Established 1999

CO SIĘ W GŁOWIE MIEŚCI

7 listopada 2020

Honorowe wyjście

Są takie sytuacje w życiu, w których to, co się stało, albo źle o nas świadczy, albo pozbawia nas godności mimo tego, że sami jesteśmy w porządku. Źle o nas świadczą złe uczynki, występki, niechlubne zachowania, sprzeniewierzenie się zasadom i zobowiązaniom, nadużycia władzy lub zaufania, kompromitujące wypowiedzi (głupstwa, koniunkturalne komentarze, fałszywe świadectwa na zamówienie, kłamstwa zaprzeczające oczywistościom w stanie rzeczy). I to nimi niejako sami podważamy swój honor – pisze prof. zw. dr hab. Mirosław Karwat.

Prof. zw. dr hab. Mirosław Karwat, Uniwersytet Warszawski

Ale też cudze zachowania i czyny – w tym zniewagi, obelżywe potraktowanie, niezasłużone szykany i afronty, krzywdzące opinie może nawet jawnie złośliwe i tendencyjne – mają taki efekt psychiczno-moralny, jak gdyby ktoś zdarł z nas odzież, jak gdyby nas opluto czy wytarzano w szambie. Paradoks tych drugich zjawisk polega na tym, iż jeśli nawet wszyscy wkoło wiedzą, że śmierdzę dlatego, gdyż ktoś mnie ochlapał gnojówką, to mniej liczy się dla nich fakt cudzej zniewagi czy zniesławienia, a bardziej to, że w rezultacie (powód staje się nieistotny) jednak smród się ode mnie roznosi.

W jednym i w drugim przypadku – mimo całej różnicy w genezie – uwikłani jesteśmy w swoistą kwadraturę koła. I to podwójną. Mianowicie: (1) Jak wyjść z honorem w sytuacji, z której w ogóle, jak się wydaje nie bez powodu, nie ma wyjścia – w tym sensie, że ciąg dalszy jest poniekąd przesądzony, a co najmniej w tym sensie, że nie ma tu dobrego, godnego wyjścia, gdyż każde jest pod jakimś względem fatalne; (2) Jak wyjść z honorem z sytuacji, w której honor utraciliśmy – przynajmniej w oczach otoczenia.

Czy w ogóle możliwe jest przekreślenie późniejszym właściwym albo nawet bardzo chwalebnym i chlubnym czy w każdym razie godnym postępkiem wcześniejszego niechlubnego albo wręcz haniebnego? Czy możliwe jest przynajmniej „wyrównanie” rachunku – tak aby bilans ocen (nawet – bilans całego życia) był „na zero”? Czy to, co późniejsze (a pozytywne) na pewno może być ważniejsze niż to, co wcześniej negatywne?

To nie jest abstrakcyjna wątpliwość. Z jednej strony, normy etyczne nakazują, aby odpokutować winy – zwłaszcza czymś budującym, a nie rytualnym samopotępieniem, by zrehabilitować się czymś chwalebnym, zadośćuczynić czyjejś krzywdzie, zrekompensować jakieś szkody jakąś własną zasługą itd. I takie oczekiwanie wciąż obowiązuje w nastawieniach tak zwanych porządnych ludzi. Z drugiej jednak strony, jest w tym coś, gdy powtarzamy porzekadła „mleko już się rozlało” czy „nie skleisz pobitego jajka”. Być może klej KROPELKA sklei nawet stłuczone jajko, ale sklejona skorupka już nie ma uroku całego jajka, a sklejona filiżanka już tak nie cieszy jak w pierwotnym stanie. Cieszy, że nadal może nam służyć, że jest prawie jak nowa, ale – powtórzmy za reklamą – prawie czyni różnicę, a radość z uratowania czy odzysku zmącona jest przykrą świadomością widocznego i trwałego uszczerbku.

Toteż losy, czyny, w tym przewartościowania postaw, autokorekty w postępowaniu ludzi nieraz narażone są na błędne koło utrwalenia uszczerbku – w postaci rys na wizerunku, balastu w życiorysie.

Nie każde społeczeństwo lub państwo potrafi zachęcić ludzi do pracy nad sobą, a zarazem do pojednania i współdziałania w imię wspólnej przyszłości, narzucając cnotę wielkoduszności i skromności politycznym czy moralnym zwycięzcom przemian, eliminując zaś małostkowość, mściwość, obsesyjne grzebanie w przeszłości i pragnienie wykluczania.

