Established 1999

I CO TERAZ?

2 czerwca 2013

Jedno oświadczenie, jedna rada - 24.06

Dzieją się rzeczy ważne. A skoro tak, to nie może w ich ocenie zabraknąć mego głosu – pisze Marek J. Zalewski.

Wszak jestem felietonowym komentatorem DECYDENTA.PL i jako taki (tu uwaga dla tych, którzy mają się za dziennikarzy piszących, ale nie bardzo radzą sobie z tworzywem, którym się posługują: czyli jaki?, bo przecież wiadomo, że powinno być: jako ten, czyli felietonowy komentator) uważam się za opiniotwórcę. W związku z tym postanowiłem złożyć jedno oświadczenie o charakterze fundamentalnym i udzielić jednej rady o wymowie, no, nie boję się wielkich słów… o wymowie globalnej.


Zacznę od oświadczenia, aby z jednej strony rozwiać chmury domysłów, fale wątpliwości, płonne nadzieje itp., a z drugiej zaś uspokoić zaniepokojonych, dać nadzieję rozczarowanym, uradować zasmuconych itp…


Oświadczam zatem niniejszym, że nie mam zamiaru zastąpić Jose Barroso na stanowisku przewodniczącego Komisji Unii Europejskiej, co oznacza, że zrezygnowałem z ubiegania się o wybór na to stanowisko!


Po deklaracji premiera Donalda Tuska, którego wybór na to stanowisko dla wielu był co najmniej oczywisty, że rezygnuje z ubiegania się o brukselskie stołki, bo musi jeszcze (niestety) dokończyć coś, co zaczął (zapewne kilka meczów), uznałem, że wycofał się jedyny kandydat, z którym wygrana by mnie ucieszyła. Tak, proszę Państwa, oddaję brukselski stołek bez walki. I na nic płacze, na nic krzyki, koniec przygód… (w oryginale było: Fiki Miki). Podobne deklaracje złożyli też m.in. Paweł Piskorski i red. Tomasz Sekielski oraz red. Jacek Żakowski.


A teraz wspomniana rada… Zanim dojdzie do referendum, w którym mieszkańcy Warszawy odwołają panią Hanię, proponuję, aby ustrzegła stolicę przed wielkim niebezpieczeństwem i bezzwłocznie podjęła starania, celem których będzie usunięcie z nazwy placu przed Operą Narodową słowa Teatralny!


Już spieszę z wyjaśnieniem dlaczego udzielam tej rady… Otóż w Pekinie plac Tienanmen, w Kairze plac Tahrir, w Stambule plac Taksim… Te place były arenami, na których rozgrywały się dantejskie sceny. A co je łączy? Wszystkich nazwa zaczyna się na literę „t”. W Warszawie mamy plac Teatralny, a ten nie dość, że na literę „t” ma nazwę, to jeszcze jej semantyczne znaczenie jest wręcz wyzywające. Aby uchronić Warszawę przed społecznym wybuchem zacznijmy od usunięcia z planu miasta placu Teatralnego!


Podobno, jak podają dobrze poinformowane źródła o podobnej inicjatywie przemyśliwują władze Londynu (Trafalgar Sq.), Nowego Jorku (Times Sq.), Paryża (Trocadero) i wielu innych stolic lub najważniejszych miast państw na całym świecie. I to by było na tyle…


MAREK J. ZALEWSKI


USA a sprawa polska – 10.06


Pewnego dnia na Facebooku znalazłem zdjęcie i kilka słów w podpisie zamieszczone przez Ryszarda Schnepfa, ambasadora RP w USA, mego nie tylko fejsbukowego znajomego. Skłoniło mnie to do krótkiego skomentowania, z czego rozwinęła się dłuższa korespondencja. Przedstawiam ją Państwu, bo dotyczy spraw ważnych i poważnych. Upubliczniam naszą korespondencję, bo skoro na Fb mamy z Ryszardem dziesiątki znajomych, którzy mogli ją przeczytać, to dlaczego pozbawiać tej niewątpliwie wielkiej przyjemności Czytelników DECYDENTA?


