Established 1999

EWOLUCJA MORALNOŚCI

1 stycznia 2021

Nowa religia i liniowe postrzeganie czasu

Usłyszałam w radiu jakiegoś naukowca, przedstawiciela dziwnej dziedziny, która, jak mniemam, zajmuje się zachęcaniem do wiary w obowiązujący paradygmat i postponowaniem wszelkich przejawów działalności badawczej, zwanych przez tegoż szamanizmem oraz paranauką, w której używa się innych narzędzi, niż te powszechnie akceptowane przez środowisko – pisze Dorota Kramarczyk.

Dorota Kramarczyk

Pan nie wdawał się w szczegóły, ale był bardzo pewny swego. Grzmiał jak z ambony, a jego wypowiedź przypominała kazanie aroganckiego biskupa. W gruncie rzeczy nawoływał do wiary we wszystko, co dostarcza oficjalna nauka, przede wszystkim medycyna, i jakoś tak wydawał się odwracać kota ogonem, kiedy twierdził, że rynek suplementów diety jest potęgą starającą się podważyć osiągnięcia medycyny, której przedstawiciele to świetlane postaci, nieprzekupne, mróweczki pracujące dla dobra ludzkości.

I tu wybrzmiał dzwonek alarmowy, bo pan nawet nie zająknął się o tym, jakim to potężnym biznesem jest produkcja zatwierdzonych, opatentowanych „leków’ (leków z nazwy, niestety), które każe się pacjentom zażywać przez całe życie, zamiast ich wyleczyć (leków uzależniających – na nadciśnienie, krążenie, serce), o zepchnięciu w kąt tradycyjnych leków ziołowych, opartych na wiekowym doświadczeniu i zastąpieniu ich chemią ze skutkami ubocznymi, o przyjmowaniu na kongresach naukowych jako prawd objawionych niepotwierdzonych tez, które wchodzą szybko do kanonów leczniczych. Za to czym prędzej przeszedł do niezwykle ważnej i „wiarygodnej”… statystyki. Uznał, że społeczeństwo jest niedouczone w tej kluczowej dziedzinie, która powinna być wykładana w szkołach.

Ciarki przeszły mi po plecach. Propagator „nauki” udowadnia swoje racje statystyką. Tak jak onkologia udowadnia statystycznie, że leczy chorych na raka. Przerzut czy wznowa, stwierdzone po upływie arbitralnie przyjętego okresu (różnego w zależności od rodzaju i umiejscowienia nowotworu) uznaje się za nową chorobę i statystycznie umiemy leczyć.

A co z człowiekiem, który doświadcza tej okrutnej statystyki? Kto o nim pomyśli? Kto o niego zadba? Lekarz – nie. Lekarz zajmuje się wypełnianiem rubryk i wypisywaniem skierowań oraz recept. Minister zdrowia dba o wydolność systemu. I o odporność stadną. I o image.

Kto ma leczyć ludzi, kto ma pomagać w zapobieganiu chorobom, skoro system z wpisaną weń hipokryzją epatuje statystyką, żongluje nazwami (diagnostykę nazywa uparcie profilaktyką, tak jakby wczesne wykrycie choroby miało być jednoznaczne z jej uniknięciem), rozprasza medycynę na dziesiątki, jeżeli nie setki małych dziedzin, z których poziomu nie sposób ogarnąć całości.

System zatrudnia małych rzemieślników, minidiagnostów walczących z jednym objawem. Medycyna zajmuje się walką z chorobami, zamiast leczyć. Walką przy pomocy ciężkiej broni. Jak armata na wróbla. Walką oddaną walkowerem, bo co to za walka, która zabija bronionego pacjenta skalpelem, promieniami X, trucizną.

W mojej dziedzinie, którą uprawiałam przez lata, liczył się dowód, a nie statystyka. Należało wykazać w sposób nie budzący wątpliwości, że określony zespół przyczyn (warunków sine qua non) spowodował niechybnie określony skutek, czyli ustalić związek przyczynowy między zjawiskiem X a efektem Y. Związek bynajmniej nie statystyczny. Związek rzeczywisty.

Tak, tak… medycyna, biochemia, szereg innych nauk, to nowa religia. Należy przyjmować ją na wiarę, nie da się zweryfikować naukowo. Oczywiście, gdy oczekuje się podejścia humanistycznego, a nie mechanistycznego. Jeżeli odrzucamy holizm i wystarcza nam badanie wyimków zjawisk, a nawet nie zjawisk, lecz zaledwie ich materialnych przejawów, to taka nauka jest do przyjęcia. Na krótko i doraźnie. Tak niewielu jest interdyscyplinarnych mędrców, a tak wielu zegarmistrzów, naprawiających nogę, ucho, oko…

A jednocześnie niewiele mówi się publicznie o osiągnięciach fizyki kwantowej, o których informacji musimy wyszukiwać w niszowych źródłach. A to przecież badania podstawowe…

Czy to nie liniowe postrzeganie czasu jest pułapką większości naukowców rozczłonkowanej wiedzy? Czy stąd biorą się nasze problemy jako ludzi?

Może nadszedł już ten moment, by każdy przeciętny ziemianin został zapoznany z eksperymentem podwójnej szczeliny, kotem Schroedingera, bozonem Higgsa, tańczącym Śiwą na dziedzińcu CERN. Jakie fascynujące są odkrycia i teorie ujawniające naturę rzeczywistości, a przynajmniej zaprzeczające powszechnej iluzji, której doznajemy. To awangarda nauki, która rzutuje na podejście do wszystkiego, w tym do nauk biologicznych. To konieczność obalenia obowiązującego paradygmatu.

Jesteśmy więźniami naszej mentalności, narzuconej między innymi przez materialistyczne podejście do świata, które wpaja się nam od kilku wieków, szczególnie natrętnie w wieku XX. Ale zadajmy sobie pytanie, dlaczego mielibyśmy wierzyć, że badania zgodne z dotychczasowym wzorcem mają walor wiarygodności? Przecież stan wiedzy ulega zmianie, podlega nieustannej weryfikacji, skokowo zmieniają się metody badawcze. I przedmiot badań.

Wygląda na to, że biochemia nie wystarcza już w badaniach medycznych. Trzeba skorzystać z nowoczesnej fizyki, i to nie tylko przy tworzeniu narzędzi diagnostycznych, ale i w terapii. Jak można trzymać się kurczowo tej materialistycznej medycyny, skoro wiadomo, że wszystko jest wibracją, energią, projekcją informacji? Skoro znamy kwantowy charakter rzeczywistości, badajmy zjawiska z tej perspektywy. Holistycznie. I, na Boga, leczmy holistycznie. Przecież są już systemy medycyny holistycznej, bardzo stare i sprawdzone.

Jakoś tak jest, że zwykle sprawdza się to, co na Wschodzie osiągnięto w nauce już baaardzo dawno temu. Chyba czas uznać, że to nie przypadek. Czas dokonać zmian w medycynie i w archeologii (tak, tak), przyznając, że na naszej planecie cywilizacja jest starsza, niż uparcie naucza się  w szkołach. Tyle już odkryto! Mohenjo Daro, Göbekli Tepe, Puma Punku. Pora na właściwą interpretację. Pora skorzystać z wiedzy inżynieryjnej, geologicznej, pora połączyć dziedziny nauki, by wreszcie przełamać te przestarzałe, uparcie podtrzymywane dyrdymały o naszym młodym rodowodzie.

Na początek warto sobie powiedzieć: nie mam pojęcia. Wiem, że nic nie wiem. Im  bardziej Puchatek patrzy w głąb chaty, tym bardziej Prosiaczka tam nie ma. A kto jest? A co jest? Spróbujmy się dowiedzieć inaczej, niż dotąd. Nie wystarcza już wehikuł poruszający się po dwukierunkowym torze przeszłość – przyszłość, po linii prostej. Może nie ma czegoś takiego, jak linia prosta. Może to mit, pomysł ograniczonego umysłu na oswojenie świata. Może przeszłość i przyszłość to iluzja, której nie ma jak sprawdzić, potwierdzić albo zaprzeczyć.

Może wreszcie trzeba skupić się na tej chwili, która jest. Jest naszym zawsze i wszędzie. I jest jedynym, co jest. Poza nią nie ma nas i nie ma rzeczywistości. Nie ma obserwatora. Jest tylko ocean potencjałów kwantowych.

DOROTA KRAMARCZYK

W wydaniu nr 230, styczeń 2021, ISSN 2300-6692 również

  1. DECYDENT POLIGLOTA

    Bardzo pomocne ćwiczenia
  2. DECYDENT GLOBTROTER

    Wzorcowy przewodnik
  3. FILOZOFIA I DYPLOMACJA

    Wraca nowe
  4. EWOLUCJA MORALNOŚCI

    Zapiski kłusownika
  5. RELIGIA DECYDENTA

    Unikalny album
  6. A PROPOS...

    ...inauguracji Joe Bidena
  7. POWIEŚĆ DECYDENTA

    Uchodźcy z Prus Wschodnich
  8. WIERSZOWNIA DECYDENTA

    O Jadzi i nie tylko
  9. BIBLIOTEKA DECYDENTA

    Szukamy dalej...
  10. THRILLER DECYDENTA

    Trzy wątki
  11. WIATR OD MORZA

    Słupki
  12. LEKTURY DECYDENTA

    Ostrzeżenie
  13. HISTORIA DECYDENTA

    Wierny uczeń Marszałka
  14. DECYDENT POLIGLOTA

    Po włosku jak Włosi
  15. SZTUKA DECYDENTA

    Utrwalanie małej ojczyzny
  16. PO SĄSIEDZKU

    Uwagi zza płota
  17. OPOWIADANIE DECYDENTA

    Arek
  18. HISTORIA DECYDENTA

    Analiza krucjat
  19. WIATR OD MORZA

    Ciemno wszedzie, głucho wszędzie
  20. CO SIĘ W GŁOWIE MIEŚCI

    Dystans
  21. EWOLUCJA MORALNOŚCI

    Nowa religia i liniowe postrzeganie czasu