Established 1999

CO SIĘ W GŁOWIE MIEŚCI

1 września 2020

Honor a samokontrola

Skala postaw wśród osób przywiązanych do pojęcia honoru i kierujących się w swym postępowaniu silnym poczuciem honoru rozpościera się między zaprogramowaniem pozytywnym a negatywnym, podobnie jak między nastawieniem jednostronnym i egocentrycznym a nastawieniem na respektowanie i egzekwowanie – poczynając od samego siebie – zasad, jakim honor ma służyć – pisze prof. zw. dr hab. Mirosław Karwat.

Prof. zw. dr hab. Mirosław Karwat

Pozytywne rozumienie i „praktykowanie” honoru polega na dążeniu do budowania wspólnoty, pracy nad sobą, a zarazem na wspieraniu innych uczestników wspólnoty w przezwyciężaniu ludzkich niedoskonałości, niestosownych pokus, w kształtowaniu charakteru. „Sankcje honorowe” wobec zachowań, czynów czy dróg życiowych niechlubnych są tu jedynie środkiem do celu, a nie satysfakcją samą w sobie, wyrażającą pyszałkowate poczucie własnej wyższości i nieomylności. Jeśli już piętnuje się postępki niewłaściwe, to właśnie postępki, a nie ich sprawców samych w sobie – chyba, że to jakieś przypadki beznadziejne, np. niepoprawni, nieuleczalni krętacze, cwaniacy, niegodziwcy nałogowi zasługujący na bezwarunkowe wykluczenie lub co najmniej izolację. Ale ludzie honoru występujący w roli strażników cnoty nie ulegają przy tym megalomanii, nie mylą też osobistych uprzedzeń z pryncypialnością.

Honor rozumiany i praktykowany negatywnie sprowadzany jest – jak w sekciarskich obsesjach czystości, ortodoksyjności lub jak w narcystycznym przeświadczeniu, że nikt dokoła nie jest w stanie sprostać moim wymaganiom – do wyszukiwania odchyleńców i grzeszników, do ciągłych demonstracji zniesmaczenia, potępienia, odcinania się od tych gorszych (w poczuciu, że im bardziej odgrodzę się i wyżej wdrapię na Olimp nieskazitelności, tym większa mam zasługę dla obrony i przetrwania Zasad, Wartości).

A w trywialnym wydaniu okazuje się scharakteryzowanym wcześniej jednostronnym uwrażliwieniem na własną nietykalność, wymaganiem i natrętnym egzekwowaniem szacunku dla własnej osoby, histerycznym reagowaniem na wszelkie gafy, drobne lub problematyczne nietakty, na krytykę nieosłoniętą należnymi hołdami, tym bardziej – na przykrości, szkody i krzywdy spowodowane właśnie domniemanym brakiem szacunku, przypisywaną komuś złośliwością, złą wolą. W skrajnym przypadku honor zostaje zrównany po prostu z mściwością.

Społecznie adekwatne i funkcjonalne rozumienie honoru zakłada, że na ocenę własnych, jak i cudzych czynów lub trwałych ciągów postepowania patrzy się przez pryzmat norm jednakowo obowiązujących wszystkich członków wspólnoty, a nie przez pryzmat własnych subiektywnych i czysto emocjonalnych odczuć oraz przewrażliwień. Pojęcie i poczucie honoru wiąże się tu z wyznaczeniem granic dla własnych odruchów, pokus, a zwłaszcza dla zapalczywości, zawziętości w konfliktach oraz dla fałszywych wzniosłych usprawiedliwień dla tego, co w nas samych jest małostkowe.

Człowiek honoru tego samego i tyle samo wymaga od siebie, co od innych;  a nierzadko jest tak, że od siebie wymaga nawet więcej, nie uszczuplając przy tym i nie podważając cudzych praw honorowych. Taki człowiek niejedną niesprawiedliwość w stosunku do siebie przełknie z godnością; weźmie na siebie większą winę i odpowiedzialność niż faktycznie wynika to z jego udziału w błędach albo porażce; zaryzykuje w obronie ludzi krzywdzonych lub naruszanych zasad więcej niż na to pozwalają mu elementarne warunki jego bezpieczeństwa, nie mówiąc już o komforcie psychicznym i zachowaniu stanu posiadania.

