Established 1999

CO SIĘ W GŁOWIE MIEŚCI

2 grudnia 2019

Sankcja honorowa

Człowiek honoru, jak już wiemy, albo nie popełni czynu niegodnego, tym bardziej haniebnego – gdyż nie pozwolą mu na to jego zasady, głos sumienia, poczucie godności osobistej w danej roli, potencjalny wstyd i obawa przed kompromitacją – albo przyjmuje na siebie konsekwencje sprzeniewierzenia się – choćby mimowolnego lub wskutek zaniedbania – zasadom, zobowiązaniom, czyli zdolny jest do samo ukarania. Powiedzmy jednak sobie jasno: takiej cnocie sprzyja – by nie powiedzieć: wymusza je – nacisk otoczenia, środowiska. Nacisk w postaci oczywistych i jednoznacznych oczekiwań („jak powinieneś się zachować”), wymagań obyczajowych, a niekiedy nawet dość natrętnych sugestii – pisze prof. dr hab. Mirosław Karwat.

Prof. dr hab. Mirosław Karwat, Uniwersytet Warszawski

W każdym razie przez długi okres życia, kariery zawodowej (biznesowej, naukowej, politycznej) musiałby czuć na sobie wzrok i „oddech” środowiska, aby na etapie osiągniętej już dojrzałości lub w zenicie kariery postępował tak jak należy, nawet jeśli w danej chwili i sprawie nikt nie widzi, nikt nie patrzy, nie naciska.

Są oczywiście wśród nas ludzie z większą lub mniejszą wrażliwością na zasady, z większym lub mniejszym samokrytycznym dystansem do siebie. W pewnym stopniu więc „honorowość” postawy jest wyrazem i rezultatem określonych predyspozycji charakterologicznych.

Wyróżniają się ludzie z odwagą bycia i pozostania sobą wbrew rozmaitym okazjom, pokusom, demoralizującym „układom”, dla których ważniejsze od świętego spokoju lub różnych wygód są zasady oraz poczucie godności i bycia w porządku. To jednak, czy na takich wyrosną, to, czy takimi pozostaną – gdy życie podsuwa rozmaite kompromisy, gdy świadectwa honoru mogą drogo kosztować – zależy właśnie od kondycji moralnej i kontroli moralnej ich środowiska.

Toteż zachowania honorowe ludzi przeciwstawiających się nierzetelności, świństwom lub wymierzających karę samemu sobie za wcześniejsze zachowania niehonorowe, za czyny niechlubne – takie zachowania są i możliwe, i wręcz zagwarantowane tylko w takiej wspólnocie, grupie, która poważnie traktuje swój etos, swoje powołanie, kryteria tożsamości, swój kodeks moralny – czy to chodzi o elementarną moralność ogólnoludzką, czy o etykę zawodową (nauczyciela, naukowca, duchownego, lekarza, żołnierza). Poważnie – to znaczy: narzuca swym członkom ich praktyczne respektowanie jako wzór postępowania właśnie dla nich oczywisty, wymagany (gdyby się zawahali lub zaczęli kręcić ku własnej wygodzie), „przywołuje do porządku”, gdy ktoś z nich stracił busolę i samokontrolę.

Takie oddziaływania grupy, wspólnoty na jednostkę do niej przynależną mają znamiona sankcji honorowej. Jeśli nie postępujesz tak, jak nakazują nasze wspólne zasady, reguły, to stawiasz pod znakiem zapytania, czy (nadal) jesteś jednym z nas. Powstaje co najmniej wątpliwość, czy zasługujesz na to, aby okazywać ci taki sam jak dotychczas szacunek, sympatię; czy podtrzymywać i potwierdzać, czy też zerwać z Tobą kontakty i w ogóle więź. A jeśli powiązania zawodowe skutkowały dotychczas zażyłością osobistą i towarzyską, zaprzyjaźnieniem, wspólnotą hobbystycznych zainteresowań, to również honorowa reakcja na ciężkie zawodowe grzechy przenoszona jest na stosunki osobiste.

Na tej zasadzie reagujemy grupowo (co jest skuteczne pod warunkiem powszechności, bezwyjątkowości napiętnowania) na oszustwa, przywłaszczenia, sprzeniewierzenie się obowiązkom zwłaszcza w służebnych społecznie zawodach zaufania publicznego, krzywdzenie słabszych, godzenie w reputację innych ludzi z niskich pobudek.

Jakie to są reakcje? Tworzą one pewną skalę – w zależności od charakteru występków, a zarazem w zależności od stopnia pryncypialności, zdecydowania i determinacji otoczenia gotowego do okazania dezaprobaty.

Bo też sama dezaprobata może mieć różne podłoże i natężenie. Może to być tylko zakłopotanie (ale – jak w remisie bokserskim – ze wskazaniem, kto tu zachwiał się na nogach, czyja pozycja i reputacja ucierpiała), może to być coś poważniejszego, bo zniesmaczenie (np. chamskim stylem polemiki z kimś, praniem brudów w porachunkach osobistych pod pozorem troski o dobro publiczne), a czymś znacznie dalej idącym jest oburzenie czyimś zachowaniem, postępowaniem, uznanym za niedopuszczalne i karygodne.

