Established 1999

CO SIĘ W GŁOWIE MIEŚCI

1 października 2019

Honorowość a spolegliwość

Honor to bliski krewny zwyczajnej ludzkiej spolegliwości. Z jednej strony, spokrewniony jest z tym, co nazywamy głosem sumienia oraz z instynktem przyzwoitości (porządny człowiek wie, czego mu czynić lub tolerować nie tylko nie wypada, ale wręcz nie wolno – i czego by się wstydził). Odnosi się to nie tylko do ludzi, z którymi jesteśmy jakoś związani, ale i do postronnych, odległych, którzy ani nie są nam potrzebni i pomocni, ani wrodzy nam i groźni, lecz z tego nie muszą być nam obojętni. W tym przypadku „honorowość” ma znamiona bezinteresowności. Z drugiej strony, honor wymusza właśnie spolegliwość – w związkach międzyludzkich i społecznych, które pociągają za sobą moralne zobowiązania – pisze prof. dr hab. Mirosław Karwat.

Prof. dr hab. Mirosław Karwat, Uniwersytet Warszawski

Jeśli mnie z kimś coś łączy, to jestem mu coś winien – co najmniej wzajemność, przewidywalność i niezawodność w działaniu wspólnym lub w pomocy, opiece, rewanżu. W domyśle ponadto: wyrozumiałość, powstrzymanie się od odruchów i tym bardziej działań rozmyślnie złośliwych w odpowiedzi na zaistniałe konflikty; rezerwę dobrej woli w reakcji na odczuwaną (słusznie lub nie) niesprawiedliwość partnera czy opiekuna. A w związkach luźniejszych, nie angażujących uczuciowo – przynajmniej życzliwość, przychylność, odwzajemnianie przysług, ułatwień, udogodnień oraz powstrzymywanie się od tego, co miałoby komuś zaszkodzić.

Przypomnijmy głębszy sens pojęcia spolegliwości i przesłanki postawy określanej tym słowem.

Spolegliwy jest ten, na kim można polegać – i wtedy, gdy się coś zamierza, planuje (można na niego liczyć, na jego wsparcie, uczestnictwo), i wtedy, gdy już się coś robi, z jego udziałem lub pod jego opieką, patronatem, z jego błogosławieństwem. To ktoś,  kto nie zawiedzie w sprawie, w której jest opiekunem lub odpowiedzialnym partnerem, tym bardziej w sprawie, w której jest pomysłodawcą, inicjatorem działania, przewodnikiem, koordynatorem. Jego niezawodność, postawa odpowiedzialności za partnerów lub podwładnych, podopiecznych i za własne współuczestnictwo jest rezultatem i przejawem powstałego zobowiązania. Wie, że swoim partnerom lub podwładnym lub podopiecznym jest winien pozytywne nastawienie, odwzajemnienie dobra – więc robi, co do niego należy, nie porzuca w potrzebie, nie wykręca się od tego, do czego sam się zobowiązał, nie reaguje ucieczką lub pozorowaniem nieobecności, udawaniem nieświadomości lub udawaniem „głupiego”, gdy sprawa się komplikuje.

We współżyciu między jednostkami, ale i między wielkimi grupami społecznymi, wspólnotami postawa spolegliwości trwale przejawia się i powtarza w trzech klasycznych formach: jako lojalność, jako solidarność i jako wierność.

Ta kolejność jest nieprzypadkowa: to kolejne stopnie, miary natężenia poczucia powinności, zobowiązania, sprzężone ze skalą kosztów własnych, jakie gotowi jesteśmy ponieść.

Minimum spolegliwości to lojalność. Ta najmniej nas kosztuje, a wiele korzyści przysparza. Maximum – solidarność. Jeśli jednak postawa solidarności jest maksymalistyczną (bo zakłada, że trzeba coś dać z siebie innym), to wierność jest czymś jeszcze bardziej rygorystycznym. Wierność to postawa perfekcjonistyczna. Co prawda, nieraz ocierająca się o samozatracenie i masochizm – jak u skopanego, lecz wciąż oddanego psa; jak u żon i matek trwających w związku z pijakiem, damskim bokserem lub Casanovą z urojenia (którym gotowe są… opiekować się); jak u ochotników z Volkssturmu gotowych ginąć za Führera.