Tak więc sfera honoru w aksjologiczno-normatywnym porządku funkcjonowania wspólnoty jest dziedziną, w której ma miejsce dysonans między pozytywnym i zrównoważonym a negatywnym i neurotycznie agresywnym poczuciem honoru.

Oto najważniejsze wyróżniki zrównoważonego, harmonijnego wzorca honoru, ucieleśnianego we wzorcu osobowym Gentlemana, Damy, Męża Stanu, Mędrca itd.:

* Jest to nastawienie na symetrię w ocenie zjawisk pozytywnych (co jest chlubne, chwalebne, przez co zasługuje na uznanie, podziw, uhonorowanie właśnie), jak i negatywnych (co jest niechlubne, haniebne, godne potępienia, nie zasługując na tolerowanie w kręgu ludzi honoru, we wspólnocie). Mianowicie: to samo, czego sam wymagam od innych lub co chcę napiętnować, karać u innych, dotyczy w jednakowym, równym stopniu i mnie: ja też mogę podlegać ocenie, dezaprobacie i wytknięciu według tych samych kryteriów. Wyklucza się tu więc relatywistyczne kryterium „zależy, o kogo chodzi” (w tym wypadku: czy o mnie, czy o innych).

* Istotnym atrybutem takiej postawy jest samokontrola. To znaczy: dążenie do zachowania równowagi między wrażeniami, odczuciami, tym bardziej silnymi emocjami (takimi jak oburzenie, gniew, chęć „odpłacenia tym samym” lub pokusa „odpłacenia z nadwyżką”) a namysłem, przemyśleniem,  możliwie zobiektywizowaną analizą zdarzenia czy sytuacji, z uwzględnieniem elementu empatii (wczuj się w czyjąś sytuację, spróbuj zrozumieć jego sposób myślenia, jego pobudki i intencje).

* Z tym związana jest zdolność do autokrytycznego dystansu (nie wyolbrzymiaj zniewagi czy innej niesprawiedliwości w stosunku do siebie tylko dlatego, że to o Ciebie chodzi, że poniosły Cię emocje; nie zakładaj, że Twoja szybka, bo emocjonalna ocena jest oczywistością).

* Warunkiem tego jest z kolei elementarna doza obiektywizmu: nie utożsamiaj skutków negatywnie ocenianego działania z intencją czy motywacją czyjegoś zachowania, gestu, choćby takiego, który odbierasz jako afront lub jako naruszenie zasad przyzwoitości, rzetelności, kultury dyskusji itp.

* Ten, kto kieruje się pozytywnym i wyważonym poczuciem honoru, zakłada, że sędzią w ocenie ludzkich postępków, ewentualnie również wykonawcą kary za postępowanie niegodne jest wspólnota a nie on sam we własnej osobie według własnego uznania – jak gdyby z góry, na kredyt, in blanco został wyposażony w upoważnienie, a nawet obowiązek automatycznego „wymierzania sprawiedliwości” w imieniu społeczności.

Sankcją ze strony wspólnoty jest opinia społeczna, mechanizmy ostracyzmu lub zwyczajowe formy degradacji albo „kwarantanny” – powrócisz do grona godnych przynależności, gdy przejdziesz pomyślnie próbę czasu, zrehabilitujesz się. Do takiej sankcji powinienem się przyłączyć bez wykrętów i uników lub nawet do niej wezwać i zachęcić własnym przykładem, inicjatywą, to jednak nie jest równoznaczne z przypisaniem sobie roli i uprawnień arbitra. Powstrzymuje nas przed takim uroszczeniem świadomość własnej omylności, niekiedy – potencjalnej stronniczości.

* W honorowej reakcji na niehonorowe czyjeś zachowanie punkt ciężkości położony jest na współmierność. Negatywna reakcja na rzeczywiste lub tylko domniemane znieważenie lub jakąś nieuczciwość nie może być taka, że np. w odpowiedzi na złośliwy żart gotów jesteś zabić, za oszustwo poćwiartować; przykrą uwagę, która mnie ośmiesza lub stawia w kłopotliwej sytuacji pod pewnym tylko względem, próbujesz odeprzeć i przebić bluzgiem albo epitetem, etykietką, która ma kogoś pogrążyć całkowicie.

