Established 1999

DECYDENT SNOBUJĄCY

31 lipca 2014

Piątek, 29.08 – Czarny jak Polak

Antysemityzm i rasizm mają swoje miejsce w Europie, ale to mniejszościowy fanatyzm, ścigany z mocy prawa.


Na demonstracje w miejscach publicznych natychmiast reaguje policja, a sądy wymierzają kary. Inaczej jest w sporcie. Obelgi miotane z trybun stadionów piłkarskich na czarnoskórych graczy stały się taką oczywistością, że wreszcie zauważono problem. „Stop rasizmowi na stadionach” – to hasło powtarzane przed każdym meczem zaczyna odnosić powoli skutek. Ale kim są kibice piłkarscy (w większości, czy w mniejszości?), każdy obserwator widzi. A jak jest w innych dyscyplinach sportu, które nie są tak nagłaśniane, jak „gra w nogę”? Mamy Yareda Shegumo, uciekiniera z Etiopii, biegacza, maratończyka, od kilku lat obywatela Polski. W tym roku zdobył srebrny medal w maratonie w mistrzostwach Europy. Biegł z orzełkiem w koronie na koszulce. Ktoś, gdy przeciął linię mety, dał mu polską flagę, którą Shegumo dumnie podniósł nad głową. Ten gest zauważyło jednak mało osób. Dziś króluje internet, a w nim: „Farbowany lis”, „Żaden z niego Polak”, „Ja tego medalu nie uznaję”, „Won z Polski”, „Nie chcę, żeby reprezentował mój kraj” itd. A co na to Yared Shegumo? Nic. Nie spotkał się w Polsce w osobistych kontaktach z dyskryminacją, czuje się bezpiecznie, dobrze mu w Polsce z żoną Etiopką i córką. Niby nic wielkiego nie powiedział, ale na pewno przyczynił się do złagodzenia kibicowskiego rasizmu wykrzykiwanego na stadionach.


Czwartek, 28.08 – Tylko grom


Zjawisko tęczy znane jest od początku istnienia świata. Występuje zwykle po deszczu, gdy pod specjalnym kątem załamują się promienie słoneczne. Tęcza, tak, jak się nieoczekiwanie pojawia, tak znika. Nie dziwota, że ludzie o kreatywnych umysłach interesują się tęczą i twórczo ją adaptują. Tak stało się w Warszawie na Placu Zbawiciela. Ową tęczę już trzykrotnie podpalano, a ponieważ jest dziełem człowieka, więc nie znikła. Być może kwiatowy łuk nie prowokowałby takich emocji, gdyby został zbudowany na Placu Na Rozdrożu (rozdroże, czyli znalezienie się w sytuacji trudnej, zmuszającej do dokonania jakiegoś wyboru, podjęcia decyzji), a nie na Placu Zbawiciela. Przecież to bluźnierstwo przeciw Zbawicielowi, że pod jego okiem (i to przed kościołem) postawiono symbol genderyzmu, dekadencji, zboczenia, wszelkiego grzechu. Lud stolicy podzielił się na zwolenników i anty. Sytuację patową ratuje ksiądz Jerzy Garda, który sprawę wziął w swoje ręce. Namawia wiernych, aby codziennie przez kilka godzin pikietowali przed tęczą modląc się o jej zniknięcie. Jak wiadomo, wiara i modlitwa czynią cuda, więc w bliskim czasie należy się spodziewać gromu z jasnego nieba, który obróci symboliczną instalację w wieczną perzynę.


Środa, 27.08 – Odważni lub głupi


Polak jaki jest, każdy wie. Albo szaleńczo odważny albo bezdennie głupi. Rzadko zdobywa się na normalność, bo ta jest nudna, żmudna i niemedialna. Przysłowie prawdę mówi: mądry Polak po szkodzie. Mądrzejszy byłby przed szkodą, gdyby uczył się na cudzych błędach i wyciągał z nich wnioski. Jeśli wierzyć Polakom mieszkającym na Litwie, to nie mają oni lekko. Nie mogą zapisywać nazwisk z polskimi końcówkami, maturę muszą zdawać po litewsku (!) i ogólnie są dyskryminowani. Jedyną polityczną reprezentację naszych na Litwie – Akcję Wyborczą Polaków trawią staropolskie niesnaski. Mimo kłótni AWP na Litwie udało się dwa lata temu zdobyć osiem mandatów do tamtejszego Sejmu, a Renata Cytacka, jako jedyna przedstawicielka Akcji, została wiceministrem energetyki w rządzie Algirdasa Butkeviciusa. A ministrem tego resortu był Jarosław Niewierowicz. Ale oboje już nie są – zostali zdymisjonowani. Cytacka za agresywną krytykę prezydent Dalii Grybauskaite, a Niewierowicz za upieranie się przy przywróceniu Cytackiej na to samo stanowisko. Teraz pozostaje pytanie: czy nierozsądek, polityczne zacietrzewienie, nawet w bronieniu słusznej sprawy, gdy grozi utrata jedynej reprezentacji, jest słuszne? Czy Cytacka i Niewierowicz mogli okazać się bardziej koncyliacyjni? Tego nie wiemy – zbyt mało mamy informacji. W każdym bądź razie – ambicje obojga litewskich Polaków doprowadziły do wyeliminowania naszej mniejszości z decyzyjnego życia politycznego Litwy. Wróciliśmy do polskiego grajdołka lub zaścianka (jak kto woli).


Wtorek, 26.08 – Łuk Pod Egidą


Polskie sanatoria nie tylko leczą, ale też olśniewają. To ważne novum powinno zostać zapisane w ofercie dla kuracjuszy. Oto bowiem Jan Pietrzak, twórca świetnego za komuny kabaretu Pod Egidą, a obecnie szef swojej fundacji Towarzystwo Patriotyczne i bezkrytyczny wyznawca ideologii PiS, doznał widzenia podczas leczenia sanatoryjnego (szkoda, że nie podaje nazwy uzdrowiska). Objawiła mu się idea wiekopomnego uczczenia Bitwy Warszawskiej z 1920 roku, kiedy to armia dowodzona przez Józefa Piłsudskiego na 25 lat (do 1945 roku) zagrodziła drogę Armii Czerwonej. Pan Janek postuluje budowę łuku triumfalnego. Gdzie? Jeszcze nie wiadomo, gdyż pomysł spadł na obywateli jak grom z jasnego nieba. Pietrzakowe olśnienie jest tak porażające, że zmąciło umysły najtęższych zwolenników partii Jarosława Kaczyńskiego od premiera profesora Piotra Glińskiego poczynając, a na aktorze Jerzym „Faraonie” Zelniku kończąc. Jednak taki były polityk PO, a dziś gadająca głowa w mediach – Grzegorz Kostrzewa-Zorbas – przebił Pietrzaka proponując, aby łuk połączył oba brzegi Wisły „jako symbol jedności państwa”. Nie za mocno powiedziane? Chyba, co najwyżej, jako symbol jedności Pragi ze Śródmieściem. Nie od dziś wiadomo, jak łebskich wizjonerów ma PiS, więc rzucili ideę, a wy – czyli rząd – ją łapcie, czyli sfinansujcie z budżetu. A dlaczego na łuk aż tak bardzo triumfalny grosza nie mieliby wyłożyć obywatele w powszechnej zbiórce pieniężnej? Oczywiście, ci popierający Pietrzakowy Łuk Pod Egidą (w domyśle: PiS-u). Jedno jest pewne, gdy do steru nawy państwowej dorwie się PiS: prace nad łukiem ruszą z kopyta i z kiesy państwa, bez pytania obywateli o zgodę.


Poniedziałek, 25.08 – Rykoszet


Putin strzela do Ukraińców, a rykoszety dosięgają jabłek i hamburgerów. Tak się stało z restauracją McDonald`s w Moskwie. Putin wydał rozkaz jej zamknięcia. Powód: podawane tam szybkie dania mogą zagrozić zdrowiu moskwiczan/moskwian. Ten McDonald`s, przy Dużej Bronnej 29, był pierwsza restauracją sieci w ZSRR. Gdy w 1990 roku otworzył podwoje, gigantyczna kolejka liczyła 30 tysięcy głodnych amerykańskiego stylu życia ludzi radzieckich. Dbający o smaki obywateli podpułkownik Putin będzie teraz promował narodowe dania, jak np. pielmieni czy kawior, a na popitkę sowietskoje igristoje lub smorodinówkę (choć sam nie pije). Słuszną politykę kreuje główny lokator Kremla, Rosja bowiem to wielki kraj, posiada całą tablicę Mendelejewa pierwiastków, żyzne ziemie, pracowity, uczciwy lud o korzeniach kołchozowych i sowchozowych, więc sam się wykarmi. Nie będą UE i NATO truli Rosjan jabłkami, mielonymi hamburgerami w bułce i kartoszkami pokrojonymi w podsmażone paski. A najlepsze są kartoszki upieczone w ognisku. Niech w stolicy byłych krajów rad zapłonie tysiące ognisk!


Piątek, 22.08 – Olewanie policji


Demonstruje się wszędzie i przy pomocy wszelkich dostępnych metod. Znienawidzeni politycy dostają po łbach nadstawiając uzbrojone ramiona i zakute łby policji. Tak, jak za socjalizmu, klasa robotnicza piła szampana ustami swoich przedstawicieli. Protestanci używają gwizdków, syren, obelg, pałek, kamieni, kilofów (jeśli to reprezentacje górników), płonących opon. To właściwie cały arsenał. I dobrze, bo mogliby jeszcze rzucać w stróżów prawa koktajlami Mołotowa, czyli butelkami wypełnionymi benzyną. Wtedy byłoby naprawdę groźnie. Jako zdeklarowani kosmopolici, zapatrzeni w Amerykę, możemy do naszych protestanckich arsenałów dorzucić jeszcze jeden. Czarni mieszkańcy Fergusson, na przedmieściach St. Louis, walczą z policją podobnymi narzędziami, ale jeden produkt wydaje się z europejskiego punktu widzenia nowatorski. Otóż, w stronę policji lecą butelki wypełnione moczem. Ładowanie broni odbywa się publicznie, spontanicznie, na ochotnika, aż do osuszenia zbiorników. Ładowniczymi są na razie wyłącznie mężczyźni, ale krok do równouprawnienia płci nie wydaje się ani duży, ani odległy. Co prawda, nie podoba mi się ta amerykańska nowa broń, ale – z dwojga złego – gdybym był policjantem, to wolałbym dostać w uhełmioną łepetynę koktajlem urynowym niż cegłówką lub płytą chodnikową. Ciekawe, czy i kiedy przyjmie się u nas nowa broń czarnoskórych Amerykanów.


Czwartek, 21.08 – Cwany Florek


Wiemy, czym rajska Ewa kusiła Adama wespół z wężem ukrytym za drzewem. Od tego czasu jabłko stało się nie tylko pożywnym owocem (również grzechu), ale też jednym z atrybutów władcy (jabłko i berło). W ten sposób jabłko wdarło się do polityki. W szkole KGB musieli skutecznie uczyć historii, a może czerpali z Machiavellego, skoro absolwent podpułkownik Putin perfidnie zagrał jabłkiem w wojnie gospodarczej z Unią Europejską, czyli przede wszystkim z Polską. W obronnym odwecie pospolite ruszenie ludu pracującego Bolandy na potęgę pożera jabłoni owoce i popija jego sfermentowaną odmianą, zwaną cydrem. Ocknęli się też przedstawiciele biznesu, czyli krwiopijcy (przypomnę młodocianym decydentom, iż był to termin powszechny w ekonomii socjalistycznej czasów PRL-u, bo dzisiaj są to dobroczyńcy zapewniający miejsca pracy i niegodziwej płacy) klasy pracującej. Pierwszy do tablicy wyrwał się Ryszard Florek, właściciel firmy okiennej Fakro. Zapragnął kupić swoim pracownikom na drugie śniadanie jabłka. Jakże to szlachetny, ale i cwany, pomysł. Bowiem biznesmen Florek nie jest w ciemię bity i zażądał od fiskusa, aby skutecznie obniżył podatki dotykające jego i pracowników. Rzeczywiście, zachłanny Mateusz Szczurek (mogłem napisać: Ministerstwo Finansów, bo to ono (?), a nie obecny minister) żeruje na gestach dobroczynnych, co objawia się tym, że nadmiar żywności zamiast zostać przekazany potrzebującym, trafia do śmieci, z którymi nie radzi sobie MPO (przepraszam za to długie i bardzo złożone zdanie, ale niewinne jabłko uruchamia aż tyle wątków pobocznych). Zanim za Florkiem ruszą Solorz, Jakubas, Kulczyk i inni z listy 100 najbogatszych tygodnika „Wprost”, mam lepszy pomysł, niż antyszambrowanie u Szczurka o darowanie jakichś tam groszy podatkowych. Otóż, niech Florek, Solorz, Jakubas, Kulczyk i inni zadeklarują, iż z własnych oszczędności do końca 2014 roku na zakup jabłek dla swoich pracowników przeznaczą miesięcznie po 10 tysięcy złotych, co da okrągły milion na miesiąc (10.000 x 100). Do końca roku pozostały cztery miesiące, więc uzbierają się cztery miliony PLN. Jakiż byłby to piękny gest o walorach ekonomiczno-społecznych! I tu nasuwa mi się takie przysłowie: prędzej wielbłąd przejdzie przez ucho igielne, niż Florek, Solorz, Jakubas, Kulczyk…


Środa, 20.08 – Rychu Poszukiwacz


Tak sobie od czasu do czasu przeczesuję trzy pasma: Euronews, CNN i BBC World News. I natykam się na Richard Quest business show, oczywiście w CNN. Natykanie od dłuższego czasu czynię świadomie po godzinie 22. Właściwie to nie żaden show, a program ekonomiczny łączący światowe najpoważniejsze sprawy z elementami telewizji rozrywkowej. One man show to właśnie Richard Q. Jego program nosi tytuł Quest Means Business. Idea realizacyjna i przekaz są proste: jak zarabiać i wydawać pieniądze, ale nie na skalę polską, o nie – w świecie, a my na razie żyjemy w europejskim zaścianku, co nie znaczy, że Questa nie warto oglądać. Czas z Questem mija niepostrzeżenie, a koniec urozmaiconego programu przynosi niedosyt. Quest nie tylko zajmująco i zrozumiale wykłada istotne informacje, rozmawia z politykami i biznesmenami, ale czyni to w sposób niezwykle ekspresyjny, każdym gestem, modulowaniem głosu, dodając wartości słowu. Piekielnie przykuwa uwagę telewidzów. U nas metody Questa próbował nieodżałowany Tadeusz Mosz, ale nie miał takich możliwości, jak jego amerykański kolega. Szkoda, że w żadnej z polskich telewizji nie mamy polskiego Rycha Poszukiwacza. I jeszcze jedno: Quest jest Anglikiem, więc posługuje się BBC English, chociaż pracuje w CNN.


Wtorek, 19.08 – Nobel dla upalonych


Szybko, choć z trudem, Polska skraca dystans do osiągnięć Zachodu. Brylujemy w Europie w zażywaniu amfetaminy, ecstasy i marihuany. Hura! Wreszcie mamy się czym pochwalić! Co prawda jeszcze jesteśmy w tyle za Brytyjczykami, Hiszpanami i… Czechami, ale nie poddajemy się! Zażywanie to jednak nie wszystko. Mamy największy Europie serwis internetowy traktujący o narkotykach, odwiedzany przez 100 tysięcy ludzi. Jak wiadomo, upaleni czy naćpani obywatele odnajdują w sobie wiele nieuświadamianych talentów. Nic dziwnego, że założyli portal literacki, na którym publikują opisy swoich narkotykowych halucynacji. Na pewno szykuje się wysyp literackich Nobli. I nie jest to żart, bowiem papież Leon XIII nie rozstawał się z piersiówką nalewki na liściach koki. Miksturę opracował chemik z Korsyki, Angelo Mariani, stąd jej nazwa: wino Marianiego. Leon XIII rozjaśniony nalewką napisał jedną z najważniejszych encyklik Kościoła katolickiego – „Rerum novarum”. Polak, w dającym się przewidzieć czasie, na pewno nie zostanie ponownie wybrany na najwyższy stolec Stolicy Piotrowej, ale intelektualno-literacki kierunek został wskazany. A kto powiedział: religia to opium dla mas? Odpowiedzi proszę nie nadsyłać.


Poniedziałek, 18.08 – Alkoholowy dewot


Cały świat wie, że jak ma się jabłka, to należy produkować cydr. Ale nie w Polsce. Nasza kraina, jak okiem sięgnąć, obrodziła sadami. Jabłonie opiewali poeci, a wyśpiewywali bardowie. W bogobojnej Bolandzie z jabłek produkowano soki i pieczono szarlotki. Wtajemniczeni zapijali smutki jabolem, czyli winem marki wino za cenę do złotych czterech. Aż tu podpułkownik Putin zwrócił nam uwagę, że przecież powinniśmy produkować także cydr. To wstyd dla naszych dzielnych wojaków z ABW, żeby KGB (dzisiaj FSB) podpowiadało oczywiste i smakowite rozwiązania. Tak więc za radą naszego nieobliczalnego sąsiada rzuciliśmy się na produkcję niskoalkoholowego cydru. Napój to zdrowy, orzeźwiający, rozjaśniający umysł, przeczyszczający nerki. I byłaby Bolanda cydrem płynąca, gdyby nie niejaki Brzózka, Krzysztof Brzózka. Jest on dyrektorem Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych. Bezsensowna ta instytucja została wymodlona przez religijne dewotki, coby ich chłopów odciągała od gorzały. Ale chłop uparty jest i basta! Nijak go od chlania nie odgoni, taki ma cug. I Brzózka walczy z wiatrakami. Teraz na celownik wziął cydr, zaciekle zwalczając możliwość jego promowania. Zastanawiam się, jakie cechy charakteru i możliwości umysłu ma facet rozwiązujący nie do rozwiązania problemy alkoholowe na nikomu niepotrzebnym stanowisku? Mało tego, jest to funkcja powszechnie wyśmiewana! Nic to, najważniejsze, że Brzózkę tytułują dyrektorem! Ale nikt go nie poważa, nawet Kościół, w którym strumieniami leje się wino, zwane dla niepoznaki, mszalnym. A cóż by szkodziło, gdyby księżulkowie raczyli się cydrem?! Panie Brzózka, nie walcz pan z niezwyciężonym i napij się pan. Na zdrowie.


Środa, 13.08 – 14 dni


Tyle dni brudny ustawodawca wyznaczył na odśmiecanie stolicy, powierzając tę odpowiedzialną czynność MPO. A wcześniej, czyli do 31 lipca, śmieci wywoziła prywatna firma Byś. Co tydzień robiła to o określonej godzinie z niewielkimi odchyłkami czasowymi. Wszyscy byli zadowoleni, żyjąc w aurze bez śmietnikowych wyziewów. Siedem dni to maksymalny higienicznie i zdrowotnie czas na opróżnianie pojemników pełnych wszelakich odpadków. Teraz (na dodatek w lecie!) mądrale legislacyjni wydłużyli gromadzenie nieczystości do dni czternastu. I już mamy tysiące protestów, smród przyulicznych śmietników, próby podrzucania śmieci na inne posesje. Skandaliczne wydłużenie czasu smrodu i brudu nie woła o pomstę do nieba. Woła o natychmiastowe odwołanie z funkcji wszystkich decydentów winnych takiej decyzji. Od prezydent Gronkiewicz-Waltz poczynając, na posłach uchwalających ustawę kończąc. I jeszcze jedno: śmiecioodbiorcy z Bysia byli ludźmi kulturalnymi w pełnym tego słowa znaczeniu, a nawet uśmiechnięci i dowcipni. A najemnicy z MPO już po kilku dniach pokazali chamstwo i totalne lekceważenie śmieciodawców. Jak wiadomo, jaki pan, taki kram, więc uprzejmie donoszę, iż prezesem Miejskiego Przedsiębiorstwa Oczyszczania jest Krzysztof Bałanda. Śmieciarz.


Wtorek, 12.08 – Cwaniaczki


Znowu z Polaczków wyszło drobne cwaniactwo. Myśleli, że nikt się nie połapie. A jednak. Po tak spektakularnych zwycięstwach Legii Warszawa nad Celtikiem Glasgow (4:1 i 2:0) mistrzowie Polski oddali awans walkowerem. To wręcz niebywałe zdarzenie. I teraz, bez krztyny honoru, odwołują się od decyzji UEFA. Kolejna kompromitacja Polski i Polaków. A poszło o to, że niejaki Bartosz Bereszyński zagrał przez chwilę w meczu z Celtikiem, a nie powinien, bo odsiadywał jeszcze karę za czerwoną kartkę (nie mógł zagrać w trzech meczach). Mogę zrozumieć, że piłkarz nie potrafi zliczyć do trzech, ale jest jeszcze prezes Legii, trener, sztab szkoleniowców i doradców. Co prawda zagraniczny i od niedawna (nie mówiący po polsku) trener Henning Berg mógł nie wiedzieć o czasowej dyskwalifikacji Bereszyńskiego, ale działacze? Przecież to wysokiej klasy specjaliści sowicie opłacani. Legia nie tylko straciła możliwość gry w Lidze Mistrzów, ale też kilkadziesiąt milionów złotych. A jak teraz czują się kibice mistrza Polski? Kto poniesie karę i w jakim wymiarze? Podpowiem: natychmiast powinien wylecieć prezes Legii Bogusław Leśnodorski.


Poniedziałek, 11.08 – Chłopki-roztropki


Chłop potęgą jest i basta! I swój rozum ma. Problem w tym, że chłopski rozum nie zawsze wystarcza w dzisiejszych skomplikowanych czasach. W telewizorze pokazano wieś na południu Polski dotkniętą przez kataklizm powodzi. Żywioł zerwał niewielki most. Chłopi, zmotoryzowani – a jakże, musieli nakładać DWA lub TRZY kilometry, żeby przejechać rzekę. Zwracam uwagę na tę odległość. Dla chłopów to było za daleko, więc wpadli na pomysł, żeby w miejscu zerwanego mostu zasypać rzekę. Jak pomyśleli, tak zrobili. Chłopi, jak rzekliśmy, głupi nie są i wiedzieli, że tama spowoduje spiętrzenie wody i zalanie okolicy. Umieścili więc w usypanej przeprawie trzy rury, żeby woda mogła nimi przepływać. I wszyscy byli zadowoleni, że mają nowy przejazd, zaoszczędzają czas oraz benzynę unikając dwukilometrowego objazdu. Do zadowolonych budowniczych słabo dociera ostrzeżenie, że w razie kolejnego potopu wezbrana rzeka będzie niosła w nurcie gałęzie i połamane drzewa oraz inne wielkie przedmioty, blokując niewielkie przekroje rur. I znowu chłopom woda zaleje domy. Mądry chłop po kolejnej szkodzie na pewno wymyśli nowe rozwiązanie. Najpewniej zagłosuje na PiS i wszystkie nieszczęścia znikną.


Piątek, 8.08 – Dyszym


Stalinowska, kagiebowska mentalność wypowiedziała wojnę handlową Europie i kawałkowi świata. Biedniutki Dawid rzucił się na bogatego Goliata.Nie, nie pokona kolosa, ale uszczypnie go w łydkę, a może nawet w obie. Syci dobrobytem i rozbestwieni liberalną demokracją, Europejczycy z niedowierzaniem uświadamiają sobie, że ich spokój i zamożność zostały ponownie narażone na solidarność. Ponownie, bo niedawno pomagali Grekom, Portugalczykom, Hiszpanom, Irlandczykom, czyli biedniejszym braciom. A teraz wszyscy muszą sobie nawzajem uszczknąć. Nasze sankcje na Putina i jego lud są ze wszech miar godne poparcia. Szkoda jednak, że jako społeczeństwo na dorobku, odczujemy w kieszeniach ten słuszny bunt przeciw dyktaturze Kremla. Do niedawna w Polsce rozdzielaliśmy złych władców moskiewskich od dobrych, uciskanych ludzi radzieckich i rosyjskich, ale skoro dzisiaj Putina popiera jakieś 80 proc. społeczeństwa, to my również z ubolewaniem musimy uznać Rosjan za naszych czasowych „nieprzyjaciół” – do czasu obalenia podpułkownika KGB i jego kamaryli. Jedno jest pewne: lud posowiecki wytrzyma wszystko, w przeciwieństwie do Europejczyków, którzy już zapomnieli o koniecznych powojennych wyrzeczeniach. Nie pamiętam gdzie (u Kapuścińskiego?) przeczytałem odpowiedź biednej kołchoźnicy na pytanie: Kak żywiotie? Dyszym.


Czwartek, 7.08 – Kłopot z Komorowskim


Psy można powiesić na każdym polityku, który rządzi. Ale co zrobić z prezydentem państwa, który tylko reprezentuje i uświetnia? Właśnie mija czwarty rok bardzo dobrej prezydentury Bronisława Komorowskiego. Rocznicę należy godnie uczcić, więc czujni dziennikarze rzucili się wypytywać polityków, co sądzą o prezydencie RP. Wiadomo, co odpowiedzieli platformersi. Wiadomo, co pisowiacy. Lewica lekko zawoalowała ocenę. Generalnie przepytywani mieli kłopot, gdyż nie sposób ocenić Komorowskiego źle, ale wilczym prawem opozycji jest krytyka. Ale za co skrytykować? Poseł PiS, bodaj Girzyński, osiągnął szczyt kompromitacji i abnegacji. Stwierdził, że Komorowski jest najgorszym prezydentem. Nie uzasadnił, dlaczego. Komorowskiego jeszcze miesiąc temu popierało 75 proc. dorosłych Polaków, dzisiaj 69 procent. Przypuszczam, że pozostałe 31 proc. to ci, którzy też popierają, ale ich nie zapytano. Komorowski jest pierwszym niekonfliktowym, koncyliacyjnym prezydentem w III RP. Ma zapewnioną drugą kadencję. W żadnej partii opozycyjnej nie tylko nie ma kontrkandydata, ale te partie nie mają na to stanowisko żadnego kandydata. Gorączkowe poszukiwania za rok okażą się jedną wielką kompromitacją dla całej opozycji.


Środa, 6.08 – Borusewicz żenada


Kogut, budzik lub radio, to popularne obudzacze ludu pracującego miast i wsi. Mnie budzi o godzinie 6:59 Program I Polskiego Radia, a nie „Śniadanie do łóżka” w Chilli Zet. Program I o tej godzinie jest idealny, gdyż jako jedyny podaje, o ile dzień jest dłuższy od najkrótszego oraz o ile krótszy od najdłuższego. To bardzo istotne informacje, szczególnie w zimie, gdy czeka się na wiosnę i lato. Wtedy jest to oczekiwanie w nadziei. W sierpniu nie jest jeszcze źle, gdyż dzień na razie mamy krótszy tylko o nieco ponad godzinę. Po tych ważnych wiadomościach o 7:17 do mikrofonu dopuszczono pierwszego gościa o poranku, Bogdana Borusewicza. Nie od dziś wiadomo, że marszałek Senatu RP właściwie nie ma niczego istotnego do powiedzenia na żaden temat. Mało tego, jest to polityk, który nie jest w intelektualnym stanie sklecić ani jednego zdania. Koszmarem jest słuchanie Borusewicza, który co wyraz (dosłownie!) jęczy yyy, eee, aaa. Do tego stopnia jest to uciążliwe dla słuchaczy, że trudno złapać sens stękanego zdania. Tak więc, nie mogąc słuchać tej żenady (było coś o jabłkach), o 7:20 wyłączyłem radio. Tak to jest, kiedy zasłużonego działacza opozycji antykomunistycznej chce się jakoś uhonorować, powierzając mu prestiżowe stanowisko w państwie. Cierpi wizerunek Senatu RP oraz sam marszałek Borusewicz, który się kompromituje. A może o tym nie wie?


Wtorek, 5.04 – Powrót do przeszłości


Tak, przeszłości, nie przyszłości, jak głosił tytuł amerykańskiego filmu. Gdy się czyta o biednych emerytach, od których oszuści wyłudzają pieniądze „na wnuczka” będącego w tarapatach, to dziadkom współczujemy, a nawet dziwimy się ich naiwności. Nas, jeszcze bezwnukowych, taka demencja nie dotyczy. My za to dostajemy doskonale podrobione faktury z żądaniem zapłaty za usługi, o których nie wiemy. Niektórzy płacą. Wczoraj dostałem maila z Plus GSM z ostrzeżeniem o oszustach przysyłających mailem zielone faktury z numerem konta wyłudzaczy. Muszę przyznać, że nie wiem, czy rozpoznałbym takie zielone oszustwo, gdyby do mnie dotarło. Każdy bank ostrzega przed phishingiem haseł dostępu z informacją, jak się ustrzec. Dalej: bankowe karty zbliżeniowe, już bez pinów – na nie też czyhają hakerzy. I tak dalej. Obywatel czuje się osaczony przez złodziei i podglądaczy. Żyć w strachu coraz trudniej. Nie jest jasne, czy walkę o bezpieczeństwo transakcji wygrają emitenci różnych usług, czy tropiący ich wyłudzacze. Może się okazać, że za jakiś czas, w imię spokoju społecznego, trzeba będzie wrócić do przeszłości: gotówki, czeków, listów pisanych odręcznie i… gołębi pocztowych.


Poniedziałek, 4.08 – Tu mówi…


…nie, nie Londyn, jak podczas wojny i później PRL-u. Tu mówi Polskie Radio. Ogólnie. Niekoniecznie Program Trzeci, którego akurat rano słuchałem. Radio mówi i gra. Właściwie mówią dziennikarze i zaproszeni goście. Mówią ich usta to, co pomyśli głowa. Granie pomijam, choć dobór muzyki niektórym gustom może nie odpowiadać, a nawet irytować. Można wtedy, bez straty, na chwilę przełączyć się do innych domowych czynności. Trudniej jest z mową. Jeśli mamy do czynienia z lektorem, czytającym np. wiadomości, to taki czytacz posługuje się płynnie językiem, bo… czyta i nie musi myśleć. Znacznie gorzej jest, gdy na żywo usiłuje improwizować. Tu zaczyna się dramat, który nazywam nieustającą publiczną defekacją. Trudno bowiem słuchaczowi znieść te wszystkie, yyy, eee, aaa, uuu. Pół biedy, gdy defekujący usiłuje przekazać jakąś istotną, nowatorską myśl, bo wtedy odbiorca skupia uwagę na meritum. Niestety, wśród gadających ust często zdarzają się takie, których nie porusza mózg, ino mięśnie. Wtedy mamy istny dramat. Skoro słuchacz nie może wyłączyć takiego aparatu mowy, to musi wcisnąć OFF w swoim aparacie odbiorczym. Konkluzja. Właściciele, nadawcy, wydawcy – gdy zastanawiacie się, dlaczego słuchalność (a może lepiej: słyszalność?) waszych rozgłośni spada, to być może jest to efektem owej defekacji stękającej z głośników. I jeszcze jedno: nie zapraszajcie dziennikarzy z mediów drukowanych, gdyż oni (z malutkimi wyjątkami) nie potrafią mówić; potrafią pisać, są więc gryzipiórkami (gryziklawiaturowcami?), a nie oratorami.


Piątek, 1.08 – Jabłkowy patriotyzm


Zaiste, symboliczna to data, ów 1. sierpnia. I znowu, jak przed siedemdziesięciu laty musimy organizować samoobronę. I znowu przed atakiem ze wschodu. I tym razem będziemy działali z pobudek patriotycznych, ale – na szczęście – bez używania śmiercionośnej broni. Obronimy się żarłocznością jedząc na potęgę polskie jabłka. Skoro Rosjanie wprowadzili embargo na nasze owoce i warzywa, to jako społeczeństwo świadomych obywateli musimy obronić naszych sadowników przed bankructwem jedząc masowo jabłka. Precz z bananami, winogronami, brzoskwiniami – jedzmy jabłka. A są już antonówki, papierówki i inne wczesne odmiany. Możemy też robić przetwory, warzyć i pić kompoty oraz… cydr, ale polski, np. lubelski. Polska, jako ostatni kraj w Europie uruchomiła produkcję cydrów, co dziwi tym bardziej, że jesteśmy potentatem w produkcji jabłek.

W wydaniu nr 153, sierpień 2014, ISSN 2300-6692 również

  1. TP NR 35

    Cała prawda o pisarzach - 28.08
  2. ZAWÓD PRZYSZŁOŚCI

    Tester oprogramowania - 25.08
  3. RYNEK PRACY SPECJALISTÓW

    Inżynierowie pilnie poszukiwani - 11.08
  4. KLUB DECYDENTÓW

    50 Plus - 7.08
  5. RYNEK DZIEŁ SZTUKI

    Najdroższy Pablo Picasso - 6.08
  6. PARLAMENT EUROPEJSKI

    Prace Jana Olbrychta - 5.08
  7. LEKTURY DECYDENTA

    Izrael skazany na potęgę - 18.08
  8. AKCJA "WIŚNICZ" 1944

    Odbicie więźniów politycznych - 4.08
  9. WIATR OD MORZA

    Kto rozpętał II wojnę światową - 17.08
  10. SEN O EMERYTURZE

    Jak sobie pościelesz, tak się... 1.08
  11. UNIA EUROPEJSKA PO WYBORACH

    Polacy w instytucjach unijnych - 1.08
  12. ZARABIAMY CORAZ WIĘCEJ

    Stać nas na coraz mniej - 1.08
  13. PRZEDSIĘBIORCY W LEASINGU

    Coraz większe zainteresowanie - 1.08
  14. BIBLIOTEKA DECYDENTA

    Viva Maria - 25.08
  15. DECYDENT SNOBUJĄCY

    Piątek, 29.08 – Czarny jak Polak
  16. W OPARACH WIZERUNKU

    Czy wąż ma ogon? - 1.08
  17. I CO TERAZ?

    Granaty pod pokrywką - 12.08
  18. FILOZOFIA I DYPLOMACJA

    Teoretyczne państwo - 20.08