Established 1999

HISZPANIE MIESZAJĄ W GIBRALTARZE

15 sierpnia 2013

Panie premierze Rajoy, nie tędy droga - 14.08

Europa w objęciach szczytu urlopowego. Bo sierpień to właśnie tradycyjny europejski miesiąc wypoczynku. Jedni już kończą wakacje, inni dopiero się na nie udają. Jeżeli kogoś rzuci do Andaluzji, albo sam z premedytacją wybierze ten kierunek, to ani chybi w planie jego wycieczki znajdzie się Gibraltar – pisze Marek J. Zalewski.

Polakom ta hiszpańska skała, pozostająca od 300 lat na mocy pokoju zawartego w Utrechcie w rękach brytyjskich, nie najlepiej się kojarzy. To z tutejszego lotniska 4 lipca (ciekawe – dzień Święta Narodowego USA, czy to zwykły przypadek) 1944 roku wystartował do swego ostatniego lotu Liberator z gen. Władysławem Sikorskim na pokładzie, aby w kilka minut po tym kapotować w opływających Gibraltar wodach.


W 69 rocznicę tej katastrofy odsłonięto w Gibraltarze obelisk. Do tej pory upamiętniał ją fragment skrzydła i tablica pamiątkowa przy pasie startowym. Miejsce nawiązywało do samej katastrofy, ale mało kto je odwiedzał. Znajdowało się bowiem na uboczu najbardziej popularnych tras wycieczkowych po Gibraltarze.


Nowy obelisk (nad jego niewątpliwymi walorami estetycznymi przejdę do porządku dziennego, ale według mnie wygląda tak, jakby był efektem konkursu rozpisanego w londyńskim kole polskich weteranów II wojny światowej) umieszczono w tzw. Point Europa, na południowo-zachodnim krańcu gibraltarskiego cypla, po drugiej stronie skały. Daleko więc od pasa startowego, z którego gen. Sikorski startował. Ale za to jest to miejsce, które odwiedzają niemal wszyscy, którzy wycieczkowo na Gibraltar zaglądają. W ten sposób znacznie zapewne wzrośnie liczba tych, którzy o katastrofie się dowiedzą i o tym, kto w niej zginął. Z tego punktu widzenia warto było zmienić miejsce upamiętnienia tej katastrofy.


Pojawił się jednak inny problem… Może bowiem dość radykalnie zmniejszyć się liczba tych, którzy na trasie andaluzyjskiej peregrynacji umieszczą Gibraltar. Od blisko miesiąca hiszpańska straż graniczna pracuje tak, jakby prowadziła strajk włoski, tzn. bardzo dokładnie dokonuje odprawy celno-paszportowej każdego samochodu i jego pasażerów, który chce wjechać na teren zamorskiego terytorium Wielkiej Brytanii lub ten teren opuścić, wjeżdżając do Hiszpanii.


Natomiast Brytyjczycy dla odmiany zachowują się tak, jakby granicy nie było… Od kilku lat, spędzając kilka tygodni pod Gibraltarem, zajeżdżam ze znajomymi na Skałę co roku po kilka razy i najczęściej w kilkukilometrowej kolejce musieliśmy spędzić maksymalnie do dwóch godzin. W tym roku hiszpańskie retorsje sprawiły, że na granicy trzeba spędzić co najmniej pół dnia, albo i całą dobę. I nigdy nie wiadomo, jak długo akurat nam przyjdzie stać w owej kolejce. Hiszpańska służba graniczna bowiem jednego dnia pieczołowicie kontroluje wjeżdżających do Gibraltaru, innego dnia Gibraltar opuszczających (co z racji szczupłości miejsca – powierzchnia całego Gibraltaru to niewiele ponad 6,3 km kw. – powoduje niesamowity zamęt na terenie podległym Jej Królewskiej Mości), a jeszcze kiedy indziej kontrolują równie dokładnie zarówno jednych, jak i drugich…


Dzieje się tak dlatego, że Hiszpania wkrótce po traktacie w Utrechcie zaczęła podważać jego zapis o oddaniu Gibraltaru Brytyjczykom „po wieczne czasy”. Była jednak za słaba, aby Wielka Brytania, która w ciągu XVIII i XIX wieku stała się prawdziwym mocarstwem, robiła sobie coś z pomruków niezadowolenia, dochodzących gdzieś tam zza Pirenejów.


