Established 1999

I CO TERAZ?

31 lipca 2014

Granaty pod pokrywką - 12.08

Gdy w ukraińskim kontekście myślę o polityce Moskwy, o Rosjanach, o Rosji w ogóle, to nasuwają mi się trzy skojarzenia, z pewnym starym dowcipem, z kuchenką i garnkiem oraz to najnowsze, z dzisiaj, z białą farbą – pisze Marek J. Zalewski.

W tym starym dowcipie do towarzysza Czapajewa przybiega żołnierz i melduje: „Towariszcz Czpajew, tanki idut!” „Nu, charaszo” – mruknął tow. Czapajew. – „Tagda wazmi granaty i razgani eti tanki” – rozkazał. Po dwóch, trzech godzinach w drzwiach dowództwa staje w porwanym mundurze, mocno pobijany i pokrwawiony ten sam żołnierz. Widząc go Czapajew pyta – „Nu kak? Razganił tanki?” „Konieczno! Towariszcz Czapajew!” – odpowiedział żołnierz. „Charaszo – rzekł Czapajew – Tagda odłaży garanty na miesto!”…


Wyobraźmy sobie garnek przykryty pokrywką, w którym zagotowaliśmy wodę, wrzuciliśmy porcję makaronu, aby go – zgodnie z przepisem na opakowaniu – gotować od 8 do 12 minut. Gdy ustawimy płomień lub wybierzemy optymalną temperaturę płyty grzewczej, to zawartość garnka będzie nam się gotowała bez kipienia, a gdy w pokrywce jest specjalny otwór, to nadmiar pary będzie spokojnie nim uchodził, ale… Ale gdy zwiększymy płomień lub podniesiemy temperaturę płyty grzewczej, aby szybciej ugotować makaron, to cała para nie zdoła wydostać się przez otwór w pokrywce, a będzie szukała innego ujścia, unosząc pokrywkę i doprowadzając do niekontrolowanego ujścia z garnka, czyli tzw. wykipienia jego zawartości. A to bywa niebezpieczne, bo można się poparzyć lub/i zabrudzić kuchenkę…


Przyjęło się uważać, że kolor biały to kolor niewinności, czystości, bezpieczeństwa, wiary, dobrej woli, spokoju i wszystkiego, co może nam się kojarzyć z przeciwieństwem agresji. Jednak od dzisiejszego ranka przymiotnik biały/a zestawiany jest z rzeczownikiem farba, odmienianym wraz z powyższym przymiotnikiem we wszystkich przypadkach i to w szyderczej – tak to przynajmniej odbieram – konotacji i z akcentowanym oderwaniem od skojarzeń bieli z tymi, o których wyżej wspomniałem…


O cóż chodzi z tą białą farbą? Otóż, chodzi o 280 ciężarówek KAMAZ, które – jak podaje KAŻDY serwis informacyjny – „zostały przemalowane białą farbą” na biało (jak dodają niektórzy „wytrawni” prezenterzy) w jednej z podmoskiewskich baz wojskowych”. Brakuje tylko uzupełnienia, że zostały przemalowane „podstępnie”, a zapewne tak było, bo Moskwa nie zawiadomiła o tej czynności ani Brukseli, ani ONZ, ani Czerwonego Krzyża, ani Waszyngtonu, ani – co jest występkiem niewybaczalnym – Warszawy. Choć, co do Waszyngtonu, to głowy nie dam, bo z tego, co słychać z Białego Domu, to może jakaś informacja o tym z Moskwy tam dotarła.


A o cóż chodzi z tymi „przemalowanymi białą farbą” ciężarówkami w liczbie 280? Otóż, chodzi o to, że tymi 280 „przemalowanymi białą farbą” na biało (jak uzupełniają niektórzy „wytrawni” prezenterzy, aby nie pozostawić najmniejszego cienia wątpliwości) ciężarówkami wyruszył spod Moskwy w kierunku wschodnioukraińskiego Ługańska konwój z pomocą humanitarną dla tamtejszej ludności, borykającej się od tygodni, a nawet miesięcy z brakiem podstawowych środków do życia. W każdej informacji podkreśla się, że nie jest to pomoc humanitarna, ale TAK ZWANA pomoc humanitarna. Czy to ma oznaczać, że zamiast np. wody i soków na owych ciężarówkach Rosjanie wiozą „tzw.” wodę i „tzw.” sok? A czym różni się mąka i suchary od „tzw.” mąki i „tzw.” sucharów wiezionych na tych 280 „przemalowanych białą farbą” ciężarówkach? Czy dla mieszkańców Ługańska i okolic, albo dla mieszkańców każdej innej miejscowości, którzy pozbawieni są od tygodni aprowizacji, żyją w stanie wojennego oblężenia ma jakiekolwiek znaczenie, czy wiezione na 280 „przemalowanych białą farbą” ciężarówkach artykuły są wiezione w ramach akcji humanitarnej, czy „tzw.” akcji humanitarnej?