Mamy polską grupę w Kongresie USA. Dawno nie słyszałem tylu dobrych słów o Polsce. Duma zapiera dech…


We are pleased to announce the creation of the Senate Poland Caucus and wish to thank Senators Barbara Mikulski, Chris Murphy and James Risch for their leadership and welcome this morning. The Senators will serve as Co Chairs of the newly created Caucus and announced its creation during Minister of Foreign Affairs Radek Sikorski’s visit to Capitol Hill today. A special thanks to Senator Mikulski for hosting us in the magnificent Appropriations Room in the Capitol and we are glad Senators Dick Durbin, Richard Shelby and John McCain were also able to stop by to take part in the discussion.





Marek J. Zalewski Ryśku, czy przy Twoim doświadczeniu wypada piać z zachwytu nad słowami i tylko słowami w dodatku wypowiadanymi przez Amerykanów, którzy doskonale wiedzą, że dla Polaków słowa wystarczą?


Ryszard Schnepf Marku, czy pozostaje nam tylko zapłakać nad sobą? Trochę więcej optymizmu i wiary w siebie. Bez tego świat przypomina pionową skałę, na którą musimy sie wdrapać. Właśnie jako ten „doświadczony” (pod każdym względem), choć pachnie mi to emeryturą, zalecam stawianie sobie wysokich celów i osiąganie ich, choćby drobnymi kroczkami. A na marginesie: to było piękne spotkanie, a MRS pokazał się jak światowej klasy mąż stanu.


PS. Wiara w teorię wiecznie skrzywdzonego, skrzywdzonego narodu, to gigantyczna psychologiczna kula u nogi przymocowana przez samych siebie, która ciągnie do ziemi.


Marek J. Zalewski Ryszardzie, mój ulubiony Ambasadorze, w mojej notce nie ma ani słowa o „płakaniu nad sobą”. Wręcz przeciwnie, apeluję o to, aby nie cieszyć się byle czym, a to (byle co) – jak do tej pory – oferują nam Amerykanie!. Do tej pory zadowalamy się ciągle owymi „małymi kroczkami”. Może już DOŚĆ! Wszak wielokrotnie daliśmy dowody CZYNAMI, że jesteśmy godnym i lojalnym partnerem (sojusznikiem), a co dostaliśmy w zamian? Nielatający złom, za który zapłacimy krocie, ledwo pływający złom w postaci dwóch ABSOLUTNIE nieprzydatnych korwet, oszustwo w postaci offsetu (na które to oszustwa i naciąganie zgadzamy się, niestety), cały szereg obietnic (parole, parole, parole…) w związku z naszym zaangażowaniem w Iraku i Afganistanie, że pozostanę tylko przy tych sprawach, a Ty znasz ich znacznie więcej…


PS. Ryszardzie, moja notka wynika właśnie z tego, że mam dosyć uważania nas za – jak to określasz – skrzywdzony naród! Nic podobnego! Uważam, że jesteśmy za bardzo ULEGLI wobec Waszyngtonu, który pragmatycznie (a tego pojęcia my, niestety, nie znamy albo z uporem godnym lepszej sprawy nie stosujemy w naszej polityce zagranicznej) nas ROZGRYWA, doskonale wiedząc, że nam wystarczą SŁOWA i miły UŚMIECH! A powinniśmy wreszcie pokazać, że NIE, że miłe słówka i uśmiechy nam już NIE WYSTARCZAJĄ! I jeszcze jedno – proszę Cię, nie daj się omamić jakąś „polska grupą w Kongresie”, bo ja od z górą 30 lat słyszę tego rodzaju bzdety i od tych z górą 30 lat staram się uświadamiać ABSOLUTNĄ pustkę takich określeń. To jest tylko chęć przypodobania się potencjalnym wyborcom o polonijnych korzeniach, albo określonemu lobby… Długo by o tym można, ale może będzie okazja po temu… Serdeczności, M.


