Established 1999

FILOZOFIA I DYPLOMACJA

2 lipca 2015

Syzyf w Alei Szucha - 20.07

Jakiś czas temu rozmawiałem z ambasadorem-profesorem, tuż przed jego wyjazdem na placówkę zagraniczną w ważnym kraju NATO i Unii Europejskiej. Zapytałem dyplomaty-amatora, kiedy składa listy uwierzytelniające. Odpowiedział, że listów składać nie musi, gdyż jest osobistym przyjacielem głowy państwa, do którego się udaje i prezydent tego państwa przyjmie go w każdej chwili, kiedy będzie miał jakąś sprawę – pisze Jacek Potocki.


Kiedy usiłowałem wyjaśnić ambasadorowi-profesorowi, że zgodnie z prawem międzynarodowym z chwilą złożenia listów uwierzytelniających rozpoczyna się jego misja dyplomatyczna, ten wykrzyknął: „Ja jestem osobistym ambasadorem ministra spraw zagranicznych, który jest moim długoletnim przyjacielem”. Zaniemówiłem z wrażenia i zakończyłem tę niefortunną rozmowę. A mój rozmówca nadal trwa na poście, mimo że jego przyjaciel odszedł w polityczny niebyt.


Inny ambasador-profesor chwalił mi się, że kiedy wraca z urlopu, wszyscy pracownicy ambasady mają pełne spodnie, tak go się boją. To był też nominat z kręgu koleżeńskiego jedynie słusznej partii, na szczęście, jego misja już się zakończyła i ludzie w polskiej ambasadzie w stolicy pewnego państwa już oddychają normalnie.


Tak wyglądały nominacje ambasadorskie, z nadania „magistra z Oksfordu.” Jego następca odziedziczył po nim większość ambasadorów i sam popełnił podobny grzech już na wejściu: mianował ambasadorem w Kijowie, w stolicy obecnie najbardziej gorącej dla polskiej służby dyplomatycznej, żurnalistę, który przez kilka ostatnich lat był tubą ministra, natomiast nie ma żadnego dyplomatycznego doświadczenia w rozwiązywaniu spraw trudnych, co zakrawa na kpinę. No, usprawiedliwia ministra fakt, że były rzecznik pracował dla radia oraz dla pewnej gazety.  Tak, tak, dla TEJ GAZETY.


Po „magistrze z Oksfordu” została spuścizna w postaci braku placówek w wielu kluczowych stolicach. „Magister” je likwidował „w celach oszczędnościowych”, jednocześnie hojnie korzystając ze służbowej karty kredytowej. Grypsera, wśród której miałem praktykę w czasie studiów, mówiła: „Zamykają, będą wypuszczać.” Nowy minister obiecał, że uruchomi ponownie niektóre placówki. („Tamten zamknął, ja będę otwierać.”) Być może, to mu się uda, choć minister raczej nie ma chodów u Pani Premier.


Najbardziej paląca sprawa do załatwienia to rewitalizacja naszej placówki w Ułan Bator: Polska w Mongolii ma poważne interesy miedziowe na miliardową skalę, których nie ma kto pilnować z bliska. „Magister” zamknął również inne ambasady: w Dacce – w Bangladeszu, w Kambodży, w większości państw tzw. Czarnej Afryki, w wielu państwach Ameryki Łacińskiej. Nie mówiąc o tym, że nie mamy ambasady w największym państwie katolickim Azji, tj. na Filipinach.


Przed aktualnym ministrem spraw zagranicznych stoi wiele wyzwań. Ponieważ do wyborów parlamentarnych czasu jest niewiele, może on spocząć na laurach i nic nie robić, jako że na funkcji swej znalazł się raczej przypadkowo i pełni ją chyba bez przekonania. Jest niewątpliwie przytłoczony przez swoich sześciu zastępców, którzy „wiedzą lepiej”. (Miliard trzysta pięćdziesiąt milionów Chińczyków ma ośmiu zastępców ministra spraw zagranicznych; polska bolszewia miała 3-4).


Polska służba zagraniczna charakteryzowała się niekwestionowanym profesjonalizmem i przykładną propaństwowością. Także w czasach tzw. bolszewii. Niebawem nastąpi na Szucha naturalna wymiana kadr: odejdą na emeryturę tzw. starzy, zasłużeni i odpowiedzialni towarzysze, w tym dotąd nie do ruszenia, absolwenci MGIMO, którzy wkraczają w swoją sześćdziesiątkę. Chodzi o to, by ta wymiana była wymianą na lepsze. Czy uda się to przeprowadzić temu ministrowi i jego następcom? Czy też będzie to praca Syzyfa… w Alei Szucha?


                                                                                                    Jacek Potocki


Ręce precz od Armenii! – 5.07


Informacje o demonstracjach w Armenii w wyniku podwyżki cen energii stawiają pytanie: czy to aby nie nowy Majdan? Może początek kolejnej „kolorowej rewolucji”? Mnie te informacje bardzo zmartwiły. A dlaczego? Ano dlatego, że dotychczasowe „kolorowe rewolucje” doprowadziły wprawdzie do obalenia autorytarnych reżimów u władzy: w Egipcie, Tunezji, Libii, ale jednocześnie zainfekowały pewnym odłamom tamtejszych społeczeństw bakcyla przemocy i nietolerancji. Może Ukraina wygrała los na loterii? Kraj ten znajduje się w stanie permanentnego wrzenia, władza centrum jest coraz słabsza, państwo się może w każdej chwili rozpaść przy błogosławieństwie demokratycznego i antyrosyjskiego Zachodu.