W naszym polskim grajdołku po upadku PRL nawiązano nie do takiego wzorca, jakim był Okrągły Stół (przykład właśnie honorowego wyjścia, po wcześniejszych niehonorowych działaniach w konflikcie), lecz do kuszącej inkwizytorskiej tradycji węszenia, tropienia, „rozliczania”. „Rozliczania” nie tylko i nie tyle rzeczywistych zbrodni, nadużyć władzy, ile – bardziej – niewłaściwych dziś poglądów i legitymacji z minionej epoki, „haniebnych” rodowodów – tu kłania się obsesja „resortowych dzieci”. Refleksja nad dramatyczną przeszłością i dezaktualizacją pewnych idei czy dokonań nie przybrała tu formy obustronnego czy wielostronnego namysłu nad uwikłaniami uczestników walki politycznej, lecz formę moralizatorskiego i przy tym uzurpatorskiego osądu, z nastawieniem na worki pokutne, hasło „wam wolno mniej”, oczekiwaniem, by ci, którzy – według kryteriów następców – zbłądzili, utożsamili błąd (niekoniecznie będący błędem) za grzech, ten zaś z własną moralną nicością.

Rytualne zaprzeczenie sobie samemu (zwłaszcza pod naciskiem, w odpowiedzi na dezaprobatę otoczenia lub w reakcji na zmianę koniunktury) nadgorliwi „strażnicy wartości” usiłują przedstawić jako zachowanie honorowe, jako swoiste wyjście honorowe ze swojego osobistego bagienka. Powiedz, jak brzydzisz się samym sobą sprzed lat, to rozpatrzymy (bez gwarancji) twoje podanie o przywrócenie na listę ludzi honoru. Ma to być jak honorowe wyjście z pomieszczenia, z którego już dawno wyszliśmy i którego już dziś nie ma, jakim więc cudem ktoś ma doń powrócić i jak w wehikule czasu poprawić własną historię?

Honorowe wyjście to kategoria adekwatna w zastosowaniu do decyzji, które można uchylić lub naprawić następnymi, a nie w odniesieniu do rachunków sumienia, reminiscencji historycznych. Polityka historyczna też nie jest areną pojedynków honorowych.

Ale to na marginesie. Powróćmy do tej kwestii na poziomie jednostkowych i środowiskowych sprawdzianów honoru.

Pojęcie „wyjścia z honorem” czy „honorowego wyjścia” z sytuacji obciążających, krępujących ma długą, utrwaloną tradycję i dość uzgodniony społecznie sens. Jest odnoszone do sytuacji, w której człowiek powinien (z reguły już po fakcie, choć czasem jeszcze w toku) coś naprawić lub zrekompensować albo do sytuacji, w której wprawdzie nie może skutecznie przeciwstawić się komuś lub czemuś w sensie praktycznym, może jednak przy tym „zachować / potwierdzić klasę”, a nawet wymusić szacunek prześladowcy i świadków swoją reakcją na to, co go spotyka. Z moralnego punktu widzenia to oczywiście dwie różne jakości.

Ale tak czy inaczej za tym określeniem – jako wspólnym mianownikiem dla sytuacji bycia sprawcą przewinienia lub sytuacji bycia ofiarą niegodziwości; dla sytuacji bycia zwycięzcą i dla sytuacji bycia pokonanym albo bankrutem – kryją się dwa komponenty. Po pierwsze, wyjść z honorem to znaczy „zachować twarz” (czyli: nie stracić, w każdym razie nie w pełni, własnej tożsamości i godności). Po drugie, wyjść z honorem to znaczy zachować szacunek przypisany naszej własnej roli zawodowej, zajmowanemu stanowisku czy biografii.

Oto kilka przykładów wyjścia z honorem z sytuacji, która naraża nas na zakwestionowanie honoru.

Epizod z filmu „Dirty dancing”. Para zwycięzców turnieju tanecznego – uznając i przyznając przed samymi sobą, że rywale byli lepsi, a werdykt jurorów odbierając jako podskórną formę dyskryminacji – oddaje im, Puertorykańczykom, swoją nagrodę pieniężną. Bo głupio im było przyjąć tę nagrodę, ale jeszcze głupiej czuliby się zachowując ją dla siebie.

Polityk dotychczas uznawany za bezdyskusyjny autorytet i za charyzmatycznego przewodnika upoważnionego, by lekceważyć głos opozycji w związku z powszechnym poparciem społecznym, ustępuje ze stanowiska, gdy pewien jego projekt lub wezwanie do czegoś zostaje zignorowane lub kontestowane społecznie, a napotyka przy tym opór we własnym zapleczu. Ustępuje demonstracyjnie, „z hukiem”, podkreślając (i nie obawiając się, że zapachnie to masochizmem lub manią wielkości), iż nie widzi siebie nadal w roli przywódczej po takim podważeniu wiary w słuszność jego dążeń, iż traktuje to jako utratę mandatu. Dyshonorem byłoby dlań rządzić i „przewodzić” nadal jak gdyby nic; sam czułby się wtedy jeśli nie uzurpatorem, to np. oszustem, który udaje, że wciąż ma „tytuł”. Choć oczywiście ma tu znaczenie urażona duma osobista.