PS II. Skoro piszesz, że MRS pokazał się jak prawdziwy mąż stanu, to chciałbym w to wierzyć. Jeżeli tak, to chapeau bas… Do tej pory nie mogłem się jakoś dopatrzyć jego „stanowego mężostwa”…


Ryszard Schnepf Marku Drogi, strasznie w Twoich słowach dużo goryczy i oczekiwań (niespełnionych). A przecież powinniśmy być realistami, zakładając, że nasi partnerzy realizują swoje plany głównie z myślą o sobie. Zwłaszcza partnerzy o globalnym zasięgu, w których myśleniu pojawiamy się wówczas, gdy nasze interesy krzyżują się z ich projektami. Czysty pragmatyzm. Co zrobić? Przede wszystkim podwoić dochód narodowy i utrzymać stabilną demokrację. Połowę (tę drugą) w zasadzie mamy w kieszeni, o ile naszym nie zakurzy się znowu w głowach. Czas pokaże, ale jestem dobrej wiary.


Marek J. Zalewski Ryszardzie, piszesz o realizmie i pragmatyzmie, że „musimy być realistami”, i że postępowanie naszych partnerów to „czysty pragmatyzm”… Do kroćset! A o czym ja stukałem w pocie czoła? Właśnie podkreślałem ich pragmatyzm, którego TAK BARDZO nam brakuje, podobnie jak i REALIZMU. Wpadamy w euforię, gdy byle kto (w sensie zajmowanej pozycji) w dwóch słowach się nami „zachwyci” (Ty też dałeś się temu ponieść, podpisując zdjęcie, choć to mogę zrozumieć, acz nie podzielam aż takiego zachwytu nawet w takich okolicznościach). Słowa pochlebstw NIC nie kosztują! I z tego powinniśmy zdać sobie wreszcie sprawę! To po pierwsze. A po drugie – powinniśmy też przyjąć jako motto naszej polityki zagranicznej to, co przed stu laty napisał Dmowski, a w niespełna pół wieku potem tę samą myśl wyraził sir Winston: państwa nie mają przyjaciół, ale INTERESY! A te powinny być ponad interesem innych, choćby i największych sojuszników czy partnerów. I po trzecie – nie imputuj mi, proszę, goryczy, bo to nie ona mną powoduje, ale bezradność naszej polityki i nas samych. Ale zgadzam się, że dochód narodowy musimy powiększać, a demokrację wzmacniać! Serdeczności, M


Ryszard Schnepf Co do większości podpisuję się, choć Dmowski to nie mój bohater. Czytamy nie tylko słowa, ale i czyny. Sam fakt zgromadzenia się grupy wpływowych senatorów pod hasłem Polska, jest wymowny i nie o wyborczy rezultat tu chodzi. Głosy polskie w USA są rozproszone, a tam gdzie ich najwięcej, czyli w Chicago i NY, Demokraci spokojnie wygrywają dzięki poparciu innych grup. Polska Grupa, jedyna w Senacie, to wyraz uznania i wagi Państwa Polskiego, a nasza polityka zagraniczna, w której funkcjonuję już 22 lata (jak ten czas leci!) nigdy nie była bardziej pragmatyczna, ale i skuteczna. Nie oznacza to, że mamy same sukcesy, ale któż je ma? USA pozostają (wbrew tezom J. Bieleckiego w „Rzeczpospolitej”) ważnym i bodaj najważniejszym po UE partnerem PL. Tyle, że w Unii jesteśmy w środku i jej częścią, a St. Zjedn. to nasz sojusznik zewnętrzny, który w znacznej mierze odpowiada za globalną stabilność, także w Azji, Afryce i Ameryce Łacińskiej. Dbałość o te relacje to nasz podstawowy obowiązek, nawet jeśli nie wszystko jest tak jak chcielibyśmy. Mamy tu wielu przyjaciół i warto o tym pamiętać. Na tym kończę bo przekroczę granice tej debaty.