Lojalność to swoisty odpowiednik „małżeństwa z rozsądku”. Nie muszę Cię kochać lub podziwiać, wystarczy być wobec Ciebie w porządku.  Nie muszę Ci aż pomagać, wystarczy Ci nie szkodzić. Wystarczy odpłacać dobrem za dobro, przysługą za przysługę, przychylnością za przychylność; nie być niewdzięcznikiem; nie mówić źle o Tobie pod nieobecność; nie przyjmować od innych tego, co Tobie się należy. Wreszcie, kiedy się rozstajemy (w małżeństwie, w partii, w spółce) nie wykorzystywać przeciwko Tobie tego, co wiem o Tobie z czasów zgody, wspólnoty, przyjaźni czy nawet miłości. Może nawet rozwiedliśmy się z powodu braku satysfakcji seksualnej, ale to nadal nasza wspólna tajemnica, nie sensacja dla wszystkich wkoło: impotent, zimna kłoda. Może mam do Ciebie mnóstwo pretensji, to jednak nie powód, by donieść do skarbówki.

Solidarność to poczuwanie się do współczucia dla cierpiących, ale z praktycznymi, nie tylko symbolicznymi przejawami (dzielenie się czymś, wspieranie kosztem pewnych wyrzeczeń czy strat własnych, nawet jeśli nam się nie przelewa). To nie tylko zrozumienie dla osób lub całych grup znajdujących się w podobnej jak my sytuacji, ale i przyłączenie się do ich walki lub w każdym razie jakieś czynne poparcie; choćby miało nas to kosztować. To zdolność do tego, by – kiedy nam coś dają (dary, podwyżkę, awans, nagrodę), odmawiając jednak tego samego innym, którym też się to należy lub którym bardziej się należy – upomnieć się o tych innych i od sprawiedliwości uzależnić przyjęcie własnej wygody, korzyści. Prawda, że to kłopotliwy ideał? Choć ta postawa niekoniecznie, nie zawsze jest zupełnie idealistyczna. Kryje się za nią wyobraźnia, świadomość, że „jedziemy na tym samym wózku”, że to (nieszczęście, ucisk, wyzysk), co przydarzyło się innym podobnym do nas, może z kolei spotkać nas samych, jeśli będziemy na to obojętni. Pomóż innym, by i Tobie pomogli, gdy będziesz w potrzebie, w kłopotach.

Wierność idzie znacznie dalej. To stałość, wytrwałość i zaangażowanie (uczuciowe lub ideologiczne) mimo rozmaitych niezgodności ideału ze stanem faktycznym, wbrew różnym wątpliwościom lub rozczarowaniom, nawet bez względu na jednostronność własnego zaangażowania – nieodwzajemnianego, nadużywanego. Oczywiście wierność nie musi być ślepa, ale często bywa, bywa też przywiązaniem „mimo wszystko” i aż do samozatracenia. Nie tylko u sponiewieranego psiaka.

Otóż zachowania honorowe – takie jak: dymisja na znak protestu przeciwko niesprawiedliwej, nieuczciwej decyzji w cudzej sprawie; zrzeczenie się tytułu lub nagrody, odesłanie orderu; przyłączenie się do bojkotu jakiegoś przedsięwzięcia lub jakiejś osobistości skompromitowanej haniebnym czynem; wystąpienie w obronie swojego przeciwnika, mimo trwającego między nami konfliktu, a nawet rachunku pretensji i krzywd – nie bez powodu kojarzą się nam z tak rozumianą spolegliwością. To znaczy: z lojalnością, solidarnością lub wiernością (zasadom, zobowiązaniom, ale i wiernością wobec własnej wspólnoty).

