Established 1999

FILOZOFIA I DYPLOMACJA

2 lutego 2014

Olimpiada należy do całej ludzkości - 17.02

Warto „nawiedzonym” kolegom przypomnieć, skąd się wzięła idea igrzysk olimpijskich w starożytnej Grecji – pisze Jacek Potocki.

Jestem dumny, że w czasach eksploatatorskiej gospodarki rynkowej (już widzę, jak przeciwko takiemu sformułowaniu protestuje wyedukowana za granicą moja dobra znajoma, Pani Magdalena), na dzisiaj mamy cztery złote medale na Olimpiadzie w Soczi. Niestety, rusofobia, a może dokładniej putinofobia, przesłoniła niektórym ostrość widzenia. Teksty wygłaszane przez ukraińskich majdanowców czy opozycjonistów w samej Rosji: „Jest to Olimpiada Putina”, są wspierane przez głosy mediów w naszym kraju. Olimpiada w Soczi to samo zło, same błędy, same niedociągnięcia, niewykończone hotele, rozpadające się okna. Można rzec, że dziennikarski światek jakby zmówił się, by ośmieszyć Rosjan, bo nie zdążyli, bo spartaczyli, bo nic im nie wyszło.


Jako student byłem na Olimpiadzie w Montrealu w 1976 r. Zamiast fantastycznych obiektów, stadionów, pawilonów widziałem surowy beton, brak parkingów i wielką improwizację, która organizatorów, zawodników i kibiców raczej życzliwie do siebie zbliżała, niż antagonizowała. Nikt się nie cieszył, że wykonawcy obiektów nie zdążyli wszystkiego skończyć. I nikt w polskiej reżimowej, czyli według dzisiejszych standardów, bolszewicko-sowieckiej, polskojęzycznej prasie się z tego nie wyśmiewał, mimo że Kanada była wówczas oficjalnie we wrogim obozie polityczno-ideologicznym. Ludzie mediów mieli wówczas jakiś etos. Niestety, dzisiaj z tym jest gorzej. Wielu z kolegów chyba się dzisiaj zastanawia: etos …etos…ach, etos…To ta góra w Grecji?


Warto „nawiedzonym” kolegom przypomnieć, skąd się wzięła idea igrzysk olimpijskich w starożytnej Grecji.


Otóż, wzięła się ona z umiłowania pokoju. Ówczesne greckie miasta-państwa prowadziły ze sobą nieustanne wojny. Zastanawiano się, jak doprowadzić do jakiejś przerwy w starciach zbrojnych. Olimpiada miała starcia zbrojne zastąpić walką sportową. W okresie Olimpiady obowiązywał zakaz prowadzenia działań wojennych, a właściwie to na miesiąc przed igrzyskami i dwa tygodnie po nich obowiązywał święty pokój.


Nowożytne olimpiady również mają promować ideę pokoju. Dlatego nie było Igrzysk Olimpijskich ani w 1916 r. w czasie I wojny światowej, ani w 1940 w Helsinkach i 1944 r. w Londynie w czasie II wojny światowej. Dlatego taż ze zrozumieniem przyjąłem bojkot przez niektóre kraje Olimpiady w Moskwie w 1980 r. kiedy ZSRR jako organizator Olimpiady jednocześnie prowadził brutalną wojnę w Afganistanie. Byłem więc wstrząśnięty, kiedy cudowne dziecko zachodnich demokracji, prezydent Gruzji Michael Szaakaszwili zaatakował Osetię Południową akurat w dniu rozpoczęcia Olimpiady w Pekinie w 2008 r. Wtedy nasze media „ze zrozumieniem” potraktowały ten akt, bo w sumie był on wymierzony przeciwko Rosji.


Nasze media, kierując się zasadą Schadenfreude, nazywały bojownikami ujgurskich terrorystów, którzy grozili wówczas zamachami bombowymi w Pekinie, jak i teraz, przed Olimpiadą w Soczi, bojownikami nazywają terrorystów z Dagestanu, którzy zagrozili w ramach antyrosyjskiego dżihadu, bombami na stadionach olimpijskich.


Nieobecność naszego prezydenta i premiera na uroczystości otwarcia igrzysk był zwykłym bojkotem z przyczyn politycznych, bo nie było tam ani Obamy, ani Merkel, w których wiernopoddańczo są wpatrzone oczy kierownictwa naszego państwa. Tyle tylko, że prezydent Obama mści się na Putinie za udzielenie azylu Snowdenowi, a kanclerz Merkel leczy złamanie biodra po upadku na nartach. A my? Zemsta? Za co? Biodro? Chyba nie? A jasne! Potężna Polska sobie przecież może pozwolić na taką demonstrację stanowczości wobec bezzębnej już Rosji: jest Mesjaszem narodów i niedługo będzie wielkim mocarstwem.