Teraz raczej z bajki niż z praktyki politycznej: Rząd, którego ustawa lub pakiet ustaw spowodowała masowe demonstracje (bez przeciwwagi ze strony jego zwolenników i klienteli) podaje się in corpore do dymisji albo rozpisuje przedterminowe wybory, rozumiejąc, że ma do tego prawo dysponując większością w parlamencie, lecz już nie w społeczeństwie.

A skoro mowa o dymisjach: mają one zróżnicowaną wymowę w wielu nietożsamych sytuacjach. Dobrowolna (prawdziwie dobrowolna, z własnej inicjatywy) dymisja ministra czy wiceministra może być honorowym odejściem ze stanowiska, które go przerosło, na którym nie spełnił oczekiwań (także tych własnych). „Honorowość” tego aktu polega na tym, że nie zajmuje miejsca, zwalnia je dla osób potencjalnie bardziej odpowiednich, lecz zarazem unika lawiny krytyki, jaka grozi mu, gdyby z odejściem zwlekał, unika także upokarzającej rytualnej publicznej samokrytyki, „spowiedzi grzesznika”. Ale też taka dymisja może być rezultatem uświadomienia sobie, że uczestniczy wprawdzie w czymś słusznym, doniosłym i zaszczytnym, ale trywializowanym i profanowanym praktyką powszednią, albo uzmysłowienia sobie przez człowieka ideowego i pryncypialnego (nadal przekonanego o słuszności swoich poglądów i popieranego programu), że znalazł się w fatalnym, szemranym towarzystwie cyników, karierowiczów, kombinatorów, malwersantów. „Honorowość” jego zachowania polega również na tym, że nawet ustępując, odchodząc poczuwa się do lojalności wobec swojej formacji, nie oczyszcza siebie samego Publicznym praniem brudów swojej wspólnoty.

Honorowym wyjściem w przypadku decydenta, który dopiero za sprawą okazanego mu oporu przekonał się, że przyzwolenie społeczne ma znikome, upoważnienie wręcz żadne albo marginalne, za to opór powszechny i zacięty (w całym społeczeństwie lub w grupie zawodowej albo wspólnocie kulturowej, której interesy i prawa naruszył) jest, po pierwsze, wycofanie się z decyzji (jak widać, błędnej, ryzykownej, kontrowersyjnej, pochopnej) lub co najmniej zawieszenie jej na znak dobrej woli, i po drugie, rozpoczęcie negocjacji, dialogu, a jeśli zasłużył (o czym sam wie) na nieufność mas oponentów, to szukanie mediatorów.

A jakie jest honorowe wyjście z innej niehonorowej decyzji, jaką byłoby przyznanie sobie wysokich nagród i premii w sytuacji kryzysu finansowego, pandemii czy katastrofalnej klęski żywiołowej? To pokusa, której rzadko się oprze rząd, zarząd banku czy nominaci w spółkach skarbu państwa. Prawdziwie honorowym wyjściem byłoby co najmniej zwrócenie tych „łupów” – pod kontrolą społeczną, ale jeszcze bardziej – odejście tych ministrów czy menadżerów, których efekty działania są odwrotnie proporcjonalne do ich pazerności, których osobista zapobiegliwość idzie w parze z nieudolnością służbową i zawodową. Gdy mowa o takim wzorcu, można się tylko uśmiechnąć na myśl (wspomnienie) o nagrodach dla ministrów w rządzie Beaty Szydło (nagrodach, które im się należały!). Nigdy nie rozliczono zwrotów-niezwrotów (zarządzonego przez Prezesa przekazania na cele społeczne, charytatywne), a w pamięci społecznej pozostał genialny trik, aby w odpowiedzi na powstały skandal ukarać obniżką uposażeń… posłów i radnych, przeciwników partii rządzącej (bo dla „swoich” wymyślono dyskretne rekompensaty).