* Taka postawa usytuowana jest na pograniczu religijno-moralnych (przyjmowanych w różnych religiach świata) imperatywów powściągliwości, wyrozumiałości, miłosierdzia, wybaczenia oraz racjonalistyczno-godnościowych wzorców świeckich. Reakcją na zamach na moją tożsamość, godność, cześć ma być nie odwet, lecz właśnie zachowanie godności. Przyjmuje tu się założenie, iż jeśli ktoś zachował się niehonorowo w stosunku do mnie, to uszczerbku doznał bardziej (jeśli nie wyłącznie) jego honor niż mój, a sam zachowuję honor wbrew temu zamachowi na ten honor w ten sposób i dzięki temu, że mogę być „ponad to”, że moja opanowana reakcja dowodzi mojej słuszności. W oczach otoczenia okazujemy się lepsi, ale nie motywuje nas pycha, poczucie wyższości. Założenie towarzyszące: sam potwierdzam i czynnie powoduję własnym zachowaniem utratę honoru lub w każdym razie poważny na nim uszczerbek, jeśli wdaję się w pyskówkę, przepychankę, bójkę; jeśli na małostkową złośliwość lub wyrafinowaną wredność (spod znaku perfidii) reaguję zachowaniem, którym upodabniam się do adwersarza lub prześladowcy.

Zaprzeczeniem tego zrównoważonego wzorca jest egocentryczny i zapalczywy wzorzec honoru sprowadzonego do roli narzędzia wściekłości i odwetu.

* Tu ocena zjawisk jest – zarówno w sferze emocji (jak przeżywamy i odreagowujemy konflikt, sytuację rzeczywistego lub domniemanego, nawet urojonego upokorzenia czy krzywdy), jak i w sferze rozumowania – z założenia asymetryczna, jednostronna. A przez to relatywistyczna i przepojona hipokryzją. Mianowicie: to, co mnie sprawia satysfakcję, jest powodem do dumy i uznania ze strony innych jest najświętsze, ale te same wartości i satysfakcje po stronie innych nie są przedmiotem mojej troski, ochrony czy minimalnego poszanowania, są mi co najmniej obojętne; niech każdy sam się troszczy o swoją pozycję, prestiż, dobre samopoczucie. To, co mnie obraża, a tym bardziej dotyka boleśnie, poniża jest karygodnym występkiem, nawet zbrodnią dlatego, że to mnie to spotkało i dotknęło, a nie samo w sobie. Zatem nie jest moim zmartwieniem pokrzywdzenie innych, a w sporze i w rewanżu nie zawaham się przed upokorzeniem oponenta. Racji swoich (słusznych lub słusznych tylko w moim przekonaniu) dochodzę nie oglądając się na godność adwersarzy.

* W reakcjach na różnice interesów, poglądów i woli rządzi mną poczucie oczywistości mojego dobra i mojej słuszności, a wszelka niezgodność z nią jest dla mnie właśnie zamachem na moją godność, cześć, pozycję. Nie przyjdzie mi do głowy – lub uciekam przed taką myślą – że mogę się w czymś mylić, że pewne dobra nie są mi bezdyskusyjnie i wyłącznie należne, że może komuś trzeba w czymś ustąpić, przyznać rację lub pierwszeństwo w uzyskaniu tego, do czego sam pretenduję, np. dlatego, że wniósł większy wkład pracy, że ma większe uzdolnienia czy zasługi.

* Z tym wiąże się infantylne zgoła oburzenie na jakąkolwiek odmowę, gdy o coś zabiegamy lub na jakieś wymagania dla nas niewygodne (np. oczekiwanie samoograniczenia, cierpliwości, rezygnacji z czegoś). I emocjonalna (tzn. wściekła) reakcja proporcjonalna do siły tej emocji (zniecierpliwienia, gniewu), a nie do jakiejś względnie zobiektywizowanej miary straty, niezaspokojenia lub jakiejś przykrości. Na krytykę reagujemy nienawiścią i zamiarem zrewanżowania się możliwie najszybciej, nawet od razu. Na brak poparcia pragnieniem ukarania „zdrajcy”. Na ocenę poniżej naszych oczekiwań (i sprzeczną z naszą samooceną – poczuciem doskonałości dzieła) przekonaniem, że to oczywista niesprawiedliwość.