Marek J. Zalewski Ryszardzie, a gdzie ja napisałem, że Dmowski to mój idol. On tez nie z mojej bajki, co nie znaczy, że nie miał racji pisząc to, o czym wspomniałem. Skoro od tylu lat jesteś w polityce zagranicznej, a ja zajmuję się nią od lat blisko 40 (o Boże!!!), to także jako historyk wiesz, że na źródła nie ma się co obrażać, bo Dmowski ewidentnie miał rację (ale o sir Winstonie się nie zająknąłeś, a jego specjalnie przywołałem, domyślając się Twojej reakcji na pana D.). W roku 1980 byłem w Stanach i relacjonowałem przebieg kampanii wyborczej i samych wyborów. Od tamtego czasu byłem świadkiem niemal wszystkich amerykańskich kampanii, a dzięki temu miałem okazję obserwowania Amerykanów (przejechałem po Stanach ponad 50 tys. km, odwiedzając 45, albo 47 stanów) i przeprowadzenia setek rozmów z amerykańskimi politykami. Pisząc to, co napisałem, opierałem się na swoim doświadczeniu i znajomości tematu. Przykro mi, że z pełną dezynwolturą traktujesz meritum mych notatek, uciekając się do odczuć („nigdy nie była bardziej pragmatyczna”, w co ja akurat powątpiewam i to zdecydowanie, bo o tym świadczą FAKTY, a nie subiektywna ocena).


PS. Ryszardzie, stawiam worek dolarów przeciwko jednemu orzechowi, że w ciągu roku o tej Polskiej Grupie w Senacie (gdyby ona powstała w Izbie Reprezentantów, no, to jeszcze… można by wiązać z tym jakieś, ale BARDZO skromne, nadzieje) pies z kulawą nogą TAM nie będzie pamiętał, ale my ciągle będziemy się zachowywać, jak zaczadzeni… Ulegamy tym „snom o potędze” i co z tego mamy? Spójrzmy chociaż na proporcje w zajmowaniu stanowisk w UE, czy innych międzynarodowych gremiach… Wyprzedzają nas niemal wszyscy (PROPORCJONALNIE). Gdzie i w czym przejawia się ten „wyraz uznania i wagi Państwa Polskiego”? W tych gestach (poklepywanie po ramieniu) i czczych pochlebstwach, które NIC nie kosztują? Przyjmujmy je stosując starą zasadę toutes les proportions gardee! Nie dajmy się łapać na piękne słówka, bo one NIC nie kosztują! I na tym też kończę, i tym dopiero razem z prawdziwą goryczą, że z pełną świadomością dajemy się tak łatwo ogrywać…


Ryszard Schnepf Reszta debaty chyba tylko przy piwie w Browarmii na Krakowskim. Inaczej się nie da.


Marek J. Zalewski Co racja, to racja… A przy piwie z dziką rozkoszą… Czekam wezwania. Do 27 bm jestem do dyspozycji…




Ostatni moment – 3.06


„To ostatni moment, aby podjąć skuteczne działania w dziedzinie polityki rodzinnej” – powiedział prezydent Bronisław Komorowski. Powiedział i zaprosił do siebie polityków i specjalistów na spotkanie, na którym mają być omawiane 44 (nomen omen) pomysły/sposoby/metody/rozwiązania/propozycje/wnioski (niepotrzebne skreślić) zawarte w opracowaniu powstałym na zlecenie prezydenta…


To ostatni moment”, pomyślał Jarosław Gowin i napisał list do członków Platformy Obywatelskiej, której sam jest członkiem. W liście, były już (na szczęście) minister sprawiedliwości, zwrócił swym partyjnym koleżankom i kolegom uwagę na to, że „ciepła woda” staje się coraz zimniejsza… Cud, powiadam wam. Prawdziwy cud! Gowin odzyskał wzrok. List jest dowodem na to, że łuski z oczu mu opadły. Rozejrzał się i spostrzegł, że nie jest dobrze, że nie ma sprawiedliwych w Sodomie i że to on pierwszy wskaże to palcem…