Że Moskwa, organizując to „podstępne” przemalowanie 280 ciężarówek w jednej z baz wojskowych, chce osiągnąć coś więcej aniżeli tylko błogosławieństwo i podziękowania za dostarczone artykuły? Oczywiście, że TAK! Ale to Moskwa te artykuły JUŻ wysłała. To Moskwa pokazała, że działa, podczas gdy Bruksela mówi o konieczności uzgodnienia, o powiadomieniu, o działaniu w porozumieniu, a prezydent Obama poparł tę akcję Moskwy, uparcie nazywaną przez prezenterów „tak zwaną” akcją humanitarną, i pojechał pograć w golfa. Tymczasem prezenterzy i wyszukani przez nich mądrale (pisałem o nich w ostatnim felietonie) mało się nie zakrztuszą, rozprawiając jakie to draństwo i małostkowość podszyta lisią chytrością tak ni z tego, ni z owego „przemalować białą farbą” 280 ciężarówek, wyładować je artykułami pierwszej potrzeby (żywnością, lekami, środkami czystości) i posłać na wschód Ukrainy, gdzie wojska ukraińskie walczą o swoje z bandytami, którzy walczą nie wiadomo o co. I jak tylko ruszyły te ciężarówki, to padły pytania o to, co Putin chce przez to osiągnąć i czy to, aby nie jest jakaś nowa wielka prowokacja, bo przecież to działanie bez uzgodnienia z Kijowem i w ogóle z kimkolwiek, a tak się po prostu nie godzi! A czy ktoś zapytał tych ludzi, dla których przeznaczona jest ta zwana „tak zwaną” pomoc humanitarna, czy nie jest ona im wstrętna z racji tego, że jedzie bez jakichś tam wydumanych uzgodnień i pozwoleń? Może warto z tymi ludźmi porozmawiać, zanim zacznie się opowiadać duby smalone o „tak zwanej” pomocy humanitarnej i przemalowanych „białą farbą” na biało (jak podkreślano wielokrotnie) ciężarówkach!


I CO TERAZ? Teraz wrócę do Czapajewa i garnka z makaronem pod pokrywką… Otóż, żart o Czapajewie nie jest czczym wymysłem. Zawarta w nim jest olbrzymia doza rosyjskiej mentalności. Ten żart tłumaczy w bardzo lapidarny sposób to, dlaczego tak wysokim i rosnącym poparciem cieszy się prezydent Putin. Wiele mądralińskich komentatorów z niedowierzaniem rozwodzi się o tym jak to jest możliwe, że im sytuacja Putina i Rosji w ich ocenie gorsza, to jego pozycja wśród Rosjan lepsza. Ano właśnie dlatego, że dla „matuszki Rasiji” Rosjanie nie tylko zrezygnują, i to nie tylko z polskich, jabłek, gruszek, kalarepy, kapusty, serów i czego tam jeszcze, ale i gołymi rękami są gotowi jej bronić, czytaj – są gotowi do największego poświęcenia. Tego nie rozumieją ci, którzy podjęli decyzje o wprowadzeniu sankcji przeciwko Rosji. A już boki można zrywać ze śmiechu, gdy zapowiedziano, że postanowienie Moskwy o wprowadzeniu kontrsankcji zostanie przez sankcje wprowadzających zaskarżone przed międzynarodowymi instytucjami. No, brawo! Kali może, ale gdy Kalemu, to….


