Established 1999

CO SIĘ W GŁOWIE MIEŚCI

8 czerwca 2019

Człowiek honoru

Pochlebnym i zaszczytnym określeniem „człowiek honoru” wyróżniamy (honorujemy) osoby, którym przypisujemy niezawodną zdolność do postępowania zgodnego z zasadami honorowymi. A więc takie, o których zakładamy, że w sytuacjach trudnego i kłopotliwego wyboru albo brzydkiej pokusy (np. drogi na skróty, uznania pewnej potrzeby lub konieczności za usprawiedliwienie dla postępowania nieuczciwego czy niegodnego) nie zachowają się inaczej niż tego wymaga obowiązujący w danej wspólnocie kodeks honorowy lub ich własne poczucie honoru. Ich dewizą miałoby być: „honor mimo wszystko” (nawet jeśli miałoby to boleśnie kosztować), „nic wbrew regułom honoru” – pisze prof. dr hab. Mirosław Karwat.

Prof. dr hab. Mirosław Karwat, Uniwersytet Warszawski

Trwała, niezachwiana, niezawodnie powtarzana i potwierdzana postawa człowieka honoru tradycyjnie uznawana jest za atrybut gentlemana, i podobnie – damy. Warto bowiem pamiętać, że człowiekiem, więc tym bardziej człowiekiem honoru, może być kobieta. Męska forma tego określenia bywa mocno myląca.

Jednak bycie człowiekiem honoru nie jest to tożsame po prostu z moralną nieskazitelnością i doskonałością. Rzecz nie w tym, że ktoś zawsze czyni dobro i tylko dobro, nigdy nie sprzeniewierzy się pewnym cnotom, że ma na swoim koncie wyłącznie postępowanie uczciwe, sukcesy, satysfakcje, korzyści i nagrody zasłużone, że nie popełni błędów – w dodatku niechlubnych. Bycie człowiekiem honoru nie jest też równoznaczne z bezwyjątkowym uosabianiem elegancji w postępowaniu.

Ideał człowieka bez skazy, z bilansem czynów bez zarzutu, wzór szlachetności i wzniosłości w postępowaniu… jest wyobrażeniem i postulatem kuszącym, lecz nierealistycznym i życzeniowym. W realistycznym ujęciu określenie „człowiek honoru” odnosi się do dwojakich kryteriów.

Z jednej strony, do takiego nastawienia, aby unikać we własnych decyzjach i czynach świństwa, draństwa, krętactwa, cudzej krzywdy (zwłaszcza – krzywdy osób bezbronnych), a przeciwstawiać się (znaleźć ku temu siły i odwagę) takim zachowaniom i praktykom u innych, może zwłaszcza u swoich współtowarzyszy, współpracowników, współbojowników, kumpli, krewnych. To kryterium optymistyczne i maksymalistyczne. Tu jednak zakłada się staranie, dążenie, by sprostać takim wymaganiom, a nie niemożliwość zwykłej ludzkiej ułomności.

Z drugiej strony, może to – znacznie częściej – oznaczać zdolność do krytycznej samooceny, refleksji nad dotychczasowym postepowaniem, do uznania własnych błędów lub grzechów, chęć zrehabilitowania się postępowaniem godnym i chlubnym, albo zwyczajnie przyzwoitym, gotowość do zadośćuczynienia itd. Wcześniejsze zachowanie lub dłużej trwające postępowanie niehonorowe próbujemy zrekompensować późniejszym postępowaniem honorowym.

W tym maksymalistycznym, perfekcjonistycznym wcieleniu objawia się to praktycznie tak, że np. człowiek honoru nie przyjmuje propozycji, jakie same w sobie są obraźliwe dla każdej osoby z zasadami lub jakie stają się haniebne w pewnych okolicznościach, rezygnuje ze starań o korzyści lub odmawia przyjęcia korzyści nienależnych lub możliwych za cenę pokrzywdzenia tych, którym się one należą. A w sytuacjach sporu, konfliktu, walki powstrzymuje się od „chwytów poniżej pasa” lub od wykorzystywania czyjejś beznadziejnej sytuacji do zwyciężenia ciosem w plecy, kopnięciem leżącego. Zależy mu na tym, aby zwyciężyć w tym sensie honorowo, że wyłącznie dzięki udowodnieniu swoich racji, wykazaniu swojej wyższości w toku i w rezultacie konfrontacji lub rywalizacji opartej na równych szansach.

W tym drugim „naprawczym” ujęciu na miano człowieka honoru zasługuje ten, kto – jeśli nawet wcześniej był w jakiejś kwestii nie w porządku – to umie z tego wyjść z twarzą; jeśli przedtem grał nieczysto, to potem stara się być gwarantem rzetelności.

Człowiekowi honoru może się zdarzyć, że zagalopuje się w sporze i kogoś znieważy lub zniesławi. Wtedy jednak on sam – nie tylko dlatego, że w otoczeniu spotka się z dezaprobatą, oburzeniem, potępieniem – czuje się niekomfortowo. I z własnej inicjatywy przeprosi, opatrując to bynajmniej nie rytualną, zdawkową, lecz szczerą i rzeczową samokrytyką. Jeśli spierał się z kimś, lecz spór ten ewidentnie przegrał, bo teraz wiadomo, że to oponent miał rację, zdolny jest to przyznać (nie tylko intymnie, na własny użytek, w myślach). Jeśli z kimś rywalizował i poniósł porażkę, znosi to z godnością i uznaje rywala (przeciwnika) za zwycięzcę. Jeśli ręczył swoim autorytetem za kogoś, kto się skompromitował lub nadużył i jego, i użyczonego przez „poręczyciela” publicznego zaufania, to przyjmuje na siebie odpowiedzialność jako współsprawca. Jeśli był czyimś współpracownikiem lub podwładnym, to zasadę lojalności (w szczególności powinność dyskrecji, zachowania tajemnicy…) praktykuje nie tylko w czasie tej współpracy, ale i potem, nawet jeśli został zawiedziony lub skrzywdzony pewnymi decyzjami, zwolnieniem itd. Nie rewanżuje się (nie mści) długim językiem, usłużnym plotkarstwem, donosicielstwem.

Znamiona takiej „naprawczej” postawy to samokontrola (np. okiełznanie własnego rozczarowania, zapalczywości, pokusy, by postawić na swoim mimo porażki lub kompromitacji) i zwyczajna godność w sytuacji porażki, odrzucenia. A po drugiej stronie: zwycięzca w sporze, rywalizacji, konflikcie, walce jest człowiekiem honoru, o ile swego zwycięstwa (choćby całkowitego, zasłużonego, ewidentnego i niewymęczonego ledwo-ledwo) nie celebruje jak prymityw. Nie ulega megalomanii. Nie ulega pokusie, by skonsumować zwycięstwo – zamiast konstruktywnych osiągnięć własnych – na zasadzie żenującej mściwości, upajając się rozbrojeniem i upokarzaniem pokonanego przeciwnika. Przykładamy do tego miary tradycyjnej kultury rycerskiej.

Te kryteria odnoszą się nie tylko do stosunków między jednostkami we współżyciu rodzinnym, sąsiedzkim, towarzyskim, ale i do sfery publicznej, do teatru polityki. W chwili, gdy hucznie fetowana jest rocznica kontraktowych wyborów 1989 i początku ustrojowej transformacji, także stają się aktualne, choć chyba niewielu polityków i propagandystów to rozumie.

Pouczającą lekcją poglądową wspomnianych kryteriów jest pewien znany (acz zapomniany) incydent – zgrzyt. Adam Michnik jako więzień polityczny, ofiara systemu tłumiącego opór i dążenie do zmiany ustroju represjami, haniebnymi formami inwigilacji, prowokacji, oszczerczej dyskredytacji itd. napisał swego czasu – z więzienia właśnie – oskarżycielski list zaadresowany do generała-ministra Kiszczaka, kierującego tak niehonorowymi metodami zwalczania opozycji, uznając go wtedy wręcz za człowieka bez honoru.

Po latach wyrwało mu się – pod adresem tegoż polityka – określenie „człowiek honoru”. Jakaż wybuchła awantura! Jaka konsternacja i niesmak, bezgraniczne oburzenie i potępienie – aż wymuszono na dysydencie-kombatancie, by odszczekał tę swoją niezręczność, niestosowność; pod groźbą, że sam straci honor. A przecież za tym okolicznościowym komentarzem kryło się po prostu uznanie faktu, że przegrany werdyktem historii dysponent siły dotrzymał porozumienia, nie próbował „odkręcić” rezultatów Okrągłego Stołu, gdy ich dynamika przerosła jego oczekiwania i przewidywania.

Rygoryści moralni” wtedy gotowi do rozszarpania Michnika za ten ukłon z repertuaru politycznej etykiety i za przebłysk obiektywizmu, nie czują jednak dziś żadnego oburzenia karierą i wężową giętkością prokuratora Piotrowicza. Bronią nie honoru jako takiego, lecz swego przywileju, by „po uważaniu” określać, kto jest, a kto nie jest człowiekiem honoru.

PROF. DR HAB. MIROSŁAW KARWAT

Uniwersytet Warszawski

W wydaniu nr 211, czerwiec 2019, ISSN 2300-6692 również

  1. BIBLIOTEKA DECYDENTA

    Pan z Płońska
  2. LEKTURY DECYDENTA

    Zabijał za pieniądze
  3. BIBLIOTEKA DECYDENTA

    W poczekalni do Nieba
  4. LEKTURY DECYDENTA

    Życie, muzyka i polityka
  5. FILOZOFIA I DYPLOMACJA

    Rozmowy Andrzeja Dudy w USA
  6. BIBLIOTEKA DECYDENTA

    Ludzie i miejsca
  7. LEKTURY DECYDENTA

    Milicja kontra bezpieka
  8. CO SIĘ W GŁOWIE MIEŚCI

    Człowiek honoru
  9. KONFERENCJA W IMR

    Moc cząsteczki monojonowej
  10. ZDROWIE DECYDENTA

    Krzem źródłem życia
  11. BIBLIOTEKA DECYDENTA

    Wegetacja amerykańskich Indian
  12. WIATR OD MORZA

    Krajobraz po bitwie