W każdym razie „honorowe wyjście” z kłopotów, które sprawiliśmy sobie własnymi błędami i pychą, wymaga przede wszystkim przyznania faktu, że powstała sytuacja jest naszą porażką (jeśli chcemy uniknąć takiej eskalacji, by już powszechnie było wiadomo, że jest kompromitacją i bankructwem). Trzeba tu zapanować nad miłością własną, uporem proporcjonalnym do doznanego zawodu, nad przekonaniem o własnej nieomylności i o tym, że absolutnie słuszne poczynania udaremniły nam szatańskie siły. Trzeba przełknąć związane z tym upokorzenie, jeśli wcześniej samo „postawienie na swoim” z maniakalnym uporem uznawaliśmy za punkt honoru, w dodatku utożsamiając to z własną pryncypialnością. Honorowe wyjście z tego, co sam nabroiłem, nie polega na oświadczeniach „ustępuję, chociaż to ja mam wyłączną i niepodważalną rację”, lecz na przyznaniu – choćby oględnie, półgębkiem – że może mam powody do przemyśleń i poszukiwania innych rozwiązań. Zadufek, który obraża się na oponentów, a tym bardziej na protestujące tłumy, znieważa ich, próbuje zastraszyć pogróżkami i demonstracjami siły (które podkreślają jego bezsiłę w stanie impasu lub kryzysu) – ktoś taki nie tylko nie znajduje honorowego wyjścia, lecz dezawuuje siebie samego właśnie na płaszczyźnie honoru. Honorowym wyjściem z sytuacji mógłby oddalić perspektywę odejścia, a przynajmniej wymościć sobie honorowe właśnie odejście. Infantylną mieszanką przerażenia, zagubienia i furii burzy swój własny pomnikowy wizerunek.

Profesjonalizm polityka wiąże się, jak wiadomo, m.in. z dewizą „nigdy nie mów nigdy”. Bo nigdy nie wiesz z góry, co będzie ani nie masz takiej gwarancji, że będzie tak, jak sobie życzysz. I nigdy nie wiesz z góry, z kim w przyszłości będziesz musiał rozmawiać o współpracy, sojuszu lub o kapitulacji. Polityk-zawodowiec liczy się z tym, że czasem trzeba rozmawiać z tymi, z którymi miał nie rozmawiać „nigdy w życiu”. A ze względu na tę świadomość waży słowa i powściąga emocje, po których (po inwektywach, aktach pogardy) jego późniejszy dialog z nimi (nawet bardzo racjonalny i owocny, dobrze świadczący o spóźnionym dojrzewaniu) naraża go na uboczne wrażenie śmieszności.

Nauczycielu, urzędniku, biznesmenie, polityku! Jeśli nie chcesz się męczyć nad „wyjściem z honorem”, to nie pakuj się – na własne życzenie – w sytuacje bez wyjścia lub bez dobrego wyjścia.

PROF. ZW. DR. HAB. MIROSŁAW KARWAT
Uniwersytet Warszawski

W wydaniu nr 228, listopad 2020, ISSN 2300-6692 również

  1. DECYDENT POLIGLOTA

    Biznes po niemiecku
  2. REWOLUCJA MUSI TRWAĆ

    Wiadome i niewiadome
  3. FILOZOFIA I DYPLOMACJA

    W polityce nie ma sentymentów
  4. POEZJA DECYDENTA

    Raz pewien mały trzmiel
  5. RELIGIE DECYDENTA

    Prymas Tysiąclecia
  6. BIBLIOTEKA DECYDENTA

    Tajemnicza Japonka
  7. LEKTURY DECYDENTA

    Tyrmand nie tyle zły, ile egotyk
  8. 15 SIERPNIA I 1 LISTOPADA

    Polsko-francuskie powiązania
  9. BIDEN - TRUMP

    306 do 232
  10. DECYDENT SNOBUJĄCY

    Tyskie węglem warzone
  11. EWOLUCJA MORALNOŚCI

    Ku czemu prowadzi ta droga?
  12. KRYMINAŁ DECYDENTA

    Gangsterzy i policjanci
  13. DECYDENT PIŁKARSKI

    Biały, niebieski, czerwony, żółty
  14. GEOPOLITYKA DECYDENTA

    Historia inna niż wszystkie
  15. EWOLUCJA MORALNOŚCI

    Jaka szkoda
  16. ŻYCZENIA OD DECYDENTÓW

    Józek, trzymaj się!
  17. WIATR OD MORZA

    Ach, te wulgaryzmy
  18. BIBLIOTEKA DECYDENTA

    Czy to koniec świata?
  19. CO SIĘ W GŁOWIE MIEŚCI

    Honorowe wyjście
  20. LEKTURY DECYDENTA

    Herodot wiecznie żywy
  21. AMERYKA, AMERYKA

    Winnetou czy Old Shatterhand
  22. PEACE ONE DAY

    Raport ze świata
  23. HORROR DECYDENTA

    Epidemia innego wirusa
  24. OPOWIADANIE

    Czerwona Obróżka i zielone ludki
  25. POEZJA DECYDENTA

    Do zwierzęcia, z którego zrobiono moją torebkę
  26. WIATR OD MORZA

    Ciemnogrodzka prokreacja
  27. PODRÓŻE DECYDENTA

    Pojechałem na wycieczkę