* Odpowiada temu prymitywna, wulgarna psychologizacja w interpretacji cudzych zachowań. Mianowicie: jeśli skutki czyjegoś czynu, gestu lub słowa są dla nas negatywne (nieprzyjemne lub nacechowane stratą), to uznajemy natychmiast za oczywiste, że takie były intencje. Skoro ktoś nam w czymś przeszkodził, coś utrudnił lub odebrał, to dlatego, że jest nam nieżyczliwy albo wręcz wrogi (inne powody nie mieszczą się nam w głowie) i zrobił to rozmyślnie, jedynym jego celem była chęć zaszkodzenia nam i przy tym poniżenia nas, upokorzenia. Jego wypowiedź, gest lub decyzja to po prostu małpia złośliwość albo niewybaczalna zniewaga.

* Skoro odczuwana przeze mnie zniewaga to cios w mój honor, to oczywistym jest, że to ja jestem sędzią we własnej sprawie, i nie tylko sędzią (który wydaje wyrok, że stała mi się krzywda), ale i mścicielem. Na takiej  zasadzie: Kargul zawyrokował, że Pawlak śmiertelnie go obraził i tenże Kargul w roli sędziego nakazał sam sobie „wymierzyć sprawiedliwość” temu Pawlakowi. Z tym dodatkiem, że kara powinna być taka, żeby ten Pawlak się nie pozbierał. Ale nie śmiejmy się – z poczuciem wyższości – z tych prostych chłopów. Miejmy w pamięci znany z Oniegina szlachecki i „szlachetny” zwyczaj, by za chwilę zazdrości (lub w innych okolicznościach np. za nietaktowny żart narażający na śmieszność) ukarać wyzwaniem na pojedynek, a w nim tą rytualną egzekucją.

* Cechą tego zapalczywego poczucia honoru jest też fakt, iż akt zemsty (zwłaszcza takiej, w której przelicytowaliśmy sprawcę własnego wstydu, upokorzenia albo tylko zakłopotania i niezręcznej sytuacji) bynajmniej nie przynosi ulgi, lecz pielęgnuje tę zawziętość, zapiekłość. Gdy traktujemy to – naiwnie – jako zaprzeczenie szlachetnego etosu rycerskiego, to znów warto przypomnieć z historii oryginalny obyczaj, by po zwycięskiej bitwie odciąć głowę pokonanemu wodzowi i obwozić ją po świecie na pokaz, jak poroże upolowanego jelenia, ku własnej chwale.

Taki reaktywny wzorzec honoru (honor = mściwość; moje ma być na wierzchu, co demonstruję – jak w świecie zwierząt, „obsikaniem”; mój honor jest tym większy, im bardziej zgnoję przeciwnika lub rywala) funkcjonuje nie tylko na poziomie osobniczej niedojrzałości, infantylnego egocentryzmu i narcyzmu, ale również na poziomie grupowym – jako korelat megalomanii narodowej, wyznaniowego szowinizmu, klasowego ekskluzywizmu (np.: honor to ma szlachcic, nie dla chama, tj. chłopa, takie subtelności).

W istocie nie ma honoru ten, kto swojego rywala, przeciwnika lub wroga chce pozbawić honoru za karę za to, że ten mu stanął na drodze, może nawet za to, że szkodził mu w sposób niehonorowy, a podeptanie cudzego honoru uznaje za dowód i gwarancję własnego. Kiedy chcesz i próbujesz ubabrać kogoś w błocie czy w szambie, to sam nim śmierdzisz.

PROF. ZW. DR HAB. MIROSŁAW KARWAT
Uniwersytet Warszawski

W wydaniu nr 226, wrzesień 2020, ISSN 2300-6692 również

  1. HISTORIA DECYDENTA

    Prawda o WP
  2. FILOZOFIA I DYPLOMACJA

    Polska a sprawa białoruska
  3. ZDROWIE DECYDENTA

    Prawda o koronawirusie?
  4. KOBIETY DECYDENTA

    Tragedia Olgi
  5. PEACE ONE DAY

    Dzień, jakich mało
  6. BIBLIOTEKA DECYDENTA

    Śmierć kliniczna
  7. POEZJA DECYDENTA

    Elegancki tomik
  8. KRYMINAŁ DECYDENTA

    Wszyscy kłamią!
  9. DECYDENT GLOBTROTER

    Zdobywamy wulkany
  10. WIATR OD MORZA

    Co z tą ideologią?
  11. CO SIĘ W GŁOWIE MIEŚCI

    Honor a samokontrola
  12. FOLWARK POLSKI

    Dzika historia
  13. LEKTURY DECYDENTA

    Tajemniczy bank