Odpowiednio do tej skali motywacyjnej praktyczne natężenie sankcji tworzy skalę od gestów i zachowań, które „dają do zrozumienia” po wyraziste potępienie; od wymownego ograniczenia, zredukowania intensywności i regularności kontaktu, często – swoistego odwrotu od spoufalenia do czysto oficjalnej formy i  czysto służbowej nieuniknionej okazji do obcowania, poprzez wymowne zawieszenie i unikanie (nawet demonstracyjne) kontaktu, co ma spowodować i podkreślić efekt izolacji, aż po faktyczne („nie znamy Cię i nie chcemy znać”) lub formalne albo rytualne wykluczenie.

Oto konkretne przykłady:

Kolega, o którym teraz wiadomo, że w domu jest „damskim bokserem”, a nie odmówił też sobie przyjemności w molestowaniu pasierbicy, przestaje być uczestnikiem wspólnych wypadów „na piwko”, partnerem do gry w tenisa, omija się go „przy śledziku” w okresie przedwigilijnym, nie odpowiada się na jego powitanie.

Pracownik nauki, który okazał się hochsztaplerem i plagiatorem, przestaje być zapraszany na seminaria i konferencje, nie powierza mu się recenzji w przewodach na stopień ani nawet wydawniczych, odradza się dziennikarzom zapraszanie go do komentarzy w mediach. I oczywiście nie poleca się jego podręczników sklejonych z wypisów z cudzej twórczości bez podania źródła.

Ksiądz oskarżony (nie oszczerczo bynajmniej) o pedofilię, zwłaszcza jeśli reaguje na to buńczucznie, spotyka się z bojkotem wiernych: topnieje frekwencja na nabożeństwach, w odpowiedzi na jego moralizatorskie kazania słuchacze wychodzą z kościoła; narzeczeni zgłaszają się w sprawie „zapowiedzi” oraz ślubu do proboszcza po sąsiedzku.

Ginekolog wyspecjalizowany, jak już wiadomo poniewczasie, w obmacywaniu i wykorzystywaniu pacjentek pod pretekstem badań nie tylko staje przed sądem lekarskim i powszechnym, ale zanim to nastąpi, sam wstydzi się pojawić na korytarzu swojej przychodni, nie chodzi z głową wysoko zadartą odpowiadając – jak gdyby nic – na powitania jak gdyby nic.

Puenta? Powtórzmy, niestety, za Ignacym Krasickim: „Wszystko to być może; jednakże ja to między bajki włożę”.

Jakoś tak głupio nagle odwrócić się od kumpla, pierwszemu wyrywać się z oznaką niechęci, gdy inni dokoła się powstrzymują (a wolelibyśmy, by „pryncypialnie” załatwili to za nas inni); głupio też być „niewdzięcznym”, gdy mamy wobec niegodziwca jakiś swój prywatny dług wdzięczności.

Właśnie dlatego najczęściej jest odwrotnie niż w pedagogicznych pogadankach: Otoczenie „pęka” i sankcja społeczna rozłazi się w szwach wtedy, gdy osąd społeczny powinien być twardy i jednoznaczny. Natomiast sprawca tej zbiorowej wokół siebie konsternacji lub paniki (przed oczekiwaniem zachowań wyrazistych) nie pęka, może nawet mieć specyficzną satysfakcję. Nie musi się martwić o swój honor, gdy jego otoczenie składa się z ludzi, których osobiście nie stać na to, by mieć i zachować honor, a tym bardziej nie stać ich na to, by obronić swoją sankcją honor firmy, partii, zawodu.

Paradoksalnie, sprawcy czynów niehonorowych mają wielką zasługę dla społeczeństwa, nauki i pedagogiki. Mianowicie: pokazują swym miękkim lądowaniem, ile warte są zasady dla ludzi, z którymi łączą ich różne interesy, przysługi i przyzwyczajenia.

PROF. DR HAB. MIROSŁAW KARWAT
Uniwersytet Warszawski

W wydaniu nr 217, grudzień 2019, ISSN 2300-6692 również

  1. KRYMINAŁ DECYDENTA

    Zbiór zagadek i rozwiązań
  2. POLITYKA DECYDENTA

    Trump bez tajemnic
  3. 13. MEDIATORY

    Laureaci
  4. NOWELE DECYDENTA

    Perełki polskiej literatury
  5. SMAKI DECYDENTA

    Sery Gusto z Czarnocina
  6. DECYDENT POLIGLOTA

    Wszystko o języku angielskim
  7. SĄ RZECZY, KTÓRE TRZEBA ROBIĆ

    Od żemyka do konika
  8. WIATR OD MORZA

    Polskie legendy
  9. CO SIĘ W GŁOWIE MIEŚCI

    Sankcja honorowa
  10. KOBIETY DECYDENTA

    Pomogły wygrać wojnę