Żałość przejmuje, jak się na to patrzy.


Jacek Potocki


***************


Kadry decydują o wszystkim – 3.02


Tak twierdził nieustannie towarzysz Lenin, potem towarzysz Dzierżyński, wreszcie idol totalitaryzmu, chorąży pokoju, towarzysz Józef Wissarionowicz Stalin. Ten tekst jest właśnie o tych kadrach. W służbie zagranicznej. Śledząc wkład naszych polityków oraz generalnie, naszego państwa do destabilizacji sytuacji na Ukrainie, czyli tuż za naszą wschodnią granicą, nieustannie zastanawiam się, kto kształtuje politykę zagraniczną Rzeczypospolitej i wydaje mi się, że na pewno jej nie kształtuje Ministerstwo Spraw Zagranicznych na Szucha. Bo co można zrobić, mając takie kadry.


W czasach niesłusznego ustroju, w MSZ były trzy, walczące o wpływy, kamaryle: absolwenci tzw. technikum dyplomatycznego czyli Szkoły Głównej Służby Zagranicznej (SGSZ), powiązanej ze służbami na Rakowieckiej, oddelegowani do Gmachu działacze i aparatczycy PZPR oraz absolwenci uczelni radzieckich, głównie MGIMO i Akademii Dyplomatycznej. Obie te uczelnie uchodziły za ekspozytury KGB. Awanse, zarówno w Centrali jak i na placówkach, były rozdawane równomiernie między trzema kamarylami, by zachować równowagę. Było również paru niezależnych, do roboty. Ale nieliczni. Głównie prawnicy międzynarodowi, bo na tym trzeba było się po prostu znać.


Jako młody dyplomata pracowałem w Stałym Przedstawicielstwie przy ONZ w Nowym Jorku. Na naradzie, w czasie jednej sesji Zgromadzenia Ogólnego, omawialiśmy nasze ewentualne przyłączenie się w charakterze współautorów do projektu radzieckiej rezolucji rozbrojeniowej. Ponieważ w jej wstępie znalazły się bardzo ostre sformułowania pod adresem Zachodu, zastanawialiśmy się, czy ubiegając się wówczas o kredyty, powinniśmy jednocześnie walić pięścią. Jeden z moich kolegów wyraził głośno wątpliwość, czy ta rezolucja będzie korzystna dla naszego bezpieczeństwa. Ambasador, inżynier leśnik po SGSZ, zrugał go nie przebierając w słowach kończąc wywód: „ Już towarzysze radzieccy dobrze wiedzą, co jest korzystne dla naszego bezpieczeństwa”.


Wszystkim opadła szczęka, ale ugięliśmy się pod ciężarem gatunkowym sojuszu. Niedawno, odwołano z placówki w Oslo i całkowicie zwolniono z MSZ panią konsul Adrianę Warchoł, absolwentkę polskiego uniwersytetu i Akademii Dyplomatycznej, gdyż minister Sikorski podobno uznał, że jej starania o zwrot polskim rodzicom porwanego dziecka przez norweskie służby narażają na szwank dobre imię naszego sojusznika w NATO. Włos się jeży!


Niedawno zapytałem swojego znajomego, wybrańca pana ministra na stanowisko ambasadora naszej bohaterskiej Rzeczypospolitej w jednym z krajów NATO, kiedy składa tamtejszemu prezydentowi listy uwierzytelniające. Profesor (bo ambasador jest profesorem, hmm) powiedział mi: „Ja nie muszę składać żadnych listów, jestem bardzo dobrym znajomym prezydenta i w każdej chwili mnie przyjmie. Poza tym, jestem ambasadorem osobistym ministra spraw zagranicznych”.


No, po prostu, mózg się lasuje. Inny profesor-ambasador pochwalił mi się, że jak wraca z urlopu na placówkę, to pracownicy ze strachu mają pełne spodnie. Inny ambasador, choć nie profesor, zapytany w cztery oczy przeze mnie, dlaczego prześladuje, a nawet niszczy ludzi, odpowiedział z przekąsem: „Ja mogę wszystko”. Czy tak się dzieje dlatego, że akurat za tym ostatnim dyplomatą stoi pewna, dość zresztą, wpływowa grupa w Gmachu?