W przypadku więzi bezpośredniej – bądź opartej na wymianie dóbr, świadczeń, usług, przysług, wartości symbolicznych (przykład: odwzajemnianie szacunku, odwdzięczanie się za życzliwość lub elementarną sprawiedliwość dobrym słowem), bądź opartej na wspólnej przynależności i poczuciu wspólnoty – rzeczywiście honor splata się ze spolegliwością. Ale dokonuje się to na szczególnej zasadzie: to honor nie pozwala mi na to, aby zawieść solidnego partnera w interesach lub dobroczyńcę; aby nie wspomóc pobratymców, współwyznawców, współtowarzyszy broni lub pracy; aby opuścić, porzucić, tym bardziej – zdradzić kogoś, kto mi zawierzył bezwarunkowo i wyrzekając się jakiejkolwiek alternatywy. Honor nie pozwala mi na to, aby stać się i czuć się świnią, tchórzem lub krętaczem albo zdrajcą nie tylko abstrakcyjnie (z punktu widzenia określonych zasad, idei) i  w zwierciadle sumienia (jak tu spojrzeć w lustro), ale i konkretnie w stosunku do kogoś (nie bez powodu najbardziej boimy się spojrzeć w oczy komuś, kogo zostawiamy na lodzie, kogo zaskakujemy brakiem wzajemności, pomocy lub przywiązania, ciosem w plecy).

W tym kontekście kryteria są dość proste.

Nielojalność (wobec takiego czy innego partnera, wspólnika, współmałżonka – mniejsza o to, że niedarzonego uczuciem) to zachowanie niehonorowe. Niehonorowe jest np., gdy wykorzystuję trudną sytuację wspólnika, z którym wcześniej się poróżniłem, by wymusić na nim wykup jego udziałów za bezcen, gdy w sporze rozwodowym o majątek lub opiekę nad potomstwem posługuję się jako argumentem informacjami, które pozyskałem z wcześniejszych serdecznych, a poufnych zwierzeń.

Brak solidarności z kimś pokrzywdzonym, poszkodowanym, prześladowanym – zwłaszcza ze wspólnego kręgu kulturowego, ideowego, pokoleniowego, płciowego, religijnego – to zachowanie człowieka lub zespołu pozbawionego honoru (i obiektywnie, i w odczuciu otoczenia). Szczególnie wtedy, gdy stać nas na pewne poświęcenia, wyrzeczenia, samoograniczenia i gdy wcześniej to my zaznaliśmy pomocy od tego, kto teraz jest w kłopotach, a nawet pomocy skądinąd. Niehonorowe jest „wypięcie się na innych” wtedy, gdy w grę wchodzi „łańcuch ludzi dobrej woli”, puchar przechodni wielkoduszności czy też sztafeta pod hasłem „tobie kiedyś pomogli, teraz ty komuś pomóż – niekoniecznie w rewanżu, ale na zasadzie podaj dalej”.

W tym kontekście wręcz śmierdzi „suwerenna” niechęć i pogarda Polaków wobec uchodźców. W Europie nie zapomniano naszej tradycji tułacza i pomocobiorcy; dzisiejsza nasza postawa odbierana jest jako krótka pamięć i hardość  dokarmionego żebraka, zgrywającego teraz panisko.