Sankcje, wbrew temu, co mówili premier Tusk i minister Sikorski oraz całe wielkie mnóstwo dyżurnych mądrali, były i są złym narzędziem. Tym bardziej złym, gdy nie ma przygotowanego tzw. planu B, na wypadek, jak ten z Rosją. I tutaj przejdźmy do kuchni, gdzie na optymalnym ogniu gotujemy makaron… Otóż, proszę sobie wyobrazić, że na tym wolnym ogniu stoi garnek z napisem Rosja… Optymalna pod nim temperatura pozwala uchodzić parze przez techniczny otwór w pokrywce. Ale rzesza mądrali przebranych za kucharczyków wyciąga ręce, aby podkręcić kurek i temperaturę pod garnkiem zwiększyć. Gdy im się to uda, to wzrastające ciśnienie nie zdoła ujść tylko owym otworem, a będzie szukało innej drogi, unosząc pokrywkę i doprowadzając do wykipienia zawartości garnka. Jedno z podstawowych praw fizyki, nic więcej. Ale, o ile w kuchni łatwo czemuś takiemu zaradzić, o tyle w polityce…


I CO TERAZ? Dam sobie spokój ze szkicowaniem tej wizji. Chciałbym jedynie, aby porzucono działanie metodą ad hoc. Chciałbym bardzo, aby zgrzytaniu zębami, nazywane niegdyś pobrzękiwaniem szabelką, towarzyszyła chwila zadumy nad konsekwencjami. Chciałbym bardzo, aby rozum towarzyszył wszelkim działaniom. Chciałbym bardzo aby przekrwione z wściekłości oczy stały się bardziej pogodne i budzące ufność. Chciałbym po prostu, aby pokrywka nie podskakiwała na żadnym garnku, a granaty zakurzone spoczywały tam, gdzie ktoś kiedy, kiedy (czyli dawno) je tam odłożył…


MAREK J. ZALEWSKI


**********


Wysyp mądrali – 11.08


Nie wiem, jak Państwo, ale mnie zawsze zadziwia wysyp różnego rodzaju mądrali, gdy COŚ się dzieje. Pojawiają się rzeczone nie wiadomo skąd, przywoływane przez tzw. prowadzących (bo trudno wszak nazwać ich dziennikarzami) audycje telewizyjne, radiowe lub kolejne wydania tytułów prasowych. Pojawiają się w roli ekspertów…


Ten wysyp mądrali zawsze mnie zdumiewa, a wygłaszane przez owe mądrale opinie są najczęściej wygłaszane ex cathedra i najczęściej budzą we mnie uczucie głębokiej irytacji i zażenowania. W ogóle podtykanie mikrofonu lub stawianie przed kamerą w roli eksperta kogoś, kto według podtykającego będzie miał coś sensownego do powiedzenia w danej sprawie jest zmorą dzisiejszych mediów. Bo czego my się dowiadujemy? Ano np. tego, że „trwają czynności” i że „na tym etapie nie można jednoznacznie…”, że np. „ustalono, że było dwóch sprawców”, a ich np. „zatrzymanie jest kwestią…” Ot, np. przy okazji ostatniej ulewy w Małopolsce dowiedzieliśmy się rzeczy niesamowitej… Dowiedzieliśmy się od pana występującego w roli podstawki do mikrofonu, że straż pożarna… TAK!… wypompowuje wodę z zalanych obejść. No, proszę Państwa, czegoś takiego bym się nie spodziewał. Nie spodziewałbym się też tego, że gdy jest pożar, to jego gaszeniem zajmuje się także straż pożarna.


A przecież ową straż z powodzeniem mógłby zastąpić człowiek, który stojąc przy zerwanej przez wodę drodze, albo przy pogorzelisku i gadając bez ładu i składu, a więc bez sensu, do kamery może służyć za przepompownię i agregat gaśniczy jednocześnie, bo jego wodolejstwo przerasta wielokrotnie możliwości techniczne wspomnianych urządzeń. Pół biedy, gdy pada prośba o ocenę sytuacji, bo wtedy wystarczy powiedzieć dla radia: „A niech się pan rozejrzy…”, a dla potrzeb telewizji wystarczy dodać wymowne zatoczenie ręką w prawo lub w lewo. Ale wysłannikowi/czce mediów to nie wystarcza… On/a musi drążyć, musi wiedzieć czy „było ciężko”, a może i niebezpiecznie… A jeżeli tak, to skąd było największe zagrożenie… A potem, trzask, prask i mikrofon, a i kamerę, prosto w twarz dotkniętych nieszczęściem osób, najczęściej przybitych, zdenerwowanych, bezradnych w obliczu tragedii, która dopiero co ich spotkała… I te bezmyślne, żeby nie powiedzieć idiotyczne pytania o to, czy było strasznie, co? A spodziewaliście się takiej siły żywiołu? A kto wam pomógł wynieść lodówkę? A co teraz będzie? No i sakramentalne – jakiej pomocy oczekujecie? A potem, jakby na zakończenie, zawsze to samo pustosłowie o wielkiej tragedii, czasie na usuwanie zniszczeń i oczekiwaniu na pomoc…


