Established 1999

CO SIĘ W GŁOWIE MIEŚCI

2 listopada 2017

Kiełbie we łbie

Klasyfikacja umysłów byłaby niepełna, gdybyśmy pominęli w niej tych, którzy mają… sieczkę w głowie. Inaczej mówiąc: misz-masz, groch z kapustą albo – jak to kiedyś mocno określano – kiełbie we łbie. Tacy nie mają jednej zasadniczej cechy, wspólnej mimo wszystko dla osobowości czy umysłowości tak odmiennych i przeciwstawnych jak otwarta, zamknięta lub przewiewna. Mianowicie: nie mają w głowie, w myślach porządku, lecz ciągły zamęt. Im wszystko ze wszystkim się przeplata, miesza i zmienia co chwilę jak w kalejdoskopie. Przypadek zrządza, o czym myślą, o czym nie; co pamiętają, co zapominają; czy w decyzji o zakupie lub głosowaniu są konsekwentni, czy też zupełnie zaprzeczają wcześniejszym swoim zamiarom, wyborom, postanowieniom – pisze profesor Mirosław Karwat.

Prof. dr hab. Mirosław Karwat, Uniwersytet Warszawski

Największy porządek w głowie zdaje się mieć „umysł zamknięty”.

Wszystko tu jest poukładane, jedno z drugiego wynika, wszystko ze wszystkim się zgadza – dzięki temu, że nie dopuszcza się lub nie przyswaja myśli czy wiadomości innych niż te, które razem trzymają się kupy. Nie szkodzi, że taki umysł jest ciasny. Jego właściciel i nieprzepracowany umysłowo użytkownik może nawet się szczycić pewnym porównaniem – z domkiem, mieszkaniem: „ciasny, ale własny”. Choć zwykle to nieprawda, bo umysł zamknięty jest klonem, kopią tego, co dany osobnik uznał za wzór autorytatywny, za standard normalności i poprawności, Ale tak czy inaczej człowiek z umysłem zamkniętym wie, co wie (tak mu się wydaje), a jeśli nie wie, czego nie wie, to ten fakt go nie dręczy, bo po prostu właśnie tego nie jest ciekaw, jakie są granice jego wiedzy, zrozumienia rzeczy. Wystarcza mu to, co wie („wie”), co jest dlań oczywiste. Wystarcza do świętego spokoju, do poczucia słuszności z góry i na zawsze w dowolnym sporze, do poczucia oczywistości w sytuacji, gdyby miał wybierać, do przyzwyczajenia, gdyby miał coś zmieniać. Sam nie zadaje „głupich pytań” (nie mieszczących się w kanonach poprawności, ortodoksji lub powszechnie uznawanych oczywistości), ale też sam nie odpowiada na kłopotliwe pytania ze strony innych, zwyczajnie je zbywa, ignoruje lub zakrzykuje recytacją formułki obronnej.

Umysł otwarty dlatego może przyswajać, poszerzać, pogłębiać, porównywać, rewidować i wciąż szukać, że ma jednak jakąś busolę. Jakieś przekonania, poglądy, zasady, wartości, których się trzyma w swoich poszukiwaniach, eksperymentach; jakieś przemyślenia, które sprawiają, że może się nie bać przewartościowań, przyznać do wcześniejszej niewiedzy lub błędu. W jego wędrówce po świecie, po książkach i własnych myślach przewodnikiem – oprócz ideowego i moralnego kręgosłupa – jest też logika, nastawienie na zrozumienia zależności między różnymi pojęciami czy poglądami lub zjawiskami. Podczas tych swoich poszukiwań raz po raz w swej głowie „nabałagani” (bo spotkanie starego z nowym, swojego z cudzym, ustalonego z nieoczekiwanym musi spowodować zamieszanie i zakłopotanie), ale regularnie „sprząta” (to znaczy: na nowo układa sobie w głowie to, co się poprzestawiało lub zagubiło).

Umysł przewiewny też nie ma kłopotu ni trudności z zachowaniem porządku i ciągłości w myślach – po prostu dlatego, że nowe informacje i nawet silne wrażenia czy bodźce nie mają w jego głowie gdzie się zatrzymać, do czego przykleić. Toteż nowinki, innowacje, niespodzianki, jakiekolwiek zakłócenia w dotychczasowym wyobrażeniu o świecie nie burzą jego umysłowego błogostanu. Jak ptak, który się zabłąkał w locie – wlatują jednym oknem, by spokojnie wylecieć innym. Dlatego Pan Przewiewny lub Pani Przewiewna mogą i spać spokojnie, i spokojnie funkcjonować, i myśleć tak jak zwykle, jak dotychczas, jak gdyby nic się nie zdarzyło i nie zmieniło, chociaż byli na wycieczce, widzieli na własne oczy dziwne i zastanawiające zdarzenie, przeczytali artykuł, który podobno miał nimi wstrząsnąć.