To ostatni moment”, uznał widocznie Donald Tusk, gdy zdecydował się o rok z okładem przyspieszyć wybory szefa partii na kolejne lata. Czyżby wiedział coś, czego inni nawet się nie domyślają? A jeżeli tak, to co jest tym „czymś”? A może jest to przeczucie porażki, która nagle zajrzała w oczy premierowi i przywódcy partii w jednym? A może to już nie przeczucie, ale strach przed klęską, którą byłaby przegrana w wyborach na szefa partii? Bo gdy przegra się te wybory, to „odjedzie” gabinet w Alejach Ujazdowskich, a wtedy żegnaj Brukselo. Żegnaj gabinecie przewodniczącego Komisji Europejskiej, bycie którym już śni się Tuskowi nawet na jawie (mówią, że minister Sikorski coraz częściej przebiera się w swym gabinecie w damskie kostiumy i garsonki i trenuje chodzenie na obcasach, bo w ten sposób przygotowuje się do obsadzenia roli lady Ashton, czyli szefa unijnej dyplomacji…), bo kto da tę funkcję przegranemu?


To ostatni moment”, zdecydowali posłowie, członkowie sejmowej Komisji Sprawiedliwości, a w każdym razie większość z nich i odwołali Ryszarda Kalisza, bodaj najlepszego dzisiaj sejmowego znawcę prawniczych meandrów, z funkcji jej przewodniczącego. Dlaczego? No, przecież nie dlatego, że Ryszard Kalisz nagle utracił swą wiedzę prawniczą lub/i zdolności kierowania pracami tejże komisji. Dlaczego, zatem? Bo utracił zaufanie partii, która rekomendowała go do pełnienia funkcji przewodniczącego. A utracił dlatego, że owa partia pozbyła się go ze swego grona. Ergo – partii tej, i to jest bardzo smutny wniosek, nie zależy na jakości pracy Komisji Sprawiedliwości, czyli nie zależy jej na jakości stanowionego przez Sejm prawa. Gdy partia ta jakiś czas temu nie zgodziła się na odwołanie Danuty Nowickiej z funkcji wicemarszałka Sejmu, czego domagał się rekomendujący ją Ruch Palikota, uzasadnieniem tego stanowiska była troska o jakość pracy Prezydium Sejmu i doskonała ocena pracy wicemarszałek Nowickiej. Że hipokryzja? I co z tego, skoro „to ostatni moment”…


To ostatni moment”, doszła do wniosku jakaś nawiedzona grupa posłów i zdecydowała się podnieść wrzask na rzecz wprowadzenia zakazu handlu w niedziele. Dlaczego „to ostatni moment”? Ano dlatego, że z racji spadającej od początku roku konsumpcji wewnętrznej, czyli obrotów w handlu, uznali, że gdy ten istotny wskaźnik stanu gospodarki nadal będzie się obniżał, to już się nie da tego kretynizmu wprowadzić w życie.


To ostatni moment”, zapewne do takiego wniosku doszła Hanna Gronkiewicz-Waltz i dawaj, wcielać w życie swoje chore i swoich akolitów pomysły. Jednym z tych idiotyzmów forowanych przez HGW jest zapalikowanie, czyli powbijanie (ciekaw jestem jakie są tego koszty i kto bierze prowizję za tę szaleńczą operację) w całej Warszawie bez ładu i składu metalowych słupków, które mają dokładnie odgrodzić chodniki od jezdni. To po pierwsze. Po drugie – podjęła kilka decyzji, których celem jest likwidacja komunikacji publicznej, a z pewnością autobusowej. To, co wyprawia MZA (drastyczne podwyżki cen biletów, likwidacja kolejnych linii bez analizy skuków takich działań, idiotyczne procedury włączania klimatyzacji) dowodzi, że p. prezydent z autobusów nie korzysta, podobnie jak i ci, którzy takie decyzje podejmują. Dowodzi też tego, że ludzie nie rozumieją miasta, a nade wszystko potrzeb jego mieszkańców.


Sądzę, że możemy się spodziewać realizacji całej fali idiotycznych pomysłów pani Hani (pieszczotliwie zwanej „bufetową” lub Kobietą o Najgłupszym Uśmiechu na Świecie), bo szykuje się referendum w sprawie jej odwołania. I oby!!!


To ostatni moment”, pomyślałem i stawiam kropkę, bo uznałem, że nie będę Państwu uświadamiał, że co chwila się z takim spotykamy. I CO TERAZ? To ostatni moment, aby zwracać uwagę na ostatnie momenty, aby nie przegapić czegoś, co będzie dla każdego z Państwa naprawdę ważne…


MAREK J. ZALEWSKI







W wydaniu nr 139, czerwiec 2013 również

  1. PROGRAM SZKOŁY LIDERÓW

    Nauka wywierania wpływu - 25.06
  2. LUDZI BRAK

    A roboty huk! - 25.06
  3. R`N`R WIECZNIE ŻYWY

    Paul McCartney daje zarobić - 24.06
  4. PARKOWANIE W WEEKENDY

    Płacić, ale mądrze - 20.06
  5. INTERPRETACJE Z OXFORDU

    Leadership to więcej niż management - 20.06
  6. KONFEDERACJA LEWIATAN

    Sprzedaż detaliczna - 25.06
  7. NIE OD RAZU KRAKÓW ZBUDOWANO

    Studium problemów - 19.06
  8. ZAMÓWIENIA PUBLICZNE

    Tylko dla wytrwałych - 18.06
  9. POZNAJ DOBRĄ ŻYWNOŚĆ

    Bieluch na pikniku - 15.06
  10. SZARA STREFA

    Scigać, czy nie ścigać? - 14.06
  11. EMERYT W OFE

    Dobrowolność walczy z przymusem - 15.06
  12. MARK ROTHKO W POLSCE

    Obrazy warte miliony - 12.06
  13. PODRÓŻE SMAKUJĄ

    Król marcepan - 12.06
  14. CEGŁA DO CEGŁY

    Dobry czas na budowę domów - 10.06
  15. ENERGETYKA W UNII EUROPEJSKIEJ

    Litwa energetyczną wyspą - 6.06
  16. SAMOCHÓD ELEKTRYCZNY

    Kurs Tesla Motors bije rekordy - 6.06
  17. WINDSOROWIE DAJĄ ZAROBIĆ

    Macallan The Queen`s Diamond Jubilee - 6.06
  18. KRONIKA BYWALCA

    To the Queen - 24.06
  19. RYNEK FARMACEUTYCZNY

    Powrót na ścieżkę wzrostu - 5.06
  20. NIE WSZYSTKO ZŁOTO CO SIĘ ŚWIECI

    LBMA kluczem do udanej inwestycji - 5.06
  21. ZAKAZ HANDLU W NIEDZIELE

    Główne grzechy na chłodno - 3.06
  22. POLSKA AGENCJA PRASOWA

    7 dni gospodarka - 3.06
  23. STABILNOŚĆ FINANSOWA

    Upaństwowienie długów - 3.06
  24. BILL COSBY:

    Mam 83 lata i jestem zmęczony - 3.06
  25. DECYDENT SNOBUJĄCY

    Piątek, 28.06 – Cyniczna zagrywka
  26. SZTUKA MANIPULACJI

    Skala czytelności wykrętu - 3.06
  27. SIŁA POLITYKI

    Azyl na równiku - 28.06
  28. I CO TERAZ?

    Jedno oświadczenie, jedna rada - 24.06
  29. FILOZOFIA I DYPLOMACJA

    Trzy zardzewiałe okna na świat - 18.06
  30. LEKTURY DECYDENTA

    Czas celebrytów - 18.06
  31. ZAGROŻENIE DLA POLSKI

    Rosnący dług publiczny - 3.06
  32. BIBLIOTEKA DECYDENTA

    Szybkobiegacze monopoliści - 21.06