Prawdziwi mądrale pojawiają się przy okazji spraw wielkich przez wielkie W… Np. sprawa Ukrainy i sankcje przeciwko Rosji… Ileż to mądrali mądrzyło się w tej, jakże delikatnej, materii. Że trzeba je zastosować. Najpierw pierwszy, potem drugi stopień, a jak to nic nie da, to potem trzeci i czwarty, a nad piątym i szóstym już trwają prace odpowiednich gremiów, co oznacza (wg jednych ekspertów-mądrali), a dowodzi (wg innych), że etap siódmy i ósmy też zapewne będzie omawiany, co w konsekwencji (wg jednych), a co zapowiada (wg innych ekspertów-mądrali) przejście na stopień dziewiąty i dziesiąty, które z kolei nie wykluczają (wg jednych mądrali ), a czynią prawdopodobnymi (wg innych) przejście na stopień jedenasty i dwunasty… I bardzo dobrze. Wszystkie mądrale licytowały się, co do skuteczności sankcji wobec Rosji, uznając że wizja Rosji na kolanach jest pewna niczym śnieg w zimie. Żadna z mądrali nie przewidziała jednego… Że Rosja zastosuje kontrsankcje, polegające na wprowadzeniu embarga na produkty z Unii, USA, Kanady i Australii. I że tę decyzję Moskwy, ogłoszoną przez premiera Miedwiediewa, poprze ponad… 70 proc. Rosjan.


I CO TERAZ, proszę mądrali? Mieliśmy jeść nasze jabłka i nasze sery, a pomóc miała nam Unia i jeszcze ktoś tam. Mądrale przekonywały nas, że eksport do Rosji to niewielki procent całego naszego eksportu i sobie poradzimy… No pewnie. Jako patrioci zobowiążemy się do zjedzenia jeszcze więcej naszych jabłek i naszych serów. Mało tego, zjemy też więcej hiszpańskich pomidorów, niemieckich ziemniaków, portugalskiej sałaty i czego tam jeszcze… A! I w przeciwieństwie do Francuzów, którzy z całą pewnością dostarczą Rosji dwa okręty klasy Mistral, my, a raczej nasi mądrale (np. red Ostrowski z „Polityki”) nie zająkną się nad kontraktem bydgoskiej PESY na 125 pociągów dla rosyjskiego odbiorcy. Minister Sawicki zapowiadał przed ogłoszeniem kontrsankcji przez Moskwę, że zażąda od Brukseli pokrycia strat naszych sadowników, o czym gadały i nasze mądrale. Ale teraz, po wystąpieniu Miedwiediewa, polscy sadownicy stanęli w bardzo długiej kolejce po unijne rekompensaty. A czy nasze eksperckie mądrale mają jakiś plan B? Stawiam worek dolarów przeciwko jednemu orzechowi, że NIE!


Mądrale swymi wynurzeniami sieją też psychozę wojenną. Ostatnio prym wśród nich wiedzie gen. Pacek, gen. prof. Koziej i sam minister Siemoniak, wg których Polska stoi w obliczu wojny… Ręce opadają! A z kim ta wojna? Chwila! Prośmy o wyrozumiałość potencjalnego agresora, bo przecież jeszcze nie zdążyliśmy wydać ani razu 2 proc. PKB na zbrojenia!!! A czy panowie prezydent, premier, ministrowie, eksperci i reszta mądrali naprawdę uważa, że nawet gdybyśmy przez następne ileś tam lat przeznaczali na potrzeby naszej armii nawet i po 100 proc. naszego PKB, czyli wydawali na przeróżny złom służący do zabijania tyle pieniędzy ile warte jest wszystko to, co w danym roku wytworzymy, to sprostamy sile tego jednego potencjalnego agresora, który w bajaniach wszystkich mądrali szczerzy złowieszczo kły? Otóż, NIE. Nie sprostamy! Te dzisiejsze 2 proc. PKB, co to mamy je przeznaczać na realizację „widzi im się” polskiej … soldateski (jakie to piękne i niesłusznie zapomniane słowo), lepiej dla dobra nas wszystkich przeznaczyć na rozwój nauki, wzbogacić kulturę, a nawet utworzyć specjalny fundusz emerytalny dla bardziej już przyszłych pokoleń. A tzw. sojusznikom z NATO powiedzieć: kochani, jeżeli chcecie mieć zabezpieczoną wschodnią flankę Paktu, to bardzo proszę… Jesteśmy gotowi z ofiarą krwi, ale to wy musicie zadbać, aby przelano jej w waszej obronie jak najmniej z jak największym dla was skutkiem!