Tak też było przez niemal cały wiek XX, bo choć mocarstwowość brytyjska zaczęła mocno płowieć z początkiem lat 60., to rządzący Hiszpanią od 1936 roku dyktator, gen. Francisco Franco nie mógł liczyć na jakąkolwiek pomoc w odzyskaniu Gibraltaru. Londyn nawet wyszedł naprzeciw oczekiwaniom Madrytu i w roku 1967 przeprowadzono w Gibraltarze referendum w sprawie dalszego losu Skały. Jeżeli w Madrycie spodziewano się, że owo referendum może coś zmienić, to rozczarowanie musiało być wielkie. Mieszkańcy bowiem stosunkiem głosów 12138 do… 44 opowiedzieli się za zachowaniem status quo. W tej sytuacji gen. Franco zdecydował się na iście pokerowe zagranie i w roku 1969 podjął decyzję o zamknięciu granicy z Gibraltarem. I tym razem okazało się, że siada do stołu gry z blotkami, którymi z Londynem wygrać nie mógł.


Hiszpańskie nadzieje ożywały potem jeszcze trzykrotnie. W roku 1975, gdy po śmierci gen. Franco przywrócono monarchię i tron objął Juan Carlos z dynastii Burbonów (może w Madrycie zakładano, że domy panujące się jakoś dogadają w sprawie Gibraltaru, jak król z królową…). Później nadzieje ożyły w roku 1982, gdy Hiszpania wstąpiła do NATO. W Madrycie uważano wówczas, że w tej sytuacji to Hiszpania wystarczająco będzie bronić Cieśniny Gibraltarskiej i brytyjska baza (zresztą jej militarny charakter stawał się z roku na rok coraz bardziej umowny) w Gibraltarze jest zupełnie niepotrzebna…


Zarówno po 1975, jak i po 1982 roku nic jednak w statusie Gibraltaru się nie zmieniło, chociaż… Na przełomie lat 70. i 80. Hiszpania podjęła starania o członkostwo w EWG. Brytyjczycy swoją zgodę na to uzależnili od ponownego otworzenia granicy z Gibraltarem, co nastąpiło w roku 1985. A rok później Hiszpania została członkiem Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej, co obudziło w Madrycie nowe nadzieje na pozbycie się Union Jacka ze Skały. Uważano bowiem, że w Brukseli znajdzie sprzymierzeńców, którzy poprą go w rozgrywce z Londynem.


Szybko okazało się, że wszystko na nic, że magoty, czyli gibraltarskie małpy (jedyny zamieszkujący Europę gatunek małp), nie mają zamiaru zniknąć z Gibraltaru. A legenda głosi, że dopóki choćby jeden magot pozostaje poddanym Jej Królewskiej Mości, dopóty Union Jack nad Skałą powiewać będzie.


Dzisiaj, po wspomnianych już bardzo istotnych utrudnieniach na hiszpańsko-gibraltarskiej granicy, David Cameron, brytyjski premier postanowił wspomóc magoty, wysyłając z wizytą kurtuazyjną do Gibraltaru trzy okręty Royal Navy z lotniskowcem na czele. To – wbrew temu, co bredzą rozhisteryzowani tzw. komentatorzy – według mnie kompletnie nic nie znaczy. Bo przecież nie może oznaczać, że w sejfie dowódcy wojennej eskadry leżą koperty, w których zakodowane są rozkazy o dokonaniu desantu na plaże przygibraltarskiej, ale hiszpańskiej miejscowości La Linea lub jej ostrzelania.