A interwencje amerykańskie w Afganistanie i w Iraku, z udziałem m.in. naszego bohaterskiego kraju, wzmocniły islamski fundamentalizm, który rozlewa się coraz bardziej nie tylko w regionie, ale i w świecie. Wspieranie rebeliantów w Syrii obróciło się przeciwko zachodnim demokracjom. Okazało się bowiem, że rebelianci to nikt inny tylko islamiści różnej maści.


Czy teraz Armenia? Władze Armenii oraz armeńscy dyplomaci bagatelizują problem twierdząc, że demonstracje mają charakter apolityczny i wybuchły z przyczyn wyłącznie ekonomicznych. I że Armenia da sobie radę. Oby!


Pamiętać należy o tym, że w oczach Zachodu Armenia jest najwierniejszym sojusznikiem Rosji, że odrzuciła stowarzyszenie z Unią Europejską kosztem przystąpienia do montowanej przez Kreml Unii Euroazjatyckiej. Korzystając ze starych, wypróbowanych metod, można więc spróbować wykorzystać niegroźne demonstracje jako bazę do niekontrolowanych wybuchów społecznego niezadowolenia o podłożu politycznym. Po to, by Armenię odciągnąć od Rosji, a przyciągnąć do Brukseli i bliskich jej stolic.


Tylko, że to jest niespokojny, południowy Kaukaz. Zachód już próbował osadzić się na Kaukazie Południowym, mianowicie w Gruzji. Miało być bez problemów, a wyszło jeszcze gorzej. Armenia ma na sumieniu oderwanie od sąsiedniego Azerbejdżanu Górnego Karabachu, który do dzisiaj stanowi oddzielną, separatystyczną jednostkę na garnuszku Armenii. Azerbejdżan, który dzisiaj jest bardzo bogatym i doskonale uzbrojonym państwem mógłby z zamkniętymi oczami zawojować Armenię i odebrać Górny Karabach. I tak by się pewnie już stało, gdyby nie pewna przeszkoda. Jest nią Rosja, która swoją potęgą militarną gwarantuje status quo. W Armenii, w drugim do wielkości mieście Giumri, jest ogromny garnizon wojsk rosyjskich, a granicy z Turcją, przyjacielem Azerbejdżanu, pilnują rosyjscy pogranicznicy.


Jakikolwiek antyrosyjski ruch w Armenii, w wyniku którego mógłby paść aktualny układ władzy, oznacza wycofanie się militarne i gospodarcze Rosji z Armenii, co natychmiast uruchomi reakcję Azerbejdżanu. To oznaczać może tylko wojnę na Południowym Kaukazie, w której Zachód się pogubi. A byłaby to wojna na śmierć i życie, bo odzyskanie Górnego Karabachu jest najważniejszym, strategicznym priorytetem Azerbejdżanu, a utrzymanie status quo tego obszaru, zamieszkałego w znakomitej większości przez Ormian, jest z kolei strategicznym celem Armenii.


Więc lepiej trzymać ręce precz od Armenii! Tym bardziej, że dotychczasowe interwencje ze strony Zachodu, mimo szlachetnych celów, były żałosną kompromitacją.


Jacek Potocki

W wydaniu nr 164, lipiec 2015, ISSN 2300-6692 również

  1. HAJOTY PRESS CLUB

    Medialnie i kameralnie - 29.07
  2. DECYDENT W PODRÓŻY

    Na zamkach - 29.07
  3. CONDUCTING BUSINESS ACROSS CONTINENT

    Five commandments - 28.07
  4. RYNEK ZŁOTA

    Azjatycka masakra - 28.07
  5. FUNDACJA PRO PROGRESSIO

    Kapitał ludzki przyciąga inwestycje - 28.07
  6. MEKSYK POTĘGĄ MOTORYZACYJNĄ

    Szansa dla polskich producentów - 28.07
  7. UCHODŹCY W POLSCE

    Nie taki diabeł straszny... 17.07
  8. PUŁAPKI WŁASNEGO ŻYCIORYSU

    Nie wszystko złoto, co się świeci - 10.07
  9. POLSKI ZWROT KU AZJI

    Iluzja czy konieczność? - 8.07
  10. GRECJA SZACHUJE EUROPĘ

    A może Tsipras chce właśnie Grexitu? - 7.07
  11. A PROPOS...

    ...zaginionego w Karakorum - 27.07
  12. WIATR OD MORZA

    Rocznica i święto - 29.07
  13. LEKTURY DECYDENTA

    Książka o tragedii w Smoleńsku - 20.07
  14. LEWIATAN

    Pracodawcy zadowoleni - 28.07
  15. I CO TERAZ?

    A tak sobie gadamy - 13.07
  16. FILOZOFIA I DYPLOMACJA

    Syzyf w Alei Szucha - 20.07
  17. PO PROSTU SZTUKA

    Ewa Chełmecka w Wenecji - 22.07
  18. BIBLIOTEKA DECYDENTA

    Rozmowy z psem - 24.07
  19. DECYDENT SNOBUJĄCY

    Czwartek, 30.07 – Siła Hollande`a
  20. USTAWA O LOBBINGU

    10 lat zamieszania - 1.07
  21. W OPARACH WIZERUNKU

    Fałsz neofity - 1.07