Ależ nie! Ależ skąd! A zobowiązania sojusznicze? A traktaty? Nie pojawił się jeszcze żaden mądrala, który by rzekł, że po pierwsze dobre jest to, co jest dobre dla Polski. Co prawda min. Sikorski był uprzejmy powiedzieć kilka słów prawdy o „robieniu laski” przez Polskę w jej polityce zagranicznej, ale uznano, że tak naprawdę, to myślał o „łasce” i to nie tej, którą my robimy, ale tej, którą Polsce robią. I tu też liczne grono mądrali starało się wyjaśnić, że jajeczko może być tylko częściowo nieświeże…


W jednej tylko kwestii, o której ostatnio rozprawiano, pojawiło się wiele jednobrzmiących „mądralowych” opinii. Otóż, przy okazji 70. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego w zasadzie zgodzono się co do tego, że zryw i bohaterstwo Powstańców było ponad miarę, ale decyzja o wybuchu była oczywistym błędem. W całej gamie okołorocznicowych zdarzeń moją uwagę przykuł red. Tomasz Lis, który w cotygodniowej godzinie „trzódki” red. Żakowskiego w piątkowym Tok FM, powiedział nie mniej i nie więcej, ale to, że „pacyfikację Powstania przeprowadzali Rosjanie”! Tak, wg red. Lisa to Rosjanie pacyfikowali Powstanie Warszawskie! Myślałem, że spadnę z drabiny w bibliotece… Co ten Lis wymyślił? Skąd mu się to wzięło? Zdziwienie trwało tylko chwilę… No, przecież Ukraińcy i Łotysze, a szczególnie Ukraińcy red. Lisowi po prostu uwięźli w gardle! Uwięźli zapewne z uwagi na interes Polski! Red. Lis od dłuższego czasu jest dla mnie mądralą koniunkturalną, co swą opinią o Rosjanach pacyfikujących Powstanie potwierdził.


I CO TERAZ? Mądrali ci u nas dostatek, a nawet więcej niż mieczy, o których Jagiełło prawił w Sienkiewiczowskich „Krzyżakach”. Co chwila następuje ich nowy wysyp, niczym grzybów po deszczu, albo raczej – zważywszy na zło, które czynią, prawiąc o tym i o owym bez ładu i składu – krost uczuleniowych. Brak natomiast GŁOSU ROZSĄDKU! Wielki jest go brak… Niestety.


MAREK J. ZALEWSKI


************


Godzina „W” – 1.08


Z lekkim niepokojem, graniczącym z paniką, oczekiwałem nadejścia tego dnia, bo 1. sierpnia to dzień rocznicy wydarzenia, które mimo upływu lat ciągle jeszcze nie doczekało się rzetelnej oceny akceptowanej przez większość. Ja obawiałem się tego, że w hurapatriotycznym uniesieniu dojść może nawet do ponownego zburzenia Warszawy, gdy do obchodów rocznicy Powstania Warszawskiego włączą się także jak najbardziej patriotyczne tzw. grupy rekonstrukcyjne.


Na szczęście jedyną w jakimś sensie rekonstrukcją był pokaz filmu Jana Komasy „Miasto 44” na – a jakże – Stadionie Narodowym. Film jak film, jednym się podobał, innym mniej, a jeszcze innym absolutnie nie. Jednych wzruszył, innych rozczarował, a jeszcze innych wręcz rozsierdził. Widzów było ponad 10 tys., a wśród nich sami Powstańcy (piszę to wielka literą, bo szacunek dla Nich nie pozwala mi inaczej) oraz przedstawiciele pokolenia ich dzieci i wnuków, więc nic dziwnego, że nie było jednomyślności w ocenie. Dla Powstańców ta rocznica to powrót pamięcią do dni i pięknych, i tragicznych zarazem. Pięknych, bo były to dni Ich młodości, a tragicznych, bo przypadających na czas, który oby się nigdy nie powtórzył…