Upokorzenie lub porzucenie osoby bliskiej, jednostki lub grupy uzależnionej od nas, skazanej na nasze wsparcie lub wprawdzie potencjalnie samodzielnej, ale uczuciowo lub ideowo bezgranicznie oddanej i przez to bezbronnej wobec naszych łamańców i zwrotów to tym bardziej zachowanie sprzeczne z elementarnym kanonem honoru. Aczkolwiek nieodpowiedzialność, bezduszność, bezwzględność w postępowaniu wobec ludzi nam oddanych jest oczywiście czymś więcej niż tylko postępowaniem niehonorowym. Jest traktowane jako rodzaj podłości, nikczemności. Tu jednak pojęcie honoru ma zastosowanie niejako dwuetapowe. Po pierwsze, nie masz honoru, jeśli zdolny byłeś tak postąpić. I w odbiorze otoczenia utraciłeś honor jako reputację. Po drugie jednak, tym bardziej nie masz honoru, jeśli postępowaniem, którego powinieneś się wstydzić i żałować, jeszcze chełpisz się, chlubisz, a nawet traktujesz to jako rodzaj zasługi i tytuł do nagród, splendorów („honorów”). Dotyczy to w równej mierze pyszałków licytujących się w miłosnych podbojach i małżeńskich roszadach, jak politycznych neofitów przepychających się do pierwszego szeregu u boku nowych chlebodawców i zgłaszających się na ochotnika do opluwania swoich „byłych”.

Ale nawet powściągliwe określenie „zachowanie niehonorowe” ma wtedy wymowę mocniejszą niż jakikolwiek eufemizm; synonimem jest w tym wypadku: haniebne.

Człowiek bez honoru z pewnością nie będzie spolegliwy wtedy, gdy musiałby bardziej myśleć o innych niż o sobie, z czegoś zrezygnować w imię zasad, wspólnej sprawy, wspólnej przeszłości. Będzie natomiast „spolegliwy” w tym sensie, że niezawodnie dyspozycyjny, gorliwy i nadgorliwy w tym, co pozwala mu awansować, dorobić się i „błyszczeć” (pysznić się) za cenę samoupodlenia, niewdzięczności wobec dawnych patronów, dobroczyńców lub partnerów, za cenę zgnojenia tych, do których wcześniej sam siebie zaliczał i do których kiedyś się wdzięczył. Jego „spolegliwość” to gotowość do obsikania własnej metryki i do kąsania ręki, która go wykarmiła, lecz teraz jest już tylko smacznym kąskiem albo kością do obgryzania.

 PROF. DR HAB. MIROSŁAW KARWAT
Uniwersytet Warszawski

W wydaniu nr 215, październik 2019, ISSN 2300-6692 również

  1. MUZYKA DECYDENTA

    Wirtuoz
  2. HISTORIA DECYDENTA

    Władca
  3. KRYMINAŁ DECYDENTA

    Atomowa tajemnica
  4. CHILIJSKI KOCIOŁ

    Wrzenie narastało latami
  5. HISTORIA DECYDENTA

    Polacy a Żydzi
  6. FILOZOFIA I DYPLOMACJA

    Mocny sojusz?
  7. LEKTURY DECYDENTA

    Internet rajem dla wywiadu
  8. WIATR OD MORZA

    Krajobraz po bitwie
  9. ZDROWIE DECYDENTA

    Allergoff na roztocze
  10. BREXIT W IZBIE GMIN

    Funt zareaguje gwałtownie
  11. DECYDENT GLOBTROTER

    Jedziemy do Stambułu
  12. MUZYKA DECYDENTA

    Muniek wraca solo
  13. REPORTAŻ DECYDENTA

    U somalijskich piratów
  14. WRACAĆ - NIE WRACAĆ?

    Dylemat Polaków breksitowych
  15. KU PRZESTRODZE

    Historia lubi się powtarzać
  16. BIBLIOTEKA DECYDENTA

    Trump na Twitterze
  17. NIECHCIANI NOBLIŚCI

    Miłosz, Wałęsa, Tokarczuk
  18. DECYDENT POLIGLOTA

    Mówimy po angielsku bez błędów
  19. W SIEDZIBIE IMR

    Allergoffem w roztocze
  20. LEKTURY DECYDENTA

    Dobry, polski kryminał
  21. BIBLIOTEKA DECYDENTA

    Spojrzenie na socjalizm
  22. LEKTURY DECYDENTA

    Bolesny temat
  23. WIATR OD MORZA

    Trzynastego
  24. CO SIĘ W GŁOWIE MIEŚCI

    Honorowość a spolegliwość
  25. THRILLER DECYDENTA

    Zaskakujące zakończenie