Tą grupą są absolwenci pewnej uczelni za wschodnią granicą. Nie mogę zrozumieć, dlaczego minister się tak ich kurczowo trzyma. Obsadzili wiele stanowisk dyrektorskich w Centrali, wiele posad ambasadorskich na placówkach, często jeżdżą bezpośrednio z jednej placówki na drugą. Wspiera ich główny personalny służby, też po tej uczelni. Na przyjęciach dyplomatycznych ich żony, zwykle również obywatelki państw zza wschodniej granicy, rozmawiają wyłącznie z małżonkami dyplomatów zza wschodniej granicy, natomiast na przyjęciach wydawanych przez nasze ambasady występują jako 100-procentowe Polki, witając zaproszonych gości obok swych mężów. O, tempora!, o mores!


Trzeba przyznać, że absolwenci przedmiotowej uczelni są dobrze przygotowani i przedmiotowo i językowo. Biją na głowę licznych ignorantów – poetów, muzyków, aktorów, magazynierów, biologów i tym podobnych ekspertów, przyjętych do pracy na Szucha przez średniej klasy profesora z Poznania na podstawie zapisków w jego karnecie w ramach powszechnej czystki po poprzednim systemie. Dlatego owi absolwenci uważają się za najmądrzejszych i nie dopuszczają nikogo do pracy w MSZ, by nie stracić monopolu na swą wydumaną mądrość.


Stąd bezskutecznie od lat stara się o wyjazd na placówkę pani S., absolwentka jednej z renomowanych zachodnich uczelni, specjalistka od bezpieczeństwa energetycznego. Napisała ona pracę o monopolistycznych praktykach Gazpromu wobec Polski, Niemiec i Ukrainy, a teraz pisze doktorat na zbliżony ten temat. Rozmowy z decydentami w Gmachu i w kadrach na temat przyjęcia jej do służby zagranicznej przebiegają pomyślnie, ale na placówkę wyjeżdżają…znajomi i przyjaciele Króliczka.


Szanowna Pani S! Mądrali w tym Gmachu nie chcą, zwłaszcza znawców problematyki Gazpromu! Minister mówi wprawdzie w każdym swym orędziu, że dbałość o bezpieczeństwo energetyczne jest priorytetem naszej polityki zagranicznej, ale określeni towarzysze są od tego, by wysiłki w tym kierunku skutecznie rozwodnić. Minister o tym nie wie, bo ma od tego ponadnormatywnie licznych zastępców, no i Dyrektora Generalnego Służby Zagranicznej czyli pana od kadr. Niech więc lepiej Pani sobie szuka innej pracy, bo towarzyszom z Szucha przemądrzałej konkurencji, zwłaszcza w odniesieniu do Rosji, nie potrzeba!


Jacek Potocki

W wydaniu 147, luty 2014, ISSN 2300-6692 również

  1. PRZED WYBORAMI

    Praca w europarlamencie - 24.02
  2. ZNACZKI JAKO INWESTYCJA

    Zagraniczne, ale nie polskie - 18.02
  3. DONALD TUSK NA PRIMA APRILIS

    Emerytalne zrób to sam - 14.02
  4. MOTORYZACJA

    Polska częściami zamiennymi stoi - 13.02
  5. DOCHODOWA NUMIZMATYKA

    25 lat Wiedeńskiego Filharmonika - 13.02
  6. POLAK BUDUJE

    Na własną rękę - 13.02
  7. ZAPROSZENIE

    Do Akademii Lobingu - 11.02
  8. TYGODNIK POWSZECHNY

    Numer 8 - 24.02
  9. Z KRONIKI BYWALCA

    Stara Albania na fotografii - 13.02
  10. FASCYNACJA MOTOCYKLOWA cz. 3

    Świat stoi otworem - 11.02
  11. BIBLIOTEKA DECYDENTA

    Lista Forsytha - 10.02
  12. 95 LAT SEJMU

    Wielkie święto narodu - 10.02
  13. DYSKUSJA W SGH

    Kobiety w lobbingu - 7.02
  14. AKADEMIA LOBBINGU

    Nowa inicjatywa edukacyjna
  15. AKADEMIA LOBBINGU

    SGH zaprasza - 4.02
  16. LEKTURY DECYDENTA

    Samobójca - skrytobójca - 19.02
  17. DECYDENT SNOBUJĄCY

    Piatek, 28.02 – Lobby sprzeciwu
  18. SZTUKA MANIPULACJI

    Przewrotna retoryka - 3.02
  19. I CO TERAZ?

    Sorry - 4.02
  20. FILOZOFIA I DYPLOMACJA

    Olimpiada należy do całej ludzkości - 17.02