Na placu przed Muzeum Powstania Warszawskiego i pod pomnikiem Powstańców na Długiej siedziały osoby, które przeszły przez piekło. Należy im się szacunek po wielokroć, bo ruszyli do walki, do której nikt nie powinien Ich wezwać. Generał Władysław Anders, którego przyjazdu na „białym koniu” wielu po wojnie oczekiwało, uważał, czemu wielokrotnie dawał wyraz, że „ci, którzy wydali rozkaz o rozpoczęciu powstania, powinni stanąć przed sądem i powinni zostać rozstrzelani za to, co zrobili”. Niestety, dowództwo Powstania nie usłuchało wieszcza, który sto lat z okładem wcześniej przestrzegał, aby mierzyć siły na zamiary, a nie zamiar podług sił. Zresztą, o czym wspomniałem wyżej, do dzisiaj, gdy ocenia się Powstanie pomija się głęboką mądrość tkwiącą w tej myśli zapisanej tym wersem z „Pieśni Filaretów”. A przecież, czym innym jest bohaterstwo Powstańców i owe 63 dni dramatu Warszawy i jej mieszkańców, a czym innym pytanie o sens samego Powstania.


Jesteśmy w świecie, a może i we Wszechświecie, chyba jedynym narodem, który jest wręcz przyspawany do swych klęsk i który z takim wprost masochistycznym uwielbieniem rozdrapuje pokolenie za pokoleniem te same rany. Mało tego, przy każdej okazji (czyt. rocznicy) kopiemy rowy podziału między sobą, gdy zaczynamy te klęski analizować i gdy podejmujemy starania, najczęściej katastrofalne w skutkach, wyciągania wniosków na przyszłość.  Jesteśmy też idealnym potwierdzeniem tego, że Hegel miał rację, gdy pisał: „Historia nas uczy, że ludzie z historii niczego się nie uczą”.  A niektórzy politycy, to już na pewno.


Syreny o 17.00 zawyły w Warszawie, jak co roku. Jak co roku w godzinie „W” ruch w mieście w zasadzie zamarł. Apeli wzywających do zatrzymania się w codziennym biegu było wiele. Ale czy zatrzymując się przy wtórze syren jakaś, a jeżeli tak, to jaka refleksja nas ogarnęła?


I TYLE NA TERAZ… I tyle w godzinie W …


MAREK J. ZALEWSKI

W wydaniu nr 153, sierpień 2014, ISSN 2300-6692 również

  1. TP NR 35

    Cała prawda o pisarzach - 28.08
  2. ZAWÓD PRZYSZŁOŚCI

    Tester oprogramowania - 25.08
  3. RYNEK PRACY SPECJALISTÓW

    Inżynierowie pilnie poszukiwani - 11.08
  4. KLUB DECYDENTÓW

    50 Plus - 7.08
  5. RYNEK DZIEŁ SZTUKI

    Najdroższy Pablo Picasso - 6.08
  6. PARLAMENT EUROPEJSKI

    Prace Jana Olbrychta - 5.08
  7. LEKTURY DECYDENTA

    Izrael skazany na potęgę - 18.08
  8. AKCJA "WIŚNICZ" 1944

    Odbicie więźniów politycznych - 4.08
  9. WIATR OD MORZA

    Kto rozpętał II wojnę światową - 17.08
  10. SEN O EMERYTURZE

    Jak sobie pościelesz, tak się... 1.08
  11. UNIA EUROPEJSKA PO WYBORACH

    Polacy w instytucjach unijnych - 1.08
  12. ZARABIAMY CORAZ WIĘCEJ

    Stać nas na coraz mniej - 1.08
  13. PRZEDSIĘBIORCY W LEASINGU

    Coraz większe zainteresowanie - 1.08
  14. BIBLIOTEKA DECYDENTA

    Viva Maria - 25.08
  15. DECYDENT SNOBUJĄCY

    Piątek, 29.08 – Czarny jak Polak
  16. W OPARACH WIZERUNKU

    Czy wąż ma ogon? - 1.08
  17. I CO TERAZ?

    Granaty pod pokrywką - 12.08
  18. FILOZOFIA I DYPLOMACJA

    Teoretyczne państwo - 20.08