Zupełnie inaczej jest z umysłem zmiksowanym. Jest on jak składzik w mieszkaniu, w którym „bez ładu i składu” przechowujemy różne rzeczy – zbędne lub nawet użyteczne, tyle, że nie używane. A czasem jak śmietnik, w którym przy odrobinie dociekliwości można znaleźć bardzo ciekawe i jeszcze przydatne przedmioty czy przedwcześnie wyrzuconą pożywkę.

W umyśle takim wszystko się wiąże (to znaczy: kojarzy) ze wszystkim, a zarazem nic nie ma ani początku, ani końca, jasnego pochodzenia, przeznaczenia. Zasób informacji i myśli takiego człowieka przypomina mozaikę; choć i to porównanie jest może przesadne,  bo mozaika to jednak jakiś obraz zbudowany z kawałków, odprysków, a tu mamy raczej sumę potłuczonych szkiełek. Wszystko jest potencjalnie jednakowo ważne lub jednakowo obojętne lub jednakowo nieważne. Każde słowo i każde zdanie może znaczyć to czy owo (dowolnie), lecz równie dobrze za chwilę lub w innym miejscu coś zupełnie przeciwnego. A pamiętamy nie tyle to, co sami wydobywamy z pamięci (bo tam to przechowaliśmy), ile to, co nam „przypomną” propagandyści.

Jako wyborcy głosujemy raz tak, a raz siak – i kompletnie nie widzimy związku między własnym wczorajszym głosowaniem a dzisiejszym rozczarowaniem. Toteż i przyszłe głosowanie nie jest wyciągnięciem wniosków z tych zaszłości, bo nie jest rezultatem żadnych przemyśleń, lecz reakcją na aktualne notowania (słupki w sondażach), na częstotliwość oglądania kandydata w TV lub w internecie. Taki przemielony wyborca mógł setki razy widzieć, słyszeć, czytać, jak kandydat pajacuje, błaźni się już swoimi popisami, potem kompromituje się „na oczach wszystkich” – i właśnie dlatego na niego głosuje, bo jego z tych wiadomości „dobrze zna”.

Obywatele z sieczką w głowie płyną w życiu naprzód razem z potokiem, który ich zgarnia. Spływają ze swoim życiem jak ściek – uspokojeni jednak tym, że jest kanalizacja. Bo sami są skanalizowani – jako konsumenci, jako wyborcy, jako uczestnicy nabożeństw i podniosłych uroczystości państwowych. Nie muszą mieć porządku w głowie – ktoś inny uporządkuje ich myśli i  życie, a w razie potrzeby zrobi z nimi porządek.

Pomyślimy teraz pewnie – z błogim poczuciem ulgi (że to nie o nas) i poczuciem wyższości: „biedny głupol”, zagubiony w rzeczywistości i w szumie informacyjnym „niedorozwój” (to takie „ładne” określenie osobnika upośledzonego umysłowo).

Hola, hola! W jakiejś mierze, niestety, mowa tu jest o każdym z nas. Bo każdy z nas we współczesnym „społeczeństwie informacyjnym” – w telewizji, w internecie, w gazetkach nie wymagających wysiłku umysłowego, lecz mieniących się kolorowymi fotkami, wypełnionych ciekawostkami o dziwolągach i bieżącymi raportami z życia celebrytów – karmiony jest taką właśnie sieczką.

Każdy z nas – nawet najbardziej dociekliwy i przenikliwy (300% myślicielstwa, racjonalizmu, sceptycyzmu, 500% samodzielności myślowej) odbiera w tym potoku informacji, parainformacji i pseudoinformacji, w strumieniu faktów medialnych właśnie taką mieszankę ważnych wydarzeń, doniesień i komentarzy oraz najzwyklejszych „pierdół” (bullshit). W przekazie medialnym mediów klasycznych, jak i w internecie „fakt” nie znaczy, że coś jest i jakie jest, ale, że „mówi się”, „podobno”, „jakoby”, „rzekomo”, być może”, a w domyśle: kto to sprawdzi? A czyż nie jest wszystko jedno?

