i przeczytałem felieton red. Jachowicza o tym, że „Kopacz środkiem płatniczym”, a pod nim aktorka Łaniewska zapewniła mnie, że jej „Prysły zmysły…” moja chęć natychmiastowego zawrócenia maszyny do/na Chopina, zaczęła mi mijać. I mijała mi wprost proporcjonalnie do czytania kolejnych tekstów… Bo oto red. Mazurek użalił się nad Ludwikiem Dornem, red. Król (znany w niektórych kręgach jako „Rycerz”) podjął się, zakończonej powodzeniem, próby znalezienia odpowiedzi na pytanie „Dlaczego śmierdzi PO?” Otóż, ona śmierdzi „rozkładającymi III RP inicjatywami”.


Zaraz pod nim w swojej rubryce „Lokal dla awanturnych” Witold Gadowski, były dyr. krakowskiego ośrodka TVP „rozprawił się” z Magdaleną Sroką, nową prezes PISFu, która według niego – a jakże – do niczego się nie nadaje. A w swoim felietonie wtórował mu niejaki Świetlik, który „przejechał się” (i według mnie nie bez racji) po odchodzącym prezesie TVP, Juliuszu Braunie. Wisienką na torcie jest chyba nie tylko z uwagi na tytuł rubryki (Na koniec – od A do Zybertowicza) felieton prof. Zybertowicza. Podejmuje on polemikę z dr. Kazimierzem Bulandrą, którego wezwał do „przedstawienia konkretnych, sprawdzalnych danych obrazujących Polskę jako kraj w kwitnącej kondycji. Udokumentujcie pola rozkwitu” – wzywa i podaje dres mejlowy, zapewniając, że odniesie się do wszystkich rzeczowych argumentów.


Zdruzgotany zamknąłem tygodnik i dopiero wtedy dostrzegłem, że nie nosi o tytułu „w Matni”, czego byłem pewien czytając, ale „w Sieci”… Hmm… Jednak tytuł „w Matni”, który przyszedł mi do głowy, gdy przeglądałem go przed kupnem, uważam za znacznie, ale to znacznie lepszy. Oddaje nie tylko ducha zawartości, bo oddaje ducha zawartości, bo o treści trudno tu mówić, ale oddaje także to, co w duszy autorów gra… Cóż to za jazgotliwe baręczenie…


I CO TERAZ? Odpowiedź dał pilot, informując, że za chwilę lądujemy… I bardzo dobrze, bo „Od RZECZY” zostawię sobie na potem… A na razie serdeczności spod Gibraltaru…


MAREK J. ZALEWSKI

W wydaniu nr 164, lipiec 2015, ISSN 2300-6692 również

  1. HAJOTY PRESS CLUB

    Medialnie i kameralnie - 29.07
  2. DECYDENT W PODRÓŻY

    Na zamkach - 29.07
  3. CONDUCTING BUSINESS ACROSS CONTINENT

    Five commandments - 28.07
  4. RYNEK ZŁOTA

    Azjatycka masakra - 28.07
  5. FUNDACJA PRO PROGRESSIO

    Kapitał ludzki przyciąga inwestycje - 28.07
  6. MEKSYK POTĘGĄ MOTORYZACYJNĄ

    Szansa dla polskich producentów - 28.07
  7. UCHODŹCY W POLSCE

    Nie taki diabeł straszny... 17.07
  8. PUŁAPKI WŁASNEGO ŻYCIORYSU

    Nie wszystko złoto, co się świeci - 10.07
  9. POLSKI ZWROT KU AZJI

    Iluzja czy konieczność? - 8.07
  10. GRECJA SZACHUJE EUROPĘ

    A może Tsipras chce właśnie Grexitu? - 7.07
  11. A PROPOS...

    ...zaginionego w Karakorum - 27.07
  12. WIATR OD MORZA

    Rocznica i święto - 29.07
  13. LEKTURY DECYDENTA

    Książka o tragedii w Smoleńsku - 20.07
  14. LEWIATAN

    Pracodawcy zadowoleni - 28.07
  15. I CO TERAZ?

    A tak sobie gadamy - 13.07
  16. FILOZOFIA I DYPLOMACJA

    Syzyf w Alei Szucha - 20.07
  17. PO PROSTU SZTUKA

    Ewa Chełmecka w Wenecji - 22.07
  18. BIBLIOTEKA DECYDENTA

    Rozmowy z psem - 24.07
  19. DECYDENT SNOBUJĄCY

    Czwartek, 30.07 – Siła Hollande`a
  20. USTAWA O LOBBINGU

    10 lat zamieszania - 1.07
  21. W OPARACH WIZERUNKU

    Fałsz neofity - 1.07