Hiszpanie, wprowadzając drobiazgową kontrolę graniczną sami sobie strzelają w stopę, gdyż utrudniają życie swym rodakom pracującym w Gibraltarze. Już wiadomo, że gibraltarscy pracodawcy lub gibraltarscy urzędnicy dostali zielone światło na zwolnienie zatrudnianych Hiszpanów lub spowodowanie zamknięcia prowadzonych przez nich w Gibraltarze firm. A żyjący w dużej mierze z turystyki (40 proc. PKB pochodzi właśnie z niej) Gibraltar może mieć przejściowe kłopoty, to prawda. Ale znacznie większe będą mieli Hiszpanie, bo u nich znalezienie dziś pracy graniczy z cudem, podczas gdy premier Cameron zapewnił gibraltarskich Brytyjczyków, że mogą liczyć na daleko idącą i wszechstronną pomoc.


I CO TERAZ? Tak, czy inaczej jedna z turystycznych atrakcji południowo-zachodniej części Półwyspu Iberyjskiego póki co odpada. Nie, nie z powodu groźby wybuchu konfliktu zbrojnego, ale z powodu niechęci do straty czasu na stanie w gigantycznych kolejkach na granicy, z powodu wyzłośliwiania się hiszpańskich pograniczników w stosunku do Bogu ducha winnych turystów. Panie premierze Rajoy, nie tędy droga!


Tekst: MAREK J. ZALEWSKI


Zdjęcia: MATEUSZ ZALEWSKI

W wydaniu nr 141, sierpień 2013 również

  1. EKONOMIA NAPIWKÓW

    Warto dawać, ale nie bezkrytycznie - 23.08
  2. GDZIE JEST NAJLEPSZA SŁUŻBA ZDROWIA

    Potencjalnie utracone lata życia - 22.08
  3. OFE na celowniku

    Potęga rebalansowania - 19.08
  4. HISZPANIE MIESZAJĄ W GIBRALTARZE

    Panie premierze Rajoy, nie tędy droga - 14.08
  5. PODRÓŻE SMAKUJĄ

    Błotne kontemplacje - 9.08
  6. GENOTYP PRZEDSIĘBIORCY

    Zdrowy duch w zdrowym ciele - 9.08
  7. NIEUCZCIWA KONKURENCJA

    Ustawianie przetargów - 9.08
  8. HANDEL EMISJAMI DWUTLENKU WĘGLA

    Tanie trucie coraz droższe - 5.08
  9. LEKTURY DECYDENTA

    Oprawcy z sąsiedztwa - 22.08
  10. W IMR ADVERTISING BY PR

    Ogrodowe press-pogawędki - 2.08
  11. PRZYSTANEK PRZEDSIĘBIORCZOŚĆ

    Wszyscy do pracy na swoim - 2.08
  12. DETROIT JAK HIROSZIMA

    Dlaczego bankructwo? - 2.08
  13. MINISTROWI ROSTOWSKIEMU POD ROZWAGĘ

    Zadłużeniowy szantaż - 2.08
  14. OPŁATY INTERCHANGE

    Negatywny wpływ na polski rynek - 2.08
  15. DECYDENT SNOBUJĄCY

    Piątek, 30.08 – Pokerowa zagrywka
  16. SZTUKA MANIPULACJI

    Żenada wykrętu - 1.08
  17. SIŁA POLITYKI

    Bić, żeby osłabić - 30.08
  18. I CO TERAZ?

    Człowiek z rakietą - 19.08
  19. FILOZOFIA I DYPLOMACJA

    Wirujący seks - 22.08
  20. KRONIKA BYWALCA

    Super wystawa - 12.08
  21. BIBLIOTEKA DECYDENTA

    Nie wszystko jest piarem - 6.08
  22. "TYGODNIK POWSZECHNY"

    Numer 31/2013 r.