W tym medialnym przeplocie serwują nam wieści o próbie jądrowej lub zamachu bombowym obok informacji, ile kilogramów waży potomek księżny z odległego kraju, z przerwą na pobudzającą intelektualnie reklamę pigułek przeciwko biegunce. A cały ten proces informowania przypomina właśnie biegunkę.

A może szkoła – powołana do tego, by nasze myśli uczesać (że strawestuję na opak Stanisława Jerzego Leca – tego od myśli nieuczesanych) uzbraja nas w potrzebę i nawyk porządku w myślach, segregowania (jak to mamy czynić z odpadami) wiadomości na te wymagające zapamiętania i te wymagające natychmiastowego zapomnienia? Może szkoła – zanim nas wypuści i pozostawi w objęciach propagandy, reklamy, marketingu, inforozrywki, kaznodziejskiego banału, politykierskiego frazesu, bełkotu i mętniactwa – wyposażyła nas na dalszą drogę życia w przytomność umysłu, umiejętność selekcji i przyzwyczajenie do tego, by sieczkę wiadomości oraz rytuałów przepuszczać przez filtr własnego namysłu?

Nic z tych rzeczy! Szkoła (a podobnie rozmaite szkolenia, instruktaże, np. służące nauce jazdy) trenuje i tresuje nas w testach, gdzie zadaniem jest szybko, a prawidłowo „zakreślić”, kliknąć – w tym sensie poprawnie, by to się zgadzało z wzorem z góry danym, który trzeba odgadnąć lub przyswoić bezmyślnie. Efekty takiej edukacji świetnie widać na uczelni, gdy lepiej jest – by nie wzbudzać popłochu lub widocznego zakłopotania – zapytać studentów o fakty, fakciki (daty, liczby, ustalenia, kto z kim) niż o związek przyczynowo-skutkowy lub o alternatywę dla rozwiązania uchodzącego za oczywiste, a nawet jedynie możliwe.

Nie bądźmy więc tacy pewni, że nasz stan umysłu – nas, ludzi wykształconych, uzdolnionych, bystrych jest tak o wiele lepszy niż stan umysłu tych, którzy „harmonijnie” godzą ze sobą odpryski najnowszych wieści o postępach techniki i medycyny z zabobonami rodem sprzed kilku stuleci, przekorę wobec jednych ze ślepym i bezkrytycznym zaufaniem wobec innych, fascynację historią sztuki z bezguściem we własnym mieszkaniu i otoczeniu, a najszlachetniejsze idee „w sercu” (a faktycznie tylko na języku) z najobrzydliwszą hipokryzją. Jesteśmy tylko o tyle mądrzejsi, o ile słuchamy własnych myśli – niezagłuszanych i nierozpraszanych mruczeniem radia i telewizji w tle, o ile jeszcze czasem (bo organy nieużywane zanikają) zadajemy sobie jakieś pytania i rozmawiamy z innymi, zamiast gapić się w ekran i uciekać w azyl słuchawek.

PROF. DR HAB. MIROSŁAW KARWAT

Uniwersytet Warszawski

W wydaniu nr 192, listopad 2017, ISSN 2300-6692 również

  1. ARTYSTYCZNE PEREGRYNACJE

    Z Wenecji do Bogoty
  2. BIBLIOTEKA DECYDENTA

    Ostatnia powieść Borszewicza
  3. WSPÓLNE CZYTANIE

    Szyfr międzypokoleniowy
  4. ŚWIATOWY DZIEŃ CUKRZYCY

    Czy choroba ma płeć?
  5. E-COMMERCE

    Bezpieczeństwo wirtualnych portfeli
  6. DECYDENT POLIGLOTA

    Język w obrazkach
  7. FILOZOFIA I DYPLOMACJA

    Dzień Niepodległości
  8. LEKTURY DECYDENTA

    Chiny: ciemna strona rozwoju
  9. BIBLIOTEKA DECYDENTA

    Pasje Polańskiego
  10. LEKTURY DECYDENTA

    Żelazna Dama Ameryki
  11. CO SIĘ W GŁOWIE MIEŚCI

    Kiełbie we łbie
  12. WIATR OD MORZA

    Elbląska restauracja czyli degrengolada
  13. ISLAM A SPRAWA POLSKA

    Dziś Chrystus ma twarz uchodźcy
  14. PRAWA - WŁADZA - PROBLEMY

    